wtorek, 3 listopada 2015

Pechowo.

Zaczęło się niewinnie.
Od ekspresu w bibliotece. Ów ekspres robi najwspanialszą kawę pod słońcem.
I blisko dwa razy na miesiąc zapowietrza się (Chyba ze śmiechu na mój widok.) i nie chce tej kawy dać.
Potem, gdy sytuacja została opanowana, a kawa wypita nastąpiła cała seria zdarzeń...
Myliłam się mówiąc i pisząc do kogoś, mieszając fakty, wymyślając słowa, które nie istnieją poprzez przejęzyczenie.
Przyryłam wózkiem w komodę...
Ugryzłam bułkę z papierem.
Na sam koniec zostawiłam w bibliotece ładowarkę do mojego ciulofona.
Trzeci raz.
RO-ZU-MIE-CIE?!
TRZE-CI!
TRZECI KURDE Z RZĘDU!

To nic, że miałam ją przed sobą i że jeszcze pisałam do Oli, że napewno nie zapomnę.
Koniec końców na sygnał, że kierowca już czeka rzuciłam wsio i pojechałam.
Bez ładowarki.
Wkurzona dojechałam, a że nikogo nie było to nie mogłam sobie poradzić z kluczem (nie pytajcie...).
No to posiedziałam pod domem z godzinkę. Szczęście, że pogoda dziś prze piękna i że jest cieplutko.
Na to wszystko dołączył do mnie mój kot. Wskoczył na mnie i zaczął ugniatać moje ciało.
Na mądrych stronach przeczytałam, że ów zachowanie kota świadczy o jego sympatii do właściciela i poczuciu bezpieczeństwa. I to owszem słodkie i kochane...
...Gdyby nie fakt, że ugniatanku towarzyszą dość ciężkie gabaryty mego kota i ostre pazury.

Gdy już przekonałam kota, że taka forma pieszczot mi nie pasi, a jak sie nie uspokoi to go wyślę do jakiegoś kociego hotelu w Azerbejdżanie i odbiorę za rok, w końcu się uspokoił.
No to wyczillowałam...

Po chwili spojrzałam na kocie. Z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się w kierunku mojego ramienia....
Pełna obaw spojrzałam i ujrzałam na swoim polarze pajączka.
PAJĄCZKA?!
WREDNE BYDLE! OBLEŚNEGO STAWONOGA!!
No to sobie wrzasnęłam krótko, zrywając się jak oparzona i zrzucając pajączka a wraz z nim kota.
-MIAU!-Krzyczy na mnie obrażony kot, po czym odwraca się do mnie zadkiem i siedzi tak obrażony przez dwadzieścia minut.
A gdy już mu przeszło powrócił w moje ramiona. A zabawa z ugniatankiem zaczęła się po raz kolejny...

Obecnie jestem w domku.
Zaplanowaną miałam kartkę i naukę z matematyki. Jednakże po tych przeżyciach boję się szczerze czy z kartki nie wyjdzie mi album (Hehe, żart, nie umiem.) a z potęg i pierwiastków całki (Hehe, żart, nie umiem x3).
Zamiast tego powinnam chyba zamalować osiemnaście kartek malowanek antystresowych, popijając wiadro melisy.
Albo waleriany.


No.
A jak wam mija dzień? ;)


4 komentarze:

  1. Bułkę z papierem ? Jestes moim Mistrzem :-)
    No - ale ten pechowy dzien już za Tobą . Dzis znowu świeci słońce . Dzisiaj będzie lepszy dzien :-)
    Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułkę z papierem! Nie smaczne ;)
      Pechowy był ale i przyjemny bo sobie pogadałam z taką jedną fajną Anetką :P
      Buziaki, miłego dnia życzy epicko zaspana noelka93 ;)) :*

      Usuń
  2. Przepraszam! No przepraszam! Ale po prostu oplulam sie kawa ze smiechu! :D

    Ja tez tak nagminnie zostawialam ladowarke w pracy, a potem przez weekend padala mi komorka. W koncu maz sie wsciekl i kupil mi druga. Teraz jedna siedzi na stale w domu, a druga nosze w torebce. ;)

    Oj Kochana, nasz ekspres w pracy juz dwa razy sie popsul. Bys widziala ta kolejke niedobudzonych zombie na glodzie kofeinowym i kazda po kolei pstryka guziczki w nadziei, ze akurat dla niej poleci chociaz kilka kropelek... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatka! Proszę nie śmiać z biednej Noelki! Do dziś mi oko lata ;)
      Zombie przy ekspresie, hahaha widzę to :PP

      Usuń