wtorek, 16 czerwca 2015

Rękodzieło. Moje lekarstwo na duszę.

No nie oszukuje się. Uzdolniona manualnie nie byłam i nie jestem.
W dzieciństwie stroniłam od rysowania, malowania, wycinania. Od tego wolałam zabawy w sklep, koleżanki, dom, szpital...


To był mój żywioł. Wynikało to trochę z mojego lenistwa, trochę z faktu, iż ręce męczą mi się ciut szybciej niż osobie sprawnej. A do tego zwyczajny brak talentu.

Denerwowało mnie, że odstaje od rówieśników, prace koleżanek były dla mnie ładniejsze, od moich, co jako małą dziewczynkę baaardzo mnie denerwowało.
Jedynie laurki, przygotowywane najczęściej na dzień mamy, czy imieniny dziadka uwielbiałam. Czyżbym przeczuwała? ;)
Z biegiem czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać.
W gimnazjum zaczęłam powoli lubić plastykę. Choć rysować nie umiem ( co może potwierdzić każdy-Już Milenka ładniej ode mnie rysuje :P ) zaczęłam szukać innych form przekazywania sztuki.
 I tak w swoim życiu przerobiłam już malowanie, szkicowanie, odbijanie gotowych malowanek i cieniowanie ołówkiem, robienie na drutach (Never again! Podziwiam każdego, kto ma do tego talent i cierpliwość, ja się przy tym nabawiłam nerwicy.) .
Bardzo chciałam też haftować krzyżykami, ale jakoś przeszło bokiem.
Choć do dziś baaardzo mi się to podoba!
Pod koniec gimnazjum, równoważnie z założeniem pierwszego bloga założyłam też pamiętnik papierowy. Uwielbiałam go jak nic na świecie!!
Był to cieniutki zeszycik pełen kolorowych naklejek (miałam takie fajowe motylki!) powklejanych pamiątek, wspomnień i wyznań pisanych kolorowymi cienkopisami...
Ów pamiętnik zginął po roku śmiercią tragiczną. Postanowiłam w nim ususzyć kwiatka, w zamian zalęgło się tam stado różnych robaczków. Brrr. Musiałam go spalić.
Do dziś żałuję.
Zwłaszcza, że od tego czasu nie prowadzę już żadnego pamiętnika tak sumiennie i z taką radością jak wówczas...
I wtedy znalazłam scrapbooking.
Scrapbooking to najprościej mówiąc ręczne ozdabianie albumów pełnych zdjęć, pamiątek.
Rzecz tak popularna w Ameryce, że uprawia go co trzecia gospodyni domowa!
Najczęściej są to mamy, które w ten piękny sposób zapisują wspomnienia swoich dzieci.
Mój pierwszy tzw. scrap był...obrzydliwy.
I taki...mój. Choć potem został stargany (Niechcący!), został mi po nim skan, bo jeszcze wówczas nie potrafiłam robić zdjęć swoim pracom. (Zresztą dalej nie umiem...:P)
 I patrzę na to z takim sentymentem i wzruszeniem...
Ten dizajn, ten stajl... ;)))
Gdy zaczęłam się wgłębiać w scrapbooking, czytać, poznawać, dowiedziałam się, że tą metodą ozdabiane są także kartki okolicznościowe.
Wsiąkłam. 
Pokochałam to. I scrapów ze zdjęciami nie robiłam, bo chciałam się uczyć metod na czymś o wiele mniejszym. Do dziś nie mogę się przemóc do robienia albumów, ale w końcu i to pokonam. 
Kusi mnie spisanie najważniejszych notek bloga, dialogów Igusia, okraszonych zdjęciami, których tu publikować nie chcę. 
Taki mój osobisty pamiętnik-tylko dla vipów ;)
A jak wyjdzie...Nie wiem.

Moje kartki nie są zbyt...piękne. 
Choć patrząc na kartkę, którą jeszcze przed dwoma latami zrobiłam dla Anety i porównując z tymi aktualnymi widzę wieelkie postępy.
Hihihihihih, Aneta, czy ty mi wybaczysz...? :PPP
Bo jakoś potem od robienia kartek się dosłownie uzależniłam.
I zaczęłam je robić metodą prób i błędów. A błędów było pierdyliard i choć do dziś czasami w dzikiej furii zdarzy mi się w czasie pracy walnąć bluzgiem, czy cisnąć tubką kleju... 
Kartkowanie kocham nad życie...
Zaczęłam więcej czytać, nie robić pewnych rzeczy na odczep. 
A przede wszystkim zaczęłam poważniej inwestować w materiały, nie kupując rzeczy, których nie będę używać, bo zwyczajnie nie współgrają z moimi gustami.




Dla porównania jest to kartka sprzed tygodnia. 
Może i też nie dzieło sztuki, jednakże widzę postęp. Swój postęp. Napawa mnie to dumą. ;) 

Z biegiem lat zrobiłam około pięćdziesięciu kartek.
 Część rozdałam po znajomych, albo po znajomych znajomych...  
Bardzo dużo z nich po prostu wyrzuciłam. Robię je na święta, wysyłam na urodziny... 
Podczas wytwarzania moich karteluszek doszły też nowe formy rękodzieła. 
Podoba mi się lepienie z modeliny, ruszyłam z decoupage
zaczęłam dodawać akcenty haftu matematycznego 

bardzo też chcę nauczyć się szyć ręcznie... 
Powiem wam po cichu, że marzy mi się założenie firmy rękodzielniczej, pełnej cudownych ludzi, luźnej atmosfery i...rękodzieła! Może kiedyś spełnie swoje sny? 
Rękodzieło zmieniło mnie bardzo. 
Zaczęłam wierzyć, że jak się uprę to mi w życiu wyjdzie wszystko. 
Rękodzieło stało się moją terapią. Sposobem na smutki, nudę, zdenerwowanie... Odnalazłam pasję, dzięki której poznałam cudowne osoby (Madziulka :* ), ćwiczę ręce, cierpliwość. Przestałam mówić "mnie nic nie interesuje". 
Codziennie coś odkrywam, ślinię się do każdego działu papierniczego w supermarkecie, pozostając amatorką. 
Bo wciąż nie jestem w tym idealna.
Bo wciąż mam dwie lewe ręce.
Ale za to mam coś, czego nie oddam za nic...
Pasję. 

13 komentarzy:

  1. jak ja Cię rozumiem, doskonale wręcz :)))))))))))) tez próbowałam różnych rękodzieł. drutów, szydełka, teraz robię frywolitki przy użyciu rąk zębów :) za wyszywanie może się kiedyś też zabiorę tak na poważnie. niestety nie potrafię rysować, nawet prostego kółka :) dlatego nauczyłam się używać programu graficznego i w nim robię kartki.
    Twoje są śliczne i faktycznie widać postępy :) cos czuję, że jesteś uparciuchem i potrafisz zrobić jeszcze wiele pięknych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaa a ja się ślinię na razie w pasmanterii na widok kordonków do frywolitek. pasja to fajna rzecz i warto ją rozwijać, a najfajniej jest mieć ich kilka na raz :D

      Usuń
    2. Czekam w takim razie na zdjęcia Twoich frywolitek!! Na pewno będą śliczne :D Uparciuchem może jestem, ale jestem też leniem patentowanym :P

      Usuń
    3. Pewnie, że kilka na raz! A to wszystko można łączyć fajnie :D
      I przydała by się jakaś dodatkowa renta na to wszystko :PPPP

      Usuń
    4. kilka frywolitek już zrobiłam, jak chcesz zobaczyć to tutaj: http://mojadroga-blog.blogspot.com/2014/12/frywolnie.html

      Usuń
    5. Lecę! już oglądam :D

      Usuń
    6. Jak myslałam-są przepiękne!!

      Usuń
  2. Pasja to najlepsze co człowiek ma:)) Twoje karteczki śliczne przecież je posiadam, a decoupage to już wgl cudo w Twoim wykonaniu;dd. Rozwijaj się kobieto:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu masz rację, pasja to wszystko. :* Ja kartkowanie polubiłam jeszcze bardziej odkąd mam z kim się dzielić swoimi problemami, doświadczeniami. Rozwijać się będę ale do Ciebie wciąąż daleko :PPP
      :****

      Usuń
  3. Dobrze Cie rozumiem, bo mi tez brakuje wlasnej pasji... Kiedys bardzo duzo rysowalam, ale teraz nie mam na to zupelnie czasu... Ani w sumie weny. Nawet jak dzieci prosza zebym im cos narysowala, nie chce mi sie zupelnie przylozyc i bazgram byle jak. :/ Chyba dlatego zaczelam pisac bloga, bo mialam potrzebe posiadania czegos "wlasnego", gdzie moge pobyc soba... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, życzę Ci tak więc zdobycia pasji również poza komputerowej! Scrapbooking to u Was chleb powszedni, może tam zapukaj? ;) A nie wiedziałam że rysujesz i chce coś zobaczyć!! Jak Potworki (Bi zwłaszcza) podrosną, to znajdzie się i czas i towarzystwo! Dzieci uwielbiają plastyczne zabawy :))

      Usuń
  4. Żeby mieć pasję, nie trzeba do tego sprawnych rąk, a dużo serca. By robić coś dobrze, trzeba się w to wprawić, a zazwyczaj pociąga nas coś, co jest dla nas nowe i niedokształcone. Byle tylko się nie poddawać.

    OdpowiedzUsuń