wtorek, 28 października 2014

Dwa lata i dni kilka...

20 października br. spojrzawszy kalendarz zaklęłam siarczyście.
O ja #$^*#%!
Przegapiłam rocznicę mojego bloga. Rocznicę do której tak właściwie od roku się przygotowywałam. Aż tu raptem gwałtu rety... W nasypie zdarzeń, obowiązków i lenistwa (hobby, jakby nie było.) zapomniałam :( Pozostaje sprawę przeboleć, nie zapomnieć na drugi rok.
Blog mówi, że się nie gniewa i postara się ze mną wytrzymać kolejny rok ;)

Kochani! Ale cóż by to było, gdybym coś od siebie na tę okoliczność nie rzuciła?
Jestem z Wami TU dwa lata... Dwa ciężkie, intensywne lata. Pełne dołków i pagórków.
W tym roku kilkakrotnie myślałam, że jako bloger z czteroletnim stażem (bo w różnych miejscach piszę już od lat czterech) się wypaliłam. Mój upór i miłość do pisania sprawił, iż do blogowania powróciłam. I chyba znów to kocham...

I cieszę się że mam bloga. I cholernie się ciesze że mam WAS. 
A co życzę blogaskowi? Kolejnych dwóch lat ;) niech sie stanie.


Z dedykacją:
Marcie Tosinkowej
Marcie-Mamie dwóch córek
Magdzie
Anetce
Agacie
Kasi mamie iskiereczek
Beatce
Agnieszce
Mysce

Moim siostrzeńcom, mojej rodzinie, moim przyjaciołom
To dzięki WAM zawsze tu powracam. :* 

niedziela, 26 października 2014

Hop, hoop!

Jest tu kto?

Jak zdrówko? Bo moje nie najgorzej. Co potwierdziły wyniki kontrolnej morfologii i badania moczu.
Jest dobrze. Jak na mój stan zdrowia oczywiście. A nawet bardzo dobrze.
Badania zrobiłam w związku z wizytą u mojej ulubionej pani nefrolog. 
Tydzień wcześniej zaś pobierałam krew. Tym razem wkłuć było trzy. Jeszcze żadnej pielęgniarce nie udało się pobrać mi krwi za pierwszym razem... Cóż. Moja gęsta krew, marne żyły i brak odporności na ból wcale nie pomagają...
A żyłę, która postanowiła przestać się wygłupiać i oddać trochę materiału umiejscowiona była w łokciu.
Jako, że cały czas pracuje rękami (Ju noł! Ręce to też moje nogi! ) na drugi dzień jeździłam jak połamana i z nietęgim wyrazem twarzy. A potem mi przeszło.

Żeby sobie odbić te męki i cierpienia (Weź Noel, nie kompromituj się...) kupiłam sobie...Aparat.
A właściwie kupiła go siostra, (buzi) dostając turbo przyśpieszenia. I tak Ja weszłam w środę do gabinetu, a Ona fruuu do sklepu. Potem, jeszcze w poczekalni w przychodni telefonicznie skonsultowałam model. 
I tak stałam się posiadaczką tego o to przystojniaka:
Źródło:http://www.flog.pl/

I cóż powiedzieć? Jestem zadowolona. I to bardzo. Bo znalazłam co chciałam. Nie zależało mi na wysokiej jakości aparatu (Nie jestem utalentowana w tej dziedzinie, zależało mi wyłącznie na utrwalaniu ważnych chwil. Bo co za bloger bez aparatu? ;) ) Przede wszystkim aparat jest lekki! Czasami mając na szyi zawieszony futerał dzięki jego maleńkiej wadze czasami zapominam, że go mam! :)
Jakość zdjęć jest dobra. Ja już kilka dobrych miesięcy nie robiłam zdjęć aparatem, tylko na szybko komórką. Dlatego teraz muszę się wdrążyć, poznać funkcje.

