środa, 18 września 2013

Tia...


No tak.
Za dużo tego dobrego.
Plany były. Znów. A jakże.
Może ja po tych dwudziestych latach powinnam przestać planować??
(Planować, to u mnie marzyć...no więc średnio wykonalne, zważywszy na moją marzycielską naturę.)
Więc dziś plany też nie wypaliły.
A w planach była biblioteka. A w bibliotece szukanie super ważnych książek dla pewnej osoby, trochę hiszpańskiego...
A potem! A potem miała być długo wyczekiwana kawa u Anety.
I tak! To wszystko MIAŁO BYĆ.
Miało...
Ale już na obozie mój organizm dawał znać, że to co się z Nim dzieje dalekie jest od normy...

No. A potem przeszło. Swoje samopoczucie zwaliłam na zmianę diety.
I co?
I wypiłam wczoraj kubusia, zjadłam przed wczoraj chipsy...
Uśpiłam czujność.'
"W nagrodę" otrzymałam jelitówkę.
I leżenie w łóżku...
I kolejne rzeczy "na potem"...
Ja nienawidzę leżeć w łóżku!!
Wrrrrr!
 Ale co? nie ma wyjścia! choroby należy wyleżeć!
Zresztą na nic innego nie mam ochoty...
I tylko mi się nudzi strasznie.
A mówiłam że inteligentni się nie nudzą?
Szlag... Zapomnijcie :P


16 komentarzy:

  1. Mam pomysł.
    Plan na przyszłą środę : zero biblioteki, zero kawkowania, zero atrakcji. I tylko leżenie i zbijanie bąków. Nuuuuuuuudy totalne.
    Tak to sobie zaplanuj.
    Masz jakieś czytadełko ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam podczytuje! Ale jeśli o ksiązki, to ostatnio jakoś się zleniwiłam!
      Ale cicho, cicho! się poprawię! :P

      Usuń
  2. Kochana, jesli Ci sie nudzi w lozku, to masz szczescie i lagodna ta jelitowka. Dzien, dwa i przejdzie. Jak ostatnio dopadla mnie ta "wesola" przypadlosc, to przez 2 dni nie bylam w stanie podniesc glowy nad poduszke... :) A potem przez nastepne 3 pot mnie oblewal z wysilku po przejsciu przez pokoj...

    OdpowiedzUsuń
  3. Noelko rozbawiona jestem - masz super osobowość taką wesołą,ze hej :) - fajnie podchodzisz z żartem do życia :).

    a plany nie zające nie uciekną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuje, dziękuje :)) staram się jak mogę.
      Nie uciekną! racja!

      Usuń
  4. buuu...
    współczucia... dobrze ze sie z toba nie widzialam bo ja jak tylko słyszę słowo "jelitówka" to zaczynam miec objawy...

    ruda sis

    OdpowiedzUsuń
  5. znow jadlas chipsy? ale plus taki,ze czesciej na blogu piszesz;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garstkę! Co jest dziwne, bo przecież w kinie zjadłam ich więcej i nic nie było :o

      Usuń
  6. O matko... Jelitówka. Dobrze, że jakaś jej łagodna forma Cię dopadła :)
    Fajnie, że mimo choroby nie straciłaś pogody ducha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wyjścia. Przecież to dopiero początek jesieni Agnieszko!! Ogrom pozytywu potrzebny!

      Usuń
    2. Oj tak potrzebny jest i to bardzo :) Też się staram, choć czasami ręce opadają ^-^

      Usuń
  7. Oj... jelitówka to paskudna sprawa... Trzeba po prostu przeczekac. Zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń