wtorek, 24 lutego 2015

A u mnie co? Wpis spontaniczny

Stagnacja życia. 
Dom, dom, dom. Trzy tygodnie bez biblioteki. Za dużo.
Choroby. Po kolei. Igor, Adrian, Milena.
Ta przyjechała do Nas na dni kilka. Wróciła do domu z grypą.
Taaaak nienawidzę jak dzieci chorują. :/
Na podwórku jakieś przedwiośnie. Od lazurowego nieba i słońca do (tak jak dziś) ponurej aury. Zimno. Cóż sie dziwić, że zarazki szaleją?

Nadeszły ferie. Igor przez tydzień w domu. Adrian przez choróbsko nie pojechał na wycieczkę do kina. 
Odbija sobie obecnie na wyjeździe u babci nr 2. :D
Igor uradowany od wczoraj w przedszkolu. 

Olson w domu, chichocze nad "Makbetem" (Podziwiam, ja płakałam ;) ). Dziewuchy moje z uczelni na moment zjechały.
Spontaniczne urodziny...w lutym. Kij z tym, że data już mocno nieurodzinowa. W dobrym towarzystwie zawsze i wszędzie.

Wieczorne "klahanie" z dziewczynami- czarownicami (buziaki :* ) oraz takie imprezki pomagają na chwilowe załamania. Przesilenie zimowe... Czasami humor siada. Nie daje się mu i konsekwentnie szukam optymizmu i radości z życia.

Szybka jakaś ta notka... Ale...Miałam ochotę się tu odezwać. 
Buziaki :*

środa, 11 lutego 2015

Jajko madrzejsze od kury?

Krotka lekcja Prorodzinnego.
Ja: Ooo, patrz Igo! Bociek!
Igor: Nooo
Ja: A bocian przynosi dzieci?
Igor: Niee...
Ja: A to skad sie biora dzieci ?
Igor: Z jajka.

Aaaa, no patrz. Nie wiedzialam.
;))