A na kim próbuje? Głównie na Igorze. Wiecie jak trudno zrobić czteroletniemu dziecku zdjęcie?! Raz jest, zaraz go nie ma! Wulkan emocji, sprawiał że połowa zdjęć poszła do usunięcia, poprzez rozmazanie :D ostatecznie jednak udało mi się uchwycić kilka dobrych kadrów. 
A jaki dumny! A jak oglądał! :D

Myślałam, że dziś wyskoczę na spacer po fotografować złotą, polską jesień, jednakże jest zimno...
A wczoraj widziałam klucz ptaków. Chyba powoli wylatują do ciepłych krajów...
Zimo, czy to ty? 
Poczekaj do grudnia!

piątek, 24 października 2014

Kochani...

Miałam wczoraj dołka. I chęć wygadania się. No to sobie napisałam notkę. A potem spięłam dupkę.
I nauczyłam się na matmę. Na czwórkę. Od razu było bardziej kolorowo. A jest lepiej tym bardziej, że mam Was. Że wspieracie wciąż.
A ja nawet nic takiego nowego nie piszę ;) pewnego dnia pouciekacie, to pewne :P


A dziś się mam za egoistkę... Bo cóż się rozpisywać? Mam spiny o głupie matematyki, maturki, pogody.
...a tam znów zginęła rodzina... I boli serce.  Bo mogli jeszcze żyć. Oni...piękni, młodzi, utalentowani.
I mały, dwuletni chłopiec.
Tam gdzieś, w niedalekich Katowicach została ich rodzina. Pogrążona w smutku. I przyjaciele.
Czymże to jest przy moich malutkich problemach...?










czwartek, 23 października 2014

Nowy cykl...Narzekajka.

A w mojej głowie chaos.
I myśli niespokojne ;)
Czy można jednocześnie nie nadążać za życiem i tkwić w miejscu?
Bo ja tak mam. Od kilku dni. Nie mogę się ogarnąć.
Godziny uciekają w zastraszającym tempie. W jednej chwili jasno, za chwilę ciemna noc.
Zbyt późno zasypiam, zbyt wcześnie się budzę. Wyglądam jak zombie.
Niby chce się płakać, a potem stwierdza się, że się nie ma powodu. No i dla odmiany jest irytacja.
I posypana wiara we własne możliwości.
To jest kilka tych dni, gdy nie lubię... Samej siebie.
I z popłochem stwierdzam, że stresuje się swoimi obowiązkami, które przy problemach i zajęciach moich rówieśników są małym pikusiem.
To się chyba nazywa-niedojrzałość emocjonalna?
Deszcz leje, humoru brak.
Zerkam po raz kolejny w notatki. Dziś kolejne korepetycje. Słabo idzie mi obecny materiał. Bardzo słabo.
A to przecież podstawy... Co będzie gdy przyjdzie już prawdziwa nauka? Taka stricte maturalna?
Gdzie jest mój zapał z września? I dlaczego coś, co przecież umiem, rozumiem, ciągle mi się myli...?
Czy ja nie mogę być jak inni? Inteligentna? Normalna?
Czy ja się nadaje na dalszą edukację, skoro ta matma tak opornie włazi do głowy?
Czy ja kiedyś przestanę narzekać i zacznę żyć?
I czy w ogóle do czegoś się nadaję?

Do chrzanu jakiś ten tydzień.
Chlip, ponarzekałam. Idę żyć dalej.

środa, 15 października 2014

15 października- Dzień dziecka utraconego



„Mamo nie płacz bardzo Cię proszę

Przecież trzeba, abym stąd odszedł
Pójdę, aby się już spotkać z Panem
W Twojej pamięci Mamo pozostanę
Nie płacz Kochana, że stąd odchodzę
Będę na Ciebie czekał tam z Bogiem
Będę się modlił wspólnie z Aniołami
Abyśmy się razem tu kiedyś spotkali
Odchodzę radosny i nic mnie nie boli
Sam Jezus przy śmierci mojej tu stoi
Mnie więcej niczego tutaj nie trzeba
Mamusiu ja ufam że pójdę do nieba.”



"Nie płacz kochana Mamo 

Ja patrzę na Ciebie co rano.

Jak tylko oczka otworzę 
I skrzydła anielskie rozłożę 
To zaraz lecę do Ciebie 
Pomimo, że jestem tu- w Niebie 
Lecę, by Ciebie utulić, 
Do serca mego przytulić 
Głaskać Twe włosy rozwiane 
I skleić serce złamane. 
I znajdziesz mnie w listku na drzewie 
I wiatru ciepłym powiewie 
I w jasnym słońca promieniu 
I w ptaku co siadł na ramieniu. 
W tatrach i szumie morza 
W tęczy łuku, barwnym jak zorza 
W tatusia czułym uścisku 
Bo jestem tak bardzo blisko... 
I śpiewam Ci liści szelestem 
I kocham - przy Tobie jestem 
W zachodzie i wschodzie słońca 
Ja będę z Tobą do końca..."

sobota, 4 października 2014

Pourodzinowo

W dwudziesty pierwszy rok życia weszłam z uśmiechem.
Już dawno postanowiłam sobie, że tego dnia odstawie wszelkie problemy i smutki na bok i się udało.
Dzięki cudownym osobom ten dzień był szczególny.
Najpierw kawa, ciasto w bibliotece.
Róże i piękna laurka od chłopców...
Aż tu nadeszło popołudnie. Umówiona byłam z B. na urodzinowe pogaduchy. Śliczny prezent, ciastka, herbata i śmieechu-co nie miara!
I kto by się spodziewał, że czeka mnie taka niespodzianka?!

A było tak: Siedzimy sobie z B i Olsonem w najlepsze, pochłaniając kalorie, obgadując rozwój psychoruchowy Igorka :P (B. jest jego przedszkolanką, więc na bieżąco mam zdawane relacje ;) ).

I nagle dzwonek do drzwi. Z nikim nie umówiona siedzę sobie, z obojętnością kontaktując że ktoś przybył. 
Ola biegnie otworzyć. Słyszę jakieś szepty. Nagle szept ustaje.
"TRRRRRRRRRRRRRRRRRRR" rozlega się jakieś trzeszczenie. Nim zdążyłam się ogarnąć i zajarzyć o co chodzi usłyszałam gromkie sto lat.
Moim oczom ukazała się ognista fontanna na torcie.
I Anetka śpiewająca sto lat.

Cóż ja mogłam zrobić? 
Z baranim wyrazem twarzy, w kompletnym szoku, przez moment nie wiedziałam co się w ogóle dzieje. Mogłam tylko wielce wzruszona podziękować. 
Anetka, ta kochana, zapracowana Anetka, żyjąc w konspiracji z moją rodziną znalazła godzinę TYLKO dla mnie. Czy ja się cieszyłam? Ja byłam wniebowzięta!

Aneta! Wariatko! Uwielbiam Cię:* DZIĘKUJE

Chociaż, nie...dziękuje to za mało... 

Rozeszłyśmy się późnym wieczorem... Objedzone tortem, rozgadane, roześmiane. Pierwsza wypadła Anetka, która już musiała wracać do obowiązków. Potem Brygida, z którą spędziłam połowę dnia, a i tak było mało :**** 
Ostatni telefon od przyjaciółki zadzwonił koło północy.
No jak ich nie kochać? No jak?! 
No nie da się.

idę się wzruszać dalej.


PS Składam serdeczne życzenia siostrze swojej najlepsiejszej, Oli, która nie jest już małą Olą Papolą, a całkiem poważną Aleksandrą.
Sto lat sista :***
Gratis, nieudane zdjęcie, BARDZO udanego tortu. Niespodzianki urodzinowej! :*


środa, 1 października 2014

Aż tu raptem...

Mail, komórka, facebook.
Wszystko pęka w szwach.
Życzenia, specjalne, tylko dla mnie. Na fanpejdżu biblioteki.
Ręce się roztrzęsły, usta rozciągły w uśmiechu.
Dwudziesty pierwszy rok życia...
Dorosła jestem. To zobowiązuje, nie? ;)
Kochani... życzę sobie na ten kolejny rok życia zdrowia i spokoju.
Reszta się ułoży.
Spędzam z Wami swoje urodziny już po raz czwarty...
Cudnie jest... :)