środa, 31 grudnia 2014

Do siego roku!

Bez większych planów, a tylko z jednym postanowieniem...
Być tu z Wami częściej i nie nawalać jak w tym roku.
W nowy rok wkroczę z nową nadzieją.
I bez tęsknoty za tym starym.
Bo to nie był łatwy rok.
Bywało różnie. Pamiętać będę tylko dobre chwile. Tak chce.


Kochani, życzę Wam i sobie byśmy za rok spotkali się w tym samym składzie. No...ewentualnie ciut większym ;)
Bawcie się dziś dobrze, nie miejcie zahamowań. Sylwester jest raz do roku. I warto przeżyć go w miłej, cudownej atmosferze. W szampańskim humorze.
Bądźcie szczęśliwi! :*** Wielbię, pamiętam, jestem

Wasza Noel ;)


wtorek, 23 grudnia 2014

Kocham ten czas, kocham ten moment...

Ciasta upieczone.Choinka ubrana. Nie świeci się jeszcze, bo to nie ten czas, ale już jutro zabłyśnie. Wraz z pierwszą gwiazdką... A wtedy przy stole, przy opłatku wspomnę sobie o Was. 
O moich czytelnikach... 
Bo choć nie mogę być z Wami fizycznie to sercem będę zawsze...
Dziękuje że jesteście. :*


Na nadchodzące, radosne Święta i zbliżający się Nowy Rok, niechaj Chrystusa siła niepojęta, rozjaśni każdy życia mrok. 
Natalia :)


środa, 17 grudnia 2014

Dwa lata...

A gdy byłam mała kiedyś nieopatrznie babcia powiedziała że kiedyś stąd odejdzie...
Zbuntowałam się. Bo jak to możliwe że może jej nie być? 
Przecież miała być zawsze...
Miała tańczyć na moim weselu...
Miała bawić moje dzieci...
Miała patrzeć jak spełniam marzenia, znoszę porażki...
Miała być. I będzie. Ale tam na górze.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Igor...

A gdyby go nie było?
Próbuje sobie czasami usilnie wyobrażać...
Naznaczył sobą cały świat wokół.
Jeden, wielki folder, gdzie skrzętnie nakręcone, sfotografowane najważniejsze momenty...
Blog. Założony dla niego... Pisany dla niego...
Rysunek "sibkiej fujy" w szufladzie...
Śmiech, rozlegający się tak często. I słowa. Cały słowotok, na który tak długo czekałam...
Gdyby nie On nie było by tych chwil wczoraj... Tortu z "zigziakiem", układania klocków lego...Wyśpiewanych sto lat. Radości z prezentu-wielgaśnej malowanki...
Tych dwudziestu minut, tylko dla Nas, w jego pokoju, gdy czytałam mu książeczkę...
Bez niego nic nie było by takie same... Było by nie warte.

Igorciu, mój siostrzeńcu. Mój mały przyjacielu.
W dniu Twoich urodzin...dużo zdrowia, dużo szczęścia...
Kocham Cię, ciocia Natalia :*

"Chodź Ciociu! Źbudowałem twój wóziek!"


wtorek, 2 grudnia 2014

Lubię grudzień...

Grudzień zaczął się nietypowo.
Skończyłam lekko przedłużony staż...
I choć miałam obawy jak odnajdę się w nowej rzeczywistości idzie gładko.
Bo taak...tęsknię za biblioteką.
Ale nudzić się nie ma kiedy. Serio.
Grudzień to taki fajny miesiąc.
Pełen kiczowatych, kolorowych reklam, radosnego wyczekiwania, mandarynek...
Wcieliłam się dziś w rolę brodatego... I po raz kolejny utwierdziłam w przekonaniu, że nikt nie umie się tak szczerze cieszyć.
Tylko małe dziecko...
Słodycze które Mikołaj zostawił bym obdarowała nim całą trójkę zostały przyjęte z taką aprobatą, że się wzruszyłam...
Zwłaszcza z radości Mileny. Rok temu nie była świadoma tego całego świątecznego młynu. W tym roku Mikołaj odwiedził ją już drugi raz. I odwiedzi zapewne jeszcze kilka... ;)
Bawiłam dziś pannę. Dzidziusiem nazwać już nie można tak mądrej dziewczynki. Gadać próbuje, biega jak oszalała. Wpatrzona wiernie w kuzynów... I przy niej też zleciało tych kilka godzin.
Jak kwadrans.
Kartki zaczęte, matma się uczy, książki się czytają.
Trochę się cieszę, że zimę spędzę w domu.
W zeszłym roku wszak byłam w trakcie całkiem innego stażu...
W tym roku mam czas na przemyślenia, zatrzymanie się...
Co dalej? Co przyniesie kolejny rok?
Któż to wie?
Nie planuje. Nie obiecuje. No chyba, że z wyprzedzeniem do czterech dni.
Mikołajkowy piątek na Scholi już niebawem...


Ale o tym mam nadzieję w następnym odcinku :P



DOPISEK
Z serii Igotkowych dialogów:
Chłopcy rzucili się na paczkę od Mikołaja. Najbardziej oczywiście zachwyciły jajka niespodzianki. Igor wyciąga ze środka zabawkę-wyścigówkę.
-My juś mamy taką sibką fuję.-Następnie wybiega z pomieszczenia i leci do brata-Adjan! Nie uwieziś! My juś mamy taką sibką fuję! 

:D

sobota, 15 listopada 2014

"Mały artysta"

Dzisiejsze przedpołudnie. Igor znajduje wśród "rzeczy zagubionych" starą malowankę. Odnalazła się jedna, niezamalowana. Młody natychmiast pobiegł po pisaki.
Po pewnym czasie zabawy nagle przestał malować. Podumał. Rozglądnął się, po czym zauważywszy krzesełko przyniósł je, wdrapał się, siadając mi na przeciw. Przeniosłam wzrok z serialu na niego.
-Ciociu? Cy ja cie moge plosić, zebyś mi pomogła pomalować? Bo ja maluje wolno a kciałem sybko.-Poprosił mały. 
Cóż mogłam? Zachichotałam tylko i... Malowaliśmy!
Ale zaraz okazało się jak mylne są nasze koncepcje.
Gdy po raz kolejny skrytykowałam jego dzieło, nie zdzierżył.
-Igorku-Mówię-Ale tu miało być na biało, a nie brązowo?
-Ciociu? Cy ty sie mozes odwlócić do telewiziora? Kciałbym malować...




Ach...Artysta zmiennym jest...

piątek, 14 listopada 2014

Wózkowiczem być: Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?

Idziesz sobie drogi rodzicu ulicą/przez szkolny korytarz/supermarket.
Nagle Twoim oczom, oraz oczom Twojego malucha ukazuje się człowiek niepełnosprawny.

"Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?" Pyta twój ciekawski potomek. 

Powietrze gęstnieje. Stajesz oko w oko z Tą osobą. Czerwienisz się jak burak, serce tłucze, bo co masz odpowiedzieć? 
A może się nie odezwać? A może skrzyczeć malucha? Ale za co? Bo ma oczy i widzi, że na świecie nikt nie jest taki sam? Że istnieją ludzie z dysfunkcjami? Odpowiedzieć? Ale co? I jak? A jeśli tego kogoś urazisz?

Droga matko, nie histeryzuj. Twoje dziecko ma oczy. Chodzi do szkoły/przedszkola. Wychodzi na ulicę. Do miasta. Nie ukryjesz przed nim takich rzeczy!
Osoby niepełnosprawne to ludzie. Tacy sami. Ale też w jakiś sposób inni. I tej inności nie należy się bać. Rasizm jest niemodny ;) Złe porównanie? Ja nie uważam, że osoby czarnoskóre to osoby niepełnosprawne, chore. ALE to ma coś wspólnego. Różnice w wyglądzie są? No są. I nie ma się co oszukiwać. Czarnoskóry nie jest gorszy. Osoba bez nogi, na wózku, niewidoma i z zespołem Downa też. 

Wiecie, co wam powiem?
Media źle pokazują osoby niepełnosprawne... Oczywiście dobrze, że W OGÓLE pokazują. Pokazywać należy. Ale co czujecie widząc kolejną, ckliwą reklamę z dzieckiem chorym na mukowiscydozę która ze smutkiem musi przyjmować kilogram tabletek dziennie? Żal do świata, że dzieci chorują. Współczucie. Smutek.
Reklama jest szara. Muzyka poważna, stonowana... SMUTEK. SMUTEK. I jeszcze raz smutek.
I przesada.
Bo dobrze... Są leki, ciężkie wypadki, ból. Codzienne zabiegi, ograniczenia...
... A poza tym?
Nuda. Te dzieci żyją tak samo.
Śmieją się głośno, gdy są łaskotane.
Wściekają gdy trzeba odłożyć zabawki, usiąść do lekcji, zacząć rehabilitację.
Marudzą, bo znowu pomidorówka i trzeba ją zjeść, inaczej nici z deseru!
Mają marzenia, plany, wady i zalety.
Talenty i słabości.
Dostają jedynki, nie zdają matury z matmy w dorosłym życiu.;)
 I marzą o czwórce dzieci, z dziwnymi imionami, księciu na białym koniu, autografie Lady Gagi i wypaśnym tablecie.

Osoba niepełnosprawna jest człowiekiem.
I prócz choroby ma też inne życie. Nie należy go zamykać w kategorii "biednych dzieciaczków, którym trzeba zawsze współczuć".
Nie tędy droga.

W moim dwudziestojednoletnim życiu niejednokrotnie próbowałam poradzić sobie z tym tematem.
Bo że ja uwielbiam dzieci to już wiecie. 
Ale że dzieci mnie uwielbiają, to już mocno przesadzone. Dzieci mnie lubią. Ale najpierw, w pierwszym odczuciu się mnie boją.
A ja od dwudziestu jeden lat próbowałam się wkupić w ich łaski. 
Wiecie... W planach miałam nawet zorganizowanie w bibliotece specjalnych zajęć dla dzieci nt. niepełnosprawności.

A teraz sobie tak myślę... Kurna po co?
Pracuje w bibliotece. Tam najłatwiej jest mi złapać kontakt z dzieckiem. Lada, przy której pracuje jest niska, dostosowana dla osób na wózku, jak i dla małych dzieci. I to ja zazwyczaj obsługuje maluchy. Wiecie, że czasami, gdy są pochłonięte znajdywaniem i wypożyczaniem książeczek nie zauważą wózka?
Siedzę na krześle jak inni. Ot co.
Czasami, gdy podjeżdżam nagle do półki są zszokowane. Bo co jest? Pani siedzi i nagle jedzie? A dlaczego tak jedzie? A czemu Ona po prostu nie wstanie? Czy Ona jest groźna? Mam uciekać?!
Niee, pani się uśmiecha. Rozmawia z mamusią. O, dała naklejkę. I powiedziała "do widzenia". 
Chyba nie jest groźna...?

Nie oczekujcie od dziecka, że nie będzie się bać. Musi się bać. Taka natura człowieka. Będzie się bać tego, co nowe, nie znane. 
Nie tłumaczcie na siłę dziecku tego co widziało. Nie denerwujcie się, gdy jednak zapyta, wystraszy się lub nie będzie chciało podejść, albo wręcz przeciwnie, będzie chciało dotknąć wózka, dopytywać, drążyć.
Najlepszy będzie prosty komunikat: Pani ma chore nóżki. Musi używać wózka, bo nie rusza nogami. 
Tyle. Po prostu. Czasami dziecko może dociekać. Nie zarzucajcie go jednak zbędnymi informacjami. 
Zamiast opowiadania dziecku o chorobach pokażcie mu filmiki ze sportem dla niepełnosprawnych, wypożyczcie książkę o paraolimpiadach. Uspokójcie, że ten dziwnie powyginany, śliniący się chłopczyk nie jest groźny. Że czuje tak samo i że nie chce robić nikomu krzywdy. A ta niewidząca dziewczynka korzysta z komputera, bo ma specjalną klawiaturę i może sobie porozmawiać z innymi dziećmi! 
I pamiętajcie-Przykład idzie z góry.


A na słodki deser (no co ty Noel z tym deserem dziś...) Nela od Tosinków!
Podbiła ostatnio serca Mam Ekspertek wybierając wśród pierdyliarda zabawek jedną, małą lalę. Lala miała wózek i chore nóżki. 

Czyż to nie cudowny pomysł ?
Więcej takich zabawek prosimy.
I więcej takich cudownych Nelusiaków :*
A za zdjęcie dziękuje Marcie :* 
I za to, że ma tak cudowne dzieci! ;*

własność: www.tosinkowo.pl 

środa, 12 listopada 2014

Za szybko.

A przecież dopiero miałam urodziny... 
Jadłam tort, którego cudowny smak czuje do dziś.
A zaledwie kilka chwil temu było ciepło, wręcz upalnie, że nie pomagały ani klimatyzatory, ani wypity zimny kompot...
A tu już listopad. 
Minęło święto zmarłych, minął jedenasty listopada.
W tv pierwsze świąteczne reklamy. 
Zaczęłam przeglądać świąteczne przydasie. 
Bo przecież pasuje zrobić kartki...
Bo idzie grudzień. Intensywny, zmienny. 
Rocznica będzie gonić rocznicę. 
Od tej najfajniejszej daty, do tej, której nie chce pamiętać. 
A której zarazem nigdy nie będzie mi dane zapomnieć.
Długi weekend minął szybko. 
Na szczęście w dobrej atmosferze, optymistycznym humorze. 
Z przyjaciółmi, z rodziną. 
Na zakupach w zatłoczonym centrum handlowym. 
Z prezentem urodzinowym dla Igora... 
Ale chwila jest i zaraz jej nie ma. 
Dobrze że jest blog. 
Zawsze to jakaś namiastka wspomnień. 



A na koniec...

(nie)Udana próbka fotografii amatorskiej:


Bateria w aparacie załadowana! Słońce jest! Czas na spacer!!
Kto zgadnie czyje giry? :PP

Miało być kreatywnie ale:Ha! Ha! Ha! Nie wyszło!
"Wsi spokojna..." 


Pierwsze w życiu takie zamówienie. Dziesięć sztuk!
"W zielonym gaju..."


Nasza piętnastoletnia kotka-Łatka. Nie pytajcie dlaczego Łatka. Młoda byłam, głupia...





wtorek, 4 listopada 2014

Igotkowe dialogi

Zaniedbałam Miniusia na blogu. A przecież On rośnie. Zmienia się. Broi na potęgę i...wciąż zadziwia. Za miesiąc czwarte urodziny... Nie wierzę...


Igor, 3 lata i 11 miesięcy.

Przeglądamy książkę. Mały ogląda obrazki z zainteresowaniem. W końcu zdjęcie ptaka:
Igor: Ptak.
Ja: Mhm, ptaszek, ale ładny... :)
Igor: Jakie znas gatunki ptaków?

o.O

Przychodzi kolej na liście:
Igor: O! Liść!
Ja: Noo... z tego no...
Igor: To jeśt liść dembu!

o.O

Następnie naszym oczom ukazuje się mroczny, nocny obraz drzewa-Nocny krajobraz.
Ja: A to co? Też dąb? ;)
Igor: Nie. Stlasnik.
Ja: Strażnik?
Igor: StlaSnik!
Ja: Strasznik? Nie ma takiego drzewka!
Igor: Jeśt! Bo stlasy!

;)))

Buziaki!


wtorek, 28 października 2014

Dwa lata i dni kilka...

20 października br. spojrzawszy kalendarz zaklęłam siarczyście.
O ja #$^*#%!
Przegapiłam rocznicę mojego bloga. Rocznicę do której tak właściwie od roku się przygotowywałam. Aż tu raptem gwałtu rety... W nasypie zdarzeń, obowiązków i lenistwa (hobby, jakby nie było.) zapomniałam :( Pozostaje sprawę przeboleć, nie zapomnieć na drugi rok.
Blog mówi, że się nie gniewa i postara się ze mną wytrzymać kolejny rok ;)

Kochani! Ale cóż by to było, gdybym coś od siebie na tę okoliczność nie rzuciła?
Jestem z Wami TU dwa lata... Dwa ciężkie, intensywne lata. Pełne dołków i pagórków.
W tym roku kilkakrotnie myślałam, że jako bloger z czteroletnim stażem (bo w różnych miejscach piszę już od lat czterech) się wypaliłam. Mój upór i miłość do pisania sprawił, iż do blogowania powróciłam. I chyba znów to kocham...

I cieszę się że mam bloga. I cholernie się ciesze że mam WAS. 
A co życzę blogaskowi? Kolejnych dwóch lat ;) niech sie stanie.


Z dedykacją:
Marcie Tosinkowej
Marcie-Mamie dwóch córek
Magdzie
Anetce
Agacie
Kasi mamie iskiereczek
Beatce
Agnieszce
Mysce

Moim siostrzeńcom, mojej rodzinie, moim przyjaciołom
To dzięki WAM zawsze tu powracam. :* 

niedziela, 26 października 2014

Hop, hoop!

Jest tu kto?

Jak zdrówko? Bo moje nie najgorzej. Co potwierdziły wyniki kontrolnej morfologii i badania moczu.
Jest dobrze. Jak na mój stan zdrowia oczywiście. A nawet bardzo dobrze.
Badania zrobiłam w związku z wizytą u mojej ulubionej pani nefrolog. 
Tydzień wcześniej zaś pobierałam krew. Tym razem wkłuć było trzy. Jeszcze żadnej pielęgniarce nie udało się pobrać mi krwi za pierwszym razem... Cóż. Moja gęsta krew, marne żyły i brak odporności na ból wcale nie pomagają...
A żyłę, która postanowiła przestać się wygłupiać i oddać trochę materiału umiejscowiona była w łokciu.
Jako, że cały czas pracuje rękami (Ju noł! Ręce to też moje nogi! ) na drugi dzień jeździłam jak połamana i z nietęgim wyrazem twarzy. A potem mi przeszło.

Żeby sobie odbić te męki i cierpienia (Weź Noel, nie kompromituj się...) kupiłam sobie...Aparat.
A właściwie kupiła go siostra, (buzi) dostając turbo przyśpieszenia. I tak Ja weszłam w środę do gabinetu, a Ona fruuu do sklepu. Potem, jeszcze w poczekalni w przychodni telefonicznie skonsultowałam model. 
I tak stałam się posiadaczką tego o to przystojniaka:
Źródło:http://www.flog.pl/

I cóż powiedzieć? Jestem zadowolona. I to bardzo. Bo znalazłam co chciałam. Nie zależało mi na wysokiej jakości aparatu (Nie jestem utalentowana w tej dziedzinie, zależało mi wyłącznie na utrwalaniu ważnych chwil. Bo co za bloger bez aparatu? ;) ) Przede wszystkim aparat jest lekki! Czasami mając na szyi zawieszony futerał dzięki jego maleńkiej wadze czasami zapominam, że go mam! :)
Jakość zdjęć jest dobra. Ja już kilka dobrych miesięcy nie robiłam zdjęć aparatem, tylko na szybko komórką. Dlatego teraz muszę się wdrążyć, poznać funkcje.

A na kim próbuje? Głównie na Igorze. Wiecie jak trudno zrobić czteroletniemu dziecku zdjęcie?! Raz jest, zaraz go nie ma! Wulkan emocji, sprawiał że połowa zdjęć poszła do usunięcia, poprzez rozmazanie :D ostatecznie jednak udało mi się uchwycić kilka dobrych kadrów. 
A jaki dumny! A jak oglądał! :D

Myślałam, że dziś wyskoczę na spacer po fotografować złotą, polską jesień, jednakże jest zimno...
A wczoraj widziałam klucz ptaków. Chyba powoli wylatują do ciepłych krajów...
Zimo, czy to ty? 
Poczekaj do grudnia!

piątek, 24 października 2014

Kochani...

Miałam wczoraj dołka. I chęć wygadania się. No to sobie napisałam notkę. A potem spięłam dupkę.
I nauczyłam się na matmę. Na czwórkę. Od razu było bardziej kolorowo. A jest lepiej tym bardziej, że mam Was. Że wspieracie wciąż.
A ja nawet nic takiego nowego nie piszę ;) pewnego dnia pouciekacie, to pewne :P


A dziś się mam za egoistkę... Bo cóż się rozpisywać? Mam spiny o głupie matematyki, maturki, pogody.
...a tam znów zginęła rodzina... I boli serce.  Bo mogli jeszcze żyć. Oni...piękni, młodzi, utalentowani.
I mały, dwuletni chłopiec.
Tam gdzieś, w niedalekich Katowicach została ich rodzina. Pogrążona w smutku. I przyjaciele.
Czymże to jest przy moich malutkich problemach...?










czwartek, 23 października 2014

Nowy cykl...Narzekajka.

A w mojej głowie chaos.
I myśli niespokojne ;)
Czy można jednocześnie nie nadążać za życiem i tkwić w miejscu?
Bo ja tak mam. Od kilku dni. Nie mogę się ogarnąć.
Godziny uciekają w zastraszającym tempie. W jednej chwili jasno, za chwilę ciemna noc.
Zbyt późno zasypiam, zbyt wcześnie się budzę. Wyglądam jak zombie.
Niby chce się płakać, a potem stwierdza się, że się nie ma powodu. No i dla odmiany jest irytacja.
I posypana wiara we własne możliwości.
To jest kilka tych dni, gdy nie lubię... Samej siebie.
I z popłochem stwierdzam, że stresuje się swoimi obowiązkami, które przy problemach i zajęciach moich rówieśników są małym pikusiem.
To się chyba nazywa-niedojrzałość emocjonalna?
Deszcz leje, humoru brak.
Zerkam po raz kolejny w notatki. Dziś kolejne korepetycje. Słabo idzie mi obecny materiał. Bardzo słabo.
A to przecież podstawy... Co będzie gdy przyjdzie już prawdziwa nauka? Taka stricte maturalna?
Gdzie jest mój zapał z września? I dlaczego coś, co przecież umiem, rozumiem, ciągle mi się myli...?
Czy ja nie mogę być jak inni? Inteligentna? Normalna?
Czy ja się nadaje na dalszą edukację, skoro ta matma tak opornie włazi do głowy?
Czy ja kiedyś przestanę narzekać i zacznę żyć?
I czy w ogóle do czegoś się nadaję?

Do chrzanu jakiś ten tydzień.
Chlip, ponarzekałam. Idę żyć dalej.

środa, 15 października 2014

15 października- Dzień dziecka utraconego



„Mamo nie płacz bardzo Cię proszę

Przecież trzeba, abym stąd odszedł
Pójdę, aby się już spotkać z Panem
W Twojej pamięci Mamo pozostanę
Nie płacz Kochana, że stąd odchodzę
Będę na Ciebie czekał tam z Bogiem
Będę się modlił wspólnie z Aniołami
Abyśmy się razem tu kiedyś spotkali
Odchodzę radosny i nic mnie nie boli
Sam Jezus przy śmierci mojej tu stoi
Mnie więcej niczego tutaj nie trzeba
Mamusiu ja ufam że pójdę do nieba.”



"Nie płacz kochana Mamo 

Ja patrzę na Ciebie co rano.

Jak tylko oczka otworzę 
I skrzydła anielskie rozłożę 
To zaraz lecę do Ciebie 
Pomimo, że jestem tu- w Niebie 
Lecę, by Ciebie utulić, 
Do serca mego przytulić 
Głaskać Twe włosy rozwiane 
I skleić serce złamane. 
I znajdziesz mnie w listku na drzewie 
I wiatru ciepłym powiewie 
I w jasnym słońca promieniu 
I w ptaku co siadł na ramieniu. 
W tatrach i szumie morza 
W tęczy łuku, barwnym jak zorza 
W tatusia czułym uścisku 
Bo jestem tak bardzo blisko... 
I śpiewam Ci liści szelestem 
I kocham - przy Tobie jestem 
W zachodzie i wschodzie słońca 
Ja będę z Tobą do końca..."

sobota, 4 października 2014

Pourodzinowo

W dwudziesty pierwszy rok życia weszłam z uśmiechem.
Już dawno postanowiłam sobie, że tego dnia odstawie wszelkie problemy i smutki na bok i się udało.
Dzięki cudownym osobom ten dzień był szczególny.
Najpierw kawa, ciasto w bibliotece.
Róże i piękna laurka od chłopców...
Aż tu nadeszło popołudnie. Umówiona byłam z B. na urodzinowe pogaduchy. Śliczny prezent, ciastka, herbata i śmieechu-co nie miara!
I kto by się spodziewał, że czeka mnie taka niespodzianka?!

A było tak: Siedzimy sobie z B i Olsonem w najlepsze, pochłaniając kalorie, obgadując rozwój psychoruchowy Igorka :P (B. jest jego przedszkolanką, więc na bieżąco mam zdawane relacje ;) ).

I nagle dzwonek do drzwi. Z nikim nie umówiona siedzę sobie, z obojętnością kontaktując że ktoś przybył. 
Ola biegnie otworzyć. Słyszę jakieś szepty. Nagle szept ustaje.
"TRRRRRRRRRRRRRRRRRRR" rozlega się jakieś trzeszczenie. Nim zdążyłam się ogarnąć i zajarzyć o co chodzi usłyszałam gromkie sto lat.
Moim oczom ukazała się ognista fontanna na torcie.
I Anetka śpiewająca sto lat.

Cóż ja mogłam zrobić? 
Z baranim wyrazem twarzy, w kompletnym szoku, przez moment nie wiedziałam co się w ogóle dzieje. Mogłam tylko wielce wzruszona podziękować. 
Anetka, ta kochana, zapracowana Anetka, żyjąc w konspiracji z moją rodziną znalazła godzinę TYLKO dla mnie. Czy ja się cieszyłam? Ja byłam wniebowzięta!

Aneta! Wariatko! Uwielbiam Cię:* DZIĘKUJE

Chociaż, nie...dziękuje to za mało... 

Rozeszłyśmy się późnym wieczorem... Objedzone tortem, rozgadane, roześmiane. Pierwsza wypadła Anetka, która już musiała wracać do obowiązków. Potem Brygida, z którą spędziłam połowę dnia, a i tak było mało :**** 
Ostatni telefon od przyjaciółki zadzwonił koło północy.
No jak ich nie kochać? No jak?! 
No nie da się.

idę się wzruszać dalej.


PS Składam serdeczne życzenia siostrze swojej najlepsiejszej, Oli, która nie jest już małą Olą Papolą, a całkiem poważną Aleksandrą.
Sto lat sista :***
Gratis, nieudane zdjęcie, BARDZO udanego tortu. Niespodzianki urodzinowej! :*


środa, 1 października 2014

Aż tu raptem...

Mail, komórka, facebook.
Wszystko pęka w szwach.
Życzenia, specjalne, tylko dla mnie. Na fanpejdżu biblioteki.
Ręce się roztrzęsły, usta rozciągły w uśmiechu.
Dwudziesty pierwszy rok życia...
Dorosła jestem. To zobowiązuje, nie? ;)
Kochani... życzę sobie na ten kolejny rok życia zdrowia i spokoju.
Reszta się ułoży.
Spędzam z Wami swoje urodziny już po raz czwarty...
Cudnie jest... :)

poniedziałek, 22 września 2014

Znowu zaniedbałam bloga...

Tak jak i w tytule.
Zaniedbałam.
Zaś. I nawet nie mam NIC na swoją obronę.
No... Może tylko jeden argument? Ale za to jaki?
Prze państwa-jesień...
Przyszła jesień. Dni krótsze, zimno jak cholera. Jeszcze do tamtego tygodnia było spoko... Jeszcze jakoś ignorowałam spadające liście.
Aczkolwiek...od wczoraj pogoda robi sobie zawody pt. "Po ilu litrach deszczu szlag cię trafi?"
I powiem wam, że chyba chyba właśnie mnie trafia.
Igorek też niezadowolony z pogody.
Co prawda, gdy On już był na nogach, ja dopiero otwierałam lewą powiekę, jednakże usłyszałam przed wyjściem z domu niezadowolone "Mamoo, ziiiimno, zimnooo, mamo!"
Tak więc-jak widzicie. Pogoda nie służy.
 Jeśli zaś chodzi znowu o moje lenistwo to... przynajmniej mam wymówkę.
Aczkolwiek sama się dziwię, że w tym lenistwie sama z siebie zabieram się do nauki matmy.
Od jakiegoś czasu toczę walkę o poprawkę maturki z matmy... A matura nie poczeka na ładniejszą pogodę... No to robię te zadanka zadawane przez szanowną B.
A dla równowagi wszystko inne leży.
I w związku z powyższą sytuacją zostawiam Was z życzeniami rychłego słoneczka, oraz ochłapem pozostałości z okresu mego życia-szumnie nazywanego karierą literacką:

"Deszczyk na górze,
liście na dole.
Tak mi się nie chce, że ja pitolę."

Adios! :*

PS A żeby nie było, że nie wiem, nie kibicowałam, mam w zadku i nie jestem dumna!
Pooooolska!! Daliście czadu chłopaki! :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Szczęście jest tak bardzo blisko... Jeśli tego chcesz..."

Zbyt dużo czasami oczekuje.
Zbyt wiele mnie omija. Bo zamiast rozglądnąć się na bok i ujrzeć to co mam martwię się tym co było. Co  minęło.
Zamiast chwytać chwile patrzę co rusz kiedy znów podwinie się noga.
Zamiast spędzać z kimś czas uciekam w samotność. Bo przecież ktoś kto jest ważny zaraz może sobie zniknąć.
Bez sensu. Do kitu takie życie. Za niespełna miesiąc skończę dwadzieścia jeden lat.
Ja jestem młoda. Jeszcze tyle przede mną... Nie chce i nie będę czuć się jak zmęczona życiem osiemdziesięciolatka.
Dostałam kiedyś szansę na życie. I marnować go nie zamierzam.
I żeby coś zmienić...Zaczęłam być szczęśliwa. Tak dla odmiany ;)
Wiecie jak łatwo być jest szczęśliwym?
Wystarczy przez chwilę się zatrzymać.
Znalazłam szczęście w kartce urodzinowej dla Mileny.
W jej radości z prezentów urodzinowych. W pierwszych SAMODZIELNYCH krokach.
W śmiechu Igora.
W jego okrzyku "Widziałaś ciociu?! Stseliłem gola!"
W wizycie bliskiej osoby przy kawie, ciastkach.
W książkach z biblioteki...
W smsie od znajomych. W wiadomości na fejsbuku i śmiechu przez telefon.
W blogu. Który zawiera cztery lata mojego życia.
W rozmowie z siostrami. W wygłupach ze szwagrem.
W Was.
To nie jest trudne. Dlaczego tak często o tym zapominam?
Taak... Jestem szczęśliwa. Ci z którymi teraz tego nie dzielę mogą być tylko zazdrośni.



PS No dobła. Wiem. Sentymentalne notki i mój wybuchowy charakterek się gryzą.
Ale przynajmniej jest oryginalnie :P

A taki tam kuń...


wtorek, 12 sierpnia 2014

...

Co roku, gdy kolejno zdmuchują coraz więcej świeczek na torcie myślę... Ile zyskałam dzięki nim? Dzięki moim siostrzeńcom?
Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak mocno pokocham.
Gdyby nie Oni to nie miałabym o czym tu pisać. 
Nie było by sensu... Blog jest dla nich i przede wszystkich o nich.
Gdyby ich nie było nie było by tych śmiechów, zabaw, histerii, krzyku, bałaganu i problemów.
Dom bez nich nie byłby tym samym domem. 
Gdyby ich nie było... Nie było by NIC.
Moje życie też nie było by takie same.
Było by puste. 
Nikt tak jak ONI nie sprawia mi tyle radości. 
Nie widzą moich wad. Braków. 
Są. Kochają. Na mój widok uśmiechają się szczerze.
Wygrałam trzy losy na loterii. Możecie śmiało zazdrościć.


12 sierpnia równy rok temu, na świat przyszła Milena.
Moja siostrzenica. 
Jest cudowna. Wszyscy troje są cudowni. 
Najlepsi. 
Idealni. 
I kocham ich na zabój.

Milenko!
Wszystkiego dobrego. 
Dużo zdrowia, dużo uśmiechu, samych słonecznych dni.
:* 
Kocham Cię, Ciocia.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Stara Noel mocno śpi...

No dobra. Trochę naginam prawdę.
Bo od tygodnia śpię niewiele. I nałożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim...pełnia.
Wiecie... Tak naprawdę to Ja już wiem, dlaczego wilki wyją w pełnię.
Bo je po prostu razi w oczy. Razi jak skurczysyn. :/ I spać biedne nie mogą, no to się drą. Sama mam ochotę.
Drugim czynnikiem są wampirki tj komary. Mówiłam kiedyś, że mnie się te potworne owadziska nie tykają?
Zmieniam zdanie. Jestem ostatnio notorycznie kąsana. I całą noc się drapię.
Jak tylko zgaszę światło, zmówię paciorek i zamknę oczka, to zaraz rozlega się tak wkurzające:
BBBBZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ!
Masakra. Masakra i cyrk.
Trzeci z czynników? Ja sama. I moja głupota. Chłopcy mają wakacje,a dziś i w weekend są z nimi rodzice, nie budzą mnie więc rano.
Myślicie, że to wykorzystałam? Otóż nie. Siostra i mama fruu do miasta, a ja zamiast pospać, bo na zegarku zaledwie 7:30 to wybudziłam się doszczętnie i za cholerę zasnąć nie mogłam... No a potem stwierdziłam, że nici z tego... Pospane.
No to pooglądałam telewizję i poklełam se pod nosem. To mi akurat wychodzi dobrze.
A tu strony odłogiem leżą, książki się piętrzą, kartka dla tej najważniejszej rocznej królewny mojego życia jeszcze nie zrobiona. I humor w kratkę. Od nieuzasadnionego wkurwika, po dziwną euforię. Chwilowo jest coś pomiędzy, dlatego korzystajcie pókim normalna, bo nie znam dnia, ani godziny... :P
Do soboty, gdy przyjdzie mi z dumą w oczach obserwować, jak Miluśka zdmuchuje pierwszą świeczkę na torcie, MUSZĘ się ogarnąć.
Ale teraz... Ale teraz jeszcze pozmulam.

No. To pozdrawiamy. Noelka i kawa w kubku.


On jest temu winien, on jest temu winien...

niedziela, 3 sierpnia 2014

Przyjaźń

Kilka notek wstecz napisałam, jak pamiętacie-notkę w której dałam upust emocjom związanym z przyjaźniami.
Z przyjaźniami, które zagubiłam gdzieś po drodze. Nie mogłam sobie z tym poradzić. 
I to, że mogłam się tu wygadać było dla mnie lekarstwem. I dało moc do działania.
Bo znów działałam. Nie czekałam pierwsza. Nie. Szkoda mi na to życia.
Więc napisałam listy. Do tych za którymi tęskniłam. Do tych na których mi zależy.
Listy te były pełne szczerości, ostrych słów. Napisałam wszystko co leży mi na sercu. 
Przeorganizowałam całkiem swoje życie. Swój sposób patrzenia.
Bo oto z kilkunastu osób, które nazywałam przyjaciółmi zostało ich dwoje.
Mam dwie prawdziwe przyjaciółki. Dwie za którymi rzucę się w ogień. 
I nie muszę im mówić, że tak jest, bo One to wiedzą. 
I to nie oznacza, że pozostałych osób nie lubię, nie uwielbiam, nie zależy mi.
Nie. Cholernie mi zależy. 
Ale nie chcę i nie będę od teraz każdemu przyznawać łatki tej najważniejszej dla mnie osoby.

Masz kogoś z kim kiedyś mogłeś/łaś gadać godzinami?
Kto był z Tobą w najważniejszym momencie Twojego życia?
I nagle przestałaś z nim utrzymywać kontakt.
Pędzące życie, obowiązki, sukcesy, niedopowiedziane słowa, źle odczytane komunikaty.
Jeśli tęsknisz, jeśli Ci choć trochę zależy... Nie bój się napisać pierwszy/a.
Napisz wszystko co Ci leży na wątrobie.
Nie. Nie stracisz godności. Wręcz przeciwnie.
Oczyścisz się z tych negatywnych emocji. 
Ułożysz to co masz w głowie.
I będziesz mieć to cudowne przeczucie, że zrobiłeś wszystko. 
A teraz jego ruch. 
I jeśli nie będzie odzewu... Idź dalej. To nikt warty Twoich łez. Na prawdziwego przyjaciela czeka się latami. Widocznie nie trafiliśmy... Kiedyś w końcu...

Dostałeś taki list? Pewnie Ci ciężko. 
Pewnie czujesz irytację, bo ktoś źle odczytał Twoje zamiary.
Bo też czujesz jakąś złość?
Nie wstydź się. Nie bój odpisać.
Masz prawo powiedzieć swoje.
Nie chcesz tego dłużej ciągnąć?
Też napisz. Choćby kilka słów.
Choćby to miały być najgorsze słowa. Słowa pożegnania.


Bądźmy szczerzy dla drugiego człowieka.
Bądźmy szczerzy dla siebie. To wszystko.
http://pl.freepik.com


piątek, 1 sierpnia 2014

Już po...

Remont mojego pokoju dobiegł końca.
A teraz wszyscy robimy wielkie: Ufffffffff.
Do złożenia zostało raptem liczący sobie dwie części (ścienną i zwykłą) biurko. 
Kolorem jestem wprost ZACHWYCONA, bo choć poszukując farby miałam na myśli inny odcień, to teraz sobie nie wyobrażam by było inaczej.
Tapeta i turkus po prostu świetnie ze sobą współgrają. Do tego brązowa podłoga, wersaleczka, mebeleczki.
I regał. W końcu znalazłam regał, który zmieści się do mojego bądź, co bądź małego grajdołka. I w końcu nie będę musiała własnych książek upychać po całym mieszkaniu...
W końcu zasnę u siebie. Achhh < 3
Przedstawiam państwu zdjęcia (z komórki Młodszego Olsona, którego aparat jest w dechę! Dzięki Olson!) fragmentów mojego lokum.
Wszyscy się wpraszają na parapetówkę a mnie...w to graj.
Będzie, będzie się działo... :P




środa, 30 lipca 2014

Weź Noel, ogarnij się.

Lista spraw do zrobienia piętrzy się niebezpiecznie. Odłogiem stoi blog, odłogiem stoją kartki, hiszpański.
Nie chce się nic. Bynajmniej nie z powodu złego humoru. Humor jest ok. Tylko ten Niechciej jakoś się rozpanoszył.
Do samej notki zabieram się od dobrych kilku dni. I się zaczyna. Pisze. Zmazuję. Piszę. Zmazuję.
Tak samo z kartkami. Wyciągam papiery, oglądam. Wkładam. I co? Gucio. 
Ostatecznie postanowiłam usiąść i na siłę wręcz zmotywować się do roboty. A żeby poszło sprawnie to... zastosuje moją ulubioną taktykę. Numeryczną notkę miszmaszową! Więc co u mnie? Ano:
  1. Po pierwsze mam remont. W końcu. Mój pokój od tamtego tygodnia przechodzi istne przeobrażenia. Panele zmienione, ściany zmienione, łóżko zmienione! Nawet karnisz i biurko nowe! No dobra... z tym biurkiem, to jeszcze nie zupełnie. Rodzice jadą dziś do IKEI i coś wybiorą. Najprawdopodobniej z kolekcji , z której niedawno zakupiłam półkę,  na moje kartkowe sprawunki tj. pierdolnik. I dzięki Bogu, że tym się zajmą...
  2. ...Bo ja w sklepie dostaję czegoś... niewytłumaczalnego. Przykład? W tamtym tygodniu, po rutynowej kontroli u neurologa (A nawiasem mówiąc, to fajna kobiecina! Zaraz po mojej nefrolog. Przynajmniej dwoje lekarzy z innych pięciu trafiło mi się spoko. :P) wybrałam się do papierniczego. Jednego z największych w powiecie. BOŻE. Czego tam nie było! Wstążeczki, papiereczki (nabyłam cztery sztuki), serwetki, pisaczki. Jak weszłam, to zalała mnie taka fala kolorów, faktur, oraz napisów, że przez moment nie mogłam skupić wzroku na jednej rzeczy. I teraz już wiem, dlaczego pedagodzy nie pozwalają dzieci torpedować kolorami... Oj rozumiem jak cholera.
  3. A co do dzieciów to... puusto miałam w tamtym tygodniu. Dzieci, z Olsonem, siostrą nr 1 i szwagrem wybyły sobie do Władysławowa. Coby nie było mi zbyt smutno-zostawili na przechowanie Franka. Franek jest żółwiem. Nie mówi, nie komunikuje, ale nie ugryzł. Możemy więc przyjąć że był zadowolony z opieki? A chłopcy wrócili w niedzielę. Znowu więksi, opaleni, szczęśliwi jak cholera. Widząc ich satysfakcję z tej podróży widać, że było warto!
  4. ...Duszno. Chyba burza znów będzie. 
  5. Igorowi właśnie znudziła się bajka... Czy mam mu zmierzyć temperaturę?
  6. A jednak nie. Przypomniało się cholerze, że mieliśmy grać "w gly na komputezie". A już się martwiłam. :P
  7. A u Was co? :>