poniedziałek, 28 grudnia 2015

Poświątecznie. Z dedykacją dla A. :*

Święta, święta i po...
Co prawda święta zawsze liczę od wigilii aż po nowy rok, więc możemy przyjąć że nic się jeszcze nie skończyło. ;)
Czas świąt choć minął zaskakująco szybko to był piękny.
Rodzinny, spokojny, wesoły. Tak jak lubię.
Wigilię spędziłam w tym roku u siostry. Potem, już po wieczerzy był czas na wspólne granie, oglądanie nieśmiertelnego Kevina :D
W Boże Narodzenie był u Nas gość. Ten wyczekiwany, najmłodszy w rodzinie. Cudowny, podobny do siostry, maleńki i...taki spokojny... Uwielbiam patrzeć na takie maluszki...

Kot rozbiera choinkę.Ja sobie grubnę, bo tu pasztecik, tam kolejny kawałek ciasta...
Powoli  czekam na koniec roku. W tym roku nie mam wciąż żadnych planów. Ale jest jeszcze czas.
Póki co czas wyciągnąć kalendarz na 2016 rok i przynajmniej dla zasady opracować postanowienia noworoczne:
Po pierwsze-być szczęśliwą.
Po drugie-Łapać chwilę.
Po trzecie-Być tu częściej.
Po czwarte-Używać częściej aparatu. Zdjęcia z mojej komórki są okropne. :P

Czy mi się uda?
A któż to wie?
:)

Nie przedłużając zapraszam na zdjęcia. Migawki ostatnich tygodni.
Ze specjalną dedykacją dla Anetki. :*

czwartek, 24 grudnia 2015

:)

Kochani, w te święta popłyną do Was moje banalne życzenia. Prostota górą. ;)
Życzę Wam, byście byli szczęśliwi. I nie mówię tu o bogactwie i sławie ;) Byście umieli znaleźć to szczęście w codzienności. Nawet gdy ta jest trudna.
Zatrzymajcie się dziś na chwilę.
Podziękujcie Bogu, który się nam rodzi, za to, że macie z kim usiąść do wigilijnej wieczerzy.
Ja ze swej strony obiecuje, że jak co roku wspomnę o Was. Bo to Wy jesteście niewątpliwą radością mojego życia, wiecie?

No. Miało być luzacko, a wyszło tkliwie. ;)

Wesołych świąt, szalonego sylwestra, 10 kilo nadwagi ;) 
ZDROWIA,ZDROWIA i jeszcze raz ZDROWIA. (bo jak to Anetka dziś na blogu powiedziała, zdrowie jest najważniejsze! A Ona jest mądra, to mogę jej wierzyć!)
Coś jeszcze?
Ach! Fajnych prezentów pod choinką!! ;)
:* 



Noelka i spółka.




czwartek, 17 grudnia 2015

3 lata

3 lata bez niej.
3 lata niedowierzania, że już nigdy tu na ziemi się nie spotkamy.
3 lata gdy umarła Ona i moje dzieciństwo.
Gdy w jedną godzinę zatrzymał się mój świat.
Gdy nadchodzące wówczas święta przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
3 lata.
A ja nadal czasem nie wierzę.

wtorek, 15 grudnia 2015

15 grudzień.

Pojawił się pewnej grudniowej nocy. Niespodziewanie (JUŻ?! RODZI?! SERIO?! Dopiero co pokój malowała ;) ) i szybko. 
Przewrócił Nasz świat do góry nogami. 
No..Zwłaszcza mój. Byłam wtedy licealistką, dla której posiadanie dziecka w domu zaczęło mieć jakieś większe znaczenie.
Dużo uśmiechu,
moc wzruszeń,
czasami zmartwień. Bo chory, bo marudny, bo czas go usamodzielnić.
A on? Rośnie wciąż jak szalony.
Co dzień większy,  co dzień mądrzejszy.
Zapatrzony w brata. Coraz bardziej do niego podobny.
Zaskakuje swoją pamięcią, mądrością.
Taką prostotą jaką może mieć tylko w sobie małe dziecko.
Igor kończy dziś pięć lat.
Tylko pięć lat a jakby był zawsze. ;)



Miniuśku!
Mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz ten blog i że zobaczysz jak wielką radość nam przynosisz. 
Przed wczoraj po raz kolejny zostałeś dumnym kuzynem. Cudownie patrzeć jak ciągle się zmieniasz, rośniesz mądrzejesz.
Rośnij wysoko, ku uciesze mamy, taty, Adriana. 
I nigdy się nie zmieniaj, nasz mały wariatuńciu. 
Ty wiesz. :*

niedziela, 13 grudnia 2015

Wieści dobrej treści.

Zaplanowany na dziś miałam całkiem inny wpis.
Wpis o tym jak intensywny jest tegoroczny grudzień.
Ale dziś, właśnie dziś NIC już nie jest ważne.
Dziś po raz kolejny zostałam...Ciocią.
Na świat przyszedł Oskarek, mój siostrzeniec.
W domu czeka na niego dumna starsza siostra.
I cóż powiedzieć?
Jestem szczęśliwa!
I tym szczęściem chciałam się z Wami podzielić!
Buziaki! :*

środa, 25 listopada 2015

niedziela, 8 listopada 2015

Wózkowiczem być: Jak nas piszą tak nas malują.

Tydzień temu natknęłam się na reklamę. Ów reklama przedstawia rodzinę. Tatę i dwójkę dzieci. Pełno śmiechu, pełno zabawy. Dopiero po jakimś czasie widz dostrzega to. Specyficzne rysy, typowe dla choroby "Zespół Downa".
 Aż ciepło mi się robi na sercu, bo oto stało się coś na co czekałam o dziwo długo... Zobaczyłam niepełnosprawność przedstawioną w sposób subtelny, pozbawiony niepotrzebnego żalu, zbędnego pokazywania osoby niepełnosprawnej jako kogoś szczególnego, innego.

wtorek, 3 listopada 2015

Pechowo.

Zaczęło się niewinnie.
Od ekspresu w bibliotece. Ów ekspres robi najwspanialszą kawę pod słońcem.
I blisko dwa razy na miesiąc zapowietrza się (Chyba ze śmiechu na mój widok.) i nie chce tej kawy dać.
Potem, gdy sytuacja została opanowana, a kawa wypita nastąpiła cała seria zdarzeń...
Myliłam się mówiąc i pisząc do kogoś, mieszając fakty, wymyślając słowa, które nie istnieją poprzez przejęzyczenie.
Przyryłam wózkiem w komodę...
Ugryzłam bułkę z papierem.
Na sam koniec zostawiłam w bibliotece ładowarkę do mojego ciulofona.
Trzeci raz.
RO-ZU-MIE-CIE?!
TRZE-CI!
TRZECI KURDE Z RZĘDU!

To nic, że miałam ją przed sobą i że jeszcze pisałam do Oli, że napewno nie zapomnę.
Koniec końców na sygnał, że kierowca już czeka rzuciłam wsio i pojechałam.
Bez ładowarki.
Wkurzona dojechałam, a że nikogo nie było to nie mogłam sobie poradzić z kluczem (nie pytajcie...).
No to posiedziałam pod domem z godzinkę. Szczęście, że pogoda dziś prze piękna i że jest cieplutko.
Na to wszystko dołączył do mnie mój kot. Wskoczył na mnie i zaczął ugniatać moje ciało.
Na mądrych stronach przeczytałam, że ów zachowanie kota świadczy o jego sympatii do właściciela i poczuciu bezpieczeństwa. I to owszem słodkie i kochane...
...Gdyby nie fakt, że ugniatanku towarzyszą dość ciężkie gabaryty mego kota i ostre pazury.

Gdy już przekonałam kota, że taka forma pieszczot mi nie pasi, a jak sie nie uspokoi to go wyślę do jakiegoś kociego hotelu w Azerbejdżanie i odbiorę za rok, w końcu się uspokoił.
No to wyczillowałam...

Po chwili spojrzałam na kocie. Z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się w kierunku mojego ramienia....
Pełna obaw spojrzałam i ujrzałam na swoim polarze pajączka.
PAJĄCZKA?!
WREDNE BYDLE! OBLEŚNEGO STAWONOGA!!
No to sobie wrzasnęłam krótko, zrywając się jak oparzona i zrzucając pajączka a wraz z nim kota.
-MIAU!-Krzyczy na mnie obrażony kot, po czym odwraca się do mnie zadkiem i siedzi tak obrażony przez dwadzieścia minut.
A gdy już mu przeszło powrócił w moje ramiona. A zabawa z ugniatankiem zaczęła się po raz kolejny...

Obecnie jestem w domku.
Zaplanowaną miałam kartkę i naukę z matematyki. Jednakże po tych przeżyciach boję się szczerze czy z kartki nie wyjdzie mi album (Hehe, żart, nie umiem.) a z potęg i pierwiastków całki (Hehe, żart, nie umiem x3).
Zamiast tego powinnam chyba zamalować osiemnaście kartek malowanek antystresowych, popijając wiadro melisy.
Albo waleriany.


No.
A jak wam mija dzień? ;)


środa, 28 października 2015

środa, 14 października 2015

czwartek, 8 października 2015

Dziękuje

Gdy pięć lat temu, jeszcze jako nie opierzona licealistka założyłam blog, nie wiedziałam jak poważne zmiany nastąpią w moim życiu.
Blog miał być przede wszystkim miejscem, gdzie zapisywać będę nowe dialogi, umiejętności i wspomnienia moich siostrzeńców, a także kilka moich przemyśleń.
Wiecie? Myślałam wtedy, że po roku mi się znudzi.

sobota, 3 października 2015

Promocje

Któregoś wrześniowego dnia oddajemy się z Olsonem czytaniu lektur (nie)ambitnych.

...Czyli po prostu ofertę handlową pewnego marketu.

-O! -Wrzeszczę nagle podsuwając młodej ulotkę pod nos.-TĘ czekoladę chcę dostać od Ciebie na urodziny!
-Nie. Odpada. Ona teraz nie jest na promocji.


Zołza. Zołzę wychowałam!



;-D





czwartek, 1 października 2015

Dwadzieścia dwa.

Doczekawszy tej nocy godziny dwunastej skończyłam lat dwadzieścia dwa.
Próbowałam szukać oznak kolejnego roku życia.
Jakaś zmarszczka, siwy włos, zmiana zachowania.
I nic.
Wciąż taka sama ;) z nadzieją, że kolejny rok życia spędzę jako szczęśliwa, spełniona kobieta.

Miniona sobota utwierdziła mnie w przekonaniu, iż nie ma rzeczy niemożliwych.
I że marzenia spełniają się w chwili gdy najmniej się spodziewasz.
Nagle zobaczyłam pięć moich wiedźm, które tak baardzo chciałam poznać.
Marta, Madzia, Ala, Paulina i Justyna. Cudowne, cudowne i takie...swoje!
Po raz kolejny nie zawiodłam się internetowymi znajomościami!
Spędziłam z nimi najbardziej wesołe, szczęśliwe i kaloryczne godziny mego życia :D
Fajnie jest!

poniedziałek, 21 września 2015

Wózkowiczem być: Szpital. Słodko gorzkie wspomnienie

źródło:internet
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie. Ogromny budynek, charakterystyczny niebieski daszek przy wejściu. Wielka żyrafa w holu.
Miejsce, które zaraz po rodzinnym domu znam jak własną kieszeń.
To tu przed dwudziestoma  dwoma latami  uratowano mi życie.
To tu spędzałam początkowo każdy dzień życia,  aż w końcu ograniczało się to do jednej wizyty na rok.
Wszystko pamiętam. Cały bukiet emocji, który mi towarzyszył.
Strach, ból, znudzenie w poczekalni, śmiech.
Śmiech? W szpitalu? Zapewne pukacie się teraz w czoło. A jednak.

środa, 9 września 2015

Wrzesień plecień

Wrzesień. Nie lubię tego miesiąca z kilku względów. Przede wszystkim jest to wielki przeskok z wakacji, do corocznej rutyny.
Chłopaki wrócili do szkoły, Ola również.
W domu na tę okoliczność zrobiło się cicho.
A mnie dopadł taki wieeelki maruder!
Serio, miniony tydzień był baaardzo ciężki.
Od rana jakoś szło, ale popołudniami zaczynał się ten stan, którego tak nie lubię.
Nic się nie chciało, a jednocześnie się nudziło. Uśmiech wymuszany.
I tylko obecność przyjaciół i fakt, że popołudniu w domu znów robiło się gwarno jakoś sprawił, że się ogarnęłam i nie dałam jesiennej depresji.
W niedzielę z inicjatywy wspólnej sióstr Noelka i MM (Mama Mileny) byłyśmy sobie damską częścią familii na basenie. Dzięki uprzejmości ratownika mogłam obserwować z trybun poczynania wodne mamy, (ja z tych nie pływających ale uwielbiam oglądać jak ktoś pływa. Dziwna jestem, nie?!),sióstr i...siostrzenicy.
Wiecie jak ta nasza Miluśka uwielbia wodę?!
Ale to dobrze.  Za jakiś czas nauczy się pływać i będzie to robić dobrze.
Obecnie z racji wieku musi być jeszcze pilnowana.
A jaka radość!
Popołudnie spędzone w miły sposób, potem szybki wypad na lody, a w domu wspólna posiadówka z Olsonem i pyszne smothie kakaowo bananowe...
 Mniam!
To ostatecznie odpędziło zły nastrój.

W poniedziałek wskoczyłam z uśmiechniętą facjatką.
Wtorek tylko umocnił mój optymizm, bowiem nadszedł ukochany wolontaryjny wtorek...
A tam już jak zawsze: kawa, robota, pizzerinka na drugie śniadanie i szczęście! :)

A dziś za to humor dobry, ale ewidentnie ciężki dzień...
Śpiąco tak, że łeb sam leci. Oczy jakieś popuchnięte, trudno się skupić nawet na tej notce, więc zapewne piszę głupoty 8-) ale nic to!
Zatęskniłam więc jestem!
I tylko zaplanowane notki jakoś wyjść nie mogą...
 Poczekają!
A tymczasem trzymajcie kciuki bym nie zasnęła na klawiaturze.
:*



źródło:memy.pl

-Tygrys! Kici kici ;))


wtorek, 1 września 2015

"Twórcze inspiracje"-moc kolorów na jesień



Piszę sobie ten post na raty. 
Leń, czyli mój najlepszy przyjaciel, znów się panoszy, a ja próbuje się nie dać. Przed Nami wrzesień. Adek  od dziś wraca do szkoły, Igor wraca do przedszkola ("DO ZELÓWKI CIOCIU!"), 
ja wracam do matmy.
A fuj ;)

A pomysły blogowe ostatnio się mnożą i zaległości piętrzą. Ale nadrobię nie? 
Bo jak nie ja to, kto? 
Najpierw pokażę wam, co tym razem przysłano mi z CORICAMO. Bardzo się ucieszyłam widząc paczkę, bo wiedziałam, że kryje się w niej moc inspiracji... "Twórczych inspiracji" oczywiście ;)
A z podsumowaniem sierpnia wpadnę już niebawem...

No chyba, że mnie ten leń zje  na spółkę z łysym, bladym, pełniastym, który to skutecznie utrudnia mi sen i tą złą aurą, deprechą, którą rozsiewam od niedzieli. 
Humorek mam nietęgi. Ale walczę. Walczę jak lew. Nie dam się jesieni i babskim hormonom.
Wrzesień będzie lepszym czasem. Czasem spełnianych marzeń, uśmiechu, wyzwań...
Bo ja tak kurde mówię!
A tymczasem... Recenzji czas start!


sobota, 15 sierpnia 2015

A co tam słychać u Noela?

   
      Miniony tydzień był... Dziwny. 
   Ni depresyjny, ni nerwowy. Ale na pewno z niespodziankami. 
I pełen zwrotów akcji... A zaczęło się miło. 
Pobytem tam gdzie słońce na suficie, książki na półce i kawa w różanej filiżance. Tam obyło się bez szczególnych perypetii. 
Potem? Potem już istny rollercoaster. W jednej chwili telefony ważące na losach mojej przyszłości, w drugiej siostrzenica po raz dziesiąty dmucha dwie świeczki na urodzinowym torcie (z tą samą radością w błękitnych patrzałkach). Raz walczę o życie, chwilę potem wypoczywam. Pytacie, jakim kurde sposobem?

środa, 12 sierpnia 2015

małej Mi.

Dwa lata temu pod wieczór na świat przyszła Milena.
Przyszła i to z przytupem, a cała rodzina, po trwającej ponad 20 godzin akcji porodowej odetchnęła z ulgą. 
Odtąd żyjemy tak...zabujani w niej po uszy. 
I tak sobie rośnie nasza charakterna kobita. A charakter to Ona maaa! 
Niesamowite jest obserwowanie dziecka jak rośnie. Jak zmienia się z każdą wizytą u Nas. Jeszcze niedawno maluszek, nie do końca kumający, dziś powtarza coraz więcej słów, coraz więcej rozumie i cóż...nadal jest tajfunem najnowszej regeneracji. 
I tylko nie wiedziałam że tajfun ma takie piękne oczy ;)


Mileneczko!
Bądź zawsze szczęśliwa, rozrabiaro nasza! Nie dałaś mi wczoraj powiedzieć życzeń, taka roztargniona, taka duża, taka uradowana swoim ogrodowym kinderbalem. Bo kto by miał czas na takie trajkotanie :PPP
Życzę ci Pyśku mały żebyś była zdrowa, by braciszek którego powitasz JUŻ W GRUDNIU był Twoim największym przyjacielem. By nie rozrabiał za bardzo ;) 
By Twój wrześniowy debiut w przedszkolu był dla Ciebie powodem do radości, okazją do zdobywania nowych kompanów do zabawy.
Byś była zdrowa, wygadana i wciąż tak cudowna... :* 
Nie mogę za tobą czasem nadążyć, ale muszę ci powiedzieć, że jesteś dla mnie jednym z czterech małych powodów, dla których na co dzień walczę i się uśmiecham. Bo jako ciotka nie mogę nawalić, prawda? Dziękuje że jesteś.
Kochamy Cię bardzo :* ciocia Natalia


piątek, 7 sierpnia 2015

Upały, wizyty, niemoc-miszmasz letni.

Wczoraj podczas wizyty u B. ta opierniczyła mnie że mało się tu odzywam. No cóż. Najwidoczniej lata, gdy potrafiłam trzepnąć dziesięć notek miesięcznie bezpowrotnie minęły. :( Aczkolwiek cieszę się, że ma mnie kto opieprzać :D

wtorek, 28 lipca 2015

Czas odkurzyć..

...bloga.
Lipiec oprócz tego, że bywa bardzo upalny, to i również jest dość intensywny (dzięki Bogu).
Ale jakoś nie sprzyja mi w pisaniu notek.
Wyobraźcie sobie, ostatnio JUŻ PRAWIE W TYM MOMENCIE miałam piękną notkę napisaną i klik...zacięła mi się przeglądarka.
Żeby było ciekawiej, to zazwyczaj wpis dodawał mi się do szkiców, tym razem jednak wszystko poszło się rąbać.
No i wena też. No to machnęłam ręką. Przyjdzie mi z powrotem to wam opowiem.
A co się działo w lipcu?
Między innymi nowy członek rodziny-dwa tygodnie temu zostałam właścicielką miałczącego, rudego. Sympatyczny (po pani), słodki (po swojej kociej matce) i baaardzo niegrzeczny.
(O, to już na pewno po ojcu!)

Następnym wydarzeniem była moja nocna obecność w bibliotece, gdzie cudownie spędziłam czas. Ale o tym to kiedyś, trochę bardziej obszernie.
W dalszych planach biblioteka jutro.
W bliższych planach kawa-bo coś zasypiam...



PS Adrian skończył trzecią klasę. W domu bywa mało. Jak to w wakacje. I o to chodzi! ;))
PS 2 Igor skończył przedszkole... I ugryzł się w palca podczas śniadania... :P W sierpniu ciotka będzie pilnować podwójnie.
Jakaś melisa czy coś? :)))

PS 3 Moja przyjaciółka obchodzi urodziny! < 3

wtorek, 7 lipca 2015

Na karuzeli

Wsparcie od jednych
Kopniak od drugich
Wczorajsza podróż tam gdzie jestem potrzebna w stu procentach, gdzie zawsze zajęcie.
O kawie, książkach i klimie nie wspominając ;)
Kojące największą deprechę i uczucie bezsilności spotkania z osobami, które potrafią opieprzyć, wysłuchać, pocieszyć. Być.
Kawa w kubku znów smakuje. 
Upał kolejny raz cieszy. Nic że dziś ciężko przez niego przędę. 
Przecież takie jest prawo lata.  :)
Zawsze przecież tak jak w niedzielę można poprosić niezawodnego Olsona by "trochę pokropił" :P
Trochę? Schłam dobre trzy godziny! 
własność: http://coffeemonsterlove.blogspot.com/

Nowa dostawa książek, nowe zajęcia, nowe wyzwania.
Dziś jest dobrze. 
Ale nie wiem jak będzie jutro.
I wcale mnie to dziś nie obchodzi. 

Buziaki słoneczne z upalnej, turkusowej komnaty
N. :*

sobota, 4 lipca 2015

Upalnie

Heloł!
Żyjecie?
Gorąco, nie? A będzie jeszcze bardziej! Wyobraźcie sobie, że na stronie mojego powiatu straszą trzydziesto siedmiowymi upałami...

środa, 1 lipca 2015

Bye bye czerwiec! Nie będę tęsknić! Miesiąc w obiektywie-króciutko.

Dziękuje.
Za wszystko.
Jest nieporównywalnie lepiej niż wczoraj rano.
Kolejny raz mogłam na Was liczyć.
Jak to mówią-przyjaciół poznaje się w biedzie.
I widać komu zależy, by napisać choć króciutko.
I ja nie mówię tu tylko o tej konkretnej sprawie.
Umiem odróżnić brak czasu od olewajstwa.
Ale na resztę nie mam zamiaru marnować czasu.

wtorek, 30 czerwca 2015

Nie dobry czas...

Nie spałam dziś do drugiej w nocy.
Zasnąć nie mogłam.
I znów za dużo myślałam.
Znów będę łazić jak ćma.
Znów utraciłam radość życia.

Utknęłam.

piątek, 26 czerwca 2015

Piękności z "Twórczych inspiracji" Coricamo i news wakacyjnej treści

Zaczęły się wakacje. Wiecie? Nie ogarniam. Dopiero przecież była wielkanoc, a tu już? KONIEC ROKU SZKOLNEGO? 
I tak raptem nagle Adinek, przecież całkiem niedawno mały został...czwartoklasistą. Tzn tak zupełnie to dopiero po wakacjach, ale jednak... Uch... 
Zdjęcia ze świadectwem nie pozwolić zrobił. Teraz to się zacznie, podwójna nauka, okres dojrzewania. 
Po butelce waleriany dla Nas, podwójna dla jego rodziców ;) będzie dobrze! 

PS Igor nie chciał wczoraj powiedzieć wierszyka w przedszkolu albowiem:
"Bo mi się nudziło".
Strasznie nudne to przedszkole. ;)



A u mnie co? Dwa dni internetu nie miałam, nad czym ubolewałam, bo taaakie piękności dostałam!
Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z firmą"Coricamo" poszukującą testerów ich czasopisma, które mam szansę pokazywać Wam na łamach swojego bloga. O czym? O rękodziele, czyli to co tygrysek (Noelka) lubi najbardziej ;)


piątek, 19 czerwca 2015

narzekajka-część nie wiem która

Echh...
No ja już naprawdę nie wiem...
Co mi jest?
Czemu jestem takim leniem?
Czemu mi się nudzi, a jednocześnie nic mnie ostatnio  nie zajmuje?
Zacznę kartkę-Nie skończę.
Zacznę czytać-Po dwóch kartkach się rozpraszam.
Włączę serial-Po dwóch minutach go wyłączam...
Śpie jakoś nieregularnie,
jem albo za mało,
albo za dużo...
Kawa nie budzi,
słońce nie grzeje.
Deszcz.
Wpadłam w jakiś taki dołek, z którym nijak od dłuższego czasu poradzić sobie nie mogę...
Oj dłuuugo tak nie miałam... Nie lubię tego stanu.
Cały dzień zlatuje na niczym, energii dostaje dopiero przed snem.
No i wyciszyć się nie mogę i zasypiam późno, a rano nie przytomna...
I błędne koło.
I nawet notka dziś jakaś...Bez sensu?

Niech mnie ktoś pizgnie przez łeb albo coś...


Dobranoc.
Noelka, śpiący mózg i paskudna pogoda.

wtorek, 16 czerwca 2015

Rękodzieło. Moje lekarstwo na duszę.

No nie oszukuje się. Uzdolniona manualnie nie byłam i nie jestem.
W dzieciństwie stroniłam od rysowania, malowania, wycinania. Od tego wolałam zabawy w sklep, koleżanki, dom, szpital...

piątek, 5 czerwca 2015

Maj w obiektywie



Pod koniec kwietnia obkupiłam się kreatywnie. Przypomniałam sobie jak fajnie można się bawić w decoupage. A zaczęłam od zakładek.

Wyszło tak.

I jeszcze tak...

środa, 27 maja 2015

poniedziałek, 25 maja 2015

Komunia Adka-Relacja

"Mamo, mamo, mamo, mamo...Spojrzyj i uśmiechnij się! 
Zawsze kocham Cię tak samo! Każdej nocy i we dnie..."

Zaśpiewały na koniec mszy dzieci pierwszo komunijne na okoliczność zbliżającego się Dnia Mamy. Na rękach poczułam ciary. Kolejny raz tej mszy coś ścisnęło mnie w krtani, że z trudemzłapałam bezdech. 
Wzruszenie. 
Ogarniające, obezwładniające wzruszenie ścisnęło mi gardło. Nie poryczałam się tylko dlatego, że jestem twarda jak żelki z biedronki. 
Wśród innych ludzi wokół mnie zaledwie garstka jeszcze to wstrzymała...

Jednocześnie poczułam się stara. Bardzo stara. Młoda to ja byłam, gdy ten wysoki blondyn był wielkości bochenka chleba. ;) Teraz jestem już poważną ciotką poważnego Adriana. 

Impreza pokomunijna udana. Nawet bardzo. Niesamowite jedzonko, rodzina. Przepiękna, klimatyczna i bardzo przytulna restauracja. Czułam się tam jak w domu...
Szkoda że najfajniejsze chwile trwają najkrócej.

KRÓTKA RELACJA ZDJĘCIOWA...

środa, 20 maja 2015

Zdemaskowany

Z reguły nie pozwalam chłopcom grać na moim komputerze. Wredna Ja. Wyjątkami od reguły stanowią dni, gdy chłopców mamy pod opieką większość czasu dnia, a pogoda nie fajna, albo tak jak ostatnio, gdy Adrian miał urodziny i w ramach prezentu (się ciocia szarpnęła, nie?) pozwoliłam mu pograć godzinę w simsy.

czwartek, 14 maja 2015

A tytuł sobie wymyślcie sami...


Aż tu raptem...

Maj. Miesiąc, który nigdy nie jest nudny. Trzy lata temu o tej porze na przykład histeryzowałam, że na bank obleje ustny polski, bo się zatnę tudzież dadzą takie pytanie, że będę z miejsca spalona.
Że o angielskim nie wspomnę, bo przecież w językach orłem nie jestem, w końcu jak żyje na świecie lat dwadzieścia jeden tak jeszcze nigdy nie spotkałam leniwego orła.

czwartek, 7 maja 2015

Blogowo odżyłam...

Wraz z wiosną na moim blogu doszło do zmian.
Wzięłam się za to trochę poważniej. Wspierana przez Olsona, czarownice moje najukochańsze i wszystkich życzliwych mi ludzi, postanowiłam zrobić tu rewolucję.
Na odstrzał poszedł wygląd bloga. Obecnie jest tak jak widzicie, zmieniłam wszystko łącznie z bannerem, który nie wyszedł może super profeszjonal, za to jest CAŁY zrobiony przeze mnie.
Noel taki dumny. Siurp.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

TAG-100 pytań, których nikt nie zadaje

Niedawno w sieci znalazłam kilka fajnych notek tematycznych, które bardzo chce zrealizować. Na początek coś na wesoło i nietypowo. Jeśli ktoś chce się tak samo napisać (ręka boli!) to zapraszam :D 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

10 lat

10 lat temu wszystko się zaczęło...
Nieposprzątane pokoje.
Wszędobylski śmiech i krzyki.
Istna jazda bez trzymanki.
11 letnia wówczas Natalia weszła w całkiem nowy tryb: Tryb ciotki polki.
I wiecie? 
Super jej w tym trybie! ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Wózkowiczem być: Moja droga do akceptacji.

Jestem osobą niepełnosprawną.
Osobą niepełnosprawną która sobie radzi.
No a przynajmniej względnie według niektórych. Bo są osoby które zawsze chcą przykręcić mi śrubkę i wypomnieć, że mimo braku ograniczeń intelektualnych nie posiadam matury, czy nie jeżdżę samochodem.
Ale, to Ja nie o tym...

wtorek, 7 kwietnia 2015

Reasumując-Święta wielkanocne 2015


  • Po pierwsze-będę niedługo grubsza niż dłuższa.
  • Po drugie-Nic sobie z tego nie robię, ze stoickim spokojem dojadam świąteczne pyszności.
  • Po trzecie- Tegoroczne poranne rezurekcje spędziłam ze śpiącym Igorem. Przez pół godziny trzymał mnie za palca i tak sobie spaaał i spaał < 3
  • Po czwarte-Milena uwielbia się wspinać na mój wózek. Ostatnio spędziła tak prawie kwadrans, stojąc na podnóżkach i utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Ciotka się boi podnosić dziecko, to dziecko se poradziło same, o! ;) 
  • Po piąte-Mój wózek to w ogóle centrum zabaw. Jedno się wspina, drugie naprawia podwozie ;) 
  • Po szóste-Padał śnieg.  Ale to nic. Na przekór Pani Zimie-zwyczajnie to olałam.
  • Po siódme-W czasie świąt nie zrobiłam NIC konstruktywnego. I wcale mi z tym nie jest źle!
  • Po ósme-Serio? Już po świętach...?

sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołego alleluja!!



Dzieląc się jajkiem,
w te piękne Święta,
życzymy samych radości.
Niech będzie zdrowie,
niech będzie szczęście,
dobrobyt niech w Was gości.



Natalia i spółka ;)

:*

poniedziałek, 30 marca 2015

Niech mnie ktoś obudzi...

Pogoda zwariowała.
W zeszłym tygodniu było pięknie. Komputer, czy tablet nie zachęcały.
Za to 3 spacery dziennie w towarzystwie mamy i Olsona owszem.
Dziś... Słońce desperacko próbuje wygrać.
A co rusz przegrywa z kolejną chmurą, z porywistym wiatrem...
A wczesnym rankiem, prócz jak zawsze aktywnych siostrzeńców obudził mnie szum wody.
Deszcz. Lał niesamowicie. Ciekawe ile gospodyń zaklęło na ten widok i pożegnało się z wypucowanymi przedświątecznie oknami?
Chyba duuużo.

środa, 25 marca 2015

I co ja bym bez Was wszystkich...?

Dobla, dobla.
Lecę sobie w kulki z tym blogiem coś.
Omijam szerokim łukiem, wykręcam się jak mogę.
A przecież ja taaaaak kocham to miejsce.
Sama nie wiem czemu to robię. Wypalić się nie wypaliłam.
Chyba. Ale skoro jeszcze tu piszę to chyba jakiś znak, niet?
Także...Anetko! Agatko! Dziękuje, że tak mnie motywujecie! Tak krzyczeć na mnie można. :P To szalenie miłe...

niedziela, 22 marca 2015

Halo halo!


Zyje Anetko! Zyje! ;)

Tylko jakos leniwie... 
Zycie mi ucieka dosc szybko jak na nic nie robieniu. 
Chociaz, o przepraszam!
Kartki wielkanocne robie. Powoli ale robie.
I do matmy sie ucze. Wiecie? Tak, niesamowite. Wiem... ;)
A procz tego caly tydzien na podworku siedzialam...
Bo wiecie, taaaaaaakie slonce bylo. 
I az sie nic innego nie chcialo. Tylko wdychac...

czwartek, 12 marca 2015

Na wózeczku siedzi leń...

Agatka mi powiedziała że kurzem tu mi blog zarasta.
Rozdmuchuje więc. ;) Jednocześnie Agatka zawołała do zabawy. Zatem ogłaszam, że zabawa się pojawi w najbliższych dniach. Jak mi wena wróci. Na przykład.
Bóg jeden raczy wiedzieć, ileż ja razy zabierałam się za notkę?
Chyba pincet.
Ale nadszedł luty, a tuż za nim początek marca. A to dla mnie są najcięższe miesiące w roku. Przesilenie zimowo-wiosenne.
Igo chory. Znowu. Chyba piąty raz w tym roku. (A rok młody jak wiecie...) 
Wczoraj rano obudził mnie jego żałosny płacz bo "Ja chcie iść do psiedskoooola"...
Smutno. :( Dobrze, że dziś lepiej. Nie gorączkuje, żartuje jak to On. Tylko smarcze i kaszle i widać że się męczy biedny... :( 
Lekarze ciągle mówią, że wirus. Na wirusa antybiotyku nie ma. Wirus trzeba przeczekać... 
To czekamy.
Dziecko się zrobiło samoobsługowe. 
Dosłownie. 
Z ciocią chwilę pogra "na komputezie" ale zaraz woli oglądać bajki/rysować/jeździć samochodami/budować lego. 
A cicho tak, że muszę co jakiś czas wołać go, czy wszystko w porządku. 
Indywidualista jeden. :P 

Tylko w przerwie jakimś tekstem walnie, nieodmiennie rozbrajając. Cały Gigol...
Milusisko moje najdroższe też było u cioci! 

W tamtym tygodniu. I to na kilka dni. 
Nie wiem co ta trójca moja przenajświętsza w sobie ma, że tak ich wielbie. Czary rzucają, albo co?


Początek tygodnia-Cud, miód i orzeszki w czekoladzie.
SŁOŃCE. 
Najprawdziwsze słońce. A wraz z nim wiosna, przebiśniegi na trawniku i ptaszki na drzewkach.
I pyłki w powietrzu. APSIK. ;))
Dziś po słońcu śladu nie ma. Zimno, buro i ponuro. Ale nic to. Słońce wróci. Jak nie jutro to...za miesiąc na przykład. 
Optymista-hehe.

Wizyta w bibliotece skutkowała jak zawsze miłym wyluzowaniem. 
I przedawkowaniem kawy. Dwie parzuchy mnie nie służą. 
A jeszcze jak dodać do tego trzy kostki czekolady? No powiem wam-odjazd ;) 
Mądry Noel po szkodzie...


Coś jeszcze? 
Ano tak! 
Wart dodania jest fakt, iż dzięki piątce czarownic, które codziennie chętne pogadać na fejsie wiosna mija jakoś szybciej... 
A jak dodać jeszcze kilka osób (A, M :***) które też czuwają... 
No szczęściara jestem no.


UF. No. To tyle. 
Jak zwykle o niczym. Lecz zawsze z miłością do Was.
Tu był Noelek. :*


wtorek, 24 lutego 2015

A u mnie co? Wpis spontaniczny

Stagnacja życia. 
Dom, dom, dom. Trzy tygodnie bez biblioteki. Za dużo.
Choroby. Po kolei. Igor, Adrian, Milena.
Ta przyjechała do Nas na dni kilka. Wróciła do domu z grypą.
Taaaak nienawidzę jak dzieci chorują. :/
Na podwórku jakieś przedwiośnie. Od lazurowego nieba i słońca do (tak jak dziś) ponurej aury. Zimno. Cóż sie dziwić, że zarazki szaleją?

Nadeszły ferie. Igor przez tydzień w domu. Adrian przez choróbsko nie pojechał na wycieczkę do kina. 
Odbija sobie obecnie na wyjeździe u babci nr 2. :D
Igor uradowany od wczoraj w przedszkolu. 

Olson w domu, chichocze nad "Makbetem" (Podziwiam, ja płakałam ;) ). Dziewuchy moje z uczelni na moment zjechały.
Spontaniczne urodziny...w lutym. Kij z tym, że data już mocno nieurodzinowa. W dobrym towarzystwie zawsze i wszędzie.

Wieczorne "klahanie" z dziewczynami- czarownicami (buziaki :* ) oraz takie imprezki pomagają na chwilowe załamania. Przesilenie zimowe... Czasami humor siada. Nie daje się mu i konsekwentnie szukam optymizmu i radości z życia.

Szybka jakaś ta notka... Ale...Miałam ochotę się tu odezwać. 
Buziaki :*

środa, 11 lutego 2015

Jajko madrzejsze od kury?

Krotka lekcja Prorodzinnego.
Ja: Ooo, patrz Igo! Bociek!
Igor: Nooo
Ja: A bocian przynosi dzieci?
Igor: Niee...
Ja: A to skad sie biora dzieci ?
Igor: Z jajka.

Aaaa, no patrz. Nie wiedzialam.
;))

środa, 28 stycznia 2015

Trele Morele

"Slonce swieci, droga rowna. Zuczek toczy kulke z g*wna!"
Zartowalam.
Slonca to ja nie mam.
Ani wiosny. Ani nawet nedznych 10 stopni zeby sobie wyjsc na podworko.
Jest za to snieg.
I z tej okazji siedze w domu. A jak nie siedze w domu to jestem (Dzieki Ci Panie!) w bibliotece.
I jesli chodzi o snieg, to ok. Moze se byc. Juz mi wsio rybka.
Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic! Nawet do tego lodu. Trza szukac pozytywow.
O! Np wczoraj jak sobie juz zjechalam z samochodowej szyny i podazalam w strone wejscia do bibl. to mi wozek sam jechal.
SAM. Serio. Nic nie sciemniam! Nawet sie lekko rozpedzil. Rewelka mowie Wam!!
...Dobrze ze nikogo przed soba nie mialam, bo tysiak na odszkodowanie nie moj.

No. A tak poza tym to sie wzruszylam. Wczoraj. Bo tuz po tym jak wystosowalam apel o procent na swoim prywatnym profilu fejsbuka spotkalam sie z tak optymistycznym podejsciem...!
Tyle cieplych slow, tyle kciukow trzymanych!
Niesamowite! W tym momencie tak naprawde Nie dbam o to ile uzbieram. Ani czy wyrobie sie w kupnie wozka aktywnego w ciagu kilku lat.
Ja po prostu wczoraj poczulam wielkie zaangazowanie i wsparcie. A to ma wieksza cene niz kwota na moim subkoncie...

Chlopaki choruja. Dalej. Igor jak smarkal tak smarka, Adka cos noga boli i jak nie przejdzie to pewnie czeka go lekarz...
Ja juz ok. Nawet (Puk, puk, w niemalowane!) nie drapie gardlo.
Antybiotyk, ktory biore na nerki ma tez skutek uboczny w postaci niestrawnosci i zgagi, na szczescie mija po jakims czasie.
A najbardziej mi przechodzi po slodkim.
Przypadek?
Nie sadze. ;)

Trzymcie sie!

wtorek, 27 stycznia 2015

1%-Odezwa do narodu!

Kochani! Wreszcie się zabrałam za załatwianie spraw zaległych. Np dołączyłam do kolejnej fundacji. 
Chce pozbierać na wózek inwalidzki, nie taki standardowy-lecz aktywny. Nie jest to tania sprawa... Dlatego wystąpiłam o założenie subkonta. Od dziś będzie tam można oddać 1% waszego podatku. 
Jeśli już przeznaczyliście swój procencik na kogoś innego, będzie mi bardzo miło, jeśli wspomniecie o akcji w choć kilku słowach. Obiecuje, że ani jeden grosz nie zostanie lekkomyślnie wydany. 
Na dniach pojawi się tutaj także zakładka, gdzie prócz mojego apelu umieszczę także apele różnych osób, potrzebujących Waszej pomocy. Niechaj każdy ma równe szansę.
Dziękuje serdecznie, Natalia :*

Wystarczy że w swoim PIT wpiszesz:
Fundacja Balian Sport
KRS:  0000069890
Cel szczegółowy: Natalia Piwowarczyk





poniedziałek, 26 stycznia 2015

Chorzy...śmy.

Choroba się nam przyplątała prze państwa.
Rodzinnie.
Chore siostry, chora Mila, chora moja Mama, chory Igutek, chora nawet Ja.
Co do mnie to ja się trzymam. Gardło nie boli. Tylko czuje, że mam je  zajęte. Chrypie momentami jak stare radio. Głównie dlatego, że już biorę antybiotyk (Drugi prze państwa w ciągu miesiąca! Takie te moje nerki ;) ). I pije soki malinowe i tyłek grzeje i tabletki na gardło biorę. A jednak siedzi i siedzi. Mam nadzieję, że niedługo wyzdrowieje. Bo nie lubię być chora i mnie to denerwuje...
...Ale bardziej denerwuje mnie to, że choruje Igor. Pocieszam się, że dzięki temu mam go w domu i jest fajnie jak za dawnych lat... Ale biedne to moje słonko :( nie może oddychać noskiem, furczy mu nieustannie. Gorączkę złapał. A przecież w sobotę dzwoniłam do B. (tej drugiej, bo mam dwie B. obydwie fajowe ;)) ) i chwaliłam jak to letni wyjazd nad morze dobrze dziecku zrobił.
Moja wina, moja wina...
Tak więc siedzimy oboje. Młody humor ma jak zawsze. Cztery lata to nie przelewki ;) już można z nim pogadać całkiem po dorosłemu! 
W planach tv, rysowanie, tv, rozpieszczanie... A co tam. Raz za czas mogę ich sobie popsuć, nie? ;)

No to pozdrawiamy! Nie dajcie się chorobom i zarazkom!

Noelka i Igutek

< Echu Echu, Smark Smark >

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Na rozruch... Wpis burcząco pamiętnikowy.

Nie wiem co się dziś ze mną dzieje. Być może jest to zwykłe przesilenie. Wstałam w jakimś nijakim humorze. Niby się śmieje, a gdzieś tam w głębi jakiś bunt, smutek, którego chwilowo powodu nie znajduję. A szkoda... Może było by mi łatwiej się z tym rozprawić... Może po prostu czasami tak się ma? Czymże w końcu jest życie bez dołków...? ;) Czasami coś mi przeszkadza. Np to, że ludzie którym dawniej nie przeszkadzała moja odmienność (Niee, proszę państwa, ja nie mówię o chorobie, czy wyglądzie... Raczej o sposobie bycia.) teraz non stop upominają, psioczą,burczą, dogadują, nie interesuje ich moje życie. W końcu każdy inny jest ode mnie ciekawszy, mądrzejszy i lepszy. Ja się każdego czepiam, jestem dziwna, marudzę. Że niby takie żarty? Trudno. Nie znam się na żartach w takim razie. 
Ale...Nie ma tak dobrze. I tak się nie zmienię. Albo np że ktoś zamiast poznać moją opinię, bądź wysłuchać argumentów myśli swoje. A niech myśli. Mam to w nosie. 

Ale!
Ale dziś chce się rozruszać. O górnym kawałku notki zapomnijcie. Tak sobie musiałam wyrzucić. Zaraz nawet może znajdę siłę by ubrać się w coś innego niż piżama. Zepnę włosy, zacznę kartkę. Może nawet się uśmiechnę. Nie dam satysfakcji. Nikomu. 

Miniony tydzień minął szybko i bezboleśnie ;) Zakończył się opłatkiem na scholi. Tego było mi trzeba. Wyjścia, kontaktu, odmóżdżenia. Dzieciorki życzyły mi rychłego ożenku... Eee...Że to już? ;)
Potem powrót do domu, łapał mróz, więc powietrze rześkie, ach!! Wiosno przybywaj!!

Dziś w planach prócz wspomnianej kartki korepetycję... Procenciki chyba strzeliły focha, bo nagle wymknęły się w weekend spod kontroli. Nie wiem czy to co wysłałam do oceny się wybroni, ale jak znam B. to i tak mi ich nie odpuści i będziem się z nimi rozprawiać. 
No dam se radę przecie. Nie? No.
To teraz się przebiorę. Idę sobie ciupnąć w simsy (taak, wiem że to dla dzieci, aczkolwiek nigdzie indziej nie przyjdzie mi zarządzać domem za 25 kawałków. A poza tym se mogę. O. :P ) 
Dorwałam do czytania Sagę, na którą polowałam dawno. Nie jest w wersji papierowej, ale jest!
Następna pozycja z serii "Książek do przeczytania" odhaczona ;)


No to...Nowy tydzień...Czas start!!!



DOPISEK
A wiecie że właśnie przeczytałam, że dziś jest blue monday? Najbardziej depresyjny dzień w roku? No! To se przynajmniej raz poświętowałam jak trza!
Dobrze że jutro już wtorek...



środa, 14 stycznia 2015

Wieczorna pora...


No tak.Czlek sobie obiecuje ze bedzie tu czesciej a wena robi go w bambuko. Standard.
No to poddalam sie lenistwu, poza wczorajszym dniem, gdy bylam na wolontariacie. Biblioteka, ksiazki, ludzie, kawa w filizance. Zyc nie umierac... Kocham to miejsce. Mowilam wam? 
Mialam w planie notke, jednak z godziny 9 szybko zrobila sie 14 i trzeba sie bylo zmywac. Nie bez zalu. No i w tym ciagu godzin nie napisalam notki ktora sobie obiecalam dzien wczesniej.
W niedziele gdzies pomiedzy Milena wolajaca do kota "Oc tu!" a jaselkami Adriana, zostalam wlascicielka Calkiem Nowego Urzadzenia Mobilnego, w skrocie CNUM ktory to posiada duzy ekran, klawiaturke i aplikacje bloggera. No i coz... Jestescie na mnie zdani. Pod warunkiem, ze wytrzymacie. Brak polskich znakow na klawiaturze od CNUM na przyklad.
Jaselka piekne. Okraszone niemala trema Adka, z pieknymi pastoralkami i ta znajoma gula w gardlem, podczas spiewu dzieci. A spiewaja pieknie... Uwierzcie...
A tak poza tym prze panstwa to ja sobie zyje dosc spokojnie i nudno, probojac sie zaprzyjaznic z proporcjami i procencikami (tymi matematycznymi oczywiscie! ;) ) a B. mowi ze idzie calkiem spoko. Myslicie ze mi sciemnia? Coz... Jak dla mnie moze tak sciemniac. To strasznie fajne uczucie wiedziec ze cos co dawniej kompletnie nie wchodzilo sprawia teraz o wiele mniejszy problem... 
I co jeszcze? Chyba tylko tyle ze Was nadal uwielbiam. Dzisiejsza notka i brak pomyslu, a takze jej chaotycznosc tylko to potwierdzaja. Bo nawet jak nie mam o czym... pisac musze. Np dlatego ze sie dusze. ;)

Pozdrawiamy! Noelka93 i jej uspione szare komorki. :*

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Śfienta, śfienta i po śfientach...

Kochani, zbieram się ja do Was tak jak i do...wszystkiego.
Siedzenie w domu permanentnie źle robi mi na motywację do życia. Nic to. Machnę ja Wam tu notkę numeryczną tak na rozruch. Święta jak i sylwester spędziłam w gronie rodzinnym. Tak jak lubię zresztą. Miałam Wam dołączyć kilka zdjęć (nie bać się, nie ma mnie na żadnym-no chyba że duchem. ;))...Ale do ich zgrania zbieram się tak już mówiłam. No właśnie.
A co z minionych trzytygodniowych (Majne Boże!) świąt należy wspomnieć?

  1. No to po pierwsze...w wyniku obżarstwa przytyłam. Co można poczuć, usłyszeć (jak złapie zadyszkę), zobaczyć. Odznacza się, oj odznacza... zwłaszcza tu i ówdzie. Nic to. Nie żałuje. I to jest właśnie najgorsze. :P
  2. W wigilię podczas pasterki zostałam sobie z Igoreckim. Jak się można domyślić północ nie sprzyjała żadnej bibie. Ot młody się przebudził, mlasnął i zasnął. A sobie na niego zerkałam. A co. Uzależnienie.
  3. Najmłodsza daje czadu. Dosłownie. Nawet nie wiem w którym momencie z niemowlęcia stała się dzieckiem. Dzieckiem tajfunem. Dawno nie widziałam, tak żywej, tak radosnej, tak ślicznej i mądrej istoty. Z tej mojej miłości i uwielbienia idzie się nabawić cukrzycy. A co tam! < 3
  4. Gdy Milu chce dać cioci buzi następuje jedna wielka operacja strategiczna. Młoda wspindra się po moim wózku, wchodząc girkami po podnóżkach. Makowcem też mnie tak chciała karmić. I dostałam fange w nos. Tym makowcem oczywiście. Co do dalszych kulinarnych walk (Weź Noel, ogarnij się z tym jadłem, niedobra istoto.) dostałam też dwoma połówkami kokosanki. Też w nos. Widocznie się należało.
  5. Napisałabym coś o Adrianie...Ale on tak rośnie, że chyba nie należy go w kategorii dziecka opisywać. W każdym razie...rośnie. Dorośleje. I wdaje się w kłótnie. Np dlaczego w przykazaniu pisze "Wielki post"? Nie może być "Duży post"? Toż to to samo. Uwierzcie. Zabrakło argumentów. Swoim dzieciom wynajmę guwernantkę. :x
  6. Igor lat 4-Rozpoznaje flage wielkiacej brytanii, liczy po angielsku. Zrezygnował też z porannej flachy kaszki. Ciotka taka stara. 
  7. W II dzień świąt jak to już jest w tradycji spotkałam się z przyjaciółkami. Było jedzenie, jedzenie, jedzenie. I jeszcze raz picie.Coca coli oczywiście.
  8. Niezdecydowana ta zima jakaś... Sypie, nie sypie, wieje, nie wieje...
  9. Następna notka wyłącznie zdjęciowa. Więcej grzechów nie pamiętam.