sobota, 20 lipca 2013

"Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku..."

Igor i Adrian dostali nowy obiekt zabaw- trampolinę.
Fakt ten nie przeszedł obojętnie obok Nas. Całą niemalże rodziną skupiliśmy się w ogrodzie. Zaczęło się rozkładanie, zaczepianie,ustawianie etc...
Zaczęło o 19...
A skończyło o 22...
Serio! Nie wiedziałam, że z tym tyle roboty! Ale jako, że rąsie moje nie posiadają dostatecznej siły mogłam się tylko przyglądać i... drzeć.

"Igor! Nie biegaj tak!"
"Adrian!Odsuńcie się bo się uderzycie!"
"Adrian! Matko Boska! Co wy robicie w tym kartonie?!"

I tak Nas było dużo i tłoczno. My, zniecierpliwione dzieci bo: "Mamo! Kiedy będę mógł skakać?", oraz piętnaście komarów które  próbowały zawzięcie pozbawić mnie resztki cierpliwości.I tak sobie machałam kończynami, opędzając się i klnąc pod nosem ile wlezie.
Ku uciesze Igora, który widząc moje poczynania chichotał oszalale. Cóż. On miał zabawę,a ja mam piętnaście bąbli...
Aż złożono trampolinę, a śpiący już chłopcy błyskawicznie wybudzili się by wypróbować zabawkę.
I tak sobie skakają...
Od trzech dni niemalże bez przerwy... Przynajmniej Adrian, bo Igor znalazł inne zastosowanie.
Po włożeniu do trampoliny staje, skupiony ogląda trasę, rozgląda się w poszukiwaniu widowni, po czym następuje odliczanie:
"Daaaaaa,ciiiiiiiiii!!!"*
I jak nie wypruje! Mówię Wam! Sprinter rasowy!!

A ja zadowolona, bo nawet jak się przewróci to się nie potłucze, a wygląda przy tym jak mały kangurek.
Aż do dziś... Bo dziś wszystko postanowiło przeszkadzać. Wiatr, chmury, zimno (pogoda wręcz kwietniowa, bo do lipcowej tak niepodobna!)
A na to wszystko łepetynka Igotka zamieniła się w ciepły piecyk kaflowy, lazurowe oczka stały się czerwonawe,załzawione, a humor trysnął...
...Czy mówiłam jak nienawidzę,gdy Oni chorują...?
Czasami oddałabym wiele, bym to ja chorowała. Bo ja mogę przeczekać wszelkie niedogodności, typu ból głowy, czy kaszelek. A oni nie. Są za mali i nie powinni chorować.
:((
Ale mu przejdzie, nie?
Zaraz, za chwilę?
I znów pójdzie na trampolinę?
Bo jak nie to znajdę to paskudztwo co mu zdrowie zabiera.
To wredne, podstępne wiruszysko!
I przyrzekam-Urwę łeb i do szyi nasikam...

*Daaaa,ciii!-Raz dwa i trzy! ;)

6 komentarzy:

  1. Deszczowa aura w końcu sobie poszła i przywołała słoneczko. A choróbsko ? Mam nadzieję, że też . I że dalej Igorek ćwiczy biegi w trampolinie. A Ty nie musiałaś nikomu nasikać do szyi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wirus kontratakuje, a do tego było rzygadłowo.
      Bakteria ma czas do wtorku (jestem realistką.) albo...
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Daaaaa... cCiiii... start... :D
    no ten weekend zdecydowanie bez "daa.cii." :( bidula... jak nie Igor... ale masz racje do wtorku ma czas... a jak nie to urywamy łeb wirusowi...

    ruda sis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igor ma się lepiej. Wygląda na to że wystraszyliśmy wiruszysko


      I zmień nick na blond xD

      Usuń
  3. Masz racje, nie ma nic gorszego niz chorujacy maluch. Mnie tez zawsze sie serce kraje i chetnie przejelabym wirusa. Bo ja lykne prochy i sie przemecze, a dla takich maluszkow wlasciwie nie ma lekarstw, ktore by im bardziej ulzyly...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. W dodatku spróbuj wytłumaczyć kilkulatkowi, że to niedobre, gorzkie lekarstwo serio mu pomoże...

      Usuń