środa, 28 stycznia 2015

Trele Morele

"Slonce swieci, droga rowna. Zuczek toczy kulke z g*wna!"
Zartowalam.
Slonca to ja nie mam.
Ani wiosny. Ani nawet nedznych 10 stopni zeby sobie wyjsc na podworko.
Jest za to snieg.
I z tej okazji siedze w domu. A jak nie siedze w domu to jestem (Dzieki Ci Panie!) w bibliotece.
I jesli chodzi o snieg, to ok. Moze se byc. Juz mi wsio rybka.
Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic! Nawet do tego lodu. Trza szukac pozytywow.
O! Np wczoraj jak sobie juz zjechalam z samochodowej szyny i podazalam w strone wejscia do bibl. to mi wozek sam jechal.
SAM. Serio. Nic nie sciemniam! Nawet sie lekko rozpedzil. Rewelka mowie Wam!!
...Dobrze ze nikogo przed soba nie mialam, bo tysiak na odszkodowanie nie moj.

No. A tak poza tym to sie wzruszylam. Wczoraj. Bo tuz po tym jak wystosowalam apel o procent na swoim prywatnym profilu fejsbuka spotkalam sie z tak optymistycznym podejsciem...!
Tyle cieplych slow, tyle kciukow trzymanych!
Niesamowite! W tym momencie tak naprawde Nie dbam o to ile uzbieram. Ani czy wyrobie sie w kupnie wozka aktywnego w ciagu kilku lat.
Ja po prostu wczoraj poczulam wielkie zaangazowanie i wsparcie. A to ma wieksza cene niz kwota na moim subkoncie...

Chlopaki choruja. Dalej. Igor jak smarkal tak smarka, Adka cos noga boli i jak nie przejdzie to pewnie czeka go lekarz...
Ja juz ok. Nawet (Puk, puk, w niemalowane!) nie drapie gardlo.
Antybiotyk, ktory biore na nerki ma tez skutek uboczny w postaci niestrawnosci i zgagi, na szczescie mija po jakims czasie.
A najbardziej mi przechodzi po slodkim.
Przypadek?
Nie sadze. ;)

Trzymcie sie!

wtorek, 27 stycznia 2015

1%-Odezwa do narodu!

Kochani! Wreszcie się zabrałam za załatwianie spraw zaległych. Np dołączyłam do kolejnej fundacji. 
Chce pozbierać na wózek inwalidzki, nie taki standardowy-lecz aktywny. Nie jest to tania sprawa... Dlatego wystąpiłam o założenie subkonta. Od dziś będzie tam można oddać 1% waszego podatku. 
Jeśli już przeznaczyliście swój procencik na kogoś innego, będzie mi bardzo miło, jeśli wspomniecie o akcji w choć kilku słowach. Obiecuje, że ani jeden grosz nie zostanie lekkomyślnie wydany. 
Na dniach pojawi się tutaj także zakładka, gdzie prócz mojego apelu umieszczę także apele różnych osób, potrzebujących Waszej pomocy. Niechaj każdy ma równe szansę.
Dziękuje serdecznie, Natalia :*

Wystarczy że w swoim PIT wpiszesz:
Fundacja Balian Sport
KRS:  0000069890
Cel szczegółowy: Natalia Piwowarczyk





poniedziałek, 26 stycznia 2015

Chorzy...śmy.

Choroba się nam przyplątała prze państwa.
Rodzinnie.
Chore siostry, chora Mila, chora moja Mama, chory Igutek, chora nawet Ja.
Co do mnie to ja się trzymam. Gardło nie boli. Tylko czuje, że mam je  zajęte. Chrypie momentami jak stare radio. Głównie dlatego, że już biorę antybiotyk (Drugi prze państwa w ciągu miesiąca! Takie te moje nerki ;) ). I pije soki malinowe i tyłek grzeje i tabletki na gardło biorę. A jednak siedzi i siedzi. Mam nadzieję, że niedługo wyzdrowieje. Bo nie lubię być chora i mnie to denerwuje...
...Ale bardziej denerwuje mnie to, że choruje Igor. Pocieszam się, że dzięki temu mam go w domu i jest fajnie jak za dawnych lat... Ale biedne to moje słonko :( nie może oddychać noskiem, furczy mu nieustannie. Gorączkę złapał. A przecież w sobotę dzwoniłam do B. (tej drugiej, bo mam dwie B. obydwie fajowe ;)) ) i chwaliłam jak to letni wyjazd nad morze dobrze dziecku zrobił.
Moja wina, moja wina...
Tak więc siedzimy oboje. Młody humor ma jak zawsze. Cztery lata to nie przelewki ;) już można z nim pogadać całkiem po dorosłemu! 
W planach tv, rysowanie, tv, rozpieszczanie... A co tam. Raz za czas mogę ich sobie popsuć, nie? ;)

No to pozdrawiamy! Nie dajcie się chorobom i zarazkom!

Noelka i Igutek

< Echu Echu, Smark Smark >

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Na rozruch... Wpis burcząco pamiętnikowy.

Nie wiem co się dziś ze mną dzieje. Być może jest to zwykłe przesilenie. Wstałam w jakimś nijakim humorze. Niby się śmieje, a gdzieś tam w głębi jakiś bunt, smutek, którego chwilowo powodu nie znajduję. A szkoda... Może było by mi łatwiej się z tym rozprawić... Może po prostu czasami tak się ma? Czymże w końcu jest życie bez dołków...? ;) Czasami coś mi przeszkadza. Np to, że ludzie którym dawniej nie przeszkadzała moja odmienność (Niee, proszę państwa, ja nie mówię o chorobie, czy wyglądzie... Raczej o sposobie bycia.) teraz non stop upominają, psioczą,burczą, dogadują, nie interesuje ich moje życie. W końcu każdy inny jest ode mnie ciekawszy, mądrzejszy i lepszy. Ja się każdego czepiam, jestem dziwna, marudzę. Że niby takie żarty? Trudno. Nie znam się na żartach w takim razie. 
Ale...Nie ma tak dobrze. I tak się nie zmienię. Albo np że ktoś zamiast poznać moją opinię, bądź wysłuchać argumentów myśli swoje. A niech myśli. Mam to w nosie. 

Ale!
Ale dziś chce się rozruszać. O górnym kawałku notki zapomnijcie. Tak sobie musiałam wyrzucić. Zaraz nawet może znajdę siłę by ubrać się w coś innego niż piżama. Zepnę włosy, zacznę kartkę. Może nawet się uśmiechnę. Nie dam satysfakcji. Nikomu. 

Miniony tydzień minął szybko i bezboleśnie ;) Zakończył się opłatkiem na scholi. Tego było mi trzeba. Wyjścia, kontaktu, odmóżdżenia. Dzieciorki życzyły mi rychłego ożenku... Eee...Że to już? ;)
Potem powrót do domu, łapał mróz, więc powietrze rześkie, ach!! Wiosno przybywaj!!

Dziś w planach prócz wspomnianej kartki korepetycję... Procenciki chyba strzeliły focha, bo nagle wymknęły się w weekend spod kontroli. Nie wiem czy to co wysłałam do oceny się wybroni, ale jak znam B. to i tak mi ich nie odpuści i będziem się z nimi rozprawiać. 
No dam se radę przecie. Nie? No.
To teraz się przebiorę. Idę sobie ciupnąć w simsy (taak, wiem że to dla dzieci, aczkolwiek nigdzie indziej nie przyjdzie mi zarządzać domem za 25 kawałków. A poza tym se mogę. O. :P ) 
Dorwałam do czytania Sagę, na którą polowałam dawno. Nie jest w wersji papierowej, ale jest!
Następna pozycja z serii "Książek do przeczytania" odhaczona ;)


No to...Nowy tydzień...Czas start!!!



DOPISEK
A wiecie że właśnie przeczytałam, że dziś jest blue monday? Najbardziej depresyjny dzień w roku? No! To se przynajmniej raz poświętowałam jak trza!
Dobrze że jutro już wtorek...



środa, 14 stycznia 2015

Wieczorna pora...


No tak.Czlek sobie obiecuje ze bedzie tu czesciej a wena robi go w bambuko. Standard.
No to poddalam sie lenistwu, poza wczorajszym dniem, gdy bylam na wolontariacie. Biblioteka, ksiazki, ludzie, kawa w filizance. Zyc nie umierac... Kocham to miejsce. Mowilam wam? 
Mialam w planie notke, jednak z godziny 9 szybko zrobila sie 14 i trzeba sie bylo zmywac. Nie bez zalu. No i w tym ciagu godzin nie napisalam notki ktora sobie obiecalam dzien wczesniej.
W niedziele gdzies pomiedzy Milena wolajaca do kota "Oc tu!" a jaselkami Adriana, zostalam wlascicielka Calkiem Nowego Urzadzenia Mobilnego, w skrocie CNUM ktory to posiada duzy ekran, klawiaturke i aplikacje bloggera. No i coz... Jestescie na mnie zdani. Pod warunkiem, ze wytrzymacie. Brak polskich znakow na klawiaturze od CNUM na przyklad.
Jaselka piekne. Okraszone niemala trema Adka, z pieknymi pastoralkami i ta znajoma gula w gardlem, podczas spiewu dzieci. A spiewaja pieknie... Uwierzcie...
A tak poza tym prze panstwa to ja sobie zyje dosc spokojnie i nudno, probojac sie zaprzyjaznic z proporcjami i procencikami (tymi matematycznymi oczywiscie! ;) ) a B. mowi ze idzie calkiem spoko. Myslicie ze mi sciemnia? Coz... Jak dla mnie moze tak sciemniac. To strasznie fajne uczucie wiedziec ze cos co dawniej kompletnie nie wchodzilo sprawia teraz o wiele mniejszy problem... 
I co jeszcze? Chyba tylko tyle ze Was nadal uwielbiam. Dzisiejsza notka i brak pomyslu, a takze jej chaotycznosc tylko to potwierdzaja. Bo nawet jak nie mam o czym... pisac musze. Np dlatego ze sie dusze. ;)

Pozdrawiamy! Noelka93 i jej uspione szare komorki. :*

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Śfienta, śfienta i po śfientach...

Kochani, zbieram się ja do Was tak jak i do...wszystkiego.
Siedzenie w domu permanentnie źle robi mi na motywację do życia. Nic to. Machnę ja Wam tu notkę numeryczną tak na rozruch. Święta jak i sylwester spędziłam w gronie rodzinnym. Tak jak lubię zresztą. Miałam Wam dołączyć kilka zdjęć (nie bać się, nie ma mnie na żadnym-no chyba że duchem. ;))...Ale do ich zgrania zbieram się tak już mówiłam. No właśnie.
A co z minionych trzytygodniowych (Majne Boże!) świąt należy wspomnieć?

  1. No to po pierwsze...w wyniku obżarstwa przytyłam. Co można poczuć, usłyszeć (jak złapie zadyszkę), zobaczyć. Odznacza się, oj odznacza... zwłaszcza tu i ówdzie. Nic to. Nie żałuje. I to jest właśnie najgorsze. :P
  2. W wigilię podczas pasterki zostałam sobie z Igoreckim. Jak się można domyślić północ nie sprzyjała żadnej bibie. Ot młody się przebudził, mlasnął i zasnął. A sobie na niego zerkałam. A co. Uzależnienie.
  3. Najmłodsza daje czadu. Dosłownie. Nawet nie wiem w którym momencie z niemowlęcia stała się dzieckiem. Dzieckiem tajfunem. Dawno nie widziałam, tak żywej, tak radosnej, tak ślicznej i mądrej istoty. Z tej mojej miłości i uwielbienia idzie się nabawić cukrzycy. A co tam! < 3
  4. Gdy Milu chce dać cioci buzi następuje jedna wielka operacja strategiczna. Młoda wspindra się po moim wózku, wchodząc girkami po podnóżkach. Makowcem też mnie tak chciała karmić. I dostałam fange w nos. Tym makowcem oczywiście. Co do dalszych kulinarnych walk (Weź Noel, ogarnij się z tym jadłem, niedobra istoto.) dostałam też dwoma połówkami kokosanki. Też w nos. Widocznie się należało.
  5. Napisałabym coś o Adrianie...Ale on tak rośnie, że chyba nie należy go w kategorii dziecka opisywać. W każdym razie...rośnie. Dorośleje. I wdaje się w kłótnie. Np dlaczego w przykazaniu pisze "Wielki post"? Nie może być "Duży post"? Toż to to samo. Uwierzcie. Zabrakło argumentów. Swoim dzieciom wynajmę guwernantkę. :x
  6. Igor lat 4-Rozpoznaje flage wielkiacej brytanii, liczy po angielsku. Zrezygnował też z porannej flachy kaszki. Ciotka taka stara. 
  7. W II dzień świąt jak to już jest w tradycji spotkałam się z przyjaciółkami. Było jedzenie, jedzenie, jedzenie. I jeszcze raz picie.Coca coli oczywiście.
  8. Niezdecydowana ta zima jakaś... Sypie, nie sypie, wieje, nie wieje...
  9. Następna notka wyłącznie zdjęciowa. Więcej grzechów nie pamiętam.