poniedziałek, 19 stycznia 2015

Na rozruch... Wpis burcząco pamiętnikowy.

Nie wiem co się dziś ze mną dzieje. Być może jest to zwykłe przesilenie. Wstałam w jakimś nijakim humorze. Niby się śmieje, a gdzieś tam w głębi jakiś bunt, smutek, którego chwilowo powodu nie znajduję. A szkoda... Może było by mi łatwiej się z tym rozprawić... Może po prostu czasami tak się ma? Czymże w końcu jest życie bez dołków...? ;) Czasami coś mi przeszkadza. Np to, że ludzie którym dawniej nie przeszkadzała moja odmienność (Niee, proszę państwa, ja nie mówię o chorobie, czy wyglądzie... Raczej o sposobie bycia.) teraz non stop upominają, psioczą,burczą, dogadują, nie interesuje ich moje życie. W końcu każdy inny jest ode mnie ciekawszy, mądrzejszy i lepszy. Ja się każdego czepiam, jestem dziwna, marudzę. Że niby takie żarty? Trudno. Nie znam się na żartach w takim razie. 
Ale...Nie ma tak dobrze. I tak się nie zmienię. Albo np że ktoś zamiast poznać moją opinię, bądź wysłuchać argumentów myśli swoje. A niech myśli. Mam to w nosie. 

Ale!
Ale dziś chce się rozruszać. O górnym kawałku notki zapomnijcie. Tak sobie musiałam wyrzucić. Zaraz nawet może znajdę siłę by ubrać się w coś innego niż piżama. Zepnę włosy, zacznę kartkę. Może nawet się uśmiechnę. Nie dam satysfakcji. Nikomu. 

Miniony tydzień minął szybko i bezboleśnie ;) Zakończył się opłatkiem na scholi. Tego było mi trzeba. Wyjścia, kontaktu, odmóżdżenia. Dzieciorki życzyły mi rychłego ożenku... Eee...Że to już? ;)
Potem powrót do domu, łapał mróz, więc powietrze rześkie, ach!! Wiosno przybywaj!!

Dziś w planach prócz wspomnianej kartki korepetycję... Procenciki chyba strzeliły focha, bo nagle wymknęły się w weekend spod kontroli. Nie wiem czy to co wysłałam do oceny się wybroni, ale jak znam B. to i tak mi ich nie odpuści i będziem się z nimi rozprawiać. 
No dam se radę przecie. Nie? No.
To teraz się przebiorę. Idę sobie ciupnąć w simsy (taak, wiem że to dla dzieci, aczkolwiek nigdzie indziej nie przyjdzie mi zarządzać domem za 25 kawałków. A poza tym se mogę. O. :P ) 
Dorwałam do czytania Sagę, na którą polowałam dawno. Nie jest w wersji papierowej, ale jest!
Następna pozycja z serii "Książek do przeczytania" odhaczona ;)


No to...Nowy tydzień...Czas start!!!



DOPISEK
A wiecie że właśnie przeczytałam, że dziś jest blue monday? Najbardziej depresyjny dzień w roku? No! To se przynajmniej raz poświętowałam jak trza!
Dobrze że jutro już wtorek...



12 komentarzy:

  1. Tak, tak o dniu blue słyszeliśmy w radiu pijąc kawę u cioci i wujka;dd. Kartkujemy to na gorsze dni najlepsze i pamiętaj czarownice są zawsze;p.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja o takim dniu nie słyszałam, ale dopadł mnie wręcz książkowo, ale przynajmniej wiem że dziś mi wolno :P
    Trzymam kciuki za procenty :) (ja jestem noga z przedmiotów ścisłych)
    A książka...szukam czegoś co mnie wciągnie, co będę pochłaniać, a jakoś żaden tytuł nie wpadł mi w oko.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś możemy gwiazdorzyć :P
      Ja dopadłam "Sagę rodziny Baxterów" Karen Kingsbury, ale nie każdy lubi tę tematykę

      Usuń
  3. Uśmiałam się pod koniec twojej notki, w związku z należytym blue monday :)
    Co do nowoczesnych magazynów dla kobiet, rzeczywiście traktuje je także jako te nieco bardziej dziewczęce.
    Miłego wtorku, na jutro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wszystko jest dla ludzi ;))

      Usuń
  4. mnie też ten niebieski mandej dopadł, ale już się kończy i będzie po wszystkim :)
    miłego wieczoru ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie slyszalam o takim dniu, ale trzyma mnie on od soboty, odkad dowiedzialam sie, ze tesciowie mnie "nawiedza" juz na 100%... :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam dziwne poczucie ze blue monday mam codziennie :(

    OdpowiedzUsuń