czwartek, 9 sierpnia 2012

Łatwo wam powiedzieć...



Ubiegły tydzień nie zakończył się dla mnie szczęśliwie.
W piątek tuż po przyjściu z wieczornego spaceru z siostrą i kumpelą poczułam się niespodziewanie źle. Bolała mnie głowa.
Wcześniej tego samego dnia miałam to samo.
Wtedy najpierw natarłam sobie "Amolem" skronie, potem wypiłam trochę wraz z herbatą.
Ale nic nie pomagało. A do tego roztrzęsły mi się ręce i zaczęłam się poważnie zastanawiać co mi się właściwie dzieje? :/
Po chwili jednak wchodząc do kuchni zdałam sobię sprawę, że nie jadłam obiadu... Od takie zapomnianko:P
Więc mamusia odgrzała mi pyszny strogonov. Po zjedzeniu zrobiło mi się lepiej.
Aż do godziny 20 kiedy ból znów się pojawił, a ja upewniłąm się, że nie jestem głodna.
Do tego było mi zimno. Ale co tam! Poszłam do łóżka, nakryłam się kołdrą i było mi tak cieplutko i błogo, że o godzinie 22 już sobie smacznie spałam. 
A uwierzcie mi... to do mnie wcale nie podobne :P
Obudziłam się około godziny drugiej. Nadal z bolącą głową, cała mokra od potu i zgrzana. Gdy zamykałam oczy czułam nieznośne pieczenie. Poczekałam pół godziny, poleżałam.
I jak mnie nagle nerka zaczęła boleć!
Mama podała mi lek na zbicie gorączki, coś przeciwbólowego i znów zasnęłam. 
Rano poza standardowym brakiem apetytu (zawsze tak mam po i w czasie gorączki) nie było mi nic. I już myślałam, że mi przeszło. Niestety. Przeliczyłam się, bo o godzinie jedenastej gorączka i ból nerki znów sie powtórzyły.
Najpierw tak się trzepałam z zimna, że wnet zleciałabym z wózka, a potem było mi znów gorąco. 30 stopniowy upał na zewnątrz nie pomagał mi wcale.
W końcu mama wygoniła mnie do wyrka (podczas choroby zazwyczaj robię się marudna i robię wszystko byle by nie leżeć :P ) i zadecydowała, że czas odwiedzić przychodnię całodobową.
Poczekałam na siostrę, która wróciła z pracy i pojechałyśmy.
A tam kolejne rozczarowanie. Przyjął mnie młody doktor. Spytał się mnie co mi jest, popukał mi w nerki i spytał mojej mamy (!) co ma mi dać...
No więc moja mama odpowiada, że co jakiś czas łapie takie infekcje, że to jest przy moim schorzeniu normalne i, że w takiej sytuacji zazwyczaj zapisywano mi Biseptol.
Lekarz spytał o temperaturę, stwierdził, że biseptol jest za słaby, że lepiej przepiszę Cipronex.
Mama mu na to, że w porządku.
On mamie na to że jak chce to może przepisać biseptol.
A mama mu na to, żeby przepisał mi coś co mi pomoże.
A on znowu mamie na to że jak chce...
Moja mama popatrzyła na mnie. Ja na moją mamę. A lekarz na nas.
W końcu moja mama zadecydowała- bierzemy ten Cipronex.
Lekarz wypisał receptę i powiedział grzeczne "to wszystko" na co obydwie zareagowałysmy lekkim szokiem. 
Nie wyciągnął nawet słuchawek, nie sprawdził mi gardła, nie zmierzył temperatury.
Bo skoro my mu mówimy, że czasami łapie infekcje, to przecież nie będzie z nami polemizował.
Odpierniczyłyśmy za niego kawał roboty :P.
Następnego dnia gorączka minęła bezpowrotnie i czułam się już bardzo dobrze, poza bolącym gardłem, które paliło mnie tak strasznie, że znów nie mogłam nic jeść:/ wmusiłam w siebie jedynie trochę rosołu. Nic więcej. Dzięki Bogu, że odnalazłam w lekarstwach jakieś septolete do ssania. No i possałam. I przeszło.
Na szczęście. Drugiej takiej wizyty u lekarza bym chyba nie zdzierżyła.
A potem nastał poniedziałek, kiedy to z samego rana mama powiadomiła mnie, że moja młodsza siostra też ma temperaturę. 
I też skończyły u lekarza.
Na szczęście u rodzinnego, o wiele lepszego i który po badaniu zdiagnozował u niej nalot na migdałkach.
I teraz mam dylemat.
Bo przecież doktor wcale nie zajrzał mi do gardła, a ono na drugi dzień bolało jak diabli. Ale z drugiej strony bolała mnie nerka...
I właściwie to nie wiem do dziś. Na co ja właściwie chorowałam? Nerki? To czemu gardło bolało?
No i w końcu, od kogoś siostra musiała się tym zarazić, a to ze mną w sobotę przyszło dzielić jej sypialnie.
Oszaleć można. :P
Za to przedwczoraj co by się odchamić już całkiem zdrowa poszłam sobie na zakupy.
Siostry i mama przeczuwając, że będę marudzić po prostu zostawiły mnie na godzinę w królestwie książek- czyt Empiku a same poszły na ciuszki. :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz