sobota, 31 grudnia 2016

Żegnaj 2016

Był to rok ciężki.
Wiele osób odeszło. Niektórzy już na zawsze i bezpowrotnie.
Były także chwile szczęścia.
Wyjazdy, warsztaty, obserwowanie jak rośnie moja czwórca.
Walka o maturę...
12 intensywnych miesięcy

Przed Nami 2017
Życzę Nam by był łaskawy, pełen radości, inspiracji, miłości i zdrowia
Do siego!!
Natalia :*
https://static.pexels.com


sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych świąt!!!

Kochani Moi!
Wesołych świąt Bożego Narodzenia. Zdrowia, spokoju, rodzinnych chwil pełnych śmiechu i radości

środa, 21 grudnia 2016

Przedświątecznie

O Matko! Wcale mnie tak długo tu nie było (Jak wiecie, potrafię dłużej :P) a teraz wchodzę i widzę, że blogspot całkowicie pozmieniał wygląd strony o.O. Więc zanim zakumałam, co jest czym i gdzie, (A musicie widzieć moi drodzy że jestem dopiero przed kawą...) to mi trochę minęło.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

O tym gdzie byłam jak mnie nie było...

Jest za dziesięć pierwsza a mnie wzięło na blogowanie. Cóż. Lepiej późno niż później. Wszak zaliczyłam właśnie najdłuższą przerwę w blogowaniu.
Czytelnicy kochani moi!
Nie gniewajcie się moim milczeniem. Ten rok był tak intensywny i tak mi dał w kość że naprawdę rzadko miałam ochotę pisać, ale dla mnie wciąż jesteście bardzo bardzo ważni!
Obiecywać nie będę że poprawnie frekwencję. Mogę natomiast obiecać iż będę się starać. Nawet teraz zamiast oglądać powieki od drugiej strony ja klikam do Was.
No i czy ja was nie kocham? :P
U mnie ok. Raz lepiej raz gorzej.
Grudzień przywitał mnie śniegiem (już go nie ma). Przede mną kilka rocznic tych wesołych i tych smutnych, a także święta. Przygotowania do nich zaczęłam of kors od kartek.
W piątek miałam przyjemność prowadzenia warsztatów robienia kartek na scholi gdzie niegdyś uczęszczałam. Dziewczęta spisały się rewelacyjnie. Są zdecydowanie bardziej kreatywne niż ja! I bardziej staranne też :pp Prócz tego haftuje sobie czasem.
Cudownie mieć to moje rękodzieło. Zdecydowanie lepiej jest mi przeżyć zimny, ciemny okres roku.
U dzieciaków dobrze.
Tylko coś szybko się zmieniają.
Oskar nagle z dzidziusia przeskoczył w małego urwisia, rwącego się do chodzenia i gadającego już dość intensywnie.
Igor zaś pochwalił się umiejętnością na którą czekaliśmy już jakiś czas. Mianowicie któregoś popołudnia przestał seplenić, co skontaktowałam w szoku i z lekkim żalem. Żegnaj "Sibka fulo beemko" ;))
Adek przerosnął mnie, a niedługo przerośnie i rodziców a nawet sosne. Mądry, wygadany, można już pogadać na konkretne tematy. :D
Mileczka zaś dzielnie chodzi do przedszkola i zaraża wszystkich na około swoim uśmiechem. Moja czwórka. Moja motywacja :)
I tak sobie żyjemy, a czas zapienicza o wcale nie chce przestać. Nagle minął bury listopad, nawet nie zdążyłam się tu odezwać. Ale jakoś mi nie żal. Nie lubię tego miesiąca.
Mam nadzieję że wybaczycie mi zwłokę z pojawieniem się tutaj i że nie pouciekaliście na stałe ;) mam też nadzieję że jeszcze tu do Was w grudniu wpadne.
A tymczasem... Dobranoc😘

sobota, 15 października 2016

Pięć lat.

<a href='http://pl.freepik.com/darmowe-wektory/5-lecie-etykieta-uroczystości-znaczek-w-kolorze-złotym_909377.htm'>Designed by Freepik</a>
freepic.com



Pięć lat bloga.
Pięć lat z Wami.
60 miesięcy, 350 opublikowanych wpisów.
Wiele łez, złości, radości, nadziei. Marzeń, planów, zwierzeń.
Wiele osób odeszło, wiele przybyło,
Dwa staże, dwa kursy, dwie niezdane poprawki z matmy, cztery spotkania blogowe, litry kaw z A.
Niesamowita radość.
I wdzięczność za Was, moich czytelników.
Wspólnie z Wami żegnałam dziadków.
Wspólnie z Wami powitałam dwójkę siostrzeńców.
Nieporadne pierwsze słowa Igorka zmieniły się w dialogi.
Komunia Adriana,
te moje dwa pierwsze, niezapomniane,
samodzielne wyjazdy...
Pięć lat...
Dziękuję, że wciąż jesteście ze mną :*
I mam nadzieję, że jeszcze nie jedna rocznica przed Nami. :)

poniedziałek, 3 października 2016

Tik tak, mija czas...

Jakoś tak się złożyło, że między piątkiem, a niedzielą, skończyłam lat dwadzieścia trzy.
Jak co rok czekałam na przełom. W zachowaniu chociażby. Mogłabym wtedy nagle zmądrzeć. 

środa, 21 września 2016

Zaległości, zaległości...

Wczoraj, przeglądając kalendarz, zdałam sobie sprawę, że to już, zaraz, obchodzę okrągłą rocznicę blogowania! Niesamowite jak to szybko zleciało! I jednocześnie poczułam się winna bo choć naprawdę się staram to ten piąty rok jakoś nie służy regularnemu pisaniu. Nie nazwałabym tego jakimś kryzysem bo nadal bardzo lubię pisać, póki co nie wyobrażam sobie przestać, a jednak czasami ciężko mi jest zmotywować się. Będzie lepiej, prawda?
Czas mija.
I tak z upalnego, dusznego lata nieoczekiwanie przeskoczyliśmy do zimnej, szarej jesieni. Przez pierwsze dwa dni takiej aury prawie nie działałam. Humor był i owszem jednak fizycznie przerastało mnie nawet podniesienie ręki. Na szczęście wczorajsza wizyta w bibliotece (wróciłam na wolontariat! Sasasa!) Postawiła mnie do pionu. 
Czytałam, wstrząsnęło, polecam.


Z ważniejszych rzeczy... Byłam sobie na weselu! I to nie byle jakim, bo tym razem w związek małżeński wstąpiła osoba bardzo mi bliska i której zawdzięczam... Wiele. Dlatego bardzo przeżyłam całą uroczystość (obyło się bez łez wzruszenia ale było bardzo blisko!) B. wyglądała przepięknie, sala piękna i dodatkowo całkowicie przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, co nie ukrywam było dla mnie bardzo ważne i za co jestem wdzięczna bo czułam się całkowicie samodzielna.
Muzyka była super, a jedzenie, achh! ;)
MISZCZ planu drugiego ;) przedweselnie
 
Wesele, wesele!


Pierwsza wizyta małżeńska-u Noelki! Widzicie jaki mnie zaszczyt kopnął?! :D

B&M- Jeszcze raz bardzo dziękuję za zaproszenie i cieszę się że mogłam być z wami w tym pięknym dniu.

Tymczasem kończę ten krótki wpis, z nadzieją że już niedługo odezwę się tu znowu. Moje życie (tfu, na psa urok!) nabrało jako takiej stabilizacji więc postaram się bywać tu częściej.
Tymczasem niedługo siadam nad ukochaną (ble!) matematyką.
Trzymajcie się ciepło!

poniedziałek, 5 września 2016

Wakacje 2016 w obiektywie komórki-Miszmasz

Ze specjalną dedykacją dla A. :D
Najpierw masa, potem... Masa ;)
Moje najwieksze odkrycie wakacyjne-NIESAMOWITA kawiarnia z niesamowitymi deserami!

środa, 31 sierpnia 2016

piątek, 19 sierpnia 2016

"Wszystko jest takie kruche..."

źródło:pinger
Ten wpis miał być inny. Pamiętnikowy. Zwykły skrót minionych tygodni...
Ale nie będzie.
Dziś w TV kolejne złe wiadomości.

sobota, 6 sierpnia 2016

Noelu, to teraz się gęsto tłumacz...

ECHU, ECHU, ale tu kurzu! Czas odkurzyć!
Moi drodzy, przepraszam Was za tę dłuższą nieobecność!
Nie zapomniałam o Was! Powiem nawet więcej, tęskniłam za Wami!
Moje milczenie nie było także spowodowane lenistwem.
Z premedytacją do Was nie pisałam!
A dlaczego? A bo jakoś ten lipiec dał w kość.
I humor nie dobry i spraw się napiętrzyło...
I ilekroć chciałam tu napisać, otwierałam edytor, notka powstawała, ale naszpikowana była złymi emocjami i narzekaniami.
A potem to stwierdziłam, że taki GÓPI miesiąc nie jest godzien literek w moim blogu.
No to zamilknęłam.
Ale obecnie jest sierpień, a mnie ciężko jest się rozpisać.
No ale mam nadzieję, że po dzisiejszym wpisie będzie lepiej, co?

A co u mnie? Ano leci.
W lipcu zaczęłam chodzić na korepetycję, matematyczny maj coraz bliżej... Nie ma żartów.
Chłopcy wrócili z wakacyjnych wojaży, opaleni, zadowoleni, roześmiani.
Obecnie obydwaj są w domu, głośno mam na potęge, ale taki hałas to ja lubię!
Zaliczyłam także dwie wakacyjne wizyty w bibliotece.
W następnym wpisie obiecuje zebrać trochę lipcowo, sierpniowych zdjęć.
Niestety widżet instagrama (ten po prawo) zastrajkował, dlatego muszę go stąd wywalić, w zamian dodając je tutaj.
Nie każdy z Was ma instagrama, więc to ułatwi sprawę, tym co chcą zobaczyć migawki Noelkowego lajfa ;)

Tymczasem witaj sierpniu i bądź łaskawy. Bo wyląduje w pokoju z gumowymi ścianami. :P

czwartek, 7 lipca 2016

Jestem, pamiętam, żyje

Tydzień nieobecności, a obiecałam.
I powrócę, jak mi foch na życie minie... I ten wkurzający stan- wszystko na "nie", też. 
A tymczasem pozostawiam was z migawkami dni ostatnich, dla tych którzy instagrama nie posiadają.
Widget coś się popsuł. Muszę coś podziałać, bo o dziwo pokazuje tylko stare zdjęcia.
 
Ostatnie zajęcia scholi :)
A w Euro najbardziej lubiłam... nasze prywatne strefy kibica!
Drugie, po kartkach, uzaleznienie. ;)

Mój kot ma wywalone. I śpi.
źródło: o2.pl
Idealne. Cały żywot mego kota w jednej grafice :P Wiecie że ta menda jest tu prawie rok?!

Dobrze mieć bliskich...

PS Tymczasem idę dalej. I powrócę w lepszym humorze. Bo tak i już.


sobota, 25 czerwca 2016

O spotkaniu autorskim, z kartkowaniem tle :)

20 czerwca, w poniedziałek, uzbrojona w pudełko po buty marki Iksińskiiej (Swoją drogą, gdzie czasy, gdy swój cały scrapbookingowy dobytek mieściłam w pudle po butach?!) wypełniony aż po szwy rozmaitymi pierdołkami pojechałam do Kalwarii. Tym razem nie była to wycieczka, a wyzwanie jakiego się podjęłam. Jakiś czas temu Stokrocia  ( :* buziaki )  opowiedziała mi o Asi. Osobie przesympatycznej, o pięknym, szerokim uśmiechu i sercu na dłoni, a do tego utalentowanej, obiecującej pisarce. Tego dnia, właśnie w Kalwarii, w bibliotece, Asia miała mieć swoje spotkanie autorskie i promocję swojej (genialnej!) książki "I że Ci nie odpuszczę!". Owa książka ma tematykę ślubną. I tak narodził się pomysł stworzenia w ramach niespodzianki warsztatów kartkowych (Ślubnych, of korsik.) które poprowadzić miała moja skromna osoba.
Dziś, po prawie tygodniu mogę stwierdzić, że spotkanie było przeprowadzone bardzo dobrze, książkę połykam na raty, delektując się nią. Kartki spod rąk gości wyszły przepiękne!! Mają one szczególną funkcję-zostaną oddane na cele charytatywne, pomagając pewnej małej królewnie Julce.
Jeżeli chodzi o mnie, wróciłam z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam być tam tyle ile chciałam, jednak mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie spotkamy się z Joasią oraz jej rodziną (Milenka skradła me serce!). Co do warsztatów, to był mój debiut. Nie jestem w technice robienia kartek ekspertem (Wbrew temu co powiedziała Asia, na co moja reakcja była taka jak zawsze-Strzeliłam buraka do pasa ;) ) mam także problem z przemawianiem publicznym (Gubię słowa, wątki, seplenie i takie tam... ;P ) a i pod kątem technicznym mogłam się lepiej przygotować. Mam jednak nadzieję, że dane mi będzie kiedyś powtórzyć podobną akcję i że tym razem będzie perfekcyjnie przeze mnie zorganizowana :D

Reasumując, aaaaaaa, było bosko!!!
Dziękuje Stokroci i Asi, że o mnie pomyślały, że zaufały. Za te wszystkie ciepłe słowa w kierunku moim i moich Po(tworków). Dziękuje moim kursantom, że tak ochoczo zabrali się do pracy. Niezwykle utalentowani ludzie! I mówię to z pełnym przekonaniem! Dziewczyny, jesteście cudowne!!!

Poniżej zaś krótka (bardzo, niestety jakoś w tym dniu weny do pstrykania brakło, chyba ze stresu) fotorelacja.


W połowie drogi do Kalwarii złapała Nas burza.
Takiego deszczu dawno nie widziałam!!

Działo się, oj działo!!!! Tutaj przygotowania materiałów :)


Tadaam! Prawda że zgrany team?! I do tego zdolny!
Książka Asi jest niesamowita.
Podczas spotkania odczytane zostały ulubione fragmenty przyjaciółek Asi.
I już wtedy wiedziałam, że lektura jest świetna!
Trudno się oderwać! Brawo Asia!!

Kto jeszcze nie poznał Asi, niech wpada na jej czytelniczego bloga, na którym recenzuje książki dla mam i dzieci. Ja wsiąkłam! KLIK


PS Przepraszam za zwłokę z wpisem. Na usprawiedliwienie mamy upał. I od dwóch dni po prostu nie działam...  

wtorek, 21 czerwca 2016

Góra Żar 2016

Mój mały Mount Everest zdobyty z pomocą rodzinki i w towarzystwie moich chłopaczorów :D cudowny czas i niezapomniane wrażenia! Chyba pokochałam podróże !

Ps dzisiejsze plany także wypaliły. Ale o tym w następnym odcinku :p






piątek, 17 czerwca 2016

krótko z postanowieniem

   Jako, że ostatnio po czterech latach zmieniłam telefon, to moje zdjęcia na instagramie przestały wychodzić jak "z długopisa" ;P Mam też ściągniętą aplikację blogspota, więc może to zmotywuje mnie do częstszego pisania? Nadal to kocham, nadal przychodzi mi to dość łatwo, choć zanim zacznę zawsze włącza mi się jakiś niechciej. Najtrudniej jest zacząć, a potem jakoś śmiga. Ale to nie tylko w pisaniu mam takie coś. Szczerze powiedziawszy... mam tak ze wszystkim. :P
   Notki będę pisała raczej wieczorami. Zauważyłam, że wtedy jakoś łatwiej mi to przechodzi. Np dziś w nocy. Na zegarku wpół do pierwszej, a mnie po głowie notka łaziła. Postanowiłam sobie jednak nie rozbudzać się i napisać do was rano. Dziś natomiast całkowicie zapomniałam co mam wam do przekazania. Cała Ja :P
   W każdym razie mam nadzieję bywać tu częściej (przynajmniej raz w tygodniu)  i wrzucać zdjęcia częściej niż raz w miesiącu. I tak! Macie to na piśmie. I tak! Możecie krzyczeć, jeśli nie będę się trzymać obietnicy. Byle by nie za głośno. :P
   Jeśli natomiast chodzi o komórkę, to jako gadżeciara pokochałam ją miłością wielką! Jedynym jej mankamentem jest bardzo dobrej jakości kamerka przednia, która uwidacznia największe niedoskonałości wyglądu. I tak np. robiąc pincetne zdjęcie mego kota Tajgera dostaje obraz mojej skrzywionej gęby (yyyyy, to znaczy skupionego oblicza!) po czym wydaje z siebie okrzyk "O-MATKO-BOSKO-POTWÓR!" sprawiając że śpiący kot zrywa się natychmiast. I po foci. ;)
   U mnie wszystko dobrze. Mam trochę spraw na głowie (z którymi sobie poradzę-albo nie jestem Noelka.).
   Czas w moim życiu jest obecnie dość intensywny, ale zdecydowanie LUBIĘ to! W poniedziałek czeka mnie dość ważny dzień. Nie chcę tu pisać o co chodzi, bo zazwyczaj zapeszam i z planów nici. Powiem więc tylko-trzymajcie za mnie kciuki!
   Mam nadzieję, że będę mogła wam niedługo napisać obszerniejszą relację. :) Są też plany na weekend, tak więc mam nadzieję, że pogoda dopisze i wszystko się uda. 
   Tymczasem dopijam kawę i zaczynam kolejny dzień. Na podwórku wiatr, aż głowy urywa, a mnie duszno niesamowicie.
Buziaki!!



Z dedykacją Uli :*
Po(tworek) ślubny :)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Maj w obiektywie 2016

Ten miesiąc, mimo iż dłużył się jakoś będzie przedstawiony tu krótko. Aparat w mym telefonie tak mnie irytuje, że używam go coraz mniej. Ale już niedługo, już za moment... Ach!


Maj zaczął się majówką. A jak majówka to grill. Logiczne, nie? 

Do galerii wpadłam, dorwałam i nie oddałam.
I tak sobie przeglądam, macam, wzdycham.
I nabawiam się kompleksów, że ja tak nie umiem, nosz kurde mać!


Pamiętna wyprawa z najstarszą siostrą, osobistym drajwerem, kucharzem, coachem i psychologiem :P

Drugie śniadanie mistrzów. No co?

Skończył rok. Spojrzał w matmę. Nie zdzierżył i padł.
Rewolucja w rękodziele. Póki co się nie udało.
Standard.
Sponsorem jakości zdjęcia,  rodem z pralki frani jest mój szajsung i oświetlenie pokoju.
Prócz tego pamiętna wyprawa do wieliczki, trochę książek, oraz spacerów. I tak minęło...


PS Poprawiłam frekwencje! Wszyscy widzą?! Bez braw, bez braw! Autografy rząd po lewo, podarki i kwiaty po prawo! #hehe

środa, 1 czerwca 2016

"Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba."

Bądźcie dziś dziećmi. Śmiejcie, marzcie, bawcie się, bez zahamowań. Porzućcie wszelkie obowiązki, problemy i troski! Życzę Wam pięknego, słonecznego, słodkiego i kolorowego dnia!! Uściskajcie ode mnie wasze maluchy!! <3

Mojej czwórce wspaniałych życzę by... byli nadal sobą. Bo swoją obecnością sprawiają że codziennie budzę się silna i szczęśliwa. Bo są. I to mi wystarczy...
Adi, Iguśku, Miluniu i i Oskarku! Dziękuje Bogu, że was mam, a także waszym rodzicom, za to że pozwalają mi tak aktywnie uczestniczyć w waszym życiu. Obserwacja całej waszej bandy jest dla mnie cudowną przygodą życia. Niesamowite jest widzieć jak rośniecie, jak się zmieniacie. Jak się od siebie różnicie, a jednocześnie tak bardzo jesteście do siebie podobni. Dziękuje za waszą bezinteresowną miłość, za tę radość w oczach ze spędzonych wspólnie chwil. Za to, że przy was nadal mogę czuć się jak kilkuletni dzieciak, śmiejąc się do rozpuku i poznając świat na nowo. Za rysunki, buziaki, uśmiechy, nieustającą inspirację do tworzenia bloga. Za to, że przy Was zapominam o wszystkim co złe i wiem że sobie poradzę cokolwiek będzie. Za to, że moje ograniczenia ruchowe są dla was niewidoczne i że wszystko wam jedno, czy stoję, czy siedzę. Motywujecie mnie do codziennej walki o siebie.
Najszczęśliwsza ciotka, najwspanialszych siostrzeńców świata!
:*




poniedziałek, 23 maja 2016

"Cudze chwalicie, swego nie znacie..."-Wieliczka 2016

Wczorajsza niedziela spędzona była tak jak lubię-Aktywnie i na świeżym powietrzu, z rodziną.
Wybrałam się w miejsce (jak do wczoraj sądziłam) bardzo dobrze mi znanego...
 Wieliczka. Małe, urokliwe miasteczko, oddalone ode mnie zaledwie piętnaście kilometrów. Przejeżdżałam przez nie tysiące razy, bywałam w nim niejednokrotnie. Ale to właśnie wczoraj poczułam i pokochałam jego klimat, dostrzegłam piękno...
I choć czasem wzdycham do przepięknych miejsc świata, to cieszę się, że urodziłam się tu-w Polsce, która wciąż nie jest przeze mnie odkryta.Ale ja to zmienię! Obiecałam sobie to właśnie.
A tymczasem zabieram was w podróż po tym cudownym mieście. Odgórnie przepraszam za jakość zdjęć, fotografa ze mnie nie będzie ;)))

Za główny cel postawiłam sobie tężnie solankową, do której przybywa dziennie setki ludzi. Możecie o niej przeczytać TUTAJ 
Sama tężnia robi niesamowite wrażenie! Wchodząc tam czuć gęste, wilgotne powietrze, o specyficznym zapachu. Wielki  budynek, dla mnie przypominający miniaturowy zameczek. W jego ściany wetknięte są maleńkie patyczki, a po ścianach leję się słona woda, która wpływa wprost do małych zbiorniczków z fontannami, które czasem pryskają na przechodzących turystów. ;) Po kilku minutach przebywania tam okazało się, że sól unosząca się w powietrzu osiada się DOSŁOWNIE wszędzie! ;) Ekran aparatu, okulary słoneczne, komórka, oraz mój wózek, włosy i dłonie. Wszystko pokryte było kropeczkami soli :D W tężni bawią się dzieci, jest kilka ławeczek, na których można usiąść, kamieniste dróżki, którymi się spaceruje. Wstęp kosztuje 9 zł. Ja zapłaciłam 6 złotych jako że dostałam bilet ulgowy, ale ilość czasu jaki możecie spędzić w tężni jest nieograniczona. Jod który wdycha się w tężni ma właściwości lecznicze.
Jeżeli chodzi o wózkowiczów, to dla nich przygotowana jest parterowa część tężni. "Chodziaki" ;) mogą skorzystać także z wieży widokowej.
Jesteśmy na miejscu!

wtorek, 10 maja 2016

Co se zaplanuje, to se zepsuje...

Znacie zapewne takie przysłowie "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach!". ? No to ja miałam wczoraj tak.
Jak sobie postanowiłam zaplanować (jak rzadko) dzień co do godziny to wszystko stanęło na głowie. Na początek kartki. Komunijne na tapecie, bo okres komunijny, to i wena w tej tematyce. 
No to grzecznie pocięłam sobie elementy, wybrałam papiery, pokleiłam to i owo... I nagle patrzę i oczom nie wierzę! Nie ma mojej taśmy. No to sobie przypomniałam, że ostatnio widziałam ją w łapach Młodszego Olsona, który z dziką kreatywnością w oczach planowała właśnie realizację jakiegoś hamerykańskiego Di aj łaja... No to klops. Taśma ta jest moim mast hew, albowiem bez niej nie przykleję ładnie papieru na kartkę (Choć i z taśmą czasem nie ładnie przykleję też). Klej w tym przypadku robi niepotrzebne plamy i dziury. Normalny rękodzielnik dał by nim radę, ale pamiętajmy-ja jestem Noelem. Noele tak mają!
Koniec końców taśma odnaleziona została przez MO która powiedziała że taśmę NA PEWNO oddała. I tu-zwracam honor bo oddała! Tylko bardzo głęboko ukryła! :P
Potem była notka. Ta to już całkiem... 
Już, już zaczęłam pisać do Was kilka słów i jak mi myszka nie zacznie dziadować! Wklejanie niewinnych zdjątek z insta przypominało udrękę. Po kilku minutach i kilku niecenzuralnych słowach, których tu nie przytoczę (Bo przecież ja jestem porządna, grzeczna i takie tam...) prasnęłam tym w cholerę jasną   w kąt i się obraziłam. 
I tak obrażona (Nie wiem jeszcze na kogo, ale zawsze można znaleźć i winę zwalić...) byłam już do końca dnia. I tylko wypita gdzieś kątem kawa z siostrą, czy kot pędzący galopem uratowały dzień przed totalną katastrofą. ;)
Dziś na szczęście zaświeciło słońce. Odchamić się zechciało, tak więc zarządziłam ucieczkę do galerii handlowej (typowa kobieta, no co?!). 
Humor już lepszy, ale nie chwalę dnia przed zachodem... Licho nie śpi.Wszystko się może zdarzyć! Planów większych nie robię. ;)
A zdjęcia z insta dodaje dziś.
Przed Wami kwiecień w obiektywie, z jakimś dziesięciodniowym obsunięciem. Czyli jak na mnie-nieźle ;)

niedziela, 10 kwietnia 2016

piątek, 25 marca 2016

Faceci to są niecierpliwi.../Życzenia

-Ciociu, ile ja to mam tsymać?-Pyta mnie Igor wkładając pomiętą karteczkę między grubą księgę. Prasował papier znaczy.
-Tak...z pięć minut.-Odpowiadam szybciorem podnosząc wzrok znad krojenia sałatki.
-A ile to?
-To jest wtedy, jak wskazówka zegara zrobi pięć kółek.
-Ale ja wolę policyć. To do ilu mam policyć?
-Do trzystu.
-A ja nie umiem...Mogę do stu?
-Możesz.
-A mogę dziesiątkami?


Możesz ;))

______________________________________________________________________

Kochani!
Z okazji zbliżających się świąt wielkiej nocy życzę wam smacznego jajka, mokrego (bynajmniej nie deszczowego) poniedziałku. Tyjcie do woli, cieszcie się rodziną, śmiejcie do rozpuku! 

Wesołego alleluja!

Noelka&Company

 

poniedziałek, 21 marca 2016

Na huśtawce

Wraz z pierwszym dniem wiosny trzeba tu w końcu powrócić, posprzątać. Zatęskniłam. Za wami, za tym miejscem.
Na wstępie dziękuje każdemu z osobna za słowa otuchy, które od Was otrzymałam. Ja i moja rodzina.
Na pewne rzeczy się nie można przygotować. Nigdy

Marzec to taki miesiąc, gdzie nigdy nie wiadomo co się stanie. Tak jest i tym razem. Istna huśtawka.
Dzieją się w moim życiu rzeczy tak kontrastujące i jest nie raz tak intensywnie że moja mała, poczciwa łepetynka z trudem nadąża. ;)
Zwłaszcza początek miesiąca był ciężki. Nie mogę powiedzieć, że nie działo się nic dobrego. Zaliczyłam mały sukces w pracy (pracuje zdalnie). Przedłużono mi umowę, aż na rok, czego kompletnie się nie spodziewałam. I cieszę się bardzo, bo lubię stałość w życiu, lubię mieć tę świadomość, że do czegoś się nadaję, że coś potrafię. Że mogę.

W tamtym tygodniu zaliczyłam coś w stylu przeziębienia. Zbiegło się to z odwiedzinami równie intensywnie smarkającej siostrzenicy. Nie przeszkodziło jej to jednak w gadaniu. Całymi słowami, zdaniami wręcz. Dla równowagi Oskar, by dorównać siostrze zaczął gaworzyć. Tak więc głosili sobie cały tydzień, a ja przysłuchiwałam się temu z kompletnym szokiem.
Kiedy oni tak porośli? 
Igorek potrafi już rozpoznać samogłoski. Ostatnio zadebiutowaliśmy w wspólnym odrabianiu zadań z przedszkola. Ta mała torpeda zmienia się niesamowicie... Potrafi się skupić coraz bardziej, z niesamowitą precyzją wycinał literki, dopasowując je do siebie. Znaczki położone na stole nie były już nieznajome. U-jak ul, O-Ola, A-jak Adrian... 
Dwa tygodnie temu zastałam go na ubieraniu Milence bucików. Chciał pomóc.
Mój mały Igotek staje się Igorem...
Jeśli zaś chodzi o jego starszego brata, to już w kwietniu kończy jedenaście lat.
Jedenaście lat. Niesamowite.  

I tak sobie mija. Godzina za godziną, dzień za dniem. 
Kolejne święta przed Nami. Jeszcze ich nie czuje, ale powoli... Mam tylko nadzieję, że choć na chwilę będzie słonecznie. 

Króciutka notka na rozruch poczyniona. Może ona mnie obudzi? Od wczoraj jestem senna, przybita wręcz. Kawa nie pomaga, a obowiązków nie ubywa.
Uprasza się o kopniak motywacyjny ;) 

środa, 17 lutego 2016

Pogadały.

Poniedziałkowy wieczór. Nadchodzi moje godzinne oglądanie seriali. Zalegam sobie w najlepsze przed tv. W pewnym momencie dołącza do mnie Mila, przebywająca w tym momencie u dziadków "na noc".

-Cio jobis?-Pyta mnie dziecko, a mnie powoli nie dziwi, że dwu latka zaczęła z tygodnia na tydzień posługiwać się zdaniami. Dość logicznymi zdaniami.
-Oglądam "Na wspólnej"-Odpowiadam.-Ty tego chyba nie oglądasz?
-Ogjądam.
-Ooo!-Ucieszyłam się.-Moja krew!
W tym momencie napotkałam zaciekawiony wzrok małej. Zdziwiona pyta:

-Dzie jest tfoja kjew?


Poddaję się. Pojęcia nie mam. 



sobota, 13 lutego 2016

Odkurzamy

Uprasza się o nie wrzeszczenie za nieobecność.
To je nie moja wina! TOTALNIE.
Po prostu nagle ze stycznia zrobił się...luty. A z dwóch dni nieobecności Tu, aż dwa tygodnie...
Jakoś tak śmigło, migło. Po drodze chrzest najmłodszego w rodzinie...

środa, 27 stycznia 2016

"Bezpieczny kocyk" dla wózków inwalidzkich!



Zima jest dla osoby niepełnosprawnej dość ciężkim okresem. Moje nogi, które pozbawione są prawidłowego ukrwienia potrzebują szczególnej ochrony. Łatwiej tu o odmrożenia, dlatego w czasie naprawdę mroźnych dni przykrywam nogi kocem. Tylko… no właśnie.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Do trzech razy sztuka...

Po raz trzeci zabieram się do tej notki. Skasowałam już dwie, stwierdzając, że jest zbyt nostalgicznie i depresyjnie wręcz. Ale miniony tydzień naprawdę był ciężki. Nałożyło się na to wiele czynników. Między innymi dość bura, zmienna pogoda (dziś dosłownie PIZGA śniegiem) oraz pogrzeb proboszcza z naszej parafii, którego znaliśmy i lubiliśmy wszyscy w naszej miejscowości. Udzielił mi trzech sakramentów i był u nas aż trzydzieści lat. Od trzech lat przebywał już na zasłużonej emeryturze. W okolicznościach takiej smutnej chwili trudniej było się uśmiechnąć.
Ja sama niezbyt sobie radziłam ze... Wszystkim. Naprawdę było źle z moim samopoczuciem. Po drodze kilka rozczarowań i problemów też było. Ogarnęłam się właściwie tylko dzięki niezawodnej rodzinie i znajomym.
W tej szaro-burej aurze były jednak też miłe chwile.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Chwilowo w zawiasie

Zima nie jest dla mnie łaskawa.
Listopad, styczeń i luty to najgorsze miesiące. Nic się wtedy nie dzieje, a co gorsza, uziemiona przez anomalie pogodowe i niskie temperatury nie mogę cieszyć się wolnością, utrudnione mam nawet wyjścia na spacer. Bo choć śniegu po pas wciąż brak, to temperatury nie są bezpieczne dla mojego zdrowia.
Siedzę więc w domu, psiocząc co chwila po wszystkich, nawet kocie. Ten na szczęście nic sobie nie robiąc rozbiera choinkę, w przerwach domagając się żarcia i nurkując pod komodę w poszukiwaniu zagubionej kulki papieru. (Bo niby czym ma się bawić kot papieroholiczki ;) ?).
No nie czarujmy się.
To nie jest najlepszy okres mojego życia, a jako że nikt nie wyczaruje mi nagle dwudziestu stopni  celsjusza to burczę sobie. I ciężko zebrać mi się do czegokolwiek.
Mniej mnie też tutaj, bo wraz z nowym rokiem postanowiłam że mniej będzie tu notek spod tagu "narzekajka".
Jedna na miesiąc styknie ;)
Sylwestra spędziłam w towarzystwie chłopców, oraz siostry i szwagra.
W nowy rok weszłam więc najedzona, uchachana i szczęśliwa. :)
Mam nadzieję, że to pomyślny znak dla tego roku. Oby szara, zimna zima odeszła szybko, uprzednio walnąwszy w ferie śniegiem,
tak by Adek, Igor i Mila mogli sobie trochę poszaleć na sankach.

Tymczasem znikam, porobić coś konstruktywnego, co skutecznie postawi mnie do pionu.
Mam nadzieję, że pojawie się tu niebawem w lepszym humorze.
Para buch, Noel w ruch ;)

Jutro mam wychodne. Alleluja!