poniedziałek, 15 października 2012

Małe rzeczy, wielka radość- 15 marca 2012

Jestem po jednym z kryzysów w moim życiu.
Ostatnio przeszłam jednej z trudniejszych chwil życia. 
Rozdarta pomiędzy tym co mnie czeka, 
pomiędzy tym ile dobra mnie ominęło,
 ile mogłam osiągnąć, 
ile szans w życiu zaprzepaściłam.
I właściwie to każda,
nawet najdrobniejsza rzecz potrafiła mnie tak mocno wytrącić z równowagi, 
że płacz był murowany. 
Bo niestety. 
Na każdy najdrobniejszy zgrzyt w moim życiu reaguje jak dziecko.
Płaczem. 
I nie potrafię tego w sobie zmienić, 
choć wiem, że przecież nie jestem już małą dziewczynką, 
że to niedojrzałe. 
Ale z drugiej strony... 
Może to i lepiej że czasem wyrzucam z siebie emocje?
W każdym razie już wiem czego tak naprawdę mi brakowało.
Słońca. 
A ono jakby na przekór mnie nie pojawiało się wcale, 
lub było go na lekarstwo. 
Aż w końcu od paru dni te jego przebłyski stają się coraz większe
 i zwiastujące upragnioną wiosnę. 
A ja coraz bardziej nie potrafiłam zaakceptować siebie, tego co się dzieje na świecie. Ale już wiem, że powoli wychodzę na prostą. 
A właściwie od czasu gdy przebłyski słońca są coraz dłuższe i zwiastujące upragnioną wiosnę.
I że coraz częściej widzę to szczęście które mnie otacza.
Bo szczęście to ta wczorajsza czekolada zjedzona w kuchni i ciepła herbata.
To ta pseudo-niedzielna nauka angielskiego na wersalce przy kaloryferze.
Szczęście to prawie siedmioletni coraz mądrzejszy Adrian i tańczący przy "Pluszowych Misiach" Igorek.
Szczęście to ta radość najlepszej przyjaciółki z podarowanego prezentu.
I życzę sobie bym to szczęście dostrzegała częściej. 
Pomimo tego co przynosi los.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz