piątek, 25 lutego 2011

O tym i o tamtym też...

Nie mogę uwierzyć w to, że dwa tygodnie temu o takiej porze wyszłam na podwórko, poszłam na spacer, wystawiałam twarz do słońca… 

Bo gdy patrzę w okno to widzę tylko biel, zima jak szybko sobie poszła tak szybko do nas wróciła;/
Zrobiła nam psikusa, bo sądziłam, że pomimo takiej pory jutrzejsze chrzciny Igora będą ładne… 

Teraz jestem pewna, że do jutra sytuacja się nie zmieni i będzie biało, zimno, wręcz mroźno. Nie znoszę zimy… 

Ale to i tak nie zburzy mi spokoju i doniosłości chwili jaką jest chrzest mojego siostrzeńca. 

Igor, który obecnie ze swojego wózka mrucząc coś złowrogo czyta moje wypociny blogowe, wciąż nie może pogodzić się z tym, że ciocia Natalia nie weźmie go na ręcę.
Cóż, nie można mieć wszystkiego .
Wczorajszy dzień spędziłam najpierw z edukacją w tle, a między wolnymi przerwami z książką Ani, lub w OREWIE, następnie po powrocie internet, relaks. 

Potem musiałam ufarbować swój poczciwy „łebek”. A to skutecznie mój humor spsuło… Bo co ja poradzę, że jestem jedną z nielicznych kobiet, które nie lubią zabiegów kosmetycznych, malowań itp.? Jedyna rzecz jaką lubię to malowanie paznokci.
Tak więc wracam do żwawej „konwersacji” z moim misiulkiem i postaram się zdać relacje z jutrzejszego święta.

1 komentarz:

  1. apisane przez ma~ w dniu 19 Luty 2011.Odpowiedz
    Kochana wszystkie zastrzyki są beee:( współczuję,a Igor widzę jak moje łobuzy,ani myśli dać odpocząć ludziom;)))

    OdpowiedzUsuń