poniedziałek, 21 września 2015

Wózkowiczem być: Szpital. Słodko gorzkie wspomnienie

źródło:internet
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie. Ogromny budynek, charakterystyczny niebieski daszek przy wejściu. Wielka żyrafa w holu.
Miejsce, które zaraz po rodzinnym domu znam jak własną kieszeń.
To tu przed dwudziestoma  dwoma latami  uratowano mi życie.
To tu spędzałam początkowo każdy dzień życia,  aż w końcu ograniczało się to do jednej wizyty na rok.
Wszystko pamiętam. Cały bukiet emocji, który mi towarzyszył.
Strach, ból, znudzenie w poczekalni, śmiech.
Śmiech? W szpitalu? Zapewne pukacie się teraz w czoło. A jednak.

środa, 9 września 2015

Wrzesień plecień

Wrzesień. Nie lubię tego miesiąca z kilku względów. Przede wszystkim jest to wielki przeskok z wakacji, do corocznej rutyny.
Chłopaki wrócili do szkoły, Ola również.
W domu na tę okoliczność zrobiło się cicho.
A mnie dopadł taki wieeelki maruder!
Serio, miniony tydzień był baaardzo ciężki.
Od rana jakoś szło, ale popołudniami zaczynał się ten stan, którego tak nie lubię.
Nic się nie chciało, a jednocześnie się nudziło. Uśmiech wymuszany.
I tylko obecność przyjaciół i fakt, że popołudniu w domu znów robiło się gwarno jakoś sprawił, że się ogarnęłam i nie dałam jesiennej depresji.
W niedzielę z inicjatywy wspólnej sióstr Noelka i MM (Mama Mileny) byłyśmy sobie damską częścią familii na basenie. Dzięki uprzejmości ratownika mogłam obserwować z trybun poczynania wodne mamy, (ja z tych nie pływających ale uwielbiam oglądać jak ktoś pływa. Dziwna jestem, nie?!),sióstr i...siostrzenicy.
Wiecie jak ta nasza Miluśka uwielbia wodę?!
Ale to dobrze.  Za jakiś czas nauczy się pływać i będzie to robić dobrze.
Obecnie z racji wieku musi być jeszcze pilnowana.
A jaka radość!
Popołudnie spędzone w miły sposób, potem szybki wypad na lody, a w domu wspólna posiadówka z Olsonem i pyszne smothie kakaowo bananowe...
 Mniam!
To ostatecznie odpędziło zły nastrój.

W poniedziałek wskoczyłam z uśmiechniętą facjatką.
Wtorek tylko umocnił mój optymizm, bowiem nadszedł ukochany wolontaryjny wtorek...
A tam już jak zawsze: kawa, robota, pizzerinka na drugie śniadanie i szczęście! :)

A dziś za to humor dobry, ale ewidentnie ciężki dzień...
Śpiąco tak, że łeb sam leci. Oczy jakieś popuchnięte, trudno się skupić nawet na tej notce, więc zapewne piszę głupoty 8-) ale nic to!
Zatęskniłam więc jestem!
I tylko zaplanowane notki jakoś wyjść nie mogą...
 Poczekają!
A tymczasem trzymajcie kciuki bym nie zasnęła na klawiaturze.
:*



źródło:memy.pl

-Tygrys! Kici kici ;))


wtorek, 1 września 2015

"Twórcze inspiracje"-moc kolorów na jesień



Piszę sobie ten post na raty. 
Leń, czyli mój najlepszy przyjaciel, znów się panoszy, a ja próbuje się nie dać. Przed Nami wrzesień. Adek  od dziś wraca do szkoły, Igor wraca do przedszkola ("DO ZELÓWKI CIOCIU!"), 
ja wracam do matmy.
A fuj ;)

A pomysły blogowe ostatnio się mnożą i zaległości piętrzą. Ale nadrobię nie? 
Bo jak nie ja to, kto? 
Najpierw pokażę wam, co tym razem przysłano mi z CORICAMO. Bardzo się ucieszyłam widząc paczkę, bo wiedziałam, że kryje się w niej moc inspiracji... "Twórczych inspiracji" oczywiście ;)
A z podsumowaniem sierpnia wpadnę już niebawem...

No chyba, że mnie ten leń zje  na spółkę z łysym, bladym, pełniastym, który to skutecznie utrudnia mi sen i tą złą aurą, deprechą, którą rozsiewam od niedzieli. 
Humorek mam nietęgi. Ale walczę. Walczę jak lew. Nie dam się jesieni i babskim hormonom.
Wrzesień będzie lepszym czasem. Czasem spełnianych marzeń, uśmiechu, wyzwań...
Bo ja tak kurde mówię!
A tymczasem... Recenzji czas start!