niedziela, 8 listopada 2015

Wózkowiczem być: Jak nas piszą tak nas malują.

Tydzień temu natknęłam się na reklamę. Ów reklama przedstawia rodzinę. Tatę i dwójkę dzieci. Pełno śmiechu, pełno zabawy. Dopiero po jakimś czasie widz dostrzega to. Specyficzne rysy, typowe dla choroby "Zespół Downa".
 Aż ciepło mi się robi na sercu, bo oto stało się coś na co czekałam o dziwo długo... Zobaczyłam niepełnosprawność przedstawioną w sposób subtelny, pozbawiony niepotrzebnego żalu, zbędnego pokazywania osoby niepełnosprawnej jako kogoś szczególnego, innego.
 Włączam tv. Uderza mnie reklama fundacji. Mała urocza dziewczynka pokazana podczas rehabilitacji. Chucherko ze smutną mineczką, zmagające się z cierpieniem. Obok zatroskany rodzic. I apel by pomagać.Brzemienne kobiety, starsze panie, czy młode mamy na widok niepełnosprawnych dzieci zalewają się łzami na ten widok. Chwyt marketingowy mający na celu przyciągnięcie uwagi widza, który w poczuciu współczucia dla dziecięcia i podzięce że los nie ukarał go w taki sposób przekazuje kolejne pieniądze. 
Oczywiście. Ja tego nie neguje. Te pieniądze to dla takich dzieci szansa na dalsze życie, godne warunki leczenia, na które w tym państwie stać tylko nielicznych.
...Ale...
Ale gdyby pokazać to w inny sposób? Gdyby puszczać reklamy, gdzie dziecko broi? Gdy są chwile gdy raz z rodzicami podróżuje, dmucha kolejne świeczki na torcie? Gdyby tak usunąć tę szarą scenerię? Smutną, skrzypcową muzyczkę? 

Mnie osobiście taka reklama bardziej by ruszyła. Sprawiła, że chciało by się walczyć o każdy nowy dzień. Bo skoro ten mały człowiek wciąż się uśmiecha, daje radę, to czemu nie ja? 
A dłonie aż by swędziały, by ruszyć na pomoc. Wpłacić pieniądze na lepszy sprzęt, który umożliwi mu odkrywanie świata i brojenie na potęgę.
Bo niepełnosprawne dzieci też są niegrzeczne. 
Wiecie? 
Ich świat to nie tylko rehabilitacja i pokorne malowanie kwiatuszka przy stoliku.
One są dziećmi z takimi potrzebami, wadami i zaletami. W końcu to ciało mają zaledwie trochę odmienne.
One są zwykłe.
I mówi wam to dziewczyna, która w wieku sześciu lat popylając na wózku inwalidzkim przylała siostrze kijem w łeb.
A tak. Dla żartu.

   W niskobudżetowym serialu któryś bohater po wypadku ląduje na wózku. Pokazana jest jego walka, depresja. Cała rodzina wpada w czarną rozpacz. Bohater, który ląduje na wózku podejmuje kolejno próbę samobójczą, wysyła pragnącą mu pomóc małżonkę do stu diabłów, nie je, nie śpi. Zaszywa się w czterech ścianach. Płacz. Szloch. Ciul z tym, że ów bohater zarabia więcej niż szary Kowalski. Wózek ma najgorszy, bo po pierwsze każdy go wszędzie wozi, ("Ja Ci pomogę! Nie ruszaj! Jesteś przecież taki chory!!!!!!") a po drugie zdrowej osobie wsio rybka czy to jest zwykły ortopedyk, czy wózek aktywny, który znacznie poprawia jakość życia wózkowicza. Naturalnie można by to napomknąć... Ale po co? Lepiej po raz dwudziesty piąty mimochodem zareklamować smalczyk firmy X ("Napewno nie chcesz smalczyku?! On smakuje jak u mamy!"
I jeb-Etykietą w telewidza. ;)
Potem nagłe wyzdrowienie, cud... Tak sobie wstaje po prostu.Znów chodzi. Ba! Odcinek dalej nawet biega! Ma dzieci, chodzi do pracy, zdradza na prawo i lewo. Jak to w serialu. 
Wątek jego niepełnosprawności ginie w czeluściach tomów archiwalnych scenariuszy. 
Jeśli natomiast nie udaje mu się wyzdrowieć przechodzi przemianę. Staje się religijny, łapie za druty i w skupieniu dzierga sweterki porzucając poprzednie życie. Godzi się z losem, naturalnie co scenę podkreślając jak bardzo teraz docenia co ma.Mało co do zakonu nie wstąpi. 
   Wcześniak, którego gra 3 kilowy grubasek, który naturalnie nie podpięty do masy kabli. Wychodzi do domu po dwóch tygodniach. Jeszcze przez sześć odcinków podkreślane jest, że trzeba dzieciaka chuchać i dmuchać bo przecież był wcześniakiem.
O retinopatii wcześniaczej, czy innych dodatkach, o których wie tylko mama wcześniaka ani słowa. Po co. Żeby dołować? Lepiej kogoś zaciukać w kartonie. To się lepiej sprzedaje. 
   Wyłączam tv. Chwytam gazetę. W gazecie ideał. Ideał człowiek. Ideał rodziny. Wszystko idealne... 
Gazety dla mam pełne artykułów. Jak przewijać, jak kąpać. Jaki wózek. Jak poradzić sobie z bliźniakami.
Gazety dla nastolatków pełne gwiazd. Poradnik jak powiedzieć chłopakowi że się nie jest gotowy na to czy tamto. Jak jeść by nie daj Bóg nie przytyć kilograma. Jak zrobić oko na maroko i wystrój pokoju w stylu EMO. 
Ale... gdyby dodać coś dla niepełnosprawnego? Gdyby seriale które oglądają codziennie MILIONY osób miały wątki niepełnosprawnych ciągnięte zgodnie z realiami? (Z realiami mówię! Wątek Maćka z "Klanu" już dawno wywinął się scenarzystom spod kontroli. A cierpi na tym nikt jak odtwórca Maćka. Dowody? Wpiszcie sobie w youtube sceny z jego udziałem i przeczytajcie wszystkie komentarze pełne obrazy, które wasze dzieci w wieku gimnazjalnym piszą gdy się nudzą.) Gdyby zacząć do reklam w TV angażować dziewczyny i dzieciaki z chorobami?  
Porad jaki dobrać wózek małemu wózkowiczowi, albo załatwić potrzebne świadczenia brak. 
Reklam z udziałem niepełnosprawnych nastolatek wyglądających równie pięknie w kosmetykach czy ubraniach danych marek brak. 

W google wpisuje po angielsku frazę "sklep dla niepełnosprawnych" dostaje szereg pięknych dostawek pod laptopa, parasolek, ubrań.
Wpisuje po polsku. Podpórki do toalety.

W bibliotekach książki nt. niepełnosprawności opowiadają o tym jak pielęgnować odleżyny, co jeść. Typowy medyczny punkt widzenia. Osobiście jak żyje na tym świecie lat dwadzieścia dwa nie natrafiłam na żaden poradnik dla niepełnosprawnych. Taki w którym dowiem się jak ułatwić sobie codzienność. Taki skierowany dla kobiety na wózku, który podpowie jaką fryzurę sobie zrobić, jak ukryć niedoskonałości figury. Jak odpowiadać na niewygodne pytania. 

W sklepach żadnych ubrań skierowanych do Nas. Dziewczyn na wózku. Bo czasem właśnie przez chorobę trudno dobrać nam ładne ciuchy. Brak ładnych toreb pasujących do wózków, rękawiczek, które mogą zapobiec ślizganiu się rąk w czasie jazdy zimą. I nie mówię! Są takie rzeczy. Ale nie każdy może do nich trafić, bo są schowane. Zresztą... Mówcie co chcecie, te sklepy są tak ciasne, że do połowy z nich wjechać nie mogę. O przystosowaniu przebieralni nie wspomnę. A jakby tak puścić kolekcję specjalną dla osób na wózkach? Ładną? Kolorową i modną? 
A że to niby dyskryminacja? To samo mogą powiedzieć mamy w ciąży, dla których powstają nawet specjalne sklepy z cudnymi sukienkami, topami. Bo niby czemu mają nie nosić tego co wszyscy?! Bo w ciąży?!
...A może właśnie dlatego, że są w ciąży i w zwykłe ciuchy się chwilowo nie mieszczą. Nie widzę w tym nic złego. A jeśli ktoś to widzi, to czas popracować nad swoją wrażliwością. 

Fryzjerzy nie widzą faktu, że dziewczyny na wózku mają czasem trochę inny układ twarzy, krótszy tułów. Nie każda fryzura pasuje. I nie każda niepełnosprawna dziewczyna poprzez chorobę może po prostu powiedzieć na co ma ochotę.  Tną więc jak leci. Od garnka. Sama niejednokrotnie widuje dziewczyny naprawdę śliczną, ale obcięte niemal przy skórze. Bo jak twierdzi rodzina, tak jej wygodnie. No i przecież i tak jest upośledzona i nie rozumie. I wszystko jej jedno.
I wiecie co?
Gucio prawda.


O barierach architektonicznych nie wspomnę. 
Według mnie powinno się robić już tylko autobusy niskopodłogowe. I tramwaje. I pociągi.
Przystosowywać obiekty kulturowe, zwłaszcza sale koncertowe, teatry, kina (!!!).
Przymusowo likwidować progi, zakładać windy gdzie się da!


Roszczeniowa egoistka pomyślicie?
Niby chce być jak każda, ale żąda specjalnych rubryk w gazecie, wątków w serialach, a nawet linii odzieżowych?
A wiecie, że nic tak nie zobojętnia człowieka jak obycie się z tematem?
Wiecie, że wasze dzieci też oglądają seriale? Że jeśli będą widzieć niepełnosprawnych częściej w gazetach, mediach, książkach to pewnego dnia tak się przyzwyczają że przestaną się tego bać? 

Chcę nie musieć kolejny raz podpisywać petycji o puszczeniu w TV Olimpiad Specjalnych. Niech to będzie naturalne.
Chcę iść na imprezę bez współczujących spojrzeń i zmartwień, czy dotrę tam bez problemów.
Chcę by świat usunął ze słownika słowa "inny", "kaleka".
Chcę by mamy które czekają na dzieci nie drżały przed słowami niepełnosprawność i miały świadomość faktu, że może być różnie. I że jeśli kochają własne dziecko to udźwigną wszystko. I by zawsze mogły sięgnąć w każdym momencie wiedzy, którą mama zdrowego dziecka ma podaną na tacy.

Chcę. I mocno wierzę, że wszystko idzie w tym kierunku.




28 komentarzy:

  1. Bardzo inteligentny , dający do myślenia wpis. Wprost ciekawy artykuł, bym powiedziała :). Cały popieram bo każdy z nas , w każdej chwili może zacząć poruszać się na wózku, dlatego to bardzo ważne. Brawo za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Ulu. Ważne by wiedzieć, że niepełnosprawność mimo rozwoju medycyny szybko z globu nie zniknie. I trzeba ją oswajać. A nuż całkiem zdrowa osoba pewnego dnia usiądzie na wózek. I co? trzeba żyć.

      Usuń
  2. Jestem pod wielkim wrażeniem tego wpisu ! I wiesz nawet nie mogę napisac więcej . " Zmusiłaś " mnie do refleksji . Muszę przeczytać jeszcze raz i jeszcze i pomysleć nad tym co napisałaś ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* czekam więc na twoje spostrzeżenia Anetko :*

      Usuń
  3. parę lat temu zorganizowałam dla chłopaka lat dwadzieścia wycieczkę do Krakowa. Blogerzy się zrzucili:). Szło jak po grudzie ale się udało i chłopak po wszystkim powiedział mi, że otworzyłam mu drzwi do świata. Inna sprawa, że najtrudniej było go przekonać, że nic od niego nie chcę i ta wycieczka to taki bonus od losu. Ale potem - ile było komentarzy, że nie pojechał do Łagiewnik (takie lokalne miejsce pielgrzymkowe) tylko zwiedzał knajpy! No a dlaczego miał jechać do Łagiewnik, pytam się? Miał 20 lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę dodać - chłopaka na wózku z porażeniem

      Usuń
    2. Klaro, witaj na moim blogu! :)
      Właśnie to najbardziej wkurza. Mam wrażenie, że każdy na około myśli, że niepełnosprawni żyją sobie pokorniutko ich całe życie to kościół i umartwianie się swym losem (Ja osobiście jestem wierząca i praktykująca i do Bozi nic nie mam, ale jak bym chciała powiedzieć że zajmuje to mi cały dzień to by to była nieprawda.) ... Przymierzam się kilka lat na wybranie się na któreś wesele z osobą towarzyszącą, bo to też temat tabu. Wręcz gorszący.
      Niepełnosprawna z chłopakiem!?
      A KYSZ. ;)
      A co do braku ufności takich osób do innych... Wiem że niepełnosprawne osoby często są odosobnione od ludzi i kiedy już ktoś wyciąga do nich dłoń to myśli, że to z litości po prostu. Bardzo to smutne wszystko...

      Usuń
  4. Media przyzwyczaiły ludność do tego, że piękne i zdrowe jest idealne. Jeśli czegoś brakuje - cóż, kiepsko. Trzeba pokazać 'jakie to złe'. Przyzwyczaiły się także do tego, by pokazywać to wszystko w specyficzny sposób. Smutny. Bo przecież nic nie łapie za serce mocniej niż to, co pokażą. Seriale? Daleko im od rzeczywistości. Wcześniak, który wychodzi szybko... Nawet wiem, o którym mowa ;p Bo widok dziecka w inkubatorze, które walczy o każdy oddech... To takie dalekie od 'ideału'. To nie trwa jak 'jeden' epizod. To większy strach o to istnienie, niżeli ludzie są zdolni pomyśleć.
    Czytając wpis ani przez chwilę nie stwierdziłam, że roszczeniowa egoistka z ciebie. Uważam, że masz świadomość rzeczy, o których ludzie nie myślą na co dzień. I uważam, że byłaby z ciebie świetna dziennikarka i idź Noel w tym kierunku, błagam cię. Takich tekstów nam potrzeba i wiem, że poprze mnie każdy czytelnik tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Oglądając program, który wyemitowała dwójka o losach wcześniaków zdałam sobie sprawę jak wielkie problemy sprawia wcześniactwo... To nie jest tylko trzymanie maluszka w inkubatorze i czekanie,aż sobie tam dojrzeje i będzie mogło zdrowiutkie wyjść do domu. To jest walka. Długa. Czasami nawet długoletnia, która ma różne zakończenia. Nie zawsze szczęśliwe.

      A dziennikarstwo mi nie grozi ;P

      Usuń
  5. brawo Nati...
    super artykuł... TAK! artykuł... nie wpis na blogu... uważam, że powinni go zamieścić w "gościu niedzielnym" w "niedzieli" albo innym katolickim czasopiśmie... bo z tego co pamiętam to najwiecej do powiedzenia na temat Twojej niepełnosprawności miały panie w podeszłym wieku tzw. MOHERY...
    oj po rękach by nas całowały jak sie w kościele pojawiałaś gdy byłaś młodsza... no bo na oczku Cię miały, pooglądały, zagadały- no bo trzeba było sprawdzić czy intelektualnie sprawna, czy biedna- taka chora... i temat do rozmów na cały tydzień był, bo nóż widelec któraś nie była na maszy, a może by mogła dorzucić 5 gr., a niepełnosprawna to powinna się moglić o cud... :/ ?? serio??
    dzieciom się nie dziwie, bo sama w wieku 7 lat na widok traktora spierniczałam gdzie pieprz rośnie- bo patrzył na mnie taaaaakiiiimiiii oczami TUK, TUK, TUK... do dziś mam dreszcze... wiec dziecko które pierwszy raz widzi wózek moze dziwnie reagować... gdy byłaś mała i ja też to jakoś mi przez mysl nie przeszło że bedziesz na wózku jeździć tzn. że na TAKIM inwalidzkim, bo żyłaś sobie dzień w dzień- jako małe dziecko- jakoś się tam przemieszczałaś i jak to u nas w domu, nikt nie traktował Cie jak niepełnosprawną... wiec szok! no ale tak myśle, bo może mamy takich zrowych dzieci, nie mysla o tym że trzeba by było dzieciom pokazywać inny świat, realny a później szok!- jak u mnie był- że to taki wózek...

    Ale bądzmy dobrej myśli, możliwe że tych 460 co za nasze podatki- w Wawie -na tabletach w godzinach pracy gra, przestaną się zajmować homoseksualistami, bo oni jakoś sobie poradzą bo są "zdrowi", a zaczną przystosowywać nasz zacofany kraj do tolerancji i pomocy tym naprawde potrzebującym... i żeby nie było- ja jestem tolerancyjna geje i lesbijki niech żyja jak lubią, ale jak pomyśle... nie... nie... OK nie myśle bo mi słabo....jestem tolerancyjna... jestem tolerancyjna... jestem to.le.ran.cyj.na........... OK :)

    Dobra nie mój blog, nie rozwijam się bo bym do rana nie skończyła a w gruncie rzeczy to chciałam tylko powiedzieć że jak ktoś ma łeb na karku to może wyniuchać dobry biznes...

    A.A.a... po co ci fryzjer... ja, nożyczki, farba i maszynka do strzyżenia nie pasi???

    Ruda sis

    OdpowiedzUsuń
  6. Omg ale wpis i popieram ze to super artykul. Jak czytalam to musiałam sobie że dwa razy powtorzyc i uswiadomic ze to Ty go pisałas bo to takie ujecie niepelnosprawnosci ze mało komu się to udac moglo ✒ brawo. Sis sis Kasiek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Noelka brawo!!! Chciałabym żeby ten tekst przeczytał absolutnie każdy!!! Masz 10000% racji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Ci bardzo Martuń :* mam nadzieję, że ludzie to przeczytają i że się odmieni :)

      Usuń
  8. Noelko ja się jeszcze wypowiem odnośnie wesel i osób towarzyszących osobie poruszającej się o wózku. Uważam,ze powinnaś się mniej przejmować opinią innych.
    Jak to mawia mawia moja mama "obcy ludzie ci jeść nie dają wiec co cie ich opinia obchodzi" weź sobie to zdanie do serca i właśnie takie osoby jak Ty powinny łamać te dziwne stereotypy robiąc to na co masz ochotę a nie pod kątem czy innym się spodoba.
    Obce osoby to nie są jacy guru ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zapewniam, że jak tylko znajdę młodzieńca godnego mego towarzystwa to następne wesele będzie z os. towarzyszącą ;))

      Usuń
  9. Noelka, najchętniej skopiowałabym ten wpis i zamieściła u siebie. napisałaś cała prawdę, chyba bym tego lepiej nie ujęła :D od A do Z!!!
    buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  10. Maja racje poprzedniczki to artykuł, a nie wpis i powinnaś się z tym do jakiejś prasy udać (a co Ci szkodzi? wyślij tu czy tam).
    Co do barier architektonicznych to wiem coś o tym, wysstarczy gdzieś z wózkiem dziecięcym iść, aby się przekonać, tyle, ze dziecko można wyjąć i wejść na nogach, a wózkowicze takiej opcji nie mają:(
    Nie wiem ile w tym prawdy, ale słyszałam kiedyś ze na politechnice wrocławskiej bodajże młodych studentów architektów wsadza się na wózki i w miasto wypuszcza, aby zrozumieli i zapamiętali, ale myślę, że jest to bujda, a szkoda bo to byłby rewelacyjny sposób na pokonywanie barier (moja uczelnia niestety nie miała tego w zwyczaju, a bardzo szkoda). Oczywiście i tak głos decydujący ma zawsze ten, kto kasę wykłada, ale myślę, ze dobry architekt byłby w stanie wynegocjować rozsądny kompromis.
    Taka książka-poradnik bardzo by się przydał wszytskim, naprawdę ludzie nie wiedzą jak sie zachować. Co tu dużo mówić przez całe cztery lata mieliśmy w grupie chłopaka który nie mówił i nie słyszał, nie był bardzo zżyty z żadna z grupek, ale nie było źle, na piwo czasami chodził, rozmawialiśmy przez smsy, ale rok mieliśmy w grupie dziewczynę na wózku i myślę, ze ona się bardzo z nami źle czuła, a to przecież zwłaszcza na architekturze powinniśmy się w bardzo wielu kwestiach rozumieć (a swoją droga bardzo śliczna dziewczyna, miała przepiękne oczy i ogromnie długie rzesy i wiesz, ze ja nawet nie pomyślałam o tym, że faktycznie powinny być linie ubrań dla ludzi na wózkach, choćby takie, które łatwiej by było założyć, które brałyby pod uwagę włąśnie nieco inną budowę, czy po prostu inne użytkowanie)
    Noel dziękuję Ci bardzo za ten wpis!

    PS dorosłąś nam zupełnie mała kochana Noelko, to już nie pierwszy twój wpis który mnie powalił;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Stokrociu dziękuje Ci za ten komentarz! Zwłaszcza końcówka mnie wzruszyła okropnie...
      Ja też słyszałam, że architekci są sadzani na wózki. Ale jeżdżąc sobie po różnych miejscach naprawdę w to wątpię... W wózek generalnie wsadziłabym wielu waznych ludzi. Polityków np? ;)
      Och, straaasznie mnie peszycie tymi uwagami o artykule. Nie spodziewałam się!
      Posłać to mówisz? Wątpie żeby się wybiło ;)) Nawet nie wiem gdzie za tym ruszyć!

      Usuń
    2. A co do koleżanki z grupy, to nie obwiniaj się że nie złapałyście kontaktu. Tak się czasem zdarza, a jeśli pamiętasz chociażby jej imię i nazwisko, to może nic straconego?
      Fejsbunio i dajesz :D

      Usuń
    3. niesttey nawet imienia nie pamiętam i bardzo mi głupio, najgorsze to jest to, ze nie tylko ja nie złapałam z nią kontaktu, nikt z całej grupy ok trzydziestu osób:( i to jest dopiero straszne:(

