piątek, 31 maja 2013

Boże Ciało

No a w Boże ciało, jak w to Boże ciało tradycyjnie sobie... polało. :P
Obudziły mnie wczoraj złowrogie grzmoty i grube krople deszczu uderzające o szybę.
Potem się co prawda rozpogodziło, ale jako, że ja ostatnio jakaś najzdrowsza nie jestem, to siedziałam w domu.

W środę byłam u lekarza.
A dokładniej u neurologa.
Standard-Dwie godziny czekania i... pięć minut w gabinecie.
Pani kazała zamknąć oczy, uśmiechnąć się, wystawić język, trafić palcem do nosa
i ścisnąć jej dłonie.
Przez moment byłam pewna, że sprawdza, czy żem trzeźwa.
A na końcu dostałam w ręce i nogi młoteczkiem (Bynajmniej nie za karę, bo jak tu karać taką grzeczną Noel?! :P), pani coś nadziubdziała w karteluszce i... Adios!
No to żem pojechała.

A potem troszkę lenistwa i schola. :)
Siostra moja co się Kasią zowie przywiozła mi wczoraj najświeższe zdjęcie usg 4d z obliczem małej (No dobra już nie takiej małej, bo kilogram se już waży!)

No mówię Wam, że jeszcze nie tak dawno nie byłam świadoma tego, że można się zakochać w zdjęciu usg!
A ja się zakochałam. Jak niegdyś w Igutku i Adku, teraz tak samo mocno i intensywnie zabujałam się w tym małym gremlinku.
W małym człowieczku.

W naszej małej Mi. (Sobie już ją nazwałam. Sasasasa :P)
Chce już sierpień <3 bez dwóch zdań!
A jak już zostaniem przy dzieciach (Bo o dzieciach jak wiecie mogę godzinami, a nawet latami) to Adek postanowił się... wynieść.
Do cioci (Co się Martą zowie ;P) na dni trzy.
Wycałowany, pożegnany, obiecał, że tęsknić będzie.
A atrakcji czeka go więcej, niż ustawa przewiduje. :D
A jak wróci, to pójdziemy na plac zabaw.
Z ciocią Olą i Iguniem. Tak z okazji dnia dziecka. :))
Oby tylko pogoda dopisała!
A w ogóle? A w ogóle to czerwiec idzie.
Już. Tak szybko. Miesiąc przełomów. Czuje to. Po prostu czuje i już. :)


PS Śniło mi się, że dostałam pracę. Układałam krzyżówki dla przedszkolaków. 
Brawo Noel. Brawo! :P
_________________________________________

wtorek, 28 maja 2013

Leczym się!

Albowiem wczoraj dopadło mnie przeziębienie.
Bolało gardło i katar leciał.
To wpadła kumpela i poszłyśmy do niej do ogrodu.
W cienkim sweterku.
Temperatura ok 10 stopni.
I lody algida- takie litrowe ponad!!
Jak juz zjadłam dwa talerze, to wróciłyśmy.
I zapodałyśmy sobie gorącą herbatę.
I "Przyjaciółki"
Wierzcie-albo i nie. Gardło już nie boli.
Cóż... dziś pozostaje mi wciągać te lody nosem.
:PP

Wieczorem były jak zwykle seriale, a potem wizyta w "Zagajaczu" . Śmiech to zdrowie! I w moim przypadku to się sprawdza bez dwóch zdań! :))
Iguś dziś z Nami. Siostra zakończyła dwutygodniowy urlop i poszła do pracy.
Mały średnio zadowolony, zwłaszcza, że wredna ciocia zarekwirowała mu smoczka!
A i pogoda nie taka i tęsknota za mamusią...
Właśnie wrócił ze sklepu, no to lecem bawić! :))
Całusie! :***
_________________________________________________


poniedziałek, 27 maja 2013

O siśkim i niczym :)

Do wakacji zostało już tylko (nie licząc tego dzisiejszego) cztery poniedziałki.
A przynajmniej tak sądzi Ola, bo biedna zaczyna już mieć serdecznie dość szkoły.
A potem nastąpią wakacje i będziemy w domu wszyscy.
No to znaczy: Ja,Ola, Adek i Igor. Co jak co, ale sprawująca nad nami pieczę moja Mama będzie mieć zdrowo przekidrane.
W końcu robimy za ósemkę! Uwierzcie na słowo! :P

Wczorajszy dzień bardzo sympatyczny, mimo pogody. Na noc była od soboty Kasia, z mężem.
Rano w niedzielę dojechała Marta, której to urodziny świętowaliśmy wraz z wczorajszym dniem mamy (Sto lat jeszcze raz :)). Była sałatka owocowa, pyszne ciasta, koktajl truskawkowy.
Najadłam się po wszystkie czasy.
A potem pojechały i wybrałam się z mamą na czterdziesto minutowy spacerek...
...Zaś potem zaczęło mnie boleć gardło. (Bo uwierzcie, dawno nie bolało! Całe półtora tygodnia:P ) a w nocy pospałam nie wiele.
Ale co zrobić? Jak zaświeci słońce to gorąco, a jak się schowa, to wręcz Antarktyda w tym moim kochanym pipidówku. :|
I jakoś leci...  Powoli aczkolwiek spokojnie.
A spokój to podstawa :)

_________________________________________________
Tadam! Czas odpalić nową edycję na moim blogu.
Miałam zamiar Wam dziś pokazać całkiem inną piosenkę, ale przypadkowo natrafiłam na to:

Do Sary Connor w ogóle mam wielki sentyment. :)

niedziela, 26 maja 2013

Jedenaście lat wstecz...

 26.5.2002
Pamiętam.
Wszystko tak dokładnie.
Nie ważne, że minęło już jedenaście lat...
Pamiętam jak na środku kościoła musiałam powiedzieć wiersz, a mikrofon odmówił posłuszeństwa.
Musiała mi pani katechetka pośpieszyć z pomocą...
A potem z moich ust popłynęły słowa wiersza:

"W tej kruszyneczce białego chleba, zamieszkasz Jezu z nami dziś.
I dasz swym dzieciom wszystko co trzeba, abyśmy dobrze umieli żyć..."

Pamiętam, że w tym dniu padał deszcz.
Majowy i ciepły.
I że mimo tego dzień był pogody i uroczysty.
I że ze stresu nie mogłam usiedzieć na wózku przez mszę.
I jak skrzywiłam się, gdy poczułam wraz z opłatkiem gorycz wina.
Po cichu powiedziałam do pani katechetki, że mi nie smakuje. :))
Pamiętam trzyletnią wówczas Olę ganiającą po domu. Tak się cieszyła. Rozrabiara mała z niej była i wszędzie było jej pełno.
Jutro to ona obchodzi już chyba szóstą rocznicę...
Pamiętam te sukienkę, którą założyli mi w domu. Prezent od Justyny, mojej najstarszej siostry.
Bielutka, delikatna. Taka milutka w dotyku.

Trzydziestu pięcioro gości, piękne prezenty, obrazek święty i dar jakim była przyjęta w tym dniu komunia. 
.
Tak. Pamiętam cały ten dzień.
Bo najpiękniejszych dni w życiu się nie zapomina...
:)

piątek, 24 maja 2013

jestem, jestem.


Spotkanie zaczęło się o w 19:30 i potrwało do dwudziestej. Spotkało się to z moim zdumieniem bo myślałam o jakiś testach czy masie papierkowej roboty. Papiery i owszem były ale krótkie. Wstępnie udało się ustalić plan działania.
Od początku czerwca będzie pisanie cv i listu motywacyjnego oraz papiery.
Szóstego lipca wyjeżdżam na pięć  dni na obóz. Tam nauczą nas m.in szukania pracy czy zachowania na rozmowach kwalifikacyjnych. 
A potem kurs.
W planach mam pisanie albo rękodzieła. Ostatecznie wciąż się waham. 
A potem? Staż, szukania pracy i modlitwa.
A nuż się uda?

Dziękuje Wam. Za wsparcie. :-*

środa, 22 maja 2013

Prośba

W związku ze zbliżającym się terminem spotkania Natalii X vel Noelii z panią zwaną doradcą zawodowym 

( dzień piąty tygodnia pańskiego) uprzejmie prosimy o trzymanie palcy znanych kciukami.
Z poważaniem wymieniona powyżej-Noelia

wtorek, 21 maja 2013

Hurrej,hurrej!

Moi drodzy kochani!
Możecie mi pogratulować!
Odniosłam dziś niesamowity sukces!
Po piętnastu latach,
wielu wylanych łzach,
nie przespanych nocach,
obgryzionych paznokciach,
bólach głowy,
bólach brzucha,
rozmów,
kłótni,
potach,
krwi,
walkach przebytych!
Stało się coś niesamowitego!
Coś na co czekałam tak długo!
...
... Moja siostra założyła kartę biblioteczną!

Staraj się Aleksandro, to może ilością przeczytanych książek kiedyś dorównasz starszym siostrom! :P

niedziela, 19 maja 2013

:)

Byliśmy dziś calutką rodziną na pierwszej komunii świętej córeczki mojego kuzyna.
Jak zawsze się wzruszyłam.
Ilekroć  jestem na takiej uroczystości, to jestem bardzo wzruszona.
Te wszystkie dziewczynki wystrojone na biało, loczki, śliczne wierszyki...
A już jak zaczęły się śpiewania psalmów, to mnie tak w gardle ścisnęło!
No bo powiedzcie, jest coś piękniejszego od śpiewu dzieci?
NIE MA!

I będąc na tej mszy uzmysłowiłam sobie coś.
Stojąc koło Adriana, wystrojonego, skupionego zdałam sobie sprawę, że już za dwa lata (Adrian dzięki reformie szkolnictwa musi poczekać na swoją komunię jeszcze rok) jeśli dożyje, przyjdzie mi uczestniczyć w komunii swojego pierwszego siostrzeńca!
Adriana, który dopiero co uczył się pierwszych słów!!
A wtedy już się nie powstrzymam.
Buczeć będę tak, że bez wiadra na mszę nie pójdę ;)
Fajne to był dzień.
Choć nie łatwy.

Pojechałam po dwóch latach w strony rodzinne mojego taty.
Gdy byłam tam ostatnio była jeszcze Ona. Moja babcia.
I czy uwierzycie, że przed wczoraj minęło już pięć miesięcy, odkąd odeszła?
Bo ja sama nie dowierzam czasem...
Ale ona tam była! Duchowo. I przyniosła nam piękną pogodę, spokój i radość.
:)
Ach, aż sobie poskanuje zdjęcia ze swojej komunii. Chcecie? :D

piątek, 17 maja 2013

Nie ma mnie

Bo:
Brak weny na pisanie.
I humoru jakoś.
Ale słońca za to dużo.
A za to wena była na to:



Więc żeby nie było, że nic nie robię.
Bo robię.
A dziś muszę ciupnąć jeszcze trzy kartki.
I zakładkę.
Tylko mi powiedzcie, czemu doba ma tylko 24 godziny?
Wiele planów, mało czasu.

środa, 15 maja 2013

Igotkowe dialogi.

 -Igor! Nie biegaj tak, bo się wywalisz. Chcesz żebym padła na zawał?

  -Ta

***

Igor widzi przechodnia:

-Ooł! Pam!*

***

-Igor? Dobre delicje?

-Mhm

-Lubisz je?

-Ehe.

-A zjesz też galaretkę?

-Uhm.

No tośmy sobie pogadali. ;)
***


-Igor, ile razy mam powtarzać, żebyś nie dotykał?

-Tsi.

:P
***

-Dudu?*

-Duduś jest w sklepie. Co sobie kupi?

-Tsi gum!

***

-Pojedziesz do cioci.

-Bo?

:DD


*Pam-Pan
*Dudu-Adrian :)


piątek, 10 maja 2013

Ziewu,ziewu,ziew...

Jestem śpiąca.
Od paru dni bez przerwy.
Spać idę po 22 co do mnie nie podobne, bo dotąd rzadko mi się zdarzało spać przed 23...
Jakieś przesilenie czy coś?
Nawet kawa mi nie pomaga. BA! Ona mnie usypia! Wyobrażacie sobie?
Jak wypiję kawę, to w ogóle nie ma ze mną łączności.
Działa na mnie jak melisa...
...Którą zresztą wczoraj sobie musiałam walnąć.
I to nie z powodu nerwów a... nagłej niestrawności.
Brzuch bolał mnie jak cholera, niedobrze mi było.
Zgagę miałam.

A od kilku dni boli mnie gardło i chyba sobie wyobrażacie, że zgaga, ból brzucha i gardła na raz niespecjalnie mnie uczyniły szczęśliwą?
W każdym razie kazałam sobie zaparzyć melisę, a mamusia z ogródka dodatkowo przytachała miętę.
Taka mieszanka postawiła mnie do pionu w dziesięć minut.
Same wypróbujcie!
Jakiś czas temu zaś... postanowiłam sobie dziabnąć peeling.
Bo stwierdziłam, że mam ładną cerę nawet (Jak na mnie) i lubię być gładka.
No i wzięłam cukier, zmieszalam z dwoma łyżkami wody i dawaj!
No i byłam piękna i gładka...
...Przez godzinę kiedy to mój przyjaciel trądzik rozpanoszył się na moim ryjcu jak zza gówniarzowatych lat.
Wyglądam teraz jak idź się utop.
Potem pod artykułem znalazłam dopisek wielkości stópeczki mróweczki.
"Peelingi gruboziarniste domowej roboty z kawy,czy cukru nie nadają się do cery trądzikowej".
Aha.
Okej.
Zapamiętam.
Zapamiętam jak cholera... :x
I tak mi mija...
A u Was co?

wtorek, 7 maja 2013

Ortoprzygoda.

Weny mi brak.
Na wszystko.
Ostatnio było jej pod dostatkiem a potem weekend, rozleniwienie i ... bum! Nic się nie chce.
A to z kolei kłóci się z tęsknotą do pisania tutaj.
Dlatego będę się zmuszać do działania i pisania.
Nie ma innej rady. Za dużo mi przez to lenistwo ucieka chwil. Stanowczo.
A dzisiejszego ranka...Coś nowego!
Zerwałam się z łóżka z niezbyt zadowoloną miną, bowiem czekała mnie przygoda zwana: Jazdą po lekarzach.
Ortopeda w moim przypadku to czysta formalność.

Zazwyczaj mamy tam mnóstwo papierów, bo ichnasta komisja lekarska przede mną
( Bo ja WCIĄŻ nie mam stałego orzeczenia niepełnosprawności. Wszyscy wciąż wierzą, że pewnego dnia nastąpi cud i nagle ponaprawia mi coś ten rdzeń kręgowy i nogi i będę zdrowa. Czekają już na ten cud dwudziesty rok i tak w to wierzą, że dostaje te orzeczenia na dwa lata.Najwidoczniej to, że jestem niepełnosprawna od urodzenia i że to raczej nie ulega zmianie to nic.  Fajo, nie? ;) )
no i tak jak dziś załatwiałyśmy z mamą poduszkę przeciwodleżynową na wózek.

Rano zawiózł Nas tato, po czym popędził do pracy, a popołudniu przyjechała po mnie najstarsza siostra. Rozradowane,niebieskie,szklące,śliczne oczęta Igora w sekundzie rekompensują cały to niezbyt przyjemne uczucie, które mi towarzyszyło.
A wcześniej zobaczyłam w szpitalu śliczną dziewuszkę o dwóch kitkach, gdzieś w wieku Igorka o twarzyczce tak idealnej, jaką może mieć tylko małe dziecko.
I niechcący podsłuchałam, że pojawiła się w szpitalu w związku ze zbliżającą się operacją...
Jej szampański humorek okropnie kontrastował ze smutkiem jej rodziców.
 Ileż ja w życiu widziałam podobnych sytuacji? Zważywszy na fakt, że przez osiemnaście lat byłam częstym gościem w dziecięcym szpitalu w Prokocimiu to chyba setki.
 A ucisk w sercu taki sam. Do tego się nie da przyzwyczaić. Nie da się przyzwyczaić się do cierpienia innych.
To zawsze boli tak samo.
Ale są też pozytywne wieści.

A w weekend była u mnie siostra. Dostała od koleżanki (też spodziewa się dziecka :)) śliczny,milusi,różowy kocyk, oraz kremowy becik dla naszej małej.
Tak sobie na to patrzyłam i kolejny raz nie mogę uwierzyć jak z kulki w brzuchu może powstać mały człowieczek? Ciąża jest od zawsze dla mnie niezwykle ciekawym, pięknym zjawiskiem. Narodziny też.
Jeszcze tylko dwa miesiące. I Milenka będzie z Nami. :) Prawda, że fajnie? :D


środa, 1 maja 2013

Maj, kwiecień...

A rocznica goni rocznicę...
Parę dni temu w końcu minął rok odkąd skończyłam szkołę.
Równy rok temu wszyscy cieszyli się z majówki, a ja jeszcze wciąż szlifowałam pracę maturalną, pamiętam że pierwszego maja czytałam "Chłopów"
Matura mi nie wyszła.
To znaczy wyszła. Bo gdyby nie ta znienawidzona, nieszczęsna i nie potrzebna matma, to mogłabym nawet powiedzieć, że poszła mi dobrze ;)

Może i nie zdałam matury. Może i nie mam papierka, który potwierdza, że zdałam ten egzamin dojrzałości.
Ale tylko pozornie.
Bo jeszcze kilka lat temu będąc w wieku buntowniczym w ogóle nie zamierzałam iść do liceum.
A poszłam.
A dwa lata temu na poważnie zastanawiałam się, czy w ogóle podejść do matury, a nie machnąć na to ręką...
Podeszłam.
Nie żałuję.
I to był mój mały egzamin dojrzałości.

Zdałam go i jestem z siebie dumna.
I nieuchronnie stuka dwanaście miesięcy w domu...
Dwanaście miesięcy podczas których musiałam niejednokrotnie stawiać się do pionu i przystosować się do świata, gdzie trwa utarty schemat, że zawodowe, publiczne i towarzyskie życie osoby niepełnosprawnej kończy się na maturze.
Schemat, któremu się nie dam!
Bo wbrew temu co myśli każdy-Ja postanowiłam po tych dwunastu miesiącach...
MOJE życie dopiero się zaczyna!
I żadne cyferki, delty, twierdzenia i ułamki mi w tym nie przeszkodzą.
Osoby bez matury też mogą być cool, trendy, fajne i w ogóle-git! :P
A jak będzie trzeba to znów podejdę do poprawki.
I może nawet ją zdam!

Swoją drogą... Skoro po roku siedzenia bez celu w domu mam jeszcze jakieś ambicje, plany i bez trudu co dzień znów wstaję z łóżka to... Może jednak z moją stabilizacją psychiczną nie jest tak źle? ;)