wtorek, 22 marca 2011

Nauka, imprezki i takie tam...



W dzień chrztu świętego Igora nie była ładna pogoda, pomimo że zaklinałam jak mogłam, ale był deszcz… To jednak nie popsuło nam wspaniałych chwil. Igorek najpierw przyjął swój pierwszy sakrament święty, potem było wręczenie prezentów i uroczysty (a jakże!) obiad, mały spisał się dzielnie, troszkę sobie pomruczał w kościele, ale gdy ksiądz polewał mu główkę zrobił wspaniały uśmiech


Tydzień temu byliśmy oboje na badaniach (oczywiste, moich) i i dokładnie w ten dzień Igorek po raz pierwszy jadąc windą zaśmiał się na głos rozgadani są z Adrianem bardzo (złośliwi twierdzą, że po cioci). 


A ja jak to ja… humor mam raz lepszy, raz gorszy. Wizyta w szpitalu dobiła mnie bardzo, gdyż badanie które miałam robione odbywało się obok sal dialistycznych… Wiele kiedyś czytałam o dializach… Ale to nie to samo… bo poczułam co to cierpienie dopiero, gdy poznałam pewną dziewczynkę, która żyje bez dwóch nerek i prawie mieszkając w szpitalu każdą noc podłączona jest do pomp, które oczyszczają jej krewkę „w zastępstwie” nerek… Wiadomo, do końca życia tak nie można, dziewczynka przeszła już długą operacje usunięcia uszkodzonych nerek, a obecnie czeka na przeszczep… 


I człowiek zadaje sobie pytanie: Dlaczego? 


W mediach huczy od rewelacji z sejmu, politycy ścigają sie pomiędzy sobą tylko po to, by pokazać że to oni są najwaźniejsi… Nie nauczyła ich nic katastrofa sprzed roku, pomimo że stracili przyjaciół, rodzine, nadal jest w nich wiele zła… 


Za mniej niż miesiąc rocznica tragedii smoleńskiej, a oni znów będą zjednoczeni, zadumani, zatrzymają się w tym pędzie… Na pokaz… 
Przepraszam, że notka dziś jest niezbyt ciekawa i nie zbyt przyjemna, ale czasem potrzebuje się tak wygadać (wypisać?) Coraz częściej dopadają mnie jakieś dziwne melancholie… 

Na pocieszenie wystarczy przecież poobserwować przyrodę za oknem, wiosna w pełni!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz