piątek, 3 marca 2017

O RRRRRRR słów kilka...

Igorecki jest bardzo ambitnym, pojętnym chłopcem.
Swą wiedzą potrafi zaskoczyć niejednego. Podobnie zresztą jak pamięcią.
Na temat swojej ukochanej pasji- piłce nożnej wie niesamowicie dużo.
Radzi sobie z rozpoznawaniem flag, wie że statua wolności jest w Nowym Jorku, wieża Eiffla w Paryżu.


Ostatnio także powiedział mi że nie lubi mojego ukochanego Meksyku. Bo reprezentację mają słabą.
A gdy powiedziałam mu że za karę nie za biorę go na wycieczkę ( ;) ) stwierdził, że on nie potrzebuje, bo woli jechać
do Monachium, bo tam podobno mieszka Lewandowski... 
( Albo Piszczek?Nie wiem sama. Spytam jak wróci...)
No albo chociaż do ... Władysławowa. 
No nie wymagający z niego chłop, sami powiedzcie ;)
 
Ostatnio w jego rozwoju kolejny krok. Igorecki powiedział w końcu RRR.
Fakt ten obwieścił mi pewnego dnia podczas zabawy, gdy po piętnastu minutach układania klocków, nagle go olśniło że przecież miał mi się pochwalić i rzecze do mnie:
"Ciociu! Muszę Ci coś powiedzieć: RRRRR!! " zawibrował zgrabnie języczkiem, a mnie znów jak przy każdym nowym etapie rozwoju mojej czwórki... 
Ścisnęło w gardle...

Igor o poprawną wymowę RRR walczył dość długo.
Z pomocą pani logopedy przedszkolnej, rodziców, oraz nieco upierdliwej acz nienachalnej cioci N. która co jakiś czas próbowała poprawiać jego słowa, ku znużeniu biednego przedszkolaka, któremu takie dyrdymały nie były do szczęścia potrzebne.
Nikt jednak nie histeryzował, bo młody na to jeszcze czas miał, a nawet jeśli...?
Przecież z wymową RRR czy LLL i tak nadal będzie niesamowity <3
 
Jednakże po kilku dniach, podczas gdy rysował zapytał mnie nagle
"Ciociu? A włącys mi i Adlianowi w weekend glę na komputeze?"

Dziwne. RRR było w porządku, "szumieć" też już potrafił.
Dlaczego więc znów zasepleniło?
"Igorku?"-Pytam więc, bo jak już mówiłam... Jestem upierdliwa i nachalna... - "A czemu ty seplenisz? Przecież już potrafisz mówić ładnie..."

Podniósł ten blond łebek.
(Spojrzawszy na mnie tymi niebieskimi oczami, co to mnie nimi kupił pamiętnego 22 grudnia 2010 roku, gdy w końcu wzięłam go na ręce.)
I popatrzył na mnie wzrokiem niepojętnym.
Wzrokiem którym spojrzy kiedyś na swoją żonę, gdy ta ośmieli się go spytać:

" Kochanie, co to jest "spalony?" "


Aż się spociłam z wrażenia i powietrze można było kroić nożem.
"Po co?" Odezwał się w końcu. "Psecies jus się naucyłem..."

 


Aha, no tak. Tes plawda.

18 komentarzy:

  1. Jak możesz ciotka nie wiedzieć że Lewandowski:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlip, Chlip, muszę wypożyczyć ksiązkę... Nie mów Igorowi, coo? :PPP

      Usuń
    2. No mogę to zachować w tajemnicy się ciesz ze jeszcze tego bloga nie czyta:pp

      Usuń
    3. Zaczął już z książkami... Jak tu dotrze to kaplica ;ppp

      Usuń
  2. Ahahahha zakluc zapmaietac zdac i zapomniec czy jakos tak .kasiek

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak z niego mądly chłopiec:) No właśnie umie to po cio? Ha ha kocham go już xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem po cio właśnie ;pp

      Usuń
  4. No juz umie, to co sie bedzie wysilal? ;)

    Doskonale rozumiem ta lezke w oku. Mi tez sie zakrecila, kiedy Nik, raptem kilka tygodni temu, zaczal wymawiac gloski "szumiace". ;) Do RRRR jednak ma jeszcze druga droge. I w sumie dobrze, dluzej zostanie sepleniacym bejbikiem mamusi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taki faaajny okres :D no ale kiedyś trzeba wyrosnąć ;pp

      Usuń
  5. genialne :D :D :D mnie też zawsze rozwalają takie sytuacje :D pozdrowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehehe, no tys plawda, usmialam sie do lez :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Urocze:-)))Zawsze jestem zaskoczona jak moja wnuczka wygłosi taką"prawde oczywistą"Halina Cholawa-Zieciak

    OdpowiedzUsuń