poniedziałek, 15 października 2012

Nowy rok...- 30 grudnia 2011

Jutro powitam nowy rok.
Dziewiętnasty rok mojego życia.
Mijający rok był...
Szalony.
Oj tak.
W ciągu niespełna dwunastu miesięcy zmieniło się tak wiele,
że ledwo nadążam.
A to przecież namiastka tego, co mnie czeka.
Za mną ponowne zostanie ciocią, ślub siostry, wejście w pełnoletniość
zarówno mnie jak i wielu moich znajomych i przyjaciół.
Przede mną kolejne wesele, tym razem następnej w kolejce siostry :D,
a przede wszystkim studniówka i najgorsze,
najtrudniejsze dni z Serii "matura"
a także koniec szkoły i całkowita zmiana życia.
Wiem już, że siostra od września wraca do pracy, a wiec będę
spełniała się w roli ciotki-polki zajmując się w miarę swoich sił
i z pomocą mamy Igorkiem.
Na nudę przy rocznym dziecku chyba nie będę narzekać?
Wiem, że będę się starać zdać maturę,
jak będzie trzeba to nawet dwukrotnie.
Wiem, że będę musiała znaleźć jakąś przynajmniej dorywczą pracę.
I wiem, że JAKOŚ przecież się ułoży.
Tak jak układały się kolejno losy mojego życia, gdy czasem było ciężko…
A jednak…
Świadomość tego,
że zostawiam za sobą całą młodość,
przyjaźnie szkolne, ludzi, których znałam i będę musiała
iść dalej podejmując coraz trudniejsze decyzje w moim życiu jest...
Paraliżująca.
I nie ukrywam boję się tego roku... 
Cholernie się go boję.
I pomyśleć, że jako mała dziewczynka chciałam być dorosła...
Niech ktoś zatrzyma ten czas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz