piątek, 10 kwietnia 2015

Wózkowiczem być: Moja droga do akceptacji.

Jestem osobą niepełnosprawną.
Osobą niepełnosprawną która sobie radzi.
No a przynajmniej względnie według niektórych. Bo są osoby które zawsze chcą przykręcić mi śrubkę i wypomnieć, że mimo braku ograniczeń intelektualnych nie posiadam matury, czy nie jeżdżę samochodem.
Ale, to Ja nie o tym...



Mam dużo szczęścia. Wiecie? Naprawdę.
Fakt, że mam fajną rodzinę, przyjaciół, którzy są tak naprawdę i znajomych z którymi mogę o wszystkim, a najmniej o wózku, to moje szczęście.
Zdaje sobie też sprawę, że moja choroba mogła przybrać o wiele gorsze stadia. 

Ale nie zawsze byłam tak pogodzona z własnym losem jak obecnie, gdy już wiem że nigdy tego nie zmienię. Gdy doszłam do momentu, że nawet lubię własny wózek. Że szukam pozytywów.
Wszak, gdybym była sprawna to byłabym kimś innym. Może kimś o wiele gorszym, zepsutym...

Ale był taki czas, że nie lubiłam siebie. Myślę, że miał tu znaczenie zwykły bunt nastolatki. 
Najgorzej było na przełomie 4 klasy, aż do gimnazjum. Znajomych miałam wówczas mało.
Ja, zakompleksiona i chora Natalka za jaką wówczas siebie miałam. Stroniłam od wycieczek szkolnych, wyjść. Miałam własny świat, pełen przesłodzonych seriali polskich, do którego jakoś nikt się nie kwapił. 
Bo ileż rówieśnik może słuchać o takim "M jak miłość" na przykład ;) ja mogłam nadawać długo. I ta moja młodzieżowa fascynacja sprawiała, że byłam obiektem kpin co poniektórych. 
A mnie w to graj. Bo czułam się zauważana. Bo nawet jeśli ktoś się ze mnie śmiał, to przynajmniej słuchał co miałam do powiedzenia. Chociażby dla jaj. I czułam wtedy, że jestem tą postrzeloną Natalką od seriali, a nie tą biedną Natalką od wózka. Sytuacja się unormowała. Dziś lubię seriale nadal ;) żeby nie było. I lubię sobie o nich pogadać, może już trochę wyrosłam z tej ekscytacji, ale oglądam te telewizyjną sieczkę, bo mnie odpręża i już.

Liceum nie pomogło. Mimo, iż znalazłam tam znajomych nie było mi dane uczęszczać z Nimi do klasy. Miałam tok indywidualny, gdzie mimo towarzystwa czułam się sama. Inna. Wyróżniona. 
Lekcje? Nauczyciel tylko dla mnie. Nie było jak uciec, bo przecież każdy się bał, że stanie mi się krzywda. Nie było jak ściągać. Do odpowiedzi zawsze szłam Ja. W dzienniku ani jednej uwagi negatywnej. Bez typowych dla tego wieku szaleństw, bez głupawek i uczestniczenia w życiu szkoły.
Klasa mimo, że bardzo fajna i się starała nie zbliżyła się do mnie w sposób taki jak sobie wówczas wymarzyłam. To mnie wówczas tylko trzymało w przekonaniu, że jestem gorsza. 

Zaczęłam wtedy unikać supermarketów i innych miejsc. Tam byłam w centrum 
uwagi. Nie umiałam sobie radzić z faktem, że się różnie. Nie umiałam z nikim rozmawiać o tym co chcę i co mi przeszkadza. Na własne życzenie wyłączałam się z życia towarzyskiego, nie dbałam o siebie i zbyt rzadko się śmiałam... 
Taak... to naprawdę był wówczas ciężki moment...

 Maturę której dziś nie mam mogłam zdać. Mogłam. Naprawdę. Gdyby mi tylko zależało... Ale byłam przekonana, że jak na wózku i bez dowozu i pieniędzy to i tak do niczego nie dojdę. 
Plany na życie mnie, licealistki polegały na ukończeniu szkoły i na rencie. Słabo? Bardzo.

Dostałam co chciałam, nadal uważam, że wykształcenie w życiu nie powinno być priorytetem i dla mnie nie jest. Ale sam fakt, że chcę przystąpić do poprawki i że chce podjąć jakąkolwiek pracę to już coś. 

Po liceum dzięki przyjaciółce trafiłam do fundacji. Uderzył we mnie świat innej niepełnosprawności. 
Takiej bez ograniczeń. Tylko z nazwy. W końcu zaczęłam dostrzegać że mimo wszystko niepełnosprawni mają coraz więcej możliwości. 

Gdy wyszliśmy wtedy wspólnie do miasta, przed którym tak uciekałam, bojąc się wścibskich spojrzeń tych na wózku było nas kilkoro.
Oczy już nie tylko wpatrzone we mnie. Dyskretnie sprawdzając reakcję innych wózkowiczów nie widziałam u nich zażenowania... Widziałam obojętność. Tej obojętności i zrozumienia dla "zdrowych" sie wówczas nauczyłam.

Patrzysz? Patrz. Twoje prawo jak nie widziałeś. Teraz widzisz i może wyciągniesz z tego wnioski. Np takie, że naprawdę nie ma na co popatrzeć. Nuda. Zwykły człowiek.


I coś się we mnie zmieniło. A dodatkowym bodźcem była biblioteka.
Miejsce gdzie nauczyłam się lubić siebie. Gdzie do dziś przychodzę. Gdzie widzę, jak na początku bojący się mnie ludzie dziś znają mnie z imienia. I już nie patrzą na mnie z litością. 
Gdzie zapominam, że mam wózek, bo robota prawie siedząca, gdzie mogę zapomnieć o moich problemach i gdzie uwierzyłam, że moja znajomość internetu i pomysły na coś komuś się przydadzą.
I gdzie nigdy nie usłyszałam, że ktoś mi współczuje...
Nie wiem, czy ktoś z osób, do których powracam we wtorki to przeczyta... W każdym razie-z całego serca za to dziękuje...


Ale...
Nie myślcie, że tak całkiem się zmieniłam. Cudów nie ma. Codziennie uczę się siebie lubić.
Deprechy, nerwy, to wciąż moje życie. Słabe dni wciąż się pojawiają, wciąż często. 
Swojego wyglądu nie lubię, ale ogólnie nie należę do dziewczyn, które lubią zmieniać coś w swojej urodzie. Z lenistwa chociażby ;) 
Wierzę jednak, że mimo wszystko, mimo choroby i mimo moich wad... Coś mi się udało. 
I nawet siebie czasem lubię... A to już coś. ;)














18 komentarzy:

  1. A ja Ciebie baaaaardzo lubiè ! I wiesz czasem jak mnie dopadnie chandra , jak sobie myślę "czemu właśnie ja "( w kontekście chorób ) to sobie myślę o Tobie ". O tym jak dzielnie sobie radzisz z przeciwnościami losu . Jak pokonujesz bariery . Jak potrafisz się uśmiechać i czerpać radość z drobnych rzeczy . I bardzo mi to pomaga wiesz ?Jesteś moja prywatną bohaterka !
    A wykształcenie - ja akurat uważam że jest ważne . Ale nie dla papierka .Dla siebie . Swoje drugie studia robiłam już jako "stara baba ". Jakaś wiedzę przyswoilam a i owszem . Ale to co dziś dla mnie jest mega ważne to to co na tych studiach przeżyłam . To fantastyczni ludzie ,których poznałam . Te kontakty są bezcenne .Także nie żałuję . A lekko nie było . W tygodniu praca ,w weekendy szkoła .I tak 5 lat .Dziś jednak miło to wspominam .I choć zarzekalam się że już nigdy więcej żadnych studiów dziś znowu się rozglądam za podypkomowka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie przesadzaj z tą bohaterką, choć cóż powiedzieć: Ty jesteś moją. I takie wzajemne uwielbienie to ja rozumiem :D

      Wiadome że wykształcenie jest potrzebne i że jakoś podnosi samoocenę. W końcu gdybym nie miała na nie ochoty, to bym sobie żyłą nadal jak żyje. Ale ja potrzebuje być kimś więcej niż tylko rencistką. Studia wciągają mówisz? To będziemy sie uczyć obie :PPP

      Usuń
  2. Nie znam Cie osobiscie Noelko, ale na zdjeciach widze bardzo sympatyczna, wesola osobke! A te nerwy i deprechy swiadcza tylko o tym, ze jestes zwyczajna osoba, jak wszyscy "zdrowi"! :D
    A wlasciwie to nie! Dla mnie jestes NADzwyczajna! Wlasnie dlatego, ze chcesz czegos wiecej niz renty! Nawet jesli do tego faktu doszlas kilka lat po oblanej maturze. ;) W koncu lepiej pozno niz wcale! Ja tez uwazam, ze sa w zyciu wazniejsze rzeczy niz wyksztalcenie. Z drugiej strony, ono pomaga otworzyc drzwi ludziom, ktorzy chca tego "wiecej". Dobrze je wiec miec, chocby na wszelki wypadek. :)
    Z uroda przybij piatke! Ja tez patrzac w lustro sie krzywie, ale nie chce mi sie nic z tym zrobic. Nawet porzadnego makijazu nie lubie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siooostro!
      Pjona :PPP czemuś tak daleko :P

      Usuń
  3. Natusia Ty potrafisz długie notki pisać;dd. Nie no oczywiście żartuję:)) Pięknie napisane, przeczytałam jednym tchem. Za maturę trzymam kciuki:) Jakie fajne zdjęcia, tych to nawet na fb nie ma;dd. Moja kochana Czarownica:****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są zdjęcia zarezerwowane tylko dla VIP :PP cieszysz się? xD
      Taka mi wyszła notka długa że się sama zszokowałam :PPP
      :****

      Usuń
    2. No jasne że się cieszę;ddd

      Usuń
  4. Natalio bardzo ciekwie napisane :). A tymi spojrzeniami to się nie przejmuj bo często tak jest,ze się Ci to wydaje. Moja mama tez zawsze mówi,ze w autobusie się na nią patrzą bo za gruba jest ;). Ludziom się wlasnie tak czasem wydaje,ze ktoś się zbyt na nich skupia, a to tylko przewrażliwienie i zwykle spojrzenie innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że czasami faktycznie przesadzałam. Istna fobia :PPP na szczęście przeszło ;)

      Usuń
  5. Hej! Podczytuję Ciebie już od bardzo dawna a to jest mój pierwszy komentarz. Notka pięknie napisana, myślę że wiele niepełnosprawnych mogłoby brać od Ciebie przykład.
    Ja sama jestem od dzieciństwa osobą niedosłyszącą. Słuch zaczęłam tracić po powikłaniach chorobowych w momencie w którym nauczyłam się mówić, więc można się jeszcze ze mną dogadać. Aktualnie noszę aparat słuchowy na jednym, uchu a na drugim operacyjnie wszczepiony implant ślimakowy, nie jest źle ale osobą całkowicie zdrową również nigdy nie będę. Sama też poprawiałam maturę i poprawiłam ją, a także jakimś cudem udało skończyć mi się studia licencjackie.
    Trzymam za Ciebie kciuki, dasz radę i z maturą i ze studiami jeśli tylko będziesz chciała!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też trzymam za Ciebie kciuki! Masz rację, jeśli tylko będę mieć siłę walczyć to osiągnę wiele.
      Buziaki :*

      Usuń
  6. Natuśka! Toś Ty blogerka pełną gęba! Super napisane :* spojrzeniami się nie przejmuj, toż to KONUSY! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuje, nie przejmujee, mam Ja już na nie swoje sposoby ;)
      Dziękuje Ci bardzo! :)))

      Usuń
  7. Nareszcie doczekałam Twojego opisu stanu - takiego Twojego - i dzięki za to. Cudnie otwierasz świat i moje oczy na wózkowiczów.To bardzo potrzebne wiesz. Za Twoja obecność dziękuje - buziaki wielkie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuje tak ogólnie-że jesteś :* I cieszę się, że mogę Ci pomóc w tym procesie oswajania z niepełnosprawnymi. :****

      Usuń
  8. Czytając ta Twoją notkę miałam wrażenie, jakbyś napisała o mnie :) Bo mam dokładnie te same obawy, deprechy, nie lubię swojego wyglądu, czuję się głupio w miejscach publicznych, kiedy widzę, jak ludzie sie na mnie gapią... jest to przykre czasami. Zwłaszcza, kiedy się tak zachowują dorośli ludzie. Ale cóż... Zaciskam wtedy zęby i czasem daję nogę z takich miejsc :P :)
    A tak serio, to czytając Twoją notkę miałam łzy w oczach... bo ja też próbuję od tego wszystkiego uciec, a przecież się nei da :(
    Jednym słowem - Natalie mają zawsze pod górkę :)
    Damy radę Natka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co uciekać. My to mamy po coś. Po to żeby to przetrwać i żeby pokazać że damy radę. :* Damy radę

      Usuń