wtorek, 28 stycznia 2014

Dzień piąty: Igor idzie na L4 ;)

Najlepszym sposobem na problemy jest praca.
Takową dziś dostałam-Igusia na L4 ;)
Dużo, duużo roboty!
Trzeba ciągle wymyślać nowe zabawy, nowe gry, nowe bajki.
Bo zaraz:
-Znudzi się.
-"Ciociu! Chodź ziobać!"
-"Ja nie jubiem tej bajki!"
-Majstruje przy komputerze.
-Wywala tablicę korkową

A przy tym jest taki kochany, taki mądry, taki dzielny!
A czemu siedzimy w domu?
Siostra wczoraj wzięła młodego do kąpieli nic nie przeczuwając.
Krosty na pleckach mówiły jednak same za siebie-Ospa wietrzna dopadła naszego przedszkolaka!
Więc chcąc nie chcąc młody ma ferie zimowe...
I tak sobie siedzimy, gadamy, rysujemy, budujemy, rozwalamy się samochodzikami.
Nie podoba mi się, że choruje, że go swędzi, że płakał że nie chce do lekarza...
Ale to chyba było przeznaczenie? Spędziłam z trzyletnim dzieckiem kilka godzin a już chce się żyć!


Następnym razem jak będzie chandra to po prostu załatwię małemu wolne w przedszkolu ;)))

Troszkę nam to chorowanie Igusiowe pozmieniało plany.
Milenka jednak nie przyjedzie-z wiadomych powodów.

Trzymcie kciuki, żeby młody szybko zdrowiał i się nie drapał! ;)



PS Dziękuje. Po prostu. Było załamanie. Ale macie rację, że nie pisanie problemów nie rozwiąże. Mój blog powstał po to bym mogła przelewać emocje. Nawet te negatywne. I tak właśnie uczynię. ;)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dzień (chyba ) czwarty: A może by tak ...?


Dać sobie spokój z tym całym wyzwaniem?
Moze.
W końcu ile razy do cholery jasnej przeczytacie że mam ochotę komuś walnąć.
Nie umiem się cieszyć.
Nie mogę się uczyć.
Nie chce mi się tworzyć.
Blog miał być pozytywny i fajny.
A wyszlo jak zwykle.
Zresztą... Pisanie tylko optymistycznie i mijajace się z prawdą to nie moja działka.
Tzn moja ale to nie ten blog.
Dać se spokój czy kontynuować ?
Oto jest pytanie.

niedziela, 26 stycznia 2014

Dzień trzeci: Zostałam zdradzona przez własny telefon!!

Napisałam notke se.
Nie?!
No!
Napisałam! Może bez sensu, ale była!
I co?
Link się na fejsa nie dodał.
Zdjęcie się nie dodało.
Tagi się nie dodały...
A wszystko dlatego, że pisałam przez komórkę!
Więcej nie napiszę! Taki foch!

Dziś niedziela. Zmulaszcza ale z humorem.
Nalot dziewczyn, dwa zębole Milenki.
Młoda przyjedzie do ciotki w środę na CAŁE cztery dni!
Ciocia się cieszy!!!
Zazdrośćcie bo jest czego!!! :P

Jutro natomiast muszę troszkę popracować... Siedem kartek. Zaległości duże.
A już nie ma się czym zasłonić bo i klej jest i szafka...
A zamówienie samo się nie zrobi! NIE I JUŻ!
Dobrze, że robię to co kocham... :)

W piątek przyjedzie Madziuchna i Ania! :) Dziewczyny zaczynają ferie i będę je miała z przerwami cały luty!
No takie wolne to ja rozuuumiem!
Byle do przodu!
I byle pomyślnie! ;)

ZDJĘCIE DNIA:


Byle do wakacji...

sobota, 25 stycznia 2014

Dzień drugi: Piszę. Z zasady.

Nudna to sobota była.
Zmulaszcza.
Na zewnątrz syberia.
Na wieczór dostalam śrubek w dupce ;) dosłownie ! Nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
Google mówi że nerwica ale stawiam raczej na zwykłego "pierdzielca" i adhd!
Przynajmniej nie nudno!
Zdjęcie dnia ?
Perfekcyjna pani domu ze mnie niczym matematyk ! Prawda ? xD




Dopisek specjalny:
WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH "ZNIKNIĘCIEM" ZDJĘCIA Z NOTKI ZAWIADAMIAM: ZDJĘCIE NIE DOTARŁO... UGRZĘZŁO W KOMÓRCE!!
WRrrrrr




piątek, 24 stycznia 2014

Dzień Drugi: Byle do przodu...? A ja stoję.

Mój mózg ma szok.
Za dużo wolnego czasu.
Kompletny chaos.
Śnieg napier...sypie jak oszalały.
Nie wiem jak ja wytrwałam w domu, ale skoro wytrwałam, to jestem Heros.
Oby teraz było tak samo.
Bo minęło właśnie 11 godzin mojej bezczynności a ja już jej mam dość.
Czuje się bezużyteczna.
W poniedziałek będzie lepiej...
Chyba.



Zdjęcie dnia?

czwartek, 23 stycznia 2014

Dzień pierwszy-powtórka z wyzwania: NO.

Nie wiem czy czytacie komcie.
Ale jak tak to widzieli: Dostałam opindol. Od siostry numer trzy. 
No to: Przepraszam Kasiu, jestem wredna, okropna w ogóle! 
Złapałam lenia, miałam pisać codziennie, a wyszło inaczej.
Dlatego postanowiłam od nowa zacząć wyzwanko!
Jako, że od jutra mam duużo czasu.
Bo wiecie?
Skończyłam staż... 
I jakoś to do mnie nie dochodzi...
A w rekompensatę i łapówkę dostajecie coś absolutnie cudownego!
Igora co śpiewa!
:P


wtorek, 21 stycznia 2014

Dzień czwarty:Aaa, tam cicho być!

No dobra!
Cicho!
Sorry!
Wiem, miało być codziennie! Dziesięć dni! Wyzwanie! Ale nic to!
Najwyżej przedłużę!
Ale w weekend nie było mi z blogiem po drodze jakoś...
W sobotę wybraliśmy się w końcu do IKEI i faktycznie jak MIA podejrzewała-tapet nie ma!!
Były za to w OBI. Tak jak i farba (wymarzona) i klej do tapet (ponoć dobry, majster w osobie mojego taty tak twierdzi ;)). Tośmy kupili.
W IKEI natomiast śliniłam się jak porypana ;). Takie cuda, TAKIE CUDA!!!!
Kupiłam sobie podkładkę do laptopa no i udało się złapać moją kochaną półeczkę na pierdolnik!!
Tata obiecał skręcić ją dziś, więc czeka mnie dużo pracy. Przeprowadzka, przeprowadzka!
A potem dużo kartek do roboty!
W niedzielę była siostra, z Milenką, niedziela minęła więc rodzinnie. W międzyczasie Adrian po raz drugi zaprezentował jasełka, a Igor... sprawił że opadła nam szczęka!
WY WIECIE JAK TA MAŁA CHOLERA ŚPIEWA?!
KURDE!
No śmy do dziś w szoku, a ja po raz wtóry słucham nagrania z dyktafonu.
Owe nagranie planuje Wam tutaj wrzucić, oczywiście za pozwoleniem mamy chłopaków!
Judit? plis plis plis!!!!
Adriankową pastorałkę też, ale muszę wyciąć dźwięk z filmiku. A jak to uczynić póki co nie wiem.
Wczoraj natomiast ponoć jakiś blu mondej czy cuś?
Ja jakoś się trzymałam. Za to net poległ i jak poszedł o szesnastej to wrócił do dwudziestej pierwszej...
A wieczorem na notkę już po prostu zabrakło sił...
Dziś od rana w bibliotece. Do końca stażu zostało zaledwie trzy dni...
Staż się kończy. Była już euforia, załamanie. Teraz mi nijako.
Ostatecznie kończy się konkretnie TEN staż, a moja przygoda z biblioteką trwa nadal...
Zwłaszcza, że z okazji 65 rocznicy powstania biblioteki wymyśliłam dla dzieciorków roczną akcję "Kartka dla biblioteki".
Przyjęło się na górze. Przygotowania trwają. Plakat, stanowisko, reklama itp. Co miesiąc będziemy kartki fotografować i fruu na naszego fejsa bibliotecznego!
Nawet ja czasami wymyślę coś "spoczi" ;)



DOPISKI SPECJALNE
1. Moja siostrzenica ma pierwszego zęba!!
2. Moja przyjaciółka jest stara!! Brygido, żyj nam sto lat! :***
3. ALE MRÓZ :o


Zdjęcie dnia:
Najfajniejsze (Igorkowe) stópeczki na świecie! 

piątek, 17 stycznia 2014

Dzień trzeci:WRRRRRRRRRRRRRR

Cytat dnia dzisiejszego to: WRRRRRRRR!
Mam dziś taki wkurwiol mega, że chyba się muszę napić melisy! Nie pomoże, ale może efekt placebo zadziała?
A jak nie zadziała to komuś rypnę najwyżej.
A żeby było "śmisnie" to nie ma jakiegoś uzasadnienia dla mojego nastroju.
Nosi mnie i tyle! ADHD się uaktywnia.
UFFFFFFF,czas wyrównać oddech, spuścić parę, odgonić złe emocje...
Będzie dobrze, świat jest fajny...
Muszę pogadać z kimś pozytywnym i omijać szerokim łukiem tych co irytują ostatnio na potęgę.
Chętny ktoś na wyłącznie optymistyczną pogawędkę? ;)


A zdjęcie dnia nie moje, a zapożyczone z fejsa. Ale za to adekwatnie do nastroju:
Prawda, że ładne? ;)

czwartek, 16 stycznia 2014

Dzień drugi

No więc siedzę właśnie w bibliotece.
Pracę zaczynam dziś od dziewiątej, więc jeszcze jakiś kwadrans?
Uparzyłam język capuccino.
Bo czy ja Wam już mówiłam, że sama sobie tutaj robię kawki?!
Niby nic a jednak! Bo dumna żem jest ze siebie! Taki przejaw narcyzmu!
Niby nic. Bo jestem dorosła i powinnam se takie rzeczy umieć zrobić Sama, a czajnik elektryczny...
Ale i tak się cieszę!

Parę lat temu nawet o tym nie marzyłam by być taka samodzielna. A dziś? Proszę.
Pije sobie w moim ulubionym kubku-takim termicznym. Dobre, bo jak niosę kawkę to nie parzy w palce, co jest niezbędne jak się gorący napój w dłoni dzierży, a drugą jedzie. Koniecznie muszę kupić takich więcej!
Dziś po pracy mamy kolędowanie gminne z udziałem różnych instytucji, a ja jako "pracownik biblioteki" też zostałam  poproszona o przybycie.
Dlatego do domu wrócę dopiero po godzinie osiemnastej.
Pomidorek Igorka lekko zbladł. Młody mi wczoraj wytłumaczył, że rozwalił nos bo "Jechałem sibko z Bajtusiem siamochodem. Bawiliśmy się w wyścigi"
No.

Bo w ogóle, to wczoraj po kąpieli jakoś się taka poczułam i fruu do łóżka poleniwić się.
Na to siostra od fryzjera z dzieckami, a młody jak mnie zobaczył to od razu do mnie.
I tak sobie leżeliśmy.
Albo raczej Ja leżałam. Bo on wirował po całym łóżku nie mogąc sobie znaleźć miejsca i z nie małym nerwem rządając ode mnie i Olsona (z laptokiem się dosiadła)
"Ola, pesiuń sieeeeeeeeeeeeeeee!!!"
Jak już Ola się pesiunęła to zaczął mnie... łaskotać po stopie.
Zanim wielce rozbawiona wytłumaczyłam młodemu, że  stopy nie czuje, to się prawie posikałam ze śmiechu. Igorowi w to graj i dalej te swoje "gilililililili!"
I tak nam żyćko mija.... :)))

A zdjęcie przedstawia weekendową kartkę ślubną. Część z Was pewnie widziała... ale zdjęcie miało być! No to jest!!
Zaś w specjalnym gratisie moje zdjęcie. Był Olsonek to jest i Noelka!
Zdjęcie co prawda jest sprzed trzech lat... Ale obecnie mam taką samą fryzurę (tylko inny kolor włosów-brązowy) i jestem jakby ciut...okrąglejsza?
Buhahahah to nic xD
Tu był Noel


środa, 15 stycznia 2014

Dzień pierwszy: Słowo się rzekło.

Piszę.
Jak obiecałam.
Choć czy jest za bardzo o czym?
Może na początku raz jeszcze-DZIĘKUJE dziewczyny, za wsparcie, kopniaki, za CIERPLIWOŚĆ.
Bo to nie pierwszy mój podłam i zapewne nie ostatni.
Ale w końcu jakby człek się czasem nie zasmucił i nie zmartwił to by znaczyło, że jest automatem, co?
Albo rośliną...
Czemu takie nawiązanie?
Czytam teraz naprawdę dobrą książkę- "Chce się żyć".
Na owej książce się nie wzruszam.
Tylko autentycznie wyję.
Wiadomo, że jako osoba niepełnosprawna z głównym bohaterem się utożsamiam.
Ale ja dzięki Bogu nigdy nie miałam problemu z komunikacją ze światem.
Niezrozumienie, krytyka, "krzywy wzrok" innych?
 Czym są czasami moje problemy przy problemach "niepełnosprawnych intelektualnie"?
 Niczym.
 Dla wielu wielu ludzi takie osoby są rośliną.
Czymś co wyłącznie oddycha.
Wstrząsające, prawdziwe, ale też urocze i śmieszne, dlatego tak wiele emocji targało mną podczas czytania.
POLECAM!!
Nie skończyłam jeszcze (Wczoraj jak się wciągnęłam to w trzy godziny pyknęłam 143 strony) ale już wiem, że to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam! I sądząc po zwiastunie...film nie jest gorszy! Dorównuje!
A mój dzisiejszy dzień?
Standard. Śniadanie, drzemka nad umywalką (;)), śnieg co go nie ma, ale straszą...
Biblioteka moja kochana, kubek capuccino, dużo pracy...
A potem powrót do domu, a tam na starcie powitał mnie Adek z tekstem "Ciociu, nie przestrasz się tylko Igora"
Przestraszyłam!
 Igor nos jak pomidor!
 I to nie z kataru.
Udawał sobię "bukę" czy nie wiem co jeszcze i grzmotnął!
Ale chichotliwy jak zawsze, a nos tylko czerwony, więc mniemam, że mu przejdzie.
Wariaty dwa!
A potem już na komputerze.
I tak siedzę i właściwie to nic nie robię.
Do samej notki zbierałam się chyba godzinę.
Ciśnienie leci, czy co?
A na koniec...
Obiecane zdjęcie dnia:
Na początku moja "wściekła" siostra.
Oto co robi z gimbazą niedzielny poranek, kawa z mlekiem i wykład blogowy.
Panie i panowie a o to Młodszy Olson! I zdjęcie robione "pralką"
Olsonek

Olsonek! Powitaj się!

wtorek, 14 stycznia 2014

No i to by było na tyle...jeśli chodzi o optymizm.

Czuje się dziś rozbita.
Bardzo.
I jakoś mi źle.
I melancholijnie.
Mam nadzieję, że to tylko nie wyspanie?
Budziłam się dzisiaj co godzinę.
Znowu. Nie znoszę tego...
Bo jeśli nie to... to nie mam na co zwalić mojego pesymizmu.
A nawet jeśli mam...to co mi to da?
Ostatnio ciągle się natykam na gazety, reportaże, gadki ludzi.
I widzę jak zmienia się świat.
Że oni idą w miejscu a ja stoję.
I chyba idą w złą stronę.
To ja sobie wolę stać.

Włączył mi się bad day.
Gorące, cholernie słodkie ziółka... Melisa jakaś czy coś.
Tego mi trzeba. 
Pogoda też do niczego. Niezdecydowana.
Ale nic to! "Patatajujcie" dalej.
Przejdzie mi!
...A przynajmniej mam taką nadzieję.

wtorek, 7 stycznia 2014

Rewolucja

Myślałam że w końcu będzie stabilnie. Wręcz egoistycznie nie pomyślałam że mogło by się nie udać.
Ale dziś rozmowa z szefem bo przecież staż za miesiąc się kończy i trzeba działać.
To zadzwoniłam do koordynatora i... Kubeł zimnej wody.
Przedłużenia stażu nie będzie.
I chwilę musiałam być w szoku i to nie docierało. Ale koniec końców to nie źle bo:
Po pierwsze nie jest to wina ani szefa ani koordynatora ani mnie.
Dawałam z siebie wszystko i jestem zadowolona. A że nie mogę przedłużyć to już tylko kwestia braku funduszy. Zdarza się? Tak !
Po drugie to przecież jeszcze rok temu marzyłam o zajęciu choćby na tydzień!
Po trzecie wciąż jestem wolontariuszem i będę tam bywać często bo ta biblioteka to już prawie jak dom !
Po czwarte... Zrobię wszystko bym powróciła jako stażysta. Nie koniecznie dla tego projektu.
Więc jak widać nie jest źle! I póki co doła też nie ma !
Dopracuje sobie do lutego, poferiuje z dzieckami a potem zrobię wszystko...! Bo plany są i próbować trza ! No. A posiedzieć w domu też jest czasem fajnie !!

Plus bonus:
MO przegląda dziś twitter i czyta pewną złotą myśl " Jak można kazać pietnastolatkowi kazać wybierać liceum, zawodowke lub technikum jeśli czasem nie może zdecydować co zjeść na obiad ?"
Na co oczy podniosłam znad książki o tematyce dziecięcej
- Tak MO. Wprawiaj się bo życie to jest pasmo nieustannych wyborów! Dziś: liceum czy zawodówka jutro gondola czy spacerówka...-Mówię filozoficznie...

No...
Nie wiecie czasem z czego Ona tak rechocze?!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Koniec laby

Co akurat nie jest takie złe!
W domu siedzę od 23 grudnia.
Wystarczająco długo, by po pracowitym okresie wyszło mi to bokiem
Bo w domu się dobrze siedzi!
Zwłaszcza w święta!
Żarcie jest.
Rodzina jest.
Internet jest.
Pracy nie ma.
I śpię do której chce.
I chodzę spać kiedy chce.
I jem kiedy chcę! I ile chcę(!!!)
A mogąc robić wszystko co mi się podoba robię się rozpieszczona, nienormalna, leniwa i bezużyteczna!
Minęło jedenaście dni a ja prócz paru prac obowiązkowych (tzw. zabrałam pracę do domu ;) nie zrobiłam NIC.
Ale od jutra koniec.
Do zrobienia dużo kartek.
Przede mną remont, więc i szereg taktyczno-strategicznych obmyśleń.
Zmienić panele.
Zmienić kolory (będzie turkus)
Zmienić łóżko (Będzie robiona na miarę wersalka, mam nadzieję że będą mieć dostępne czarne obicie. Bo tak mi się wymyśliło i już.)
Pierdolnik muszę przeprowadzić.
Obecnie mam swój majątek w dwóch pudełkach. Jednakże takie zastosowanie mi się nie podoba!
Nie praktyczne, niepoukładane.
Za to umyślało mi się nagle, że sobie kupię półkę.
Z szufladkami.
I...kółkami.
Jak na zmotoryzowaną przystało :P a tak poważniej to stwierdziłam, że nigdy nie pracuje w jednym miejscu i zamiast przenosić pudła można po prostu przewieźć całą półkę.
I na allegro rzuciła mi się w oczy taka o to:




Tylko że stwierdziliśmy, że przez allegro nie musimy.
Za to w najbliższym czasie odwiedzę Ikeę z której Ona pochodzi i kupimy.
A przy okazji też tapetę (te ikeowskie są naprawdę piękne!!)
I tak sobie planuje, marzę...
Uwielbiam urządzać nowe lokum.
Sasasasasasasasa :D

sobota, 4 stycznia 2014

Five o'clock

Sylwestrowe popołudnie. Rodzice Igora i Adrianka w pracy. Chłopaki pod naszą opieką. Schodzą się i zaczynają broić tak, że nikt nie może ich zatrzymać.
W końcu po dziesiątym napomnieniu jednego i drugiego liczę do trzydziestu i wołam z kuchni do Igora:
-Igorku! Chodź do mnie do kuchni, to pogadamy!
Igor niechętnie wstaje, przychodzi do kuchni. Siada obok mnie na stołeczku. Chwilę obserwuje krajobraz za oknem, a Adek w pokoju zaczyna oglądać na spokojnie skoki narciarskie. Babcia i MO nie muszą ich upominać.

Cisza. Spokój. Triumf. Z radością biorę do ust kubek gorącej pysznej herbaty i zerkam na Igora...
Ten lustruje mnie spojrzeniem pełnym wyczekiwania.
Niezrozumienia.
Konsternacji.
Aż mi ta herbata kołkiem w gardle staje...
-Co jest?-Pytam ostrożnie.
-Dzie moja helbata?!-Upomina się groźnie młody.


Ups. Przepraszam, strasznie jestem niegościnna! :o

czwartek, 2 stycznia 2014

W nowym roku.

W Sylwestra było nas czternaścioro.
Serio!
Z naszej już i tak nie tak małej, bo siedmioosobowej rodziny, przez lata zrobiło się drugie tyle!
I tylko mam nadzieję, że za jakieś dziesięć lat, jak mi Bozia da dożyć będę mogła zorganizować trzydziestkę... na remizie strażackiej, bo w domu się po prostu już nie pomieścimy. Daj Boże!
A humory dopisały. I apetyt też. Bo o ile w same święta mimo ogromu smakołyków zjadłam nie dużo, to w sylwestrową noc nadrobiłam. Jedyne czego się wystrzegałam, to tzw. "zapychania" więc jadłam często ale mniejsze ilości.
I były koreczki i kanapeczki, soczki, szampanik.
Petard nie widziałam.
Choć były puszczane dwa razy.

Bo najpierw koło 21 godziny z racji pory snu i wieku chłopaków urządziliśmy im prywatny pokaz. (Oczywiście w bezpiecznym miejscu, odległości i z głową. Czyli tak jak być powinno.) a ja nie poszłam, bo mi zimno było i kryzys łóżkowy mimo kawy dopadł.
Więc znalazłam antidotum-pepsi. Bo nie dość że odrdzewia to jeszcze budzi ;))
Jak już wypiłam szklanę a Igorka porwał Morfeusz,to mnie się humor polepszył.
Tańce. Śmiechy. Chichy. Rozmowy.

Nie potrzebowałam komputera, nie nudziłam się. Wypoczęłam.
I zapadła północ. W mózgu gdzieś przewijały się słowa piosenki "Co mi panie dasz?"
Co da, to da.
I fajerwerek znów nie obejrzałam, bo mgła gęsta jak atmosfera w sejmie ;). Po prostu nożem można było kroić! Ale nic to! Na youtube takich pokazów mam od groma ;)
Milena zasnęła około dwudziestej, obudziła się koło jedenastej, potem koło pierwszej.
Zjadła, odbiła, zasnęła.
I tak spała moja trójca przenajświętsza, choć Adek o jedenastej siłą się położył i powiedział, że na fajerwerki go mamy budzić.
A że się nie obudził? Inna sprawa ;)

Dziś już drugi stycznia.
Siedzę w domu, bo dowozu nie mam aż do wtorku. Ale dziwnie! Już dawno nie miałam takiej ciszy w domu. W piżamie jestem. Nic nie robię.
Nie żeby coś, ale taki układ mi się niezbyt podoba. Dobrze, że od wtorku wróci wszystko do normy.
Szkoda, że każdy staż się kończy.
Ale nie marudzimy! Nie warto patrzeć na to co będzie. Teraz jest teraz... jak ostatnio mawiam.
I tak rok temu o tej porze o stażu nawet nie marzyłam!
Szef dał mi wolne ale nie do końca, bo i robotę domową mam, więc trzeba się w końcu ubrać, kubek herbaty obrać, zdybać kogoś fajnego do pogadania i... do roboty!
Co będzie to będzie-motto mojego roku.
Dopisek specjalny:

Nie dalej jak dwadzieścia minut po sylwestrowym wpisie do mojego domu zapukał listonosz.
Dostałam nagrodę z facebookowego candy.
Taka ilość papierów, sizalu, kwiatków, taśmy dwustronnej, naklejek i koralików... Ach, ach, ach!
Zdjęcie nie oddaje tej ilości i tej jakości! Chociaz kolana Młodszego Olsona jakieś takie małe się wydają przy tym..
No i jestem wyposażona na długo, długo!!
A to oznacza bałagan, nowe pomysły i nowe kartki!
HURA!