niedziela, 8 maja 2011

Nie taka Natalia jak ją malują...

Ostatnio po prawie dwóch latach weszłam na scenę. Miałam przyjemność wraz z koleżanką zaśpiewać na drugiej olimpiadzie specjalnej w ośrodku OREW, którego jestem stałym bywalcem.
Było sympatycznie, nawet cudownie!  Dostałam kwiaty, piękne podziękowania, pamiątkowy medal i wiele, wiele gratulacji.
Dużo osób ostatnio zachwala się nad tym jaka jestem silna… Ale muszę dziś wszystkich niestety zdziwić. Nie jestem, nie byłam i chyba nie będę silna. Są osoby o wiele silniejsze odemnie, każdego dnia widuję dzieci z gorszymi chorobami, wiecznie uśmiechnięte, ludzi biednych cieszących się z błahostek…
A ja? A mnie Bóg oszczędził… Moja choroba jest na tyle łaskawa, że mogę przebywać wśród młodzieży, mogę chodzić do szkoły. Mogę mówić, mogę kiedyś podjąć pracę, żyć w miarę tak samo jak wszyscy…
A tymczasem coraz częściej nachodzi mnie totalna beznadzieja. Coś co niszczy coraz więcej moich dni, coś co sprawia, że coraz częściej ryczę…od tak… Bez powodu.
Coś takiego, że swoim wrogim nastawieniem do świata odpycham od siebie coraz więcej ważnych dla mnie ludzi, że kłócę się z kim popadnie, bo czasem po prostu MUSZE na kogoś nawrzeszczeć… I to, że coraz częściej jestem wściekła na to, że akurat ja muszę być chora, przyjmować leki, jeździć na wózku.
A jak już ta chandra przejdzie to nagle dostaje nie wyjaśnionego powera, chce mi się żyć, marzę o tym jaka kiedyś będę szczęśliwa a w głowie mam tysiąc planów… I pewnego dociera do mnie, że te plany są cholernie nie realnymi… I zatacza się błędne koło.
I wiem, że powinnam być wdzięczna, że żyje, że mam przyjaciół, mam rodzinę.
Ale ja czasem po prostu nie mogę…
Pozory mylą…
Ps Igor odwraca się z plecków na brzuszek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz