sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajkowo, jesiennie, chorobowo...aaaaale pizgawica!

No jezdem.
Nagły przestój blogowy zakończony. Odważyłam się nawet po komentować inne blogi! (Dotąd tylko czytałam. Bez tego się nie obeszło, ni cholerę. Uzależnienie)
Był on spowodowany... No właśnie czym?
Chyba to jednak syndrom "cholery jesiennej". Corocznej zresztą.
Bo o ile złotą polską jesień kocham, to to co dzieje się aktualnie jest niezrozumiałe.
Nie mogę spacerować.
Nie mogę siedzieć na podwórku.
Zrobić Igorowi ichnastej sesji w liściach.
Nie mogę bo grudzień, bo od wczoraj straszą śniegiem.

A Ksawery (Kto do jasnej ciasnej nazwał tak ładnie, to coś?!) wczoraj prawie zwiał mnie z wózka prawie, gdy wychodziłam z biblioteki. A to tylko mnie umocniło w przekonaniu, że co jak co ale siłę to on ma...
Skoro mnie PRAWIE podniósł, to jest gość!
Ostatnim czasem działo się dużo. Nie zawsze dobrego.
Nieoczekiwanie dla Nas wszystkich Adrian zaliczył pierwszą w swym życiu (i mam wielką nadzieję że ostatnią) hospitalizację.

Otóż okazało się, że powiększył mu się węzeł chłonny. I dla świętego spokoju był w szpitalu przebadany. I okazało się, że młody przechodzi właśnie cytomegalię, czyli chorobę co to każdy ją ma, a nawet czasem nie wie.
Decyzja o pójściu do szpitala Adka wyszła niespodziewanie.
Wrócił do domu ze szkoły i już musiał jechać.
Igor wrócił z przedszkola, a ich nie było. Ani mamy, ani brata.
Ciężko mu było. Bardzo ciężko. Odmawiał rozmowy przez telefon. I mam przeczucie, że dlatego, że po prostu bardzo chciał być dzielny. Więc swoją tęsknotę nie wyładowywał płaczem, a jedynie dość często pytał "Gdzie mama" i "Gdzie dudu".
Cholernie dzielni. Dzielna siostra.
Dzielny szwagier.
Dzielny Adek.
Dzielny Igor....
...W odróżnieniu ode mnie, bo choć w towarzystwie byłam twarda, to w ukryciu wcale nie było tak fajnie.
Gdy ja leżałam na badaniach w szpitalu miałam pięć lat.
I nie zrekompensowało mi tych pięciu dni nic. Ani góra zabawek, ani odwiedziny rodziny.
Bo co to za radocha z zabawy, gdy nie można po wszystkim odpocząć we własnym łóżku?
I dlatego było mi przykro...
Bo jedyne czego chcę po tych piętnastu latach, to to by żadne dziecko nie musiało przechodzić przez to co musiałam ja.
A już napewno nie dziecko, które, cóż będę ukrywać- traktuje prawie że jak własne.
Jedyne co pociesza to fakt, że po tylu latach Adrian miał możliwość być ze swoją mamą cały czas. Ja tak nie miałam.
Ale!

Adek wrócił. Nie płakał wcale. Miał czas żeby pobyć z mamą tylko we dwoje.
Wrócił już do szkoły. Choroba którą przechodzi jest niegroźna i nie zaraźliwa.
Ale paru rzeczy musiano mu zabronić.
Miedzy innymi częstego jedzenia słodyczy.
I teraz hitem jest ostatni dialog między ciocią Martą a chłopakami:
-Dziękuje za cukierka. Mam dietę-Mówi Adrian któregoś dnia.
-Dzienkuje. Ja teś mam dietę!- Dodaje na to Igor.
 To się nazywa solidarność!! :))

Był u Was Mikołaj? :)) Bo u Nas był! I to niejeden! :D


12 komentarzy:

  1. Haha :) KOńcówka jest najlepsza ;) Kiedy to autorytet starszego brata ma wpływ na młodszego :)
    Dobrze, że młody szybko wrócił do zdrowia ;) pobyt w szpitalu to nic przyjemnego ;/ nawet dla dorosłej osoby, a nie co dopiero dla młodego chłopca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... ale był bardzo, bardzo dzielny!
      Zupełnie jak jego starsza koleżanka! :D :*

      Usuń
  2. I u mnie był :):) zostawił prezent na płocie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zdrowko najważniejsze a jak już dzieci chorują to mi serce ściska z żalu:(Noel życzę Wam, aby chorobska omijały Was szerokim łukiem.Pozdrawiam♥

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak Xawery swoją siłę rażenia ma . Ale chyba sobie już "poszedł" na dobre . To i może nastrój i lepsze samopoczucie wróci . Niedługo będzie białoooooo i bardzo klimatycznie . Spacerom to pewnie nie sprzyja , ale przynajmniej szarość zniknie .
    U mnie Mikołaj też był ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby poszedł. Mam go po kokardki!
      Musiałaś być grzeeeczna! :D

      Usuń
  5. Ciesze sie, ze Adi juz jest w domu. Nie ma nic gorszego niz choroba dziecka, czlowiek czuje sie wtedy kompletnie bezradny, nienawidze tego!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mikołaj zawsze odwiedza grzeczne dzieci i te duże i te małe :)
    Zdrówka życzę

    OdpowiedzUsuń