wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy rok...

Dziś sylwester.
No i dobra. Lubię bardzo!
A w ten będzie gwarno, całe dziadostwo moje przyjedzie!
Milenka nawet kreacje wybiera! ;))
Nie wiem jaki będzie Nowy Rok... Wie to tylko ten na górze. Niech będzie w jego rękach, to co ze mną. On wie dokąd mnie prowadzi.
A jaki był miniony rok?
Pełen zmian.
Dużo się działo, ale inaczej niż rok temu.
Nie będę jak rok temu robić podsumowań.
Do najważniejszych należą narodziny Mileny, mój obóz, zaczęcie stażu, spotkanie z Beatą, rozmowy telefoniczne z Martą i Kasią (choć z Kasią tośmy się właściwie nie nagadały zbytnio :P) i litry napoi i kalorii z Anetką.

I dużo zyskałam.
I trochę straciłam.
I wiele się nauczyłam.
Na przykład tego, że czasami zbyt pochopnie i ślepo nazywa się kogoś przyjacielem.
Ale... mimo to, po tym roku zostało ze mną dużo ludzi.
Cudownych ludzi.
I wiem, że nie każdy w Nowy Rok wejdzie z uśmiechem, w tym samym składzie.
Dlatego tak się cieszę.
Bo to rok w którym zamiast kogoś stracić to zyskałam.
A postanowienie dla odmiany po latach mam.
W nowym roku chciałabym... więcej się uśmiechać.
A życzę sobie zdrowia, szczęścia i cierpliwości, bo mam jej mało. Za mało.


A wam życzę byśmy za rok spotkali się tu znów w tym samym składzie (może i nawet większym? :)). Byście mieli obok siebie tylko dobrych ludzi, byście byli zdrowi.





... I żeby Was jutro bardzo głowa z kaca bolała! :P

Do siego roku!!

Wasza Noel :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Change

Zdarzyło się to dnia wczorajszego.
I ja też nastrój miałam wczorajszy.
Toteż patrząc z politowaniem jak Młodszy Olson nakłada na siebie tony gładzi szpachlowej...yyyy...znaczy fluidu...

Wyznałam:
"Ola, mój blog jest taki mało atrakcyjny."
MO spojrzała na mnie z politowaniem i lekką kpiną


Po czym jak nie zacznie litanii!
Po pierwsze: Mój blog jest nudny, bo się nie staram.
Po drugie: Bo jest za mało zdjęć. Moich (Konsternacja na twarzy Noela, bo co jak co, ale blog ma przyciągać a nie odwrotnie)
Po trzecie: Za mało zdjęć jakichkolwiek! Świat idzie do przodu! Technika idzie do przodu! Każda diva ma instragram! Zakładasz instagram!
Po czwarte: Jak założysz instagram to nawet zdjęcie kubka z misiem puchatkiem będzie zajefajne!
Po piąte: CO?! NIE  TAGUJESZ BLOGA?! OLABOGA,OLABOGA! Skandal, skandal!

Po szóste: (Na mój wyraźny sygnał, że pyskuje), cytuje: "Prawda boli frajerze!"

Z tego szoku nawet jej nie opierniczyłam! Nie zdążyłam.
MO dostała słowotoku, mimowolnie się rozkręcając, aż rumieńca dostała, gestykulując żwawo, czekałam aż w gębę dostanę!
Dostałam garść porad.
Bloga trzeba rozreklamować! Urozmaicić! Ubarwić! Ujednolicić!
"Ja nie czytam twojego bloga, bo jest nudny!" usłyszałam, gdzieś między piciem herbaty a zbieraniem szczęki z podłogi.

Zaniemówiłam.
Zawstydziłam się.
Kajałam.
Przepraszałam!
Porobiłam szereg dziwnych zdjęć na instagrama co go założyłam!
I nawet pozwoliłam położyć sobie gładź szpachlową...eee...znaczy fluid, no kurde wiecznie mi się myli na gębę!
I podziękowałam jeszcze!
Bloga tagować zaczęłam! (Dwieście notek...dajcie spokój...)
"Bo potem jak wpiszesz w google Igorek to wyskoczy twój blog i będziesz sławna!"
No.
Cóż. Skoro tak prawi, to będę słuchać... Zresztą boję się nie słuchać!
A teraz na wszelki wypadek wracam do szafy, a nuż znowu mnie kto opitoli!



piątek, 27 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach.



The child is a king, the carollers sing,
The old is past, there's a new beginning.
Dreams of Santa, dreams of snow,
Fingers numb, faces aglow.



Minęły tak szybko że nawet nie zdążyłam się za bardzo nimi nacieszyć.Zaczęły się przygotowaniami. 

Najpierw były pierniczki co je swym pseudonimem zaznaczyłam.


Christmas time, mistletoe and wine
Children singing Christian rhyme

With logs on the fire and gifts on the tree


A time to rejoice in the good that we see 



No a potem przyszedł czas na choinkę. Ale tu nie było już mojego popisu. Bowiem choinka powstała magicznie, pod wpływem chwili.
Siedziałam z koleżankami w niedzielę w pokoju, a zaraz mnie rodzina zawołała, bo oto się pojawiła!
 A time for living, a time for believing

A time for trusting, not deceiving,

Love and laughter and joy ever after,
Ours for the taking, just follow the master.


Christmas time, mistletoe and wine
Children singing Christian rhyme
With logs on the fire and gifts on the tree
A time to rejoice in the good that we see.
Silent night, holly night...


A potem już się tylko śmignęło. I nadeszła wigilia. I kolędy w radiu. I nieśmiertelna rybka z sosem pieczarkowym...

I wcale już nie mały Igor... Czy to możliwe, że cztery wigilie temu go jeszcze nie było? Dziwne to musiały być święta. Wybrakowane.
Na widok gwiazdki co jej z Adkiem szukaliśmy zareagował cholernie entuzjastycznie.
Chciałabym być dzieckiem znów i cieszyć się tak szczerze. Tak stwierdziłam gdy widziałam jak skacze, a oczy świecą mu sie jak dwie żarówki"
"Hulaaa! Pielsa gwazdka!!"
A potem już łamanie opłatkiem.
Adrian życzył mi dużo zdrowia, szczęścia i wesołych świąt.
Jeszcze rok temu był mniejszy o głowę i nie wiedział czego mi życzyć.
Ale wtedy stanął przede mną poważny facet.
A Igor stwierdził, że opłatek jest niedobry...
Radośnie, gwarnie, nastrojowo. Tak jak zawsze. Z rodziną. A w tym dniu tak jak nigdy pamiętam o tych co czasami nie mają szczęścia zasiąść z kimś do świątecznego stołu...
It's a time for giving, a time for getting,
A time for forgiving and for forgetting.
Christmas is love, Christmas is peace,
A time for hating and fighting to cease. 
 
A w nocy poszli na pasterkę. Zostałam z śpiącym Igorem. Chwilę popłakał bo siostra przeniosła go z jednego domu do drugiego. No i jak śmieliśmy przeszkodzić Igorkowi w śnie!? Oj był żal!
A potem przysnął. Zakaszlał jeszcze. Odwrócił się do mnie, przy czym przywalił mi z pięści w nos. A jak już się zaspał to złapał moją rękę. I spał tak całe pięćdziesiąt pięć minut, aż wrócili...

A następnego dnia przyjechała Milenka! Wystrojona w różową suknię i opaseczkę! Spóźniony prezent od Mikołaja dostała! Z Mileną z września, z tym dzidziusiem śpiącym nie ma już NIC wspólnego.Dusza towarzystwa! Gaworzy, śpiewa! Siedzieć by już chciała!!
I tak sobie biesiadowaliśmy.
Przyjęliśmy kolędników, upaćkałam się muffinką z kremem, śmiałam do rozpuku i wypoczęłam.
Tak... rodzina to dobry wynalazek. Stanowczo. :)


Christmas time, mistletoe and wine

Children singing Christian rhyme
With logs on the fire and gifts on the tree
A time to rejoice in the good that we see.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta, święta


Święta idą. Dacie wiarę ?!
Jeszcze niedawno piłam mrożoną kawę z moją ciężarną siostrą na upale a tu już jutro Milenki pierwsza wigilia. 
Zaliczyłam dziś pierwszy służbowy opłatek (haha ;) i poszłam na wolne.
Mój kierowca nie będzie dostępny aż do siódmego stycznia więc nie miałam wyjścia jakby.
Ale nic to ! Nadrobić muszę parę spraw i zaległości. 
No i wszystkich przepraszam ale kartek świątecznych nie zdążyłam posłać. Miałam dwa zamówienia i zwyczajnie nie wyrobilam.
Szewc bez butów... I tak dalej!



I przepraszam za postój na blogasie. Musiałam nabrać do pewnych spraw dystansu i zatesknic do pisania...
Igorek dziękuje za życzenia. Trzeci rok życia ziemskiego płynie mu... Gadatliwie ;)
I dziękuje. Za wsparcie.
A tymczasem:
Wesołych świat, duzo zdrowia, szczęścia, miłości i słodyczy.
To moja druga wigilia z wami i coz ja mogę powiedzieć ? 
Jesteście cudowni... 
:-*

wtorek, 17 grudnia 2013

To już rok...

Dużo słów mi teraz przychodzi na myśl.
Ale to są zbyt intymne słowa dla mnie.
Nie napiszę ich tutaj.
Są zarezerwowane dla niej.
Dla mojej Babci, która odeszła rok temu.
Ona wie co ja chce powiedzieć.
I gdzieś tu jest.
I może nawet siedzi obok.
Od roku niby jej nie ma, ale jakby jest jeszcze bardziej.
To ją od roku proszę o pomoc gdy jest źle.
To ją wspominam gdy chce sobie poprawić humor.
Rok temu o tej porze wraz z nią umarła jakaś część mojego życia.
Mojego kolorowego dzieciństwa...
Rok temu o tej porze... wszystko było takie ciemne.
Ale dziś po roku świeci słońce.
Niebo błękitne.
I życie płynie dalej...

niedziela, 15 grudnia 2013

Kotusiu...

Igoreczku!
Miniusiu!
Guciu!
Moja ty mordeczko roześmiana! Kto by uwierzył, że mamy Cię już trzy lata? Przecież dopiero byłeś taki maleńki jak Milenka... Dziś na jej widok tak się ucieszyłeś. A gdy się uśmiechnęła powiedziałeś "O, ciesi się!"... Nieprawdopodobne jak ty szybko urosłeś...
Słońce! Życzę Ci moc zdrowia, uśmiechu, dużo "ciuciu" i "zigziaków magłinów". Miłości Ci nie zabraknie, Ciebie nie kochać się nie da... 
:*****
Sto lat!!

sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajkowo, jesiennie, chorobowo...aaaaale pizgawica!

No jezdem.
Nagły przestój blogowy zakończony. Odważyłam się nawet po komentować inne blogi! (Dotąd tylko czytałam. Bez tego się nie obeszło, ni cholerę. Uzależnienie)
Był on spowodowany... No właśnie czym?
Chyba to jednak syndrom "cholery jesiennej". Corocznej zresztą.
Bo o ile złotą polską jesień kocham, to to co dzieje się aktualnie jest niezrozumiałe.
Nie mogę spacerować.
Nie mogę siedzieć na podwórku.
Zrobić Igorowi ichnastej sesji w liściach.
Nie mogę bo grudzień, bo od wczoraj straszą śniegiem.

A Ksawery (Kto do jasnej ciasnej nazwał tak ładnie, to coś?!) wczoraj prawie zwiał mnie z wózka prawie, gdy wychodziłam z biblioteki. A to tylko mnie umocniło w przekonaniu, że co jak co ale siłę to on ma...
Skoro mnie PRAWIE podniósł, to jest gość!
Ostatnim czasem działo się dużo. Nie zawsze dobrego.
Nieoczekiwanie dla Nas wszystkich Adrian zaliczył pierwszą w swym życiu (i mam wielką nadzieję że ostatnią) hospitalizację.

Otóż okazało się, że powiększył mu się węzeł chłonny. I dla świętego spokoju był w szpitalu przebadany. I okazało się, że młody przechodzi właśnie cytomegalię, czyli chorobę co to każdy ją ma, a nawet czasem nie wie.
Decyzja o pójściu do szpitala Adka wyszła niespodziewanie.
Wrócił do domu ze szkoły i już musiał jechać.
Igor wrócił z przedszkola, a ich nie było. Ani mamy, ani brata.
Ciężko mu było. Bardzo ciężko. Odmawiał rozmowy przez telefon. I mam przeczucie, że dlatego, że po prostu bardzo chciał być dzielny. Więc swoją tęsknotę nie wyładowywał płaczem, a jedynie dość często pytał "Gdzie mama" i "Gdzie dudu".
Cholernie dzielni. Dzielna siostra.
Dzielny szwagier.
Dzielny Adek.
Dzielny Igor....
...W odróżnieniu ode mnie, bo choć w towarzystwie byłam twarda, to w ukryciu wcale nie było tak fajnie.
Gdy ja leżałam na badaniach w szpitalu miałam pięć lat.
I nie zrekompensowało mi tych pięciu dni nic. Ani góra zabawek, ani odwiedziny rodziny.
Bo co to za radocha z zabawy, gdy nie można po wszystkim odpocząć we własnym łóżku?
I dlatego było mi przykro...
Bo jedyne czego chcę po tych piętnastu latach, to to by żadne dziecko nie musiało przechodzić przez to co musiałam ja.
A już napewno nie dziecko, które, cóż będę ukrywać- traktuje prawie że jak własne.
Jedyne co pociesza to fakt, że po tylu latach Adrian miał możliwość być ze swoją mamą cały czas. Ja tak nie miałam.
Ale!

Adek wrócił. Nie płakał wcale. Miał czas żeby pobyć z mamą tylko we dwoje.
Wrócił już do szkoły. Choroba którą przechodzi jest niegroźna i nie zaraźliwa.
Ale paru rzeczy musiano mu zabronić.
Miedzy innymi częstego jedzenia słodyczy.
I teraz hitem jest ostatni dialog między ciocią Martą a chłopakami:
-Dziękuje za cukierka. Mam dietę-Mówi Adrian któregoś dnia.
-Dzienkuje. Ja teś mam dietę!- Dodaje na to Igor.
 To się nazywa solidarność!! :))

Był u Was Mikołaj? :)) Bo u Nas był! I to niejeden! :D