poniedziałek, 31 grudnia 2012

No więc czas na podsumowanie!

Bo rok się kończy.
No to lu!
          Styczeń, luty i marzec.-Obfitowały w wiele zwrotów akcji.
Między innymi studniówka, nauka, nauka,nauka
"Mamo nie zdaję matury, mam ją w...".
         Kwiecień,Maj-W moim domu od kwietnia zaczynają się dwa szały.
Szał ślubny-bo wydawałam ja sobie siostrę za mąż i szał maturalny. Bo sama się nie napisze...
         Czerwiec-Szał ślubny trwa nadal i narasta na sile. Zaczynam właśnie choleeeernie długie wakacje.
Witaj wolności, żegnaj szkoło, witajcie problemy.
Kubek zimnej wody na łeb-brak matury. Założyłam blog numer dwa. Chwilowy i dla odmiany.
          Lipiec-Zawzięłam się. I zapisałam do fundacji.
Wydałam za mąż siostrę.Trzecią z kolei. Siostra się wyprowadziła. Nagle z nas siedmiu (jeszcze przecież nie dawno...) zrobiło się nas... czworo.
Zaniosłam ja relikwie. W podzięce, z intencjami. Nauka do poprawki.
         Sierpień.-Jaki tu spookój... Cisza przed burzą. Czekanie na wyniki matury poprawkowej co ją w trakcie napi...doliłam.
Końcówka... "Nie załatwiliśmy dowozu" i moje pogrzebane plany i nadzieję.
I radość, gdy dowiedziałam się, że kolejne życie przyjdą na świat.
         Wrzesień.-Zaczął się okropnie. Śmiercią w mojej rodzinie. Niespodziewanej, strasznej, zbyt wczesnej. Potem był wyjazd. Dziesięć naprawdę pięknych dni mojego życia. I bardzo pouczających. I najtrudniejszych.
Powrót do domu i kolejny kubek. Znów zimna woda,szybciutko się przebudziłam i przestałam marzyć. Po raz kolejny nie zdałam matematyki.
          Październik.- Dmuchnęłam ja sobie 19 świeczek na torcie, podumałam,podumałam. I zawzięłam.
W maju po raz trzeci pisze matmę. Może mi matematyka naskoczyć, a ja zdam ją i będę się kształcić. Przydybałam na blogspot. :)
          Listopad.-Wbrew pozorom najtrudniejszy i najbrzydszy miesiąc mojego życia.
Nie chcę go wspominać. To było straszne.
         Grudzień.-Drugie urodziny Igorka, trzydzieste urodziny siostry, śmierć babci. I to przeświadczenie że coś się kończy i coś zaczyna. Tylko że jak się kończy to jakby... ktoś strzelił ci w łeb.


A teraz jestem tutaj.
Kukam sobie w mój kalendarz.
Strona tytułowa brzmi: "To jest pierwszy dzień mojego nowego życia." I piękne, optymistyczne życzenia od Marty. Niech się staną...
Dziś o północy zakończę ten rok.
Okropne, męczące a jednocześnie bardzo pouczające i wnoszące coś do mojego życia dwanaście miesięcy.
Narzekałam kiedyś na nudny rok?
Ten miałam z nawiązką.
Straciłam wiele.
Ale i zyskałam bardzo dużo.
Sporo się nauczyłam.
Popełniłam wiele błędów, a w pewnych kwestiach zmądrzałam.
Mam cele. Cele na ten nowy rok. I spełnię je. I nie pozwolę by kolejny raz moim życiem rządziła biurokracja, pieniądze, odległość geograficzna.
I tym razem nie pozwolę bym się zawiodła na jakimś człowieku.
Chyba.
Jeśli mi się uda.
Bo przede mną nowy rok i kolejna nie wiadoma.
Obym za rok mogła napisać że miałam dobry rok. Tak bardzo tego chce.

A wam życzę dużo, dużo zdrowia, cierpliwości,kasy,pieniędzy,szczęścia i spełnienia marzeń.
Dziękuje że spędzam z wami już trzeci sylwester.
Do siego!!
:*



piątek, 28 grudnia 2012

Taka "se" notka.

Dostałam ja piękny kalendarz, piękną kartkę i pyszną czekoladę.
Od mamusi blogowej. Mamusia ta pierwsza jest nie zazdrosna aczkolwiek zdziwiona, że posiadam trzy mamusie (włącznie z chrzestną).
Jak zobaczyłam paczkę to już myślałam że ze wzruszenia śpikami prasnę.
Ale nie prasnęłam. Twardą trza być! 
Znacie Tosinków?
Ich się nie da nie znać! A już na pewno nie da się ich nie lubić!
Jest Marta-czyli moja mama nr 3, przyjaciółka i czytelniczka. Tri in łan.
Jest Karol-nie poznałam jeszcze, ale jak się ma taką rodzinę to trzeba być naprawdę super!
Jest Lubek-Zapowiedź super chłopaka-sama bym chciała takiego brata:D
Jest Tosio-Od Tosia się zaczęło bo Tosinkowo powstało początkowo dla niego. A potem się rozrosło. Mądry i wrażliwy:*
Jest Franio-Śliczny,wesoły i dzielny
 Jest Nela-Ubudziubu jakie to jest śliczne kociątko!
I jest Gaja-To znaczy jeszcze siedzi w brzuchu a ja ja już uwielbiam!
A jak ktoś chce Tosinków podczytywać to polecam!!
Są cudowni:*
I już wiem że chociażbym miała żebrać na kolanach do kogokolwiek to ja ich wyściskam osobiście!! I to w tym roku!  I Beatkę zabiorę po drodze i będziemy się ściskać na wieki wieków!
No...
We Szczepana tj 26ego spotkanie z przyjaciółmi.
W moim salonie, z choinką,kolędami i żarłem.
Dostałam zaległy prezent na urodziny.
Osobiście uważam, że coś zbzibzieli z tymi prezentami wszyscy! :o
Farbki do szkła miałam wczoraj wypróbować, jak mnie wena wzięła! Ale rzuciłam to szkło w cholerę (nie dosłownie bo mi Madzia dała takie czadowe butelki po nalewce babuni i muszę na nie dmuchać i chuchać)
i laski wpadły na herbatę.
A wena wpadła w depresję. Do tego ją dobiłam bo dziś mieliśmy księdza z kolędą i czysto miało być.
A ja nie lubię czystoooo ;(((
I weny brak. Będziemy ją przekonywać to wróci.
A moja siostra skończyła.... no urodziny miała:P nie powiem bo nie wiem czy mogę które.
Justyna to mama moich siostrzeńców, moja szoferka, piastunka, pocieszycielka, opieprzycielka.
 Siostra wielofunkcyjna :* sto lat!!!
I co jeszcze?
Nowy rok idzie! I nowe życia nadejdą.
Na świat przyjdą Gaja i Norbert, syn mojej kumpeli:)
Trza poczynić zakupy co by jako ciocia klocia obdarować maluszki
Uwielbiam takie zakupy! <3
Do wojny o matmę zostało pięć miesięcy.
Boję się, ale nie poddam.
Pokażę tym całkom kwadratowym, że ich twierdzenie talesa to pestka.
Amen.
A w ogóle to jestem wniebowzięta bo:
-Igorek kochasz mnie?
-Ba!
<3
Do napisania!

czwartek, 27 grudnia 2012

:-)


Wiecie? 
Są emocje i uczucia których się nie wypowie. I żaden mail, żaden sms i żadne słowo nie wypowie radości jaką 
czuje gdy kolejny raz listonosz przynosi paczkę, list...  I tu nie chodzi o same prezenty a o pamięć . Tę rzeczy są od ludzi którzy zaakceptowali mnie taką jaką jestem. A tak akceptuje mnie tylko rodzina i najblizsi przyjaciele. 
I wy jesteście dla mnie bardzo bardzo bliscy. 
Czuje wasza bliskość patrząc na tę piękne prezenty, czekając aż napiszecie na gg lub patrząc na wasze zdjęcia.
 I chyba nigdy nie zrozumiem czym sobie na was zasluzylam. 

Marcie,Anecie i Beatce.
Stokroć dziękuje

niedziela, 23 grudnia 2012

A z lepszych wieści to...