      Usuń
    4. Kochana, bo taka prawda, że ludzie już od malutkiego powinni być przyzwyczajani do takich sytuacji.
      Dlatego jestem przeciwna np. zajęciom indywidualnym które miałam przez całą edukację.
      To nie pomaga, wręcz bardzo szkodzi... A cóż poradzić, niepełnosprawni są i będą i prędzej i później ich gdzieś zobaczymy. A czym skorupka zza młodu nasiąknie...
      Ja najchętniej obowiązkowo zażądałabym lekcji dla dzieci nt. niepełnosprawności. Nie jako dodatek, ale obowiązkowo. Jak się zachowywać, jak pomóc, jak odbierać niektóre zachowania. I prowadziłabym te maluchy do ośrodków, gdzie są maluchy z zespołem downa, ciężkimi upośledzeniami. By pokazać jak one żyją, wytłumaczyć że ich odmienne zachowania (jak np niekontrolowane ruchy ciała, czy krzyki) są jak najbardziej normalne i że nie ma się czego bać. To by bardzo zaprocentowało dla obu stron. :) Potem już jako dorosła osoba człowiek nie miałby problem złapać kontakt z osobą niepełnosprawną.
      A ty się nie obwiniaj :) w końcu jakby nie było złapałaś kontakt z inną niepełnosprawną :P no może nie ma długich rzęs i twarzy ale przynajmniej baaardzo Cię polubiła :D

      Usuń
  11. Kochana, bardzo madry, dojrzaly post! Tym madrzejszy, ze pisany z wlasnego doswiadczenia! Noelko, popieram ktoras z wyzej komentujacych, ze pisane Ci dziennikarstwo! Mlode pokolenie osob z niepelnosprawnosciami potrzebuje takiej charyzmy i odwagi w wypowiadaniu wlasnego zdania! :)
    Nie dziwie sie, ze w ksiazkach i poradnikach traktujacych o niepelnosprawnosci koncentruja sie glownie na aspektach medycznych. Pielegnacja, rehabilitacja, to sa najbardziej podstawowe potrzeby. Tylko, ze kiedy one zostana zapewnione, co dalej? Szkoda, ze spoleczenstwo oczekuje, ze dziewczeta na wozku, jak Ty, zamkna sie w domu i wyjda z niego jedynie na coniedzielna msze... Ja sama jestem jeszcze (stosunkowo) mloda i rozumiem chec wyrwania sie z domowych pielszy, poznania swiata, zabawy w gronie znajomych. Ale juz zupelnie nie pomyslalam, ze dziewczeta "wozkowe" moga miec problem z doborem wygodnych i modnych ciuszkow! A przeciez to takie oczywiste! Ubrania dla osob niepelnosprawnych musza spelniac kilka warunkow: byc latwe w nalozeniu, wygodne do calodziennego siedzenia, itd. Tylko, ze masz racje, mowimy tu o osobach mlodych, ktore chca tez ladnie wygladac! Starsze pokolenia, gdzie niepelnosprawny czlonek rodziny czesto postrzegany byl jako "wstyd" i nie wypuszczany z domu, moga tego nie rozumiec. Dlatego potrzebny jest glos mlodych wozkowiczow, jak nasza Noelka! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Książki są. Ale dają podstawową wiedzę. Wiedzę, która przecież jest podstawowa. Dlatego powinien ktoś ruszyć dalej. Z tymi ciuchami to jest tak, że już jak jesteś bardziej pulchny to masz problem z doborem. Te wszystkie piękne ciuchy w sklepach są coraz częściej dla anorektyczek poziom hard i to naprawdę fakt.
      A gdy w grę wchodzi spastyka, niedowład rąk, to trzeba mieć specjalne udogodnienia... Zatrzaski, gumki itp. Wygoda przede wszystkim. Kiedyś OWSZEM widziałam jedne takie ciuchy. Całe białe body, albo pajacyk prawie że niemowlęcy. Z zatrzaskami. I wygodne to to było. Ale ładne niezbyt. A ja jakoś wymagającym człekiem nie jestem!
      ;)
      Z tymi rodzinami to jest też problem... Wieczne oskarżanie siebie, świata a nawet samego Boga o kalectwo, choroby. I wieczne wycofanie, smutek... Znam wiele przypadków gdy moje rówieśniczki są uważane za swojego rodzica za istną bidę, nad którą trzeba się rozpłakać bo innego wyjścia nie ma. To tak cholernie smutne, cholernie krzywdzące... Ach... Masakra. Temat rzeka.
      Dziękuje Agatko <3 :*

      Usuń