wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy rok...

Dziś sylwester.
No i dobra. Lubię bardzo!
A w ten będzie gwarno, całe dziadostwo moje przyjedzie!
Milenka nawet kreacje wybiera! ;))
Nie wiem jaki będzie Nowy Rok... Wie to tylko ten na górze. Niech będzie w jego rękach, to co ze mną. On wie dokąd mnie prowadzi.
A jaki był miniony rok?
Pełen zmian.
Dużo się działo, ale inaczej niż rok temu.
Nie będę jak rok temu robić podsumowań.
Do najważniejszych należą narodziny Mileny, mój obóz, zaczęcie stażu, spotkanie z Beatą, rozmowy telefoniczne z Martą i Kasią (choć z Kasią tośmy się właściwie nie nagadały zbytnio :P) i litry napoi i kalorii z Anetką.

I dużo zyskałam.
I trochę straciłam.
I wiele się nauczyłam.
Na przykład tego, że czasami zbyt pochopnie i ślepo nazywa się kogoś przyjacielem.
Ale... mimo to, po tym roku zostało ze mną dużo ludzi.
Cudownych ludzi.
I wiem, że nie każdy w Nowy Rok wejdzie z uśmiechem, w tym samym składzie.
Dlatego tak się cieszę.
Bo to rok w którym zamiast kogoś stracić to zyskałam.
A postanowienie dla odmiany po latach mam.
W nowym roku chciałabym... więcej się uśmiechać.
A życzę sobie zdrowia, szczęścia i cierpliwości, bo mam jej mało. Za mało.


A wam życzę byśmy za rok spotkali się tu znów w tym samym składzie (może i nawet większym? :)). Byście mieli obok siebie tylko dobrych ludzi, byście byli zdrowi.





... I żeby Was jutro bardzo głowa z kaca bolała! :P

Do siego roku!!

Wasza Noel :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Change

Zdarzyło się to dnia wczorajszego.
I ja też nastrój miałam wczorajszy.
Toteż patrząc z politowaniem jak Młodszy Olson nakłada na siebie tony gładzi szpachlowej...yyyy...znaczy fluidu...

Wyznałam:
"Ola, mój blog jest taki mało atrakcyjny."
MO spojrzała na mnie z politowaniem i lekką kpiną


Po czym jak nie zacznie litanii!
Po pierwsze: Mój blog jest nudny, bo się nie staram.
Po drugie: Bo jest za mało zdjęć. Moich (Konsternacja na twarzy Noela, bo co jak co, ale blog ma przyciągać a nie odwrotnie)
Po trzecie: Za mało zdjęć jakichkolwiek! Świat idzie do przodu! Technika idzie do przodu! Każda diva ma instragram! Zakładasz instagram!
Po czwarte: Jak założysz instagram to nawet zdjęcie kubka z misiem puchatkiem będzie zajefajne!
Po piąte: CO?! NIE  TAGUJESZ BLOGA?! OLABOGA,OLABOGA! Skandal, skandal!

Po szóste: (Na mój wyraźny sygnał, że pyskuje), cytuje: "Prawda boli frajerze!"

Z tego szoku nawet jej nie opierniczyłam! Nie zdążyłam.
MO dostała słowotoku, mimowolnie się rozkręcając, aż rumieńca dostała, gestykulując żwawo, czekałam aż w gębę dostanę!
Dostałam garść porad.
Bloga trzeba rozreklamować! Urozmaicić! Ubarwić! Ujednolicić!
"Ja nie czytam twojego bloga, bo jest nudny!" usłyszałam, gdzieś między piciem herbaty a zbieraniem szczęki z podłogi.

Zaniemówiłam.
Zawstydziłam się.
Kajałam.
Przepraszałam!
Porobiłam szereg dziwnych zdjęć na instagrama co go założyłam!
I nawet pozwoliłam położyć sobie gładź szpachlową...eee...znaczy fluid, no kurde wiecznie mi się myli na gębę!
I podziękowałam jeszcze!
Bloga tagować zaczęłam! (Dwieście notek...dajcie spokój...)
"Bo potem jak wpiszesz w google Igorek to wyskoczy twój blog i będziesz sławna!"
No.
Cóż. Skoro tak prawi, to będę słuchać... Zresztą boję się nie słuchać!
A teraz na wszelki wypadek wracam do szafy, a nuż znowu mnie kto opitoli!



piątek, 27 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach.



The child is a king, the carollers sing,
The old is past, there's a new beginning.
Dreams of Santa, dreams of snow,
Fingers numb, faces aglow.



Minęły tak szybko że nawet nie zdążyłam się za bardzo nimi nacieszyć.Zaczęły się przygotowaniami. 

Najpierw były pierniczki co je swym pseudonimem zaznaczyłam.


Christmas time, mistletoe and wine
Children singing Christian rhyme

With logs on the fire and gifts on the tree


A time to rejoice in the good that we see 



No a potem przyszedł czas na choinkę. Ale tu nie było już mojego popisu. Bowiem choinka powstała magicznie, pod wpływem chwili.
Siedziałam z koleżankami w niedzielę w pokoju, a zaraz mnie rodzina zawołała, bo oto się pojawiła!
 A time for living, a time for believing

A time for trusting, not deceiving,

Love and laughter and joy ever after,
Ours for the taking, just follow the master.


Christmas time, mistletoe and wine
Children singing Christian rhyme
With logs on the fire and gifts on the tree
A time to rejoice in the good that we see.
Silent night, holly night...


A potem już się tylko śmignęło. I nadeszła wigilia. I kolędy w radiu. I nieśmiertelna rybka z sosem pieczarkowym...

I wcale już nie mały Igor... Czy to możliwe, że cztery wigilie temu go jeszcze nie było? Dziwne to musiały być święta. Wybrakowane.
Na widok gwiazdki co jej z Adkiem szukaliśmy zareagował cholernie entuzjastycznie.
Chciałabym być dzieckiem znów i cieszyć się tak szczerze. Tak stwierdziłam gdy widziałam jak skacze, a oczy świecą mu sie jak dwie żarówki"
"Hulaaa! Pielsa gwazdka!!"
A potem już łamanie opłatkiem.
Adrian życzył mi dużo zdrowia, szczęścia i wesołych świąt.
Jeszcze rok temu był mniejszy o głowę i nie wiedział czego mi życzyć.
Ale wtedy stanął przede mną poważny facet.
A Igor stwierdził, że opłatek jest niedobry...
Radośnie, gwarnie, nastrojowo. Tak jak zawsze. Z rodziną. A w tym dniu tak jak nigdy pamiętam o tych co czasami nie mają szczęścia zasiąść z kimś do świątecznego stołu...
It's a time for giving, a time for getting,
A time for forgiving and for forgetting.
Christmas is love, Christmas is peace,
A time for hating and fighting to cease. 
 
A w nocy poszli na pasterkę. Zostałam z śpiącym Igorem. Chwilę popłakał bo siostra przeniosła go z jednego domu do drugiego. No i jak śmieliśmy przeszkodzić Igorkowi w śnie!? Oj był żal!
A potem przysnął. Zakaszlał jeszcze. Odwrócił się do mnie, przy czym przywalił mi z pięści w nos. A jak już się zaspał to złapał moją rękę. I spał tak całe pięćdziesiąt pięć minut, aż wrócili...

A następnego dnia przyjechała Milenka! Wystrojona w różową suknię i opaseczkę! Spóźniony prezent od Mikołaja dostała! Z Mileną z września, z tym dzidziusiem śpiącym nie ma już NIC wspólnego.Dusza towarzystwa! Gaworzy, śpiewa! Siedzieć by już chciała!!
I tak sobie biesiadowaliśmy.
Przyjęliśmy kolędników, upaćkałam się muffinką z kremem, śmiałam do rozpuku i wypoczęłam.
Tak... rodzina to dobry wynalazek. Stanowczo. :)


Christmas time, mistletoe and wine

Children singing Christian rhyme
With logs on the fire and gifts on the tree
A time to rejoice in the good that we see.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta, święta


Święta idą. Dacie wiarę ?!
Jeszcze niedawno piłam mrożoną kawę z moją ciężarną siostrą na upale a tu już jutro Milenki pierwsza wigilia. 
Zaliczyłam dziś pierwszy służbowy opłatek (haha ;) i poszłam na wolne.
Mój kierowca nie będzie dostępny aż do siódmego stycznia więc nie miałam wyjścia jakby.
Ale nic to ! Nadrobić muszę parę spraw i zaległości. 
No i wszystkich przepraszam ale kartek świątecznych nie zdążyłam posłać. Miałam dwa zamówienia i zwyczajnie nie wyrobilam.
Szewc bez butów... I tak dalej!



I przepraszam za postój na blogasie. Musiałam nabrać do pewnych spraw dystansu i zatesknic do pisania...
Igorek dziękuje za życzenia. Trzeci rok życia ziemskiego płynie mu... Gadatliwie ;)
I dziękuje. Za wsparcie.
A tymczasem:
Wesołych świat, duzo zdrowia, szczęścia, miłości i słodyczy.
To moja druga wigilia z wami i coz ja mogę powiedzieć ? 
Jesteście cudowni... 
:-*

wtorek, 17 grudnia 2013

To już rok...

Dużo słów mi teraz przychodzi na myśl.
Ale to są zbyt intymne słowa dla mnie.
Nie napiszę ich tutaj.
Są zarezerwowane dla niej.
Dla mojej Babci, która odeszła rok temu.
Ona wie co ja chce powiedzieć.
I gdzieś tu jest.
I może nawet siedzi obok.
Od roku niby jej nie ma, ale jakby jest jeszcze bardziej.
To ją od roku proszę o pomoc gdy jest źle.
To ją wspominam gdy chce sobie poprawić humor.
Rok temu o tej porze wraz z nią umarła jakaś część mojego życia.
Mojego kolorowego dzieciństwa...
Rok temu o tej porze... wszystko było takie ciemne.
Ale dziś po roku świeci słońce.
Niebo błękitne.
I życie płynie dalej...

niedziela, 15 grudnia 2013

Kotusiu...

Igoreczku!
Miniusiu!
Guciu!
Moja ty mordeczko roześmiana! Kto by uwierzył, że mamy Cię już trzy lata? Przecież dopiero byłeś taki maleńki jak Milenka... Dziś na jej widok tak się ucieszyłeś. A gdy się uśmiechnęła powiedziałeś "O, ciesi się!"... Nieprawdopodobne jak ty szybko urosłeś...
Słońce! Życzę Ci moc zdrowia, uśmiechu, dużo "ciuciu" i "zigziaków magłinów". Miłości Ci nie zabraknie, Ciebie nie kochać się nie da... 
:*****
Sto lat!!

sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajkowo, jesiennie, chorobowo...aaaaale pizgawica!

No jezdem.
Nagły przestój blogowy zakończony. Odważyłam się nawet po komentować inne blogi! (Dotąd tylko czytałam. Bez tego się nie obeszło, ni cholerę. Uzależnienie)
Był on spowodowany... No właśnie czym?
Chyba to jednak syndrom "cholery jesiennej". Corocznej zresztą.
Bo o ile złotą polską jesień kocham, to to co dzieje się aktualnie jest niezrozumiałe.
Nie mogę spacerować.
Nie mogę siedzieć na podwórku.
Zrobić Igorowi ichnastej sesji w liściach.
Nie mogę bo grudzień, bo od wczoraj straszą śniegiem.

A Ksawery (Kto do jasnej ciasnej nazwał tak ładnie, to coś?!) wczoraj prawie zwiał mnie z wózka prawie, gdy wychodziłam z biblioteki. A to tylko mnie umocniło w przekonaniu, że co jak co ale siłę to on ma...
Skoro mnie PRAWIE podniósł, to jest gość!
Ostatnim czasem działo się dużo. Nie zawsze dobrego.
Nieoczekiwanie dla Nas wszystkich Adrian zaliczył pierwszą w swym życiu (i mam wielką nadzieję że ostatnią) hospitalizację.

Otóż okazało się, że powiększył mu się węzeł chłonny. I dla świętego spokoju był w szpitalu przebadany. I okazało się, że młody przechodzi właśnie cytomegalię, czyli chorobę co to każdy ją ma, a nawet czasem nie wie.
Decyzja o pójściu do szpitala Adka wyszła niespodziewanie.
Wrócił do domu ze szkoły i już musiał jechać.
Igor wrócił z przedszkola, a ich nie było. Ani mamy, ani brata.
Ciężko mu było. Bardzo ciężko. Odmawiał rozmowy przez telefon. I mam przeczucie, że dlatego, że po prostu bardzo chciał być dzielny. Więc swoją tęsknotę nie wyładowywał płaczem, a jedynie dość często pytał "Gdzie mama" i "Gdzie dudu".
Cholernie dzielni. Dzielna siostra.
Dzielny szwagier.
Dzielny Adek.
Dzielny Igor....
...W odróżnieniu ode mnie, bo choć w towarzystwie byłam twarda, to w ukryciu wcale nie było tak fajnie.
Gdy ja leżałam na badaniach w szpitalu miałam pięć lat.
I nie zrekompensowało mi tych pięciu dni nic. Ani góra zabawek, ani odwiedziny rodziny.
Bo co to za radocha z zabawy, gdy nie można po wszystkim odpocząć we własnym łóżku?
I dlatego było mi przykro...
Bo jedyne czego chcę po tych piętnastu latach, to to by żadne dziecko nie musiało przechodzić przez to co musiałam ja.
A już napewno nie dziecko, które, cóż będę ukrywać- traktuje prawie że jak własne.
Jedyne co pociesza to fakt, że po tylu latach Adrian miał możliwość być ze swoją mamą cały czas. Ja tak nie miałam.
Ale!

Adek wrócił. Nie płakał wcale. Miał czas żeby pobyć z mamą tylko we dwoje.
Wrócił już do szkoły. Choroba którą przechodzi jest niegroźna i nie zaraźliwa.
Ale paru rzeczy musiano mu zabronić.
Miedzy innymi częstego jedzenia słodyczy.
I teraz hitem jest ostatni dialog między ciocią Martą a chłopakami:
-Dziękuje za cukierka. Mam dietę-Mówi Adrian któregoś dnia.
-Dzienkuje. Ja teś mam dietę!- Dodaje na to Igor.
 To się nazywa solidarność!! :))

Był u Was Mikołaj? :)) Bo u Nas był! I to niejeden! :D


wtorek, 26 listopada 2013

Igotkowe dialogi... Bez zbędnego komentarza.

Igor obserwuje nową zabawkę Adriana:
-Duzio ejementów!!
-Dużo elementów?
-tak. To jeśt moje?
-Nie, to Adrianka, ale na pewno Ci pożyczy.
-A mozie mama kupi...?


                                                                           ***
-Co robisz?
-Pisiam.
-Co piszesz? A może rysujesz?
-Isiuje. Tak.
-A co rysujesz?
-Kółećko. Tu jeno,tu jeno... Tu kółećko. Sibko jobie kółećko!!
                                                                           ***
Na widok zdjęcia w galerii komórki:
-Ooo to jeśt mała LILI!
                                                                           ***
-Co było w przedszkolu?
-Ziupa.
-Jadłeś?
-Ne.
-A czemu?
-Bo jeśtem mały...
                                                                            ***
-Widziałeś? Pada śnieg! Co będziesz robił na śniegu?
-Lepać kuje...

czwartek, 21 listopada 2013

Ale...


Nie samym pesymizmem człek żyje.
Cieszy fakt że niedługo święta.
Cieszy fakt że Igor wrócił do przedszkola bo łatwo nie było.
Zaczęło się grypą żołądkową a skończyło zapaleniem jamy ustnej. Małemu obsypalo nawet usta. Ku mojej rozpaczy nie uśmiechał się tak często. 
I mam nadzieję że już nigdy więcej. Bo widok miniusia placzacego z bólu nad ukochaną szarlotka był... Okropny. I okropny był fakt że prócz medykamentów nic nie można było zrobić. Tylko czekać.
Napisali z Adkiem listy do Mikołaja. Się wie że wziął. Problem w tym że mi go nie pokazał i teraz sam się pomeczy nad realizacją ;) Ja umywam rece!!
Ho ho ho !!



W bibliotece ok. Staram się. Daję z siebie wszystko. Nawet jak czasem chwyci len to na krótko. Zaraz ktoś daje mi nowe zajęcie. I wcale mi to nie przeszkadza... 
Lubię to co robię i z ochotą zabieram się do pracy. I takim sposobem dziś np wprowadzilam dwadzieścia dwadzieścia książek do nowości, wypozyczalam książki i aktualizowalam stronę.
Jutro już umowilam się z moją opiekunka stażu na naukę wprowadzania nowych woluminów do systemu.
Chłe Chłe Chłe !



I co jeszcze ? Jestem w trakcie realizacji mojego własnego wyzwania co się zowie: Miesiąc w obiektywie.
Ale cudów się nie spodziewajcie. Moje nudne życie plus marne zdjęcia zrobione tosterem... y... znaczy komórkowym aparatem są kiepskie.
Ale czy to waaazne ?


Ps Planuje opracowanie mapki trasy blogowej tak żeby z każdym moim czytelnikiem wypić kawę.
I planuje się wyrobić do pięćdziesiątki...
To od kogo zacząć ? :-P

wtorek, 19 listopada 2013

Jesień głupoty plecie


Od pół godziny nie mogę napisać tej notki.
Nie potrafię nazwać i opisać moich emocji.
To coś na pograniczu radości a smutku.
Samotności.
Wiecie? Nie lubię siebie za sam fakt że mając tak wspaniałą rodzinę i tyle cudownych osob obok nie umiem się do końca z tego cieszyć.
Jestem potworną egoistka.
Zawsze przecież mogłam być sama.
Zawsze mogło być gorzej.
I lepiej się cieszyć że Was mam niż dolowac się tym że pewnych spraw już nie zmienię...
Nie umiem przejść obojętnie obok faktu że osoby ktorym kiedyś się zwierzalam, z którymi przebywalam i przyjaznilam się po prostu, wchodzą na mój blog by się dowiedzieć co u mnie zamiast po prostu spytać. 
Bo niektóre z tych osób stać tylko na cześć. Niektórzy znają mnie tylko stąd nie dając mi szans by poznać się naprawdę. 
Bo ten blog to tylko moja namiastka. Więc sami się nie odezwą ale wciąż tu wchodzą. Po co? Nie mam pojęcia.
I żeby była jasność: Żyje na świecie już dwadzieścia lat. I wiele widziałam. I umiem odróżnić brak czasu od olewki.
Tu nie chodzi o jakiś konkretny czas bo te pseudorelacje trwają dobre kilka lat. 
I nikt nie wmowi mi że przez parę lat nie można w wolnym czasie wystukac głupiej wiadomości albo wpaść na herbatę.
I zamiast ich olac to o nich pamietam. Rozpamietuje i przeżywam.
A przez to czasem zapominam wam podziękować. 
Za to że jesteście po prostu.
Wybaczycie ?

poniedziałek, 11 listopada 2013

Igotkowe dialogi- (Nie)poważnie

Dzisiejszy ranek. Igor który wpadł "na kawę" ;) przygląda mi się, gdy się ubieram i czeka aż będzie mógł w czymś pomóc. (A pomaga! Jak dorosły! Nawet buty chce ubierać!)
Widząc moje zmagania z ubieraniem spodni nagle pyta:
-Ty chodzis?
-Co?-Pytam bo nie zrozumiałam w pierwszej chwili.
-Chodzis?-Pyta Miniuś po czym dla zobrazowania...zaczyna tupać w miejscu co przywołuje mi uśmiech na twarz.
-Nie, nie chodzę. Jeżdżę na wózku.-Odpowiadam

-Ciemu?
-Bo moje nogi są chore...

-Nie! Siom hajne*!

Najfajniejszy komplement jaki dostałam w życiu :-D


*hajne-Fajne

;))

sobota, 9 listopada 2013

Kraków mój ukochany...

Mówiłam Wam już, że jedną z moich słabości jest Kraków?
Wisła? Wawel? Sukiennice?
Nie mówiłam?  To mówię :))
I pokazuje to wszystko co udało mi się zatrzymać w kadrze. Ale to zaledwie namiastka...











Kiedyś uwielbiałam robić zdjęcia. Ostatnio odkopałam ich multum. Różnych. Jesiennych, zimowych i wiosennych. I zachodzę w głowę dlaczego z tym skończyłam? Nawet jeśli mi nie wychodziło, to przecież nie jest najważniejsze... I nie wiem. Chyba wracam do pstrykania :))

piątek, 8 listopada 2013

UPS!

Wszystkich którzy mieli niewątpliwą przyjemność zobaczyć notkę pt "siedem dni" na moim blog serdecznie przepraszam. Głupia byłam-wzięłam się za tagowanie w komórce no i są tego efekty. Nawet nie za bardzo wiem jak to zrobilam :PPPP
A dla tych którzy zachodzili w głowie co też będzie za dni siedem odpowiadam:
Będzie coś super!
Bardzo ważnego!
Ekstra, przyjemnego!






... Za siedem dni jest piątek! :P

środa, 6 listopada 2013

Artykuł

Siema!
Ładna pogoda, nie? ;)
Ostatnio na potrzeby gazety bibliotecznej napisać miałam artykuł. Przyznam, że artykułów nie pisałam dawno. Więc pisałam go razy kilka, a jak już prawie kończyłam to nie zapisałam... (CI!) no i w końcu za piątym razem  się udało! A na tapecie znaleźliście się poniekąd Wy. :P A właściwie mój blog. Moje własne, osobiste dzieło- prawie dziecko.
A kto nie lubi długich tekstów może dzisiejszą notkę sobie darować ;)




I Byle do przodu! -Czyli jak blogerką zostałam


            Pewnego dnia weszłam na pewien dość znany portal. U góry miał dość rzucającą się w oczy ikonkę o nazwie „Blog”. Wcześniej ta nazwa kilkukrotnie była wymawiana przez moje koleżanki, ale jakoś nie kwapiłam się mimo tego, by spróbować. A jednak wtedy coś mnie tchnęło. Kliknęłam, weszłam i zostałam. 
            I tak zaczął się nowy etap mojego życia…

            Na początek muszę się do czegoś przyznać. Swój pierwszy blog założyłam mając lat dwanaście. Wyłącznie, dlatego, że miał go każdy. Nieprawdopodobny trend młodzieży szerzył się i szerzył…  Więc założyłam i ja. 
            Mój pierwszy blog miał kiczowaty nagłówek z angielskim cytatem, którego znaczenia nawet za bardzo nie znałam. Wówczas młodzież zakładała wirtualne pamiętniki, nie po to by pisać, a w pogoni za kolejnymi komentarzami. Blogi, które pamiętam z tamtych lat zawierały różnorodne grafiki, oraz linki do ulubionych gier. Najważniejsza w blogowaniu była ilość komentarzy. Zwykle notki zawierały parę zdań zupełnie o niczym, multum zdjęć a także prośbę o zostawienie śladu. Po jakimś czasie, gdy blog nie cieszył się popularnością lub po prostu zaczynał się nudzić, zostawał usuwany. I tym sposobem podczas mojej podstawówki i gimnazjum powstały moje trzy różne blogi. Ja sama postępowałam podobnie. Usuwałam, zakładałam. Z jednej strony nie widziałam w blogowaniu głębszego sensu, a jednak coś mnie do niego ciągnęło…
            Z biegiem czasu zaczęłam znajdować inne blogi. Dostrzegłam takie, które były prowadzone po coś. Matki prowadziły swoim dzieciom wirtualne pamiętniki, młodzież umieszczała swoje wiersze. Godzinami zaczytywałam się w różnego rodzaju publikacjach, powoli wsiąkając w ten ciekawy, wielobarwny świat. 
            W liceum  po raz kolejny założyłam blog. Po rocznej przerwie. Jednak tym razem wzięłam się za to poważnie. Od tego czasu zmieniały się tylko linki, oraz miejsca gdzie blogowałam. Poznawałam innych ludzi, nowe blogi. Mój blog nie był szczególnie odwiedzany, ale nie poddawałam się. Czekałam cierpliwie, robiąc swoje zajmowałam się tymi, którzy ze mną byli. 
            Nie dalej jak rok temu, z powodu awarii serwerów jednego z portali, na którym założyłam blog, zmuszona byłam znów się przenieść. Zirytowana zaczęłam szukać stabilnej, rzetelnej domeny internetowej. Zaczęło mnie irytować, że wszędzie były jakieś problemy. A to grafika, a to opcja komentowania, przerwy w działaniu serwera, które uniemożliwiały mi wejście na stronę, gdy miałam na to ochotę. W końcu znalazłam.  Od roku jestem w tym samym miejscu. Mam nadzieję, że ja i mój blog w końcu odnaleźliśmy stałe miejsce w sieci. Tym razem jednak chcąc zabezpieczyć swoje wpisy przed utratą zabezpieczyłam je w osobnym pliku. 
            Potem postanowiłam upublicznić swój blog. Dotąd o moim hobby wiedział naprawdę mały odsetek mojego otoczenia. Wkleiłam adres na pewien portal społecznościowy. Obawy, jakie miałam szybko się rozwiały. Moja rodzina i przyjaciele na stałe zagościli na moim blogu. Ja sama zaczęłam poznawać wciąż nowe osoby, nowe historie. 
            Czytelników przybywało i przybywa po dziś dzień. Ma to dla mnie duże znaczenie. Wielokrotnie podkreślam, że gdyby nie zależało mi na ludziach, bez problemu mogłabym prowadzić blog zamknięty. Ale nie ma w tym sensu. To co chce zachować wyłącznie dla siebie mam w głowie. 
            Moi czytelnicy są dla mnie najważniejsi. Przez ten czas, gdy byliśmy razem zdarzyło się bardzo wiele. Wspierali, gdy odeszła bliska mi osoba, świętowali gdy na świat przychodzili moi siostrzeńcy, trzymali kciuki, podczas pokonywania kolejnych problemów, barier jakie niesie dla mnie świat.  Stali się moim drugim domem. Moimi powiernikami, moimi przyjaciółmi. Moją drugą rodziną. Znikła bariera jaką była odległość. Moi internetowi znajomi są dla mnie tak samo ważni jak i ci, których miałam okazję poznać osobiście. Dziś, gdy pomyślę, że mogłabym niektórych ludzi nie spotkać wiem jak bardzo bezwartościowe było by moje życie. 
            Poprzez pisanie bloga chciałam pokazać swój świat. Świat osoby niepełnosprawnej. Pragnęłam  oswoić ludzi z tym tematem, pokazać, że jestem taka sama. Mam swoje wady, zalety, dziwactwa, oraz marzenia. Żyje jak inni. Jestem jak inni i moja konieczność poruszania się na wózku nie ma tu nic do rzeczy. Chciałam po prostu pokazać siebie. A mogłam to zrobić tylko przez pisanie prosto z serca.
            Na sam koniec zaznaczam więc, każdy może założyć bloga. Blogi są różnorodne. Można zrobić z nich pamiętnik, ale też użyć go jako narzędzie pracy, czy nauki, albo rozwoju swoich zainteresowań. Jedno jest pewne. Każdy blog powinien mieć duszę. A bez pasji tego nie osiągniemy.…


piątek, 1 listopada 2013

Igotkowe dialogi!

Część nie wiem która, bynajmniej nie ostatnia, bo dziecko moje (Cicho siostra! :P ) jest gadatliwe.
Jak przystało na moją rodzinę ;))



Zbieram się do biblioteki. W pokoju obok do przedszkola szykuje się Igorecki. Moja mama wnosi mojemu tacie śniadanie na gorąco.
Igor: Ne chcie mensio!!-Krzyczy kompletnie oburzony Igorek
Babcia: A co chcesz?
Igor: Kamapke...
________________
Ola: Jesteś przedszkolak?
Igor: Ne! Gigol!
________________
Igor porwał mi coś z biurka. Lata jak szalony i ucieka, gdy prosze by odłożył śpiewając:
Igor:To jeeeśt moje!! To jeśt moje!!!
Ola:Od kiedy?
Igor:Dzisiaj!!
________________
Igor:Pijes kawee?
Dziadek: Tak.
Igor: Ja tes kce!
________________
Na widok mojego kierowcy:Dzien dobji.
<333 p="">_______________
Igor: Śto jat!! Śto jat! Niech zije, zije nam!!
Ja: Igor kto cie nauczył śpiewać?
Igor:Simon!!!
_______________
Jakiś czas potem
Ciocia Kasia: Igor? jak było w przedszkolu?
Igor: Fajnie!
Ciocia Kasia: Rysowałeś?
Igor:Ahaaa
Ciocia Kasia: A co rysowałeś?
Igor: Kółko.
Ciocia Kasia: I co jeszcze?
Igor: Ksizik.
Ciocia Kasia: A kto cie nauczył?
Igor: Simon...
_____________
A Szymon, kolega Igotka nie próżnuje bo:
Igor na widok tapety Oli: Sejce!
Ola: Skąd wiesz, że serce?
Igor:...Simon.
_____________
 Igor: Gdzie mama?
Ja: Sprząta dziś w kościółku.
Igor: Chiba nie!
____________
Ja do psocącego: Igor! Zachowuj sie! Ile ty masz chłopie lat?
Igor z figlarnym uśmieszkiem: Ćtejiii!
____________
A na koniec hit-Igor walczący.
Nie wiem co mu jest, ale od jakiegoś czasu na widok siedzącego spokojnie brata natychmiast podlatuje i złowrogim, ostrzegawczym głosem warczy: DUDUUUUU! Ja tu siedzeeeee!
Znaczy sie-poradzi sobie w życiu chłopak ;)


wtorek, 29 października 2013

A bo to zawsze musi być tytuł ?!


W piątek ukończyłam pięciodniowe praktyki przygotowujące do trzymiesięcznego stażu.
I chyba nie było tak źle? W końcu skoro wciąż tam jestem to chyba jednak do czegoś się nadaje, nie ? 
No. 



Więc od wczoraj jestem już oficjalnie stażystką na stanowisku młodszy bibliotekarz. 
Pracy mam dużo. Głównie polega to na ogólnym wypożyczaniu książek, pomocy w organizacji zajęć dla dzieci, czy też zajmowaniu się stroną internetową. Pani bibliotekarka połechtała mile moje ego stwierdzeniem jako że radzę sobie już jakbym w bibliotece pracowała któryś rok z rzędu. No nie powiem. Miło było. 
Jednakże nie byłabym sobą gdybym nie miewała chwil słabości. Owe słabości najbardziej uaktywniają się rano po siódmej gdy z ciepłego łóżka wstać trzeba. Ot się rozleniwiłam przez ten rok. I nie myślcie że jestem z tego dumna. Dwie moje starsze siostry wstają do pracy  gdy ja odwracam się dopiero na lewy bok, trzecia zaś wstaje nocą by nakarmić dzieciorka ( dzieciorek kończy niedługo trzy miesiące i jest cudowna, śliczna i w ogóle naj. Zupełnie jak jej kuzynostwo. Po prostu wpadłam jak sliwka w kompot ot co) Więc moje wstawanie po godzinie siódmej jest niczym. Na szczęście kryzys szybko mija.
Bo co jak co... Ale dla mojej kochanej  biblioteki warto zrezygnować z ciepłej kołdry ;)



I na koniec perełka:
-Igor- Mówi pewnej rodzinnej niedzieli mój drugi z kolei szwagier do biegającego Iguśka- powiedz: dobrze ciotka !
- Dobzie KOTKA!

;)) no to miau ciociu Marto :-P

środa, 23 października 2013

I fajnie mi... ;)

Taaa...
staż jest super!
Przychodzę o dziewiątej-kończę przed trzecią!
Wokół mnie gwar. Obmyślamy w bibliotece jakieś ozdoby jesienne.
Kawa na biurku, pikanie czytników.
Książki pachną, dzieci chichoczą, klawiatura się tłucze...
Staż w tej bibliotece, to coś cudownego.
Wreszcie czuje się doceniona... I taka dorosła...
Wczoraj miałam drugi dzień stażu, a moja opiekunka stażu zostawiła mi całe stanowisko. One wraz z drugą bibliotekarką poszły do magazynu czegoś szukać. Ja zostałam w bibliotece.
A razem ze mną tłum ludności.
    -Poproszę ksiązkę taką i taką...
    -Czy mogę to zeskanować?
    -Proszę pani? mogę na kompa?
    -A ja na playstation?
    -A ma pani "Antygonę"?
I wołałam panie bibliotekarki tylko trzy razy, bo paru spraw nie wiedziałam jako początkująca. A wszystko trwało około 25 minut. I obsłużyłam wtedy łącznie osiemnaście osób. Wyszli z uśmiechem. To chyba nie było tak źle? ;)

Natalia! Potwierdź :P