piątek, 24 sierpnia 2012

Versatile blogger

Mogłabym napisać w tej notce jak jest mi źle.
Jak jestem wściekła.
Na wszystko chociaż nie daje tego po sobie poznać.
Na biurokrację.
Na marzenia, które legły mi w gruzach.
Na to że w moim życiu wszystko sprowadza się do mojego wózka, do braku kasy, do pierdzielonej biurokracji.
I na to, że te moje marzenia zawsze są takie... Niedobrane do realii.
Mogłabym.
Ale ja nie chcę.
Jestem zmęczona tym wszystkim, nie mam na to sił. Więc nie napiszę...


Ale za to u Tosinków dostałam zaproszenie do kolejnej zabawy blogowej :))

A moim zadaniem na dziś jest napisanie siedmiu rzeczy, które o mnie nie wiecie.
I tu mam jak Martusia problem, bo wiecie o mnie dużo.
No ale się postaram.
Więc:

1. Mam dziwną obsesję. Co jakiś czas przychodzi na mnie mania oglądania różnych dziwnych materiałów nt. katastrof. I tak przechodziłam już fazę: Titanica, Smoleńska,katastrofy samolotu w którym zginęła Anna Jantar, zawalenia się Hali MTK,a ostatnio po przypadkowym obejrzeniu filmu fabularnego o World Trade Center, a potem przez dwa dni oglądałam dokumenty, czytałam różne blogi, artykuły tylko o tej treści.  Swego czasu oglądałam też filmy nt. burz, huraganów i trąb powietrznych. Pomimo, że bardzo się ich boję i w każdej chmurze widziałam  zbliżające się tornado. Sama się nakręcałam i dalej oglądałam. (To chyba coś na kształt tego twojego holokaustu, co nie Marta?) :/ Często też oglądam materiały z dnia śmierci papieża, ale tylko po to żeby sobie przypomnieć jak cudowną osobę utraciliśmy.

2. Najtrudniejszym czasem mojego życia były klasy: czwarta, piąta i szósta, podczas której zaliczyłam fascynację serialem, co było obiektem kpin i żartów innych, bo ze mną faktycznie nie było innego tematu. Od tego czasu mam uraz i o swoich upodobaniach muzycznych i filmowych opowiadam mało komu. Robię to po to, by uniknąć krytyki ze strony innych, bo sprawia mi to ból. Poprostu. A potęguje to fakt, że ja sama nigdy raczej w podobny sposób nie postąpiłam... No. Chyba że na żarty z siostrą.

3. Najbardziej w życiu żałuję... przerwanej i krótkiej "karierki" muzycznej. Od siódmego roku życia śpiewałam na różnych przeglądach. Potem mój głos zaczął rosnąć, zmieniać się a ja zaliczyłam kilka wpadek na występach co skutecznie zniechęciło mnie do dalszego pokazywania się. Dziś śpiewam tylko dla siebie i wyrzucam sobie, że przez te lata mogłam ćwiczyć dalej. A nuż moje niepowodzenia, to tylko wina niewyćwiczonej przepony? W każdym razie nigdy nie ziściło się moje marzenie o wystąpieniu w "Zaczarowanej Piosence" o którym tak marzyłam i od tego czasu tego nie oglądam. Bo nie mogę i już.

4. Gdy byłam mała bawiłam się z sąsiadami obok domu ich babci. W pewnej chwili tuż koło tzw. korytek z boku ulicy nachyliłam się (potrafię nachylać się by sięgnąć czegoś na podłodze) po kamień i... Trach. Wózek przeważył się pod tym ciężarem poprzez wjechanie niezabezpieczonego kółka do korytka a ja się nim nakryłam. Dzięki Bogu byłam przypięta pasami i nic mi się nie stało. :))

5. Odkąd jako około 4 letnia dziewczynka obejrzałam video z komuni mojej siostry niecierpliwie czekałam na dzień mojej pierwszej komuni. W końcu to się stało. 26 maja 2002 roku zebrała się cała moja najbliższa rodzina. Razem z innymi dziećmi przyjęłam do swojego serca Jezusa i to był niewątpliwie najpiękniejszy dzień mojego życia.

6. Dzieci uwielbiam od zawsze. A konkretniej od narodzin mojej młodszej o pięć lat siostry.  Pamiętam, że pochłonął mnie świat butelek, kaszek, pozytywek, nocniczków, karuzelek i  oraz pampersów, który mogłam oglądać w gazetach, które miała moja mama. Potem sześć lat później narodził się mój siostrzeniec, a ja znów byłam wniebowzięta :)) I uwierzcie, że w bardzo młodziutkim wieku już posiadałam wiedzę (konkretną!) nt. porodu  i pielęgnacji dzieci :)) Do dziś gdy mam tylko ku temu okazję to pochłaniam książki, fora i gazety o tematyce dziecięcej. Kocham też oglądać akcesoria dziecięce. Od smoczków po wózki. 
A co więcej? Wcale się tego nie wstydzę :)

7. Książki kocham od zawsze. Nauczyłam się czytać w wieku pięciu lat. Gdy miałam niespełna cztery lata nauczyłam się na pamięć książeczek, które czytała mi moja mama przed snem. W końcu wiedziałam nawet, które partie tekstu znajdują się na danej stronie. Dlatego moja rodzina robiła innym psikusy i każdy kto do nas zaszedł myślał, że już sobie czytuje sama. :)) Nauczyłam się natomiast czytając artykuły w gazetach. Do dziś ten kto chce mnie uszczęśliwić może mi kupić książkę, albo gazetę. Albo coś z artykułów papierniczych. Mniam! :)

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz