niedziela, 22 czerwca 2014

Jestem, jestem. A przynajmniej próbuje.

Dopadło mnie to czego tak nie lubię: Niechciej i brak weny. Weny twórczej.
Zdecydowanie jakoś nie po drodze mi ostatnio z blogowaniem.
Bo...hm... Sama nie wiem.
Mam wrażenie, że ostatnio nie mam o czym pisać. W okresie jakim się znajdowałam lepiej było to miejsce omijać. 
Czas wyjść na prostą. I piszę to już chyba piętnasty raz tutaj. :P
I co? 
Trochę jednak działam. 
Zewnętrznie zwłaszcza. Uczę się mniej burczeć, mniej narzekać, bardziej uśmiechać.
Wychodzi mi jakoś tak...nijako?
Za sobą mam szereg długich, poważnych rozmów, przemyśleń... 
Obecnie jest o wiele lepiej, niż jakiś miesiąc temu. 
Tylko, że...
Tylko, że boję się znów, powiedzieć, że jest i że będzie dobrze.
Bo los tyle razy zrobił mi psikusa.
To nie powiem. 
Trzymajcie kciuki, tylko tyle. Aż tyle. 
W końcu chyba znów będę sobą. Bardzo tego chce.
Pogoda wariuje. 

Dziś z mamą, siostrą i szwagrem wybrałam się nad zaporę w Naszym mieście.
Jest tak niedaleko obecnego miejsca mojej pracy, a ja byłam tam ostatnim raz w wieku czterech lat... :P
No. Więc był spacer. (Trochę na siłę mnie wydarli, przyznam. Akurat w momencie gdy włączała mi się "Burczymucha"), lody, słoneczko...
Jak wracaliśmy, to ni z tego ni z owego zaczęło się chmurzyć, padać, wiać.

Teraz znowu jest słońce. 
Bardzo niezdecydowana pogoda. I zmienna.
Zupełnie jak Ja. ;)
Dzięki jednej z moich znajomych wróciłam do hiszpańskiego.
Ale wróciłam tak naprawdę. Nie tylko ciągłym gadaniem.
Uczę się już trzeci dzień, zapał trochę większy... 
No i się ucieszyłam, bo jednak sporo pamiętam, szybko zapamiętuje. 
Może i ze mnie będą ludzie... :P

Na stażu super. Biblioteka stała się moim drugim domem, nieodłącznym elementem. 
W piątek i czwartek miałam wolne, ze względu na długi wekeend i co? I tęsknie.
Tęsknie do zapachu książek, do tłumu, do tych małych bąbli z kącika dziecięcego, do kubka kawy, pisku czytnika... 
...Nawet to klimatyzacji już tęsknie. :P
Jeśli chodzi o moje teraźniejsze życie towarzystkie to...
Leży i kwiczy. Przynajmniej w realu, bo gdyby nie "fejsbuki i inne gady" to bym chyba całkiem zdziczała.
Nastał czas zaliczeń, egzaminów, sesji...
Moi znajomi, przyjaciele, właśnie toczą walkę o być albo nie być ;)
A Ja? A Ja mogę tylko czekać, być, trzymać kciuki, tęsknić, motywować.
Niewiele, ale jednak...



Dopisek:

Za motywację do notki dziękuje Marcie :*


6 komentarzy:

  1. Odejdź Niechcieju niedobry od Noelki naszej kochanej i słodkiej! Daj dziewczynie działać, Ty zakało emocji i stanów egzystencjalnych... Niechciany Ty Niechcieju!

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, eh... rumienię się :)
    Jak ja znam wszystkie stany o których piszesz. Jesteś moją wirtualną pokrewną duszą :)
    Kochana, nic na siłę. Czasami trzeba przeczekać. I już.

    Weź się za ten hiszpański, to niedługo nam tu jakieś fotki wrzucisz z wyjazdu :) I pobajerujesz tych gorących Latynosów :) Co prawda nie w moim typie są, ale Ty młoda jesteś, musisz poszaleć :)

    Ściskam i wiesz... jak coś to pisz :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokrewna dusza wirtualna, zdecydowanie mi się podoba <3
      Tak, właśnie stwierdziłam, że nic na siłę, trzeba było przeczekac te trudne dni...
      Latynosi?
      Wolę bliżej...
      :PPP

      Usuń
  3. Niechciej to moj dobry znajomy. Tylko zazwyczaj dopada mnie kiedy trzeba gotowac albo sprzatac w domu. Na blogowisko prawie zawsze mam ochote, tylko czasu brak. :)

    A klimatyzacji nie znosze! Przez to dziadostwo, przy 26 stopniach na zewnatrz, w pracy musze ubierac welniany sweter, bo w budynku mi zimno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, ale co się dziwić, skoro masz swoje dwie małe inspiracje do pisania? A moi jak na złość, ostatnio nie broją :D
      Też nie lubię klimy :(

      Usuń