piątek, 14 listopada 2014

Wózkowiczem być: Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?

Idziesz sobie drogi rodzicu ulicą/przez szkolny korytarz/supermarket.
Nagle Twoim oczom, oraz oczom Twojego malucha ukazuje się człowiek niepełnosprawny.

"Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?" Pyta twój ciekawski potomek. 

Powietrze gęstnieje. Stajesz oko w oko z Tą osobą. Czerwienisz się jak burak, serce tłucze, bo co masz odpowiedzieć? 
A może się nie odezwać? A może skrzyczeć malucha? Ale za co? Bo ma oczy i widzi, że na świecie nikt nie jest taki sam? Że istnieją ludzie z dysfunkcjami? Odpowiedzieć? Ale co? I jak? A jeśli tego kogoś urazisz?

Droga matko, nie histeryzuj. Twoje dziecko ma oczy. Chodzi do szkoły/przedszkola. Wychodzi na ulicę. Do miasta. Nie ukryjesz przed nim takich rzeczy!
Osoby niepełnosprawne to ludzie. Tacy sami. Ale też w jakiś sposób inni. I tej inności nie należy się bać. Rasizm jest niemodny ;) Złe porównanie? Ja nie uważam, że osoby czarnoskóre to osoby niepełnosprawne, chore. ALE to ma coś wspólnego. Różnice w wyglądzie są? No są. I nie ma się co oszukiwać. Czarnoskóry nie jest gorszy. Osoba bez nogi, na wózku, niewidoma i z zespołem Downa też. 

Wiecie, co wam powiem?
Media źle pokazują osoby niepełnosprawne... Oczywiście dobrze, że W OGÓLE pokazują. Pokazywać należy. Ale co czujecie widząc kolejną, ckliwą reklamę z dzieckiem chorym na mukowiscydozę która ze smutkiem musi przyjmować kilogram tabletek dziennie? Żal do świata, że dzieci chorują. Współczucie. Smutek.
Reklama jest szara. Muzyka poważna, stonowana... SMUTEK. SMUTEK. I jeszcze raz smutek.
I przesada.
Bo dobrze... Są leki, ciężkie wypadki, ból. Codzienne zabiegi, ograniczenia...
... A poza tym?
Nuda. Te dzieci żyją tak samo.
Śmieją się głośno, gdy są łaskotane.
Wściekają gdy trzeba odłożyć zabawki, usiąść do lekcji, zacząć rehabilitację.
Marudzą, bo znowu pomidorówka i trzeba ją zjeść, inaczej nici z deseru!
Mają marzenia, plany, wady i zalety.
Talenty i słabości.
Dostają jedynki, nie zdają matury z matmy w dorosłym życiu.;)
 I marzą o czwórce dzieci, z dziwnymi imionami, księciu na białym koniu, autografie Lady Gagi i wypaśnym tablecie.

Osoba niepełnosprawna jest człowiekiem.
I prócz choroby ma też inne życie. Nie należy go zamykać w kategorii "biednych dzieciaczków, którym trzeba zawsze współczuć".
Nie tędy droga.

W moim dwudziestojednoletnim życiu niejednokrotnie próbowałam poradzić sobie z tym tematem.
Bo że ja uwielbiam dzieci to już wiecie. 
Ale że dzieci mnie uwielbiają, to już mocno przesadzone. Dzieci mnie lubią. Ale najpierw, w pierwszym odczuciu się mnie boją.
A ja od dwudziestu jeden lat próbowałam się wkupić w ich łaski. 
Wiecie... W planach miałam nawet zorganizowanie w bibliotece specjalnych zajęć dla dzieci nt. niepełnosprawności.

A teraz sobie tak myślę... Kurna po co?
Pracuje w bibliotece. Tam najłatwiej jest mi złapać kontakt z dzieckiem. Lada, przy której pracuje jest niska, dostosowana dla osób na wózku, jak i dla małych dzieci. I to ja zazwyczaj obsługuje maluchy. Wiecie, że czasami, gdy są pochłonięte znajdywaniem i wypożyczaniem książeczek nie zauważą wózka?
Siedzę na krześle jak inni. Ot co.
Czasami, gdy podjeżdżam nagle do półki są zszokowane. Bo co jest? Pani siedzi i nagle jedzie? A dlaczego tak jedzie? A czemu Ona po prostu nie wstanie? Czy Ona jest groźna? Mam uciekać?!
Niee, pani się uśmiecha. Rozmawia z mamusią. O, dała naklejkę. I powiedziała "do widzenia". 
Chyba nie jest groźna...?

Nie oczekujcie od dziecka, że nie będzie się bać. Musi się bać. Taka natura człowieka. Będzie się bać tego, co nowe, nie znane. 
Nie tłumaczcie na siłę dziecku tego co widziało. Nie denerwujcie się, gdy jednak zapyta, wystraszy się lub nie będzie chciało podejść, albo wręcz przeciwnie, będzie chciało dotknąć wózka, dopytywać, drążyć.
Najlepszy będzie prosty komunikat: Pani ma chore nóżki. Musi używać wózka, bo nie rusza nogami. 
Tyle. Po prostu. Czasami dziecko może dociekać. Nie zarzucajcie go jednak zbędnymi informacjami. 
Zamiast opowiadania dziecku o chorobach pokażcie mu filmiki ze sportem dla niepełnosprawnych, wypożyczcie książkę o paraolimpiadach. Uspokójcie, że ten dziwnie powyginany, śliniący się chłopczyk nie jest groźny. Że czuje tak samo i że nie chce robić nikomu krzywdy. A ta niewidząca dziewczynka korzysta z komputera, bo ma specjalną klawiaturę i może sobie porozmawiać z innymi dziećmi! 
I pamiętajcie-Przykład idzie z góry.


A na słodki deser (no co ty Noel z tym deserem dziś...) Nela od Tosinków!
Podbiła ostatnio serca Mam Ekspertek wybierając wśród pierdyliarda zabawek jedną, małą lalę. Lala miała wózek i chore nóżki. 

Czyż to nie cudowny pomysł ?
Więcej takich zabawek prosimy.
I więcej takich cudownych Nelusiaków :*
A za zdjęcie dziękuje Marcie :* 
I za to, że ma tak cudowne dzieci! ;*

własność: www.tosinkowo.pl 

18 komentarzy:

  1. Kochana...urzekłaś mnie:) jak ja bym chciała miec taką współpracownicę w przedszkolu:) B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sie nie martw! Ciocia Natka wpadie na integrację :D

      Usuń
  2. Świetna notka:) Mądrze napisana. A Nelcia to mądra dziewczynka bez dwóch zdań:)) A skąd Ci ten deser w głowie? To chyba moja wina, moja bardzo wielka wina;pp

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane ;) i zgadzam się z Tobą w 100%. Też uwielbiam dzieci, ale te się mnie czasami boją - a inne wpijają te swoje małe ślepka we mnie i zaraz do mamy: Mamo a dlaczego ta pani jest taka mała? :) no cóż - po prostu stałam w kolejce po rozum, a nie po wzrost! ;D haha ;) atak na poważnie, to sama sie czasami zastanawiać, jak odpowiadać najprościej dzieciakom, żeby się nie zagłębiały, bo i tak nie zrozumieją na tym etapie, ale zaspokoiły ciekawość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie najlepiej chyba powiedzieć, że na pewnym etapie przestałaś rosnąć i tyle :))

      Usuń
  4. nie no Kochana, jak Ty nie zaczniesz pisać felietonów, to ja jestem królowa Bona!
    uśmiechałam się, wzruszałam,a nade wszystko dumna jestem, że namówiłam Cię na blogowanie. Toż to jedna z najlepszych decyzji w życiu! ;)
    Post mądry, życiowy i taki....swój.
    Neli też wystarczyła odpowiedź, że lala ma chore nóżki. Z radością Ją woziła, czesała, głaskała i pomagała chodzić ;) A, że chciała nózki swoje pożyczyć, to już wiesz :)) a ja puchłam z dumy!

    Ja też chcę do Twojej biblioteki! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jaką tu mamy dobrą kawę? No oć to zobaczysz! :PP
      :************* wielbie!

      Usuń
  5. Super wpis Natuś! Gutek nieraz właśnie zastrzelił mnie takim pytaniem, dlaczego ktoś jeździ na wózku i właśnie pierwsza moja odpowiedź była: widocznie pani/pan ma chore nóżki. Kiedyś w domu zrobiłam mu pogawędkę na ten temat, a raz udało mu się porozmawiać z dziewczynką - koleżanką moich siostrzenic, która mu wytłumaczyła co i jak i od tej pory spokój... w zasadzie chyba przestał odnotowywać to jako coś "obcego".
    Myślę, że dużo zależy od przekazania informacji przez rodzica/nauczyciela etc. Jestem w pełni na tak za wszelkimi szkołami i przedszkolami integracyjnymi, a jak nie ma, to i zajęcia w bibliotece na ten temat - super pomysł!
    Nelusia - wiadomo! Serce roście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bo dzieci mają prostą psychikę. Im wystarczą proste komunikaty. Pani nie chodzi bo ma chore nogi, taka się już urodziła. Czasami dziecko może dopytywać, ważne by zaspokajać jego ciekawość w odpowiedni sposób, idealny do wieku. Zawsze jednak trzeba dziecko uspokoić, zapewnić, że mimo choroby inne osoby żyją normalnie, dają sobie radę i są szczęśliwe. :))
      Buziak ;*

