czwartek, 2 stycznia 2014

W nowym roku.

W Sylwestra było nas czternaścioro.
Serio!
Z naszej już i tak nie tak małej, bo siedmioosobowej rodziny, przez lata zrobiło się drugie tyle!
I tylko mam nadzieję, że za jakieś dziesięć lat, jak mi Bozia da dożyć będę mogła zorganizować trzydziestkę... na remizie strażackiej, bo w domu się po prostu już nie pomieścimy. Daj Boże!
A humory dopisały. I apetyt też. Bo o ile w same święta mimo ogromu smakołyków zjadłam nie dużo, to w sylwestrową noc nadrobiłam. Jedyne czego się wystrzegałam, to tzw. "zapychania" więc jadłam często ale mniejsze ilości.
I były koreczki i kanapeczki, soczki, szampanik.
Petard nie widziałam.
Choć były puszczane dwa razy.

Bo najpierw koło 21 godziny z racji pory snu i wieku chłopaków urządziliśmy im prywatny pokaz. (Oczywiście w bezpiecznym miejscu, odległości i z głową. Czyli tak jak być powinno.) a ja nie poszłam, bo mi zimno było i kryzys łóżkowy mimo kawy dopadł.
Więc znalazłam antidotum-pepsi. Bo nie dość że odrdzewia to jeszcze budzi ;))
Jak już wypiłam szklanę a Igorka porwał Morfeusz,to mnie się humor polepszył.
Tańce. Śmiechy. Chichy. Rozmowy.

Nie potrzebowałam komputera, nie nudziłam się. Wypoczęłam.
I zapadła północ. W mózgu gdzieś przewijały się słowa piosenki "Co mi panie dasz?"
Co da, to da.
I fajerwerek znów nie obejrzałam, bo mgła gęsta jak atmosfera w sejmie ;). Po prostu nożem można było kroić! Ale nic to! Na youtube takich pokazów mam od groma ;)
Milena zasnęła około dwudziestej, obudziła się koło jedenastej, potem koło pierwszej.
Zjadła, odbiła, zasnęła.
I tak spała moja trójca przenajświętsza, choć Adek o jedenastej siłą się położył i powiedział, że na fajerwerki go mamy budzić.
A że się nie obudził? Inna sprawa ;)

Dziś już drugi stycznia.
Siedzę w domu, bo dowozu nie mam aż do wtorku. Ale dziwnie! Już dawno nie miałam takiej ciszy w domu. W piżamie jestem. Nic nie robię.
Nie żeby coś, ale taki układ mi się niezbyt podoba. Dobrze, że od wtorku wróci wszystko do normy.
Szkoda, że każdy staż się kończy.
Ale nie marudzimy! Nie warto patrzeć na to co będzie. Teraz jest teraz... jak ostatnio mawiam.
I tak rok temu o tej porze o stażu nawet nie marzyłam!
Szef dał mi wolne ale nie do końca, bo i robotę domową mam, więc trzeba się w końcu ubrać, kubek herbaty obrać, zdybać kogoś fajnego do pogadania i... do roboty!
Co będzie to będzie-motto mojego roku.
Dopisek specjalny:

Nie dalej jak dwadzieścia minut po sylwestrowym wpisie do mojego domu zapukał listonosz.
Dostałam nagrodę z facebookowego candy.
Taka ilość papierów, sizalu, kwiatków, taśmy dwustronnej, naklejek i koralików... Ach, ach, ach!
Zdjęcie nie oddaje tej ilości i tej jakości! Chociaz kolana Młodszego Olsona jakieś takie małe się wydają przy tym..
No i jestem wyposażona na długo, długo!!
A to oznacza bałagan, nowe pomysły i nowe kartki!
HURA!

6 komentarzy:

  1. Jaka liczna rodzinka! Nas tak dużo nie jest, a i chyba do mojej trzydziestki się nie rozmnożymy do tego stopnia (chyba, że szwagier pączkować zacznie).

    A nagroda genialna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko przecież życie jest takie nieobliczalne! :D
      Nagroda genialna i potrzebna!! :))

      Usuń
  2. Będzie, będzie się działo , będzie zabawa ... ;-)
    Ale fajowa i mega trafiona nagroda !
    Co Ty kochana na wesele wynajmiesz ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Było baaaaaaardzo miło kasiek lubi takie zabawy i w takim towarzystwie. (Dopiero jak się ochajtałam i wyprowadziłam to zrozumiałam jak lubię z Wami przebywać ) nom a moje motto na te rok to " Ile rzeczy trzeba mieć w du*** to się w głowie nie mieści"
    Kasiek

    OdpowiedzUsuń