To święta idą!!
Nie chce się uwierzyć że wigilia to już jutro!!
Przygotowania tak na prawdę w moim domu zaczęły się dopiero przedwczoraj. Wcześniej były pogrzeb i stypa o których nie będe tu wspominać.
Tak więc od rana było pieczenie, sprzątanie i lukrowanie pierników.Ochoczo wzięłyśmy się z Olą do roboty.
Efekty są baaardzo fajne!! :)
Co prawda robione komórką a więc szału "ni ma"
Literki są moim dziełem, a choinka z dziwnym napisem jest Oli :D A smakują... ach!
Ozdobiłyśmy także mój pokój, a mama z Olą ubrały choinkę.
Swoją drogą muszę wam powiedzieć, że o ile kocham święta, cały ten bajzel wokół niego, to jakoś nigdy nie pałam chęcią do ubierania drzewek świątecznych. Dawniej mi sie chciało a teraz... Dzięki Bogu z mojej 50 centymetrowej choinki do pokoju nie ściągałam ozdób z tamtego roku, a więc miałam Ja sobie gotowca:D
Cóż starzeje się!!
No i doczekałam się już laptopa :) w środę mi go przywieźli. Jako że od początku miał zainstalowany windows 8 to muszę się go nauczyć. Wszystko w nim jest inne, dlatego trudno jest się przyzwyczaić. Ale damy radę!
_______________________________________________________________________

KOCHANI! Z OKAZJI ŚWIĄT ŻYCZĘ WAM BYŚCIE NIGDY NIE ZAPOMNIELI TEGO CO NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU-MIŁOŚCI I PRZYJAŹNI!
POMYŚLCIE SOBIE O MNIE PRZY TYM WIGILIJNYM STOLE. :)) NAJEDZCIE SIĘ DO WOLI, NIE LICZCIE KALORII, ŚMIEJCIE,KOCHAJCIE,RADUJCIE I NIECH NIC NIE ZAMĄCI WAM SPOKOJU TYCH DNI.

MAGICZNYCH ŚWIĄT KOCHANI! :***




piątek, 21 grudnia 2012

Się kręci.

No bo musi.
Bo nawet jakbym chciała to nie wskrzeszę babci ani nikogo innego.
Ten tydzień był jednym z najtrudniejszych tygodni mojego życia.
Ale wciąż czułam waszą obecność.
Dziękuje wszystkim który byli ze mną i za ciepłe słowa w poprzednim wpisie.
Jestem już po pogrzebie, po stypie.
Zmęczona psychicznie.
Dziś po pięciu dniach włączyłam muzykę.
Życie toczy się dalej.
Jeszcze raz-dziękuje:*


PS Wpadnę z życzeniami :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Od paru minut zastanawiam się co napisać...
Chciałam tu uwieczniać zarówno dobre jak i złe chwile w moim życiu...
I pierwszy raz nie wiem co napisać.
Bo to jest niewątpliwie ta zła chwila.
I nie wiem co ze sobą zrobić.
Wszystkiego się odechciewa.
Nie chce już tych świąt.
Nie chce niczego, tylko być małą dziewczynką.
 Znowu. 
Taką beztroską.
Nie dorosłam do problemów.



Żegnaj Babciu.

sobota, 15 grudnia 2012

Dwa

Igorku! Od dziś jesteś już dwulatkiem.
Tyle lat, jesieni, zim i wiosen upłynęło.
Dwa lata o tej porze siedziałam w szkole w zimowy dzień.
Był wtorek, a ja siedziałam na matmie i jakoś w kościach już przeczuwałam, że Cię nie długo zobaczę.
Miałam rację. Oj żebyś widział ten dreszcz emocji, który przebiegł po naszej rodzinie, gdy dowiedzieliśmy się, że już tylko godziny dzielą Cię od wyjścia na ten świat.

Poczekałeś grzecznie, urodziłeś się szybko w pierwszej godzinie piętnastego grudnia.
I potem zobaczyłam Cię rano na zdjęciach. Byłeś noworodkiem, takim małym brzydalkiem,  takim jak inne noworodki.
A dla mnie byłeś najpiękniejszy na świecie. Zresztą tak samo jak dla cioć, wujków, mamy, taty i brata.

Oj gdybyś wiedział jak on się przejął tym, że będzie starszym bratem...
Dziś jesteś już duży. Coraz bardziej pomocny, lubisz rozrabiać, roznosisz dom swoim bieganiem, krzykami, śmiechem.

Kochanie!
Życzę Ci przede wszystkim zdrowia. Żebyś był szczęśliwy, byś po wakacjach mógł zadebiutować jako dzielny przedszkolaczek. (Chociaż jak na razie wcale sobie tego nie wyobrażam.) I żebyś się nigdy nie zmienił. Jesteś idealny.
Kocham Cię. Ciocia Natalia. :*

piątek, 14 grudnia 2012

...

Kim trzeba być żeby zabić dzieci? By wtargnąć tak po prostu do szkoły wyciągnąć pistolet i... 

Strzelić tak po prostu do człowieka? Zwierzęciem? Nie bo nawet zwierzę ma więcej uczuć niż niektórzy ludzie... 

W dodatku do szkoły w Connecticut gdzie dziś doszło do strzelaniny chodziło dziecko sprawcy. A może było wśród ofiar? Nie wiem tego i chyba nie chce wiedziec... 
Od dwudziestu minut nie mogę uwierzyć w to co dziś usłyszałam i widziałam. 


Boże gdzie my idziemy...?

czwartek, 13 grudnia 2012

Ocalić wspomnienia

Jestem osobą sentymentalną.
Od zawsze lubiłam oglądać zdjęcia, segregować je, przechowywać każdą rzecz.
Od zawsze noszę się z zamiarem, że kiedyś każdą pamiątke po swoim dziecku będe skrupulatnie przechowywać aż urośnie.
Ale oprócz sentymentalizmu dostałam jeszcze parę innych "cech" jak niecierpliwość, roztrzepanie itp. I jakoś nigdy nie mogłam się w sobie wyzbierać, by te swoje pamiątki jakoś ulokować.

A pewnego dnia natrafiłam na teczkę, w której kiedyś trzymałam notatki z języka polskiego potrzebne do matury.
Otworzyłam ją, bo była zadziwiająco gruba, a przecież pamiętałam, że jakiś czas temu wszystkie materiały maturalne oddałam na strych. Tam w spokoju czekają, aż Ola lub chłopcy będą ich potrzebować.
Jakież było moje zdumienie, gdyż okazało się że podczas sprzątania schowałam tam przeróżne rzeczy o których bezczelnie zapomniałam!
I takim sposobem znalazły się tam:
  • -Osiemnastkowe kartki
  • -Widokówki wakacyjne od przyjaciół
  • -Książeczka o fundacji "Mimo wszystko" wraz z autografem Anny Dymnej ze specjalną dedykacją.(Bardzo chciałam wtedy ją poznać. Myślałam o starcie w konkursie "Zaczarowana piosenka" i dzięki pomocy innym mogłam z nią nawet parę słów zamienić!) :)
  • -Cegiełka na budowę OREW
  • -Wszystkie ulotki, biuletyny i karteczka z gryzmołami na wykładzie czyli pamiątki z obozu FAR
  • -Płyta ze zdjęciami ze studniówki

oraz wiele wiele innych...

Pooglądałam, poczytałam, powspominałam...
I niemalże wróciłam do tych dni...
Do czasów gimnazjum,
do pierwszych dni liceum,
do ostatniego dnia egzaminów maturalnych, gdy moi przyjaciele urządzili mi wspaniałe pożegnalne przyjęcie.
No i tak wiedziona sentymentem otworzyłam szufladę biurka. Przekopałam wszystko, powyciągałam wszystkie kartki, które ostatnio odczepiłam od tablicy korkowej i posegregowałam.
One też powędrowały do teczki. A ta niespodziewanie zrobiła się gruba O.O
Jeszcze jakiś czas i będzie trzeba poszukać na te wspominki jakieś pudełko...
Nie wiem tylko jak zmieścić je w moim mikro pokoju?
A może czas odkładać pieniądze na osobne pomieszczenie?
Blaszak jakiś czy co... :D
(A pomieszczeń będzie dwa. Bo ostatnio marzy mi się takie ustronne miejsce gdzie będe mogła poświęcić się swoim hobby, pobrudzić i nie sprzątać, posłuchać głośnej muzyki i pobyć samemu... Bo każdy czasem musi, co nie?)
W każdym razie cieszę się, że los zrobił to za mnie. W końcu skoro już teczka "sama się zrobiła" to nie ma wyjścia. Muszę ją kontynuować!


...Nie macie czasem wolnej piwnicy...?



PS Bardzo dziękuje za falę ciepłych komentarzy, którymi mnie obdarzacie. Jest mi bardzo miło i cieszę się że jest Was wciąż więcej i więcej :))

środa, 12 grudnia 2012

Wychowani w... tolerancji.

Igor i Adrian mają niepełnosprawną ciocię.
(I pewnie wszyscy teraz popukają się w czoło, bo nic odkrywczego dziś nie powiedziałam)
A raczej niepełnosprawną (bo ostatnimi czasy staram się nie używać względem siebie tego określenia.) lecz poruszającą się o wózku.

Pamiętam, że gdy moja siostra urodziła pierwsze dziecko, to pomimo bardzo młodego wieku zaczęłam się zastanawiać jaki stosunek będą miały wobec mnie dzieci moich sióstr, przyjaciół a potem moje dzieci.
Bo z jednej strony to może być problem.
Bo siedmiolatek wcale nie musi rozumieć czemu jego ciocia nie jeździ z nim rowerem.
A dwulatek W OGÓLE nie musi rozumieć tego, czemu ciocia jest wożona w wózku jak on, mimo że jest już prawie stara.
I przyznam wam, że czasami dziwię się że mają tak wiele cierpliwości.

Adrian jako czteroletni chłopiec miał taki okres, w którym to zauważył, że ja różnie się trochę od innych ludzi.
Że nie chodzę, że w wielu dziedzinach życia potrzebuje pomocy. I pamiętam, że zaczął dopytywać.
Odpowiadaliśmy więc zgodnie tak jak jeszcze w zerówce ja odpowiadałam rówieśnikom, że mam chory kręgosłup, że taka się urodziłam. Jasny i czytelny komunikat dla takiego małego chłopca był w sam raz. Do dziś czasem zdarza mu się zapytać czy będę jeszcze kiedyś chodzić.
A ja mu odpowiadam, że nie i wszystko jest jak dawniej.
Adrian podwozi mi wózek, gdy przechodzę na niego z łóżka.
Igorek od paru miesięcy przynosi mi podnóżki, a dziś usiłował mi ubrać buta, który spadł z mojej nogi.
Ma dopiero dwa lata i nie zna mnie innej, zdrowej. I zdaje się nie przejmować moim ograniczeniem ruchowym.
Oboje szybko się przystosowali.
Albo raczej wrodzili.
A jednak czasem chciałabym być w stu procentach dla nich i móc w pełni uczestniczyć w ich rozwoju.

Ale kto na tym świecie ma wszystko?? :)
Bo w końcu z drugiej strony mogę się tylko cieszyć. Na przykład tym, że Adrian i Igor dorastając z osobą niepełnosprawną są uwrażliwiani.
Że dzięki Bogu, nie będą dziećmi, które na widok osoby niepełnosprawnej zaczną szydzić i głupio żartować, a gdy gdzieś taki maluch przyjdzie na świat będą wiedzieli że nie różni się ono od innych dzieci.
I od kiedy się urodzili zrozumiałam, że w każdej sytuacji można znaleźć plusy.
Nawet we własnej chorobie.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

O Mikołajkach, cudownej sobocie, zimie i czymś tam jeszcze...

Mikołajki minęły jak z bicza strzelił.
Trwały sobie nie przerwalnie od czwartku piątego grudnia w bardzo sympatycznym tonie.
Mając na głowie obdarowanie milionów dzieci troszkę się zakręcił i był u chłopaków aż sześć razy!!
Pozostawił prezenty u każdej z cioć, babć,dziadków i w szkole Adrianka.
U mnie też był trzy razy :D oprócz dwóch, cudownych wspomnianych już książek:
dostałam też szczoteczkę elektryczną:
oraz czapkę:
Tylko że moja jest troszkę inna. Kremowa. :)
No i oczywiście słodycze, a także szablony do sztucznego śniegu (Ola dostała śnieg... :D)
Chłopcy natomiast zatonęli dosłownie w fali prezentów. W fali samochodzików, gier planszowych,słodyczy,ciastolin,gazetek,płytek dvd, pisaków,malowanek, książeczek i organków. A nawet stolika kubusiem puchatkiem :D
***
W piątek mimo trzaskającego mrozu postanowiłam wybrać się na scholę. W końcu wcześniej były imieniny Barbary(nauczycielki ze scholki, a jednocześnie mojej pani od angielskiego z czasów liceum :))) a ja poproszona zostałam o wykonanie kartki imieninowej, którą dostała jako dodatek do prezentu. Wyszła.. tak sobie:
Ale podobno się podoba. I to najważniejsze. :)
Na scholi w rolę Mikołaja wszedł nasz ksiądz proboszcz, który ku wielkiej uciesze tych mniejszych i większych dzieci podarował nam znów zapomniany od Mikołaja prezent. Dwie czekolady. To był fajnie spędzony czas w gronie przyjaciół. :))
***
W sobotę zaś dzięki uprzejmości i pomocy wielu osób (dziękuje Olu:*) mogłam wstawić się w naszej Szlachetnej paczce bo już, już był weekend!
Nie zapomnę tych kilku godzin... Uwierzcie. Widoku tych paczek, hojności darczyńców, rozemocjonowanego głosu pani, do której dzwoniliśmy, by dowiedzieć się jakie są wrażenia po otrzymaniu paczki. Najczęściej ludzie dostawali ponad stan. Wszystkiego. Od słodyczy po meble.
Moją rolą w tym dniu było szczegółowe relacjonowanie akcji na fanpagu w Facebook. :)) 
A sukces świętowaliśmy już przy pizzy :)) fajnie było:))
 
Po dłuższym wahaniu wkleiłam zdjęcie. Takie ćwiczenie akceptacji swojego niezbyt ciekawego wyglądu. 

***
Ostatnimi czasy powstało moje najnowsze dzieło.
I tak zostałam z pomocą kuzyna i przyjaciół administratorką forum społecznościowego:
www.nasze-pasje.phorum.pl serdecznie zapraszamy :))
***
Śnieg jak zasiadł tak siedzi i to bynajmniej nie w pace. :P
I co najdziwniejsze to nawet mi nie przeszkadza! A jest już tydzień!
Cuda!? Czary jakieś!?
A może po prostu się przyzwyczajam do braku zimówek? :P
***
Zaraz... zgubiłam wątek... Aaaa! Kolejnym newsem jest dofinansowanie które dostałam na laptopa :)) co prawda by laptop był porządny i długo służył zarówno mnie jak i Oli z którą będę go dzielić musieliśmy dopłacić osiemset złotych. A więc łatwo nie jest. :P
Ale i tak się cieszę. Wczoraj szwagier (informatyk) i mama byli na rozeznaniu cen w sklepie i padło na ten model: 

Podobno bardzo porządny. A do tego ma w sobie system Windows 8 więc spróbuje czegoś nowego :)
***
I to już wszystko co miałam wam dziś do powiedzenia. Mam nadzieję, że dobrneliście?


PS Ostatnio coraz częściej dostaje za pośrednictwem GG pozdrowienia i uśmiechy od anonimowych czytelników mojego bloga. :) Co prawda to także jest budujące i cholernie miłe i niech trwa, ale jeszcze milej będzie, gdy w końcu ujawnicie się też w komentarzach! :) Bo w końcu rozmowa na gg jest na chwilę (nie archiwizuje ich) a komentarz jest na bardzo długo. :)) Bardzo proszę też o pozostawienie namiarów na swoje blogi, bym mogła dodać was do swoich linków i również podczytywać. :)

Poszło!



środa, 5 grudnia 2012

Kochany święty Mikołaju!!

W tym roku dostałam najbardziej zaskakujący prezent pod słońcem.
Żałuj że nie widziałeś mojej facjaty na widok tego przemiłego pana z przesyłką.
Bo przesyłka? Jaka? Że co? Że jak?
Podpisałam się grzecznie, bo w końcu napisałeś mi przepięknym charakterem pisma, że byłam grzeczna.
Otworzyłam więc ten prezent. Kopara opadła mi do kostek.
Myślę, myślę... Aż mi z uszu paruje... I nie wiem co powiedzieć. Z szoku chyba nie zasnę.



I czym ja sobie zasłużyłam na tak cudownych przyjaciół, ja się pytam?! o.O


Kochany święty Mikołaju. Jesteś cudowny bez dwóch zdań:*** uwielbiam i bądź pewny. Ja się odwdzięczę!!


EDIT:
Dla zainteresowanych uprzejmie informuję, iż prezentem od tajemniczego Mikołaja były śliczne dwie książki. W dodatku jedna z nich jest o moim ukochamym Meksyku:))