poniedziałek, 15 października 2012

Dzieciorkowy miszmasz- 11 czerwca 2011

Igor dzisiejszego ranka gdzieś pomiędzy "Dudusiem Wesołkiem" a "Kotem Jamesem" niespodziewanie przestał wykazywać zainteresowanie bajkami.
A szkoda... Prawie wciągłam się w perypetie bajkowych postaci i z zapartym tchem śledziłam zmagania Dudusia i Meli... Ale cóż było zrobić?
W końcu Ja-osiemnastoletnia kobieta nie mogę się kłócić z rocznym siostrzeńcem o bajkę.
Być może dziesięć lat temu to by przeszło... Ale dziś? :/
Młody zerwał swe słodkie cztery literki z podłogi i podążając do mojego "ciasnego-ale-wlasnego" pokoju wskazał palcem na głośnik i już wiedziałam...
Znaleźliśmy wspólny język z chwilą gdy z wspomnianego wyżej głośnika rozległo się wspaniałe i nie śmiertelne : "Taki mały, taki duży może świętym być!"
Spojrzeliśmy więc z młodym na siebie i ze zrozumieniem zaczęliśmy sobą potrząsać.
On kuperkiem.
Ja głową w takt.
I tak sobie balowaliśmy.
I tylko raz za czas dochodziło między nami do sekundowych konfliktów w stylu "Igor nie ruszaj klawiatury" "Igor nie wyłączaj komputera" "Igor nie pogłaśniaj tak!"
No bo co ma dziecko zrobić, że jego własna osobista ciotka traktuje własny komputer z uczuciami niczym ten statystyczny mężczyzna własny samochodzik z garażu?
Nic nie poradzi. Ot co!


...


Natomiast w dniu wczorajszym wybrałam się z rodzicami do pobliskiego (no dobra... Nie tak znowu bliskiego) "M1" oraz "Carrefour". A tam?


Zatrzęsienie ludzi. Zatrzęsienie dzieci.


Zaczęłam więc robić to co zwykle lubię czyli: spacerując mimochodem przyglądałam się reakcjom dzieci do lat ośmiu na moją zacną be em wu- wózek znaczy.


I tak na podstawie moich obserwacji wyłoniłam kilka typów dzieci supermaketowych:


1.Dziecko-Obczajocha: Dziecko patrzy na mnie wielgaśnymi oczami lustrując mój wózek oraz mnie całą od stóp do głów. Gdy już zorientuje się że go nie zjem spokojnie wraca spokojnie do przerwanych czynności tj. naciągania rodzica na dziesiątą paczke chipsów,, lub biegania między półeczkami.


2. Dziecko-detektyw. Czyli mała śliczna blondyneczka, która śledziła mnie od "CCC" aż do perfumerii. Gdy w końcu uśmiechnęłam się do niej pokrzepiająco dziecko czmychnęło między wieszaki pobliskiego butiku by w spokoju kontynuować obserwacje obiektu-Czyli mnie.


Były też takie które na mój widok uśmiechały się wesoło, ciekawskie które (nie)zaspokajały swą dociekliwość u rodzica.

"-Mamo! Czemu ta pani ma taki wózek?

-Cicho bądź!"


oraz te w wieku Igorka które na mój wózek słodko szczebiotały "bruum" Bruum" pokazując na mnie paluszkiem.


A szczyt tych obserwacji nastąpił koło kas podczas gdy byłam już zbyt zmęczona by reagować na to co dzieje się wokół kiedy nagle pojawiło się dwóch chłopców: Starszy w wieku około komunijnym spojrzał na mnie nieprzychylnym wzrokiem po czym szepnął na tyle głośno że mogłam to usłyszeć wyraźnie:


"-O cholera! Ale gruba baba!"


po czym pokazał mi środkowego palca, na co młodszy- (czterolatek na moje oko) ucieszony przytaknął


"-No! Ale gruba baba!"


No cóż.


Do chudych nie należę.


Trochę z własnej winy, ale bardziej z winy choroby i odmiennej anatomii.


Znaczy się spostrzegawczy!

W końcu nie są pierwszymi którzy zdążyli to zauważyć. (Podobną sytuacje opisałam kiedyś Tosinkowej mamie w komentarzu)


I nawet mnie to nie zabolało.


W końcu oglądam się w lustrze i się widze.


Tylko skąd w ustach tak małych dzieci już takie słowa?


I aż chce się zadać to sławne pytanie rodem z Interii:


"A gdzie byli rodzice?" ( Z tego co widziałam zajęci byli rozpakowywaniem zakupów z koszyka)






PS Ale żebyście nie myśleli! Dzieci lubie nadal i mimo wszystko :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz