środa, 26 września 2012

Cieszmy się z małych rzeczy- 26 lipca 2012



Godzina siódma dwadzieścia. Śpię przykryta kołdrą. Nagle drzwi otwierają się. Mama wpuszcza do pokoju małego.
Oho-Myślę sobie.-No to pospane...
Mały podchodzi do mnie. Na widok leżącej cioci wydaje z siebie pomruk, po czym zaczyna klepać mnie po głowie. Chociaż w środku chichocze wciąż zachowuje kamienną twarz. Udaje, że śpię nadal badając reakcje Igora. 
"Eeeej!" Wydziera się mały do mojego ucha. No cóż. Wygrał. Podnoszę najpierw jedną ociężałą powiekę, a potem drugą. Igor podstawia mi pod nos tubkę... kremu do rąk.
"Co się stało?" Pytam.
"Daaaa" mówi mały pokazując paluszkiem na moją ręke. Przez moment próbuje się domyśleć o co mu właściwie chodzi. Iguś widząc brak reakcji z mojej strony jak na niecierpliwą duszyczkę przystało zaczyna się irytować.
"Daaa!"-Powtarza.
"Ale chłopcze? Co ty kurcze chcesz??" młody natychmiast podnosi decybele swojego głosiku. I jak nie puści wiązanki!
"A mamamamamabababbababaamamamaa daaa!" Buźka zaczyna mu się wykrzywiać w podkówkę i znów pokazuje na moją ręke ciągnąc ją w swoją stronę.
Nagle zaczynam rozumieć. Podaje mu dłoń. Mały natychmiast się uspokaja. Otwiera tubkę z kremem po czym wlewa prawie całą jej zawartość na moją ręke i rozcierając ją po mojej ręce. Po skończonej robocie, gdy niemal cała jestem już w tym kremie uśmiechnięty zamyka tubkę.
"No. Zadowolony?" Pytam go.
"Ta." Odpowiada Igor z rozbrajającym uśmiechem i wybiega z mojej sypialni.


Aha. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz