sobota, 15 listopada 2014

"Mały artysta"

Dzisiejsze przedpołudnie. Igor znajduje wśród "rzeczy zagubionych" starą malowankę. Odnalazła się jedna, niezamalowana. Młody natychmiast pobiegł po pisaki.
Po pewnym czasie zabawy nagle przestał malować. Podumał. Rozglądnął się, po czym zauważywszy krzesełko przyniósł je, wdrapał się, siadając mi na przeciw. Przeniosłam wzrok z serialu na niego.
-Ciociu? Cy ja cie moge plosić, zebyś mi pomogła pomalować? Bo ja maluje wolno a kciałem sybko.-Poprosił mały. 
Cóż mogłam? Zachichotałam tylko i... Malowaliśmy!
Ale zaraz okazało się jak mylne są nasze koncepcje.
Gdy po raz kolejny skrytykowałam jego dzieło, nie zdzierżył.
-Igorku-Mówię-Ale tu miało być na biało, a nie brązowo?
-Ciociu? Cy ty sie mozes odwlócić do telewiziora? Kciałbym malować...




Ach...Artysta zmiennym jest...

piątek, 14 listopada 2014

Wózkowiczem być: Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?

Idziesz sobie drogi rodzicu ulicą/przez szkolny korytarz/supermarket.
Nagle Twoim oczom, oraz oczom Twojego malucha ukazuje się człowiek niepełnosprawny.

"Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?" Pyta twój ciekawski potomek. 

Powietrze gęstnieje. Stajesz oko w oko z Tą osobą. Czerwienisz się jak burak, serce tłucze, bo co masz odpowiedzieć? 
A może się nie odezwać? A może skrzyczeć malucha? Ale za co? Bo ma oczy i widzi, że na świecie nikt nie jest taki sam? Że istnieją ludzie z dysfunkcjami? Odpowiedzieć? Ale co? I jak? A jeśli tego kogoś urazisz?

Droga matko, nie histeryzuj. Twoje dziecko ma oczy. Chodzi do szkoły/przedszkola. Wychodzi na ulicę. Do miasta. Nie ukryjesz przed nim takich rzeczy!
Osoby niepełnosprawne to ludzie. Tacy sami. Ale też w jakiś sposób inni. I tej inności nie należy się bać. Rasizm jest niemodny ;) Złe porównanie? Ja nie uważam, że osoby czarnoskóre to osoby niepełnosprawne, chore. ALE to ma coś wspólnego. Różnice w wyglądzie są? No są. I nie ma się co oszukiwać. Czarnoskóry nie jest gorszy. Osoba bez nogi, na wózku, niewidoma i z zespołem Downa też. 

Wiecie, co wam powiem?
Media źle pokazują osoby niepełnosprawne... Oczywiście dobrze, że W OGÓLE pokazują. Pokazywać należy. Ale co czujecie widząc kolejną, ckliwą reklamę z dzieckiem chorym na mukowiscydozę która ze smutkiem musi przyjmować kilogram tabletek dziennie? Żal do świata, że dzieci chorują. Współczucie. Smutek.
Reklama jest szara. Muzyka poważna, stonowana... SMUTEK. SMUTEK. I jeszcze raz smutek.
I przesada.
Bo dobrze... Są leki, ciężkie wypadki, ból. Codzienne zabiegi, ograniczenia...
... A poza tym?
Nuda. Te dzieci żyją tak samo.
Śmieją się głośno, gdy są łaskotane.
Wściekają gdy trzeba odłożyć zabawki, usiąść do lekcji, zacząć rehabilitację.
Marudzą, bo znowu pomidorówka i trzeba ją zjeść, inaczej nici z deseru!
Mają marzenia, plany, wady i zalety.
Talenty i słabości.
Dostają jedynki, nie zdają matury z matmy w dorosłym życiu.;)
 I marzą o czwórce dzieci, z dziwnymi imionami, księciu na białym koniu, autografie Lady Gagi i wypaśnym tablecie.

Osoba niepełnosprawna jest człowiekiem.
I prócz choroby ma też inne życie. Nie należy go zamykać w kategorii "biednych dzieciaczków, którym trzeba zawsze współczuć".
Nie tędy droga.

W moim dwudziestojednoletnim życiu niejednokrotnie próbowałam poradzić sobie z tym tematem.
Bo że ja uwielbiam dzieci to już wiecie. 
Ale że dzieci mnie uwielbiają, to już mocno przesadzone. Dzieci mnie lubią. Ale najpierw, w pierwszym odczuciu się mnie boją.
A ja od dwudziestu jeden lat próbowałam się wkupić w ich łaski. 
Wiecie... W planach miałam nawet zorganizowanie w bibliotece specjalnych zajęć dla dzieci nt. niepełnosprawności.

A teraz sobie tak myślę... Kurna po co?
Pracuje w bibliotece. Tam najłatwiej jest mi złapać kontakt z dzieckiem. Lada, przy której pracuje jest niska, dostosowana dla osób na wózku, jak i dla małych dzieci. I to ja zazwyczaj obsługuje maluchy. Wiecie, że czasami, gdy są pochłonięte znajdywaniem i wypożyczaniem książeczek nie zauważą wózka?
Siedzę na krześle jak inni. Ot co.
Czasami, gdy podjeżdżam nagle do półki są zszokowane. Bo co jest? Pani siedzi i nagle jedzie? A dlaczego tak jedzie? A czemu Ona po prostu nie wstanie? Czy Ona jest groźna? Mam uciekać?!
Niee, pani się uśmiecha. Rozmawia z mamusią. O, dała naklejkę. I powiedziała "do widzenia". 
Chyba nie jest groźna...?

Nie oczekujcie od dziecka, że nie będzie się bać. Musi się bać. Taka natura człowieka. Będzie się bać tego, co nowe, nie znane. 
Nie tłumaczcie na siłę dziecku tego co widziało. Nie denerwujcie się, gdy jednak zapyta, wystraszy się lub nie będzie chciało podejść, albo wręcz przeciwnie, będzie chciało dotknąć wózka, dopytywać, drążyć.
Najlepszy będzie prosty komunikat: Pani ma chore nóżki. Musi używać wózka, bo nie rusza nogami. 
Tyle. Po prostu. Czasami dziecko może dociekać. Nie zarzucajcie go jednak zbędnymi informacjami. 
Zamiast opowiadania dziecku o chorobach pokażcie mu filmiki ze sportem dla niepełnosprawnych, wypożyczcie książkę o paraolimpiadach. Uspokójcie, że ten dziwnie powyginany, śliniący się chłopczyk nie jest groźny. Że czuje tak samo i że nie chce robić nikomu krzywdy. A ta niewidząca dziewczynka korzysta z komputera, bo ma specjalną klawiaturę i może sobie porozmawiać z innymi dziećmi! 
I pamiętajcie-Przykład idzie z góry.


A na słodki deser (no co ty Noel z tym deserem dziś...) Nela od Tosinków!
Podbiła ostatnio serca Mam Ekspertek wybierając wśród pierdyliarda zabawek jedną, małą lalę. Lala miała wózek i chore nóżki. 

Czyż to nie cudowny pomysł ?
Więcej takich zabawek prosimy.
I więcej takich cudownych Nelusiaków :*
A za zdjęcie dziękuje Marcie :* 
I za to, że ma tak cudowne dzieci! ;*

własność: www.tosinkowo.pl 

środa, 12 listopada 2014

Za szybko.

A przecież dopiero miałam urodziny... 
Jadłam tort, którego cudowny smak czuje do dziś.
A zaledwie kilka chwil temu było ciepło, wręcz upalnie, że nie pomagały ani klimatyzatory, ani wypity zimny kompot...
A tu już listopad. 
Minęło święto zmarłych, minął jedenasty listopada.
W tv pierwsze świąteczne reklamy. 
Zaczęłam przeglądać świąteczne przydasie. 
Bo przecież pasuje zrobić kartki...
Bo idzie grudzień. Intensywny, zmienny. 
Rocznica będzie gonić rocznicę. 
Od tej najfajniejszej daty, do tej, której nie chce pamiętać. 
A której zarazem nigdy nie będzie mi dane zapomnieć.
Długi weekend minął szybko. 
Na szczęście w dobrej atmosferze, optymistycznym humorze. 
Z przyjaciółmi, z rodziną. 
Na zakupach w zatłoczonym centrum handlowym. 
Z prezentem urodzinowym dla Igora... 
Ale chwila jest i zaraz jej nie ma. 
Dobrze że jest blog. 
Zawsze to jakaś namiastka wspomnień. 



A na koniec...

(nie)Udana próbka fotografii amatorskiej:


Bateria w aparacie załadowana! Słońce jest! Czas na spacer!!
Kto zgadnie czyje giry? :PP

Miało być kreatywnie ale:Ha! Ha! Ha! Nie wyszło!
"Wsi spokojna..." 


Pierwsze w życiu takie zamówienie. Dziesięć sztuk!
"W zielonym gaju..."


Nasza piętnastoletnia kotka-Łatka. Nie pytajcie dlaczego Łatka. Młoda byłam, głupia...





wtorek, 4 listopada 2014

Igotkowe dialogi

Zaniedbałam Miniusia na blogu. A przecież On rośnie. Zmienia się. Broi na potęgę i...wciąż zadziwia. Za miesiąc czwarte urodziny... Nie wierzę...


Igor, 3 lata i 11 miesięcy.

Przeglądamy książkę. Mały ogląda obrazki z zainteresowaniem. W końcu zdjęcie ptaka:
Igor: Ptak.
Ja: Mhm, ptaszek, ale ładny... :)
Igor: Jakie znas gatunki ptaków?

o.O

Przychodzi kolej na liście:
Igor: O! Liść!
Ja: Noo... z tego no...
Igor: To jeśt liść dembu!

o.O

Następnie naszym oczom ukazuje się mroczny, nocny obraz drzewa-Nocny krajobraz.
Ja: A to co? Też dąb? ;)
Igor: Nie. Stlasnik.
Ja: Strażnik?
Igor: StlaSnik!
Ja: Strasznik? Nie ma takiego drzewka!
Igor: Jeśt! Bo stlasy!

;)))

Buziaki!