      Usuń
  6. Swietnie napisane Noel! Jako matke czasem nurtowalo mnie wlasnie jak odpowiedziec dzieciom na podobne pytania. Moje sa jeszcze male, wiec narazie jeszcze o "innosc" nie pytaja, ale wiem, ze to nadejdzie.
    Zastanawia mnie wlasnie to podejscie do ludzi na wozkach. Wszedzie wspolczucie, wspolczucie i jeszcze raz wspolczucie. Co oczywiscie nie jest zle, ale tak jak piszesz, dzieci potem nie rozumieja, ze to jest taka sama osoba jak inne. W mojej podstawowce byl chlopiec jezdzacy na wozku. Pamietam jak dzis jak moja mama ilekroc go widziala dawala mi wyklad: zobacz jaki biedny chlopiec i biedni jego rodzice, ciesz sie, ze ty jestes zdrowa, itd. Tymczasem podstawowka sie skonczyla, poszlam do liceum i trafilam do klasy razem z tym wlasnie chlopcem! I co? Okazalo sie, ze to normalny chlopak, troche niesmialy, ale sympatyczny i wygadany. Nauczyciele maglowali go jak nas wszystkich, tak jak wszyscy lapal jedynki. :) A ja dzieki niemu nauczylam sie, ze ludzie na wozku nie sa inni, oni po prostu inaczej sie poruszaja. Chcialabym takie zdroworozsadkowe podejscie wpoic moim dzieciom. Czy sie uda? Zobaczymy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko! Już Ci się udaje! Świetna mama i zdrowe podejście do tematu-to jest podstawa. Będzie Ci też łatwiej, bo w Stanach niepełnosprawni żyją troche inaczej niż tutaj, a w miejscach publicznych jest ich na pewno mnóstwo!
      Ludzie różne rzeczy pletli na mój widok. Ogólnie rzecz biorąc 90% mieszkańców miejscowości w której mieszka ma mnie za taką biedną, obłożnie chorą Natalkę. Sama się trochę do tego przyczyniam, bo nie jestem "typową młodą kobietą". Ja jestem trochę Piotruś Pan w damskiej wersji ;) nie maluje się, nie mam jeszcze chłopaka (zresztą jeśli uda mi się zakochać, to pewnie będzie sensacja na skalę gminną :P ) a na widok ludzi grzecznie się kłaniam i idę dalej. I kiedyś idąc na spacer z kumpelą ta usłyszała "Jak to dobrze, że wzięłaś Natalkę na spacer, bo pewnie sie jej nudzi w domu" :PPP no szok w gaćkach ;)
      I co? Nie będę każdemu tłumaczyć, że żyje normalnie. Robie swoje, odbywam staż... Nastawienia pewnych ludzi już nie zmienię i już
      Buziaki :*

      Usuń
  7. Świetna notka :). Powinni ją umieścić w jakimś magazynie "mam dziecko" czy innym :). Masz rękę do pisasnia felietonów- milo się czyta- a i mądrze jest:)

    a lala na wózku- świetna !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestańcie z tą felietonistką, bo się jeszcze za to wezmę i co będzie? :PP
      A wiesz Uleńko, że kiedyś chciałam być dziennikarką w "Mamo to Ja" albo innej dzieciowej gazecie? Od kiedy na świat przyszła moja siostra (A miałam wtedy lat pięć i trzy dni!) uwielbiałam przeglądać te gazety. :D

      Masz rację, świetna lala. Niestety trudno dostępna no i Martunia mówiła, że dość droga. Ale mam nadzieję, że takich zabawek, bajek i książek będzie jeszcze więcej. Ostatnio znalazłam w mojej bibliotece książkę o chłopcu z zespołem downa, która w niektórych szkołach jest lekturą. To się chwali :)

      Usuń
  8. Zgadzam się z każdym słowem w tym poście :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to oznacza, że dzieciaczki w Twoim otoczeniu to szczęściarze! Buziaki!

      Usuń
  9. wow sis pięknie

    OdpowiedzUsuń