środa, 16 sierpnia 2017

No i się zaczęło

Igorek już od września będzie uczniem podstawówki. Ów fakt dotarł do mnie, gdy pewnego lipcowego popołudnia zataszczył do mnie reklamówkę pełną rozmaitych zeszytów, kredek, bloków.
Zmienia się każdego dnia, nie tylko wizualnie, ale i intelektualnie. Spoważniał niesamowicie. Zadziwia nas niesamowitą wiedzą, pierwszymi poważnymi rozmowami... Tak jak jakiś czas temu. Gdy zatrzymała się ziemia...
A było tak:

Oddaje się ja własnie popołudniowemu chillowi, odpoczywając po pracy i kilku godzinach w tabelkach excela. Aż tu nagle wparował młody. Chwile popatrzył co robię po czym pyta:
-Ciociu? Idziemy na pole?
-A po co?-Pytam, odwracając się do niego.
-No choodźź-Nalega
-No ale po co?
-Bo ja-Wyjaśnia mi.-Chciałbym z tobą porozmawiać sobie. Tak bez patrzenia w ekran.

Cóż było zrobić. Sytuacja zabrzmiała poważnie. Kiedy siedmioletni mężczyzna, o niebywałym uroku osobistym chce pogadać nic nie ma już znaczenia. Ani surfowanie w internetach, ani nawet głodna, siedmioosobowa rodzina na simsach.
Pełna obaw (O cóż temu dziecku chodzi, co ja przeskrobałam?! I jakie ewentualnie kary poniosę?) wychodzę z nim na zewnątrz.
Minutę potem siedzimy więc sobie oboje na tym polu, mierząc się przed moment wzrokiem. Ja trochę się zwieszam bo jeśli chodzi o Igoreckiego, czy pozostałą trójkę, to tak sobie lubię się pogapić i pozachwycać się.
Ot zakochana.
Aż tu mnie młody pyta
-To o czym pogadamy Ciociu?
-Hmmm-Mruczę, ale powoli już czuję! Będzie hardcore, prze państwa.
Zapewne zaraz padnie pytanie o to, czy wiem jaki numer buta ma Pique, czy inny Ronaldinio.
Więc ostrożnie pytam:
-A o czym byś chciał Igorciu?
-A znas taką piosenkarkę Margaret?
Pyta mnie dziecię z nadzieją w głosie.
No i się zaczęło. To ten moment. Moment, gdy podpadnę dziecku, bo mnie prze państwa bliżej niż do Margaret jest do Krawczyka, albo chociaż Iry, bo ja starej daty i w ogóle... Nie żebym miała coś do Margaret. Kwestia gustu raczej. Tylko jak wytłumaczyć to siedmiolatkowi??
No wiec sobie myślę intensywnie, jak tu wybrnąć. Przybierając uśmiech numer dwa i ukrywając nagły stre. A tak serio to pot po dupie ze stresu leci. Bo już za moment runie latami budowany autorytet i stracę  w oczach własnego siostrzeńca! Ten autorytet co go zdobyłam gdy po raz piętnasty naprawiłam autko, znalazłam fajną bajke, czy policzyłam ile to jest czterdzieści pięć razy sześć... Na nic starania!
Ostrożnie odpowiadam:
-Hmmm, znam jedną piosenkę... Ale raczej nie słucham
Patrzy na mnie zszokowany, jednakże wrodzony optymizm każe mu dać mi szanse
-No ciociu! Ona śpiewa taką piosenkę - Dziecko bierze oddech - "Łaciudu, łaciudu!"
-Nie znam tej piosenki... - Przyznaję, tracąc resztki godności.
I tu widzę jak niemal w jednej chwili błysk w oczach dziecka gaśnie, a w jego miejscu pojawia się znużenie.
-Aaaa... To jus nie wiem o cym mozemy rozmawiać...

I tak proszę państwa dostałam pierwszego kosza!

2 komentarze:

  1. Ja tez nie znam Margaret, ale ze mnie jest dinozaur, a gust muzyczny mam w ogole przedpotopowy. ;)

    Ale zeby tak siostrzeniec dal bezlitosnie kosza Ciotce?! Przeokrutny!!! :D

    OdpowiedzUsuń