poniedziałek, 12 maja 2014

Wózkowiczem być: Ciociu a Ty byś chciała chodzić...?

Bo takie pytanie zadał Adek. Kilka tygodni wstecz.
Podniosłam głowę znad malowanki lekko oniemiała, bo się nie spodziewałam. A w głowie jakby pustka. Pierwszy raz nie wiedziałam co odpowiedzieć dziecku. Odpowiedziałam więc dość mało inteligentnie: "Właściwie to nie wiem." On nie drążył tematu. Mój mózg owszem.
Jestem osobą wierzącą. Mocno wierzącą.  Nie tylko dlatego, że jestem wychowywana w duchu religii katolickiej. Po prostu mam ku temu powody, by wierzyć. I już.  Wierzę w cuda, wierzę w uzdrowienia.
Ale jestem również realistką.
Naprawić coś co po prostu źle się zrosło jeszcze gdy byłam wielkości pudełka zapałek?
Takie coś się nie zdarza. Choć inni, później narodzeni już te szansę mają. Medycyna poszła w przód. 

Obecnie moją chorobę się operuje jeszcze w łonie mamy.
Czasami nachodzi myśl. A gdybym się urodziła później? A gdybym była na tyle wcześnie zdiagnozowana, że mogłabym używać choćby balkonika?
Ale nie. Kilka lat przed moim narodzeniem dzieci z rozczepem kręgosłupa umierały.
Ja urodziłam się, przeżyłam dwie operacje. To jest mój sukces. To jest od "tego na górze" mój przydział.
...On też mi dał wózek po coś.
Nie wiem czy wiecie. Nienawidzę zmian. Moją dziwną manią jest planowanie. Planowanie weekendu, planowanie następnego dnia. Zawsze w wersji wyłącznie optymistycznej.
"Plany swoje, życie swoje..."

Tak samo jest z innymi zmianami. Jak zmieniam miejsce zamieszkania to nie śpię. Jak zmieniam wózek to mi w nim nie wygodnie. Jak zmieniam społeczeństwo to mi obco... I tak można wyliczać. A każda z tych rewolucji w życiu jest u mnie okraszona nerwami, emocjami. Tak, jestem choleryczką, histeryczką...

Więc czy chciałabym zmienić swoje dotychczasowe życie?  Bo życie na wózku to jest moja codzienność. Nigdy nie chodziłam. Nie znam innego życia.
Gdybym chodziła Adrian i Igor nie byli by tolerancyjni.
Gdybym chodziła nie poznalabym tylu ludzi. Wspaniałych ludzi.
Gdybym chodziła nie dowiedzialabym się że należę do zaledwie dwudziestu procent osób z moim schorzeniem bez wodogłowia.
I miałabym wszystko. Chłopaka, może już nawet dziecko, pracę i tabun przyjaciół.
... I nie docenilabym niczego.

Przesada ? Nie. Tak ma przecież każdy. Ma i nie docenia. Ja sama zazwyczaj widzę więcej tego co osiągnęłam niż to co posiadam. A wtedy było by gorzej.
Niepelnosprawnosc to moje życie. Moja codzienność. Mój  egzamin. Nie zawsze zdany. Bo choć się czasem użalam nie chce nic zmieniać.
Bo wtedy nie będę sobą.

2 komentarze:

  1. Wzruszyłam się, notka napisana z serca, szczera:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez przypadek usunięte komentarze:
    margol198517 maja 2014 13:03
    I pewnie masz rację... Kurde dziecko to potrafi zadać pytanie z nienacka a człowiek głupieje i nie wie co odpowiedzieć! Tym bardziej jak samemu się nie zna odpowiedzi...

    Mama Ka17 maja 2014 13:05
    Wg mnie "gdybanie" nigdy nie ma sensu... Traci się na to tylko czas i energię, bo prawda jest taka, że gdyby nasze życie potoczyło się inaczej to niekoniecznie te "inaczej" znaczyłoby "lepiej"

    Agnieszka G.18 maja 2014 00:16
    Podoba mi się Twoje podejście do życia kochana :)

    mamaka18 maja 2014 05:22
    Bo Noelko najważniejsze to być nie mieć i Ty doskonale to ujęłaś. A swoją drogą wiele też nie doceniam- dzięki tobie refleksja naszła jak zawsze w takich przypadkach. Dzięki Noelko ,ze jesteś. Cudnie było Cię poznać - i pieknie piszesz:)

    Marta W18 maja 2014 11:30
    Jesteś niesamowita!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Mega całus ze Szczecina.

    myska19 maja 2014 00:48
    Powiem Ci kochana, że bardzo mądre i dojrzałe jest to co napisałaś. Padam w pokłonach!
    :*:*:*:*

    Kobieta z drugiej strony lustra19 maja 2014 13:12
    Nieprawda, że nie doceniałabyś tego co masz. Nie było by lepiej czy gorzej - było by inaczej Słońce moje. Ty doceniasz wszystkich i wszystko. I z wózkiem czy bez - Twoje serce było by takie samo. A ja doceniam Twoją walkę o moje pisanie. Chyba już widzisz jak :)
    Uwielbiam Cię, bo jesteś taka.... Niewymownie wyjątkowa. Zawsze bądź sobą. :*

    aniared20 maja 2014 13:18
    Noelko, ile w Tobie hartu ducha... Pięknie to napisałaś i dałaś mi do myślenia, dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń