niedziela, 21 października 2012

O blogowaniu słów kilka...

Pierwszy w swoim życiu blog założyłam dokładnie siedem lat temu w wieku lat dwunastu.


Fakt ten nastąpił gdzieś pomiędzy pierwszym zębem, a pierwszym krokiem malutkiego wówczas Adrianka.

Bloga założyłam dzięki fazie, gdy za wszelką cenę próbowałam dorównać swoim rówieśniczkom.

Jako, że nastała wtedy moda na "blogowanie" wśród młodzieży, to sama musiałam go mieć.

Blog opierał się na dodawaniu linków do ulubionych gier online, oraz notek w stylu:

"Siema!
Co u was? U mnie ok. Nie chce mi się chodzić do szkoły. Czemu nie komentujecie?
Napiszcie mi jeśli chcecie bym dalej pisała tego bloga. A teraz dodam kilka zdjęć
No to pa."


Zdjęciami nazywałam wówczas obrazki w stylu "Jakaś panna siedzi w kącie i chlasta się w żyłę żyletką" lub "Ta sama panna siedzi w kącie. Już sie nie tnie, tylko tuli do misia."
Klasyczne EMO. 



Jak sobie pomyślę że takie coś mi się podobało...

Potem blogowałam z przerwami, notki były już dłuższe, ale raczej w podobnym tonie, czasami napisałam jak spędziłam dzień, albo jaki film oglądałam...

Przełom nastąpił w okolicach liceum.

Ja wówczas siedemnastolatka natrafiłam wtedy na blogi Sadosi, Tosinków, Majcika...

Powoli dowiadywałam się, że blog to może być fajna pamiątka, sesja terapeutyczna w złe dni, sposób na poznawanie innych ludzi.

Uczyłam się w końcu od mistrzów... :))

Z upływem czasu postanowiłam podzielić się kilkoma moimi tworami literackimi, a następnie moimi radościami, smutkami, dziwactwami, strachami.
Dziś? 

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez bloga.

Wiadomo, że nie robię tego jeszcze dobrze, ale jedno jest pewne-nie zamierzam narazie przestać.

Dzięki blogowi podszkoliłam troszkę mój styl pisania

Dzięki blogowi potrafiłam się pogodzić z moją chorobą, poradzić sobie z jej trudami. A

Dzięki blogowi mam wielu cudownych przyjaciół i to, że dzielą nas kilometry nie robi mi problemu. (Ale moje znajomości internetowe to temat na osobną notkę)



Dzięki blogowi zapamiętałam, że Igorek po raz pierwszy uśmiechnął się do mnie w... windzie.

I że Adrian już od małego miał duże poczucie humoru.

Dzięki komentarzom, które od Was dostaje czuję się doceniana i wiem, że nie jestem niektórym obojętna.


Bo dzięki temu blogowi ważne dla mnie osoby były ze mną w najważniejszych momentach mojego życia.


Dorastanie Adriana, moje liceum, bierzmowanie, matura, pierwszy wyjazd...

I chociaż moje poprzednie blogi zrządzeniem losu zniknęły gdzieś pośród milionów usuniętych stron to i tak nie ważne.

Skupiam się na tym co teraz. 

A wszystkim którzy tu wchodzą, komentują, są sercem i duszą... Po prostu-dziękuje :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz