poniedziałek, 15 października 2012

23 czerwca 2012


Wiecie co?
Nie wiedziałam, że tak zwykła czynność jak skanowanie starych zdjęć z dzieciństwa skłoni mnie do takich refleksji i wspomnień.
Boże. 
Gdybyście wiedzieli jak Ja bardzo zmieniłam się od tamtego czasu!
Nigdy nie byłam zwykłym dzieckiem.
I nie myślcie że mówię tutaj o chorobie.
Nie w tym rzecz.
Bo do pewnego czasu moje ograniczenie było dla mnie tak zwykłe że nawet nie miałam sie kiedy nad tym zastanowić.
Nie chodziłam, nie biegałam, nie skakałam. 
Ale miałam takie maleńkie grono znajomych z sąsiedztwa które widywało mnie od zawsze taką samą i zdawali się jak ja nie dostrzegać różnicy. 
A jednak było we mnie tyle oryginalnych cech że do dziś się dziwie.
Byłam dzieckiem niezwykle gadatliwym.
Dzieckiem które najbardziej wolało towarzystwo starszych osób (ale to zostało mi do dzisiejszego dnia). 
Byłam dzieckiem tak łatwowiernym że patrząc na młodszą siostrę stawiającą pierwsze kroki myślałam, że ja tak nie mogę bo...Po prostu się nie nauczyłam.
Dzieckiem pomysłowym- Bo do dziś siostra mi wypomina że pewnego dnia po prostu wzięłam kija i wjechałam wózkiem do pokoju gdzie leżała a potem jej tym kijem drzysnęłam.
I najlepsze w tym wszystkim było to że ja nie chciałam jej zrobić krzywdy tylko odebrałam to jako dobrą zabawę. Chciałam jej po prostu zrobić psikusa. Ale... Nie wyszło:P
Do szóstego roku życia żyłam sobie spokojnie w domu aż pewnego dnia poszłam do zerówki.
No i się zaczęło! 
Ja "cycek mamin" od tej pory musiałam walczyć z samotnością dzieci, które wcale nie chciały się ze mną bawić, radzić sobie z tęsknotą za mamą, przemieszczać się na pupsku za dziećmi i za zabawkami po przedszkolnym dywanie.
A potem przyszedł czas na pierwszy prawdziwy ból kiedy to jedno z dzieci prosto w oczy powiedziało mi że Oni nie będą sie ze mną bawić bo jak jestem chora to przecież oni się zarażą i ja nagle wstane i pójdę a oni podzielą mój los kończąc na wózku.
Wiedziałam, że to absurd i nawet nie próbowałam tego odkręcać bo w końcu udało mi się zawrzeć pierwszą, prawdziwą przyjaźń która trwała potem bardzo, bardzo długo...
Ale od tego czasu aż do dziś irytuje mnie jak małą wiedzę posiadają ludzie nt niepełnosprawności.
Moje zerówkowe zmagania zbiegły sie wówczas z pierwszą, przedszkolną miłością, a także pierwszymi idolami na szklanym ekranie...
Bo najpierw była "Britnej Spirs" i jej sławny przebój "Baby one more time" rozgrywany w Hamerykańskim liceum. 
Jakiś czas później zaczęło się prawdziwe szaleństwo ogarniające mnie i moich rówieśników jak i 3/4 polski.
Czas kiedy na ekrany weszła telenowela "Zbuntowany Anioł" i gdy głównym tematem małych dziewczynek było obgadywanie poszczególnych odcinków.
Mnie również ogarnęło to szaleństwo.
Kochałam ten film i Natalię Oreiro. 
Bo przedewszystkim miała na imię Natalia.
Bo miała takie śliczne, brązowe loki!
Bo jak jej sie coś nie spodobało to przyszła do Iva i jak go w pysk palła!
No i przedewszystkim bo ładnie śpiewała. 
A muzyka była i jest dla mnie czymś naprawde ważnym.
Toteż sobie śpiewałyśmy.
Ona w kasecie.
Ja na kanapie obok radyjka. 
I marzyłam sobie o takim Ivie, o takim bogatym domu, księciu z bajki i karierze muzycznej.... 
Kolejne etapy mojego życia były to: pierwsza klasa, konkurs recytatorski, krótka aczkolwiek niezapomniana kariera solistyczna, kolejni idole,hospitalizacje, pierwsze miłostki,przyjaźnie na całe życie, komunia, wyjazd nad morze, ślub siostry, narodziny siostrzeńców, strachy, bóle, nadzieje, kompleksy...
Miliardy tych znaczących chwil w tak niekrótkim czasie.
A teraz?
A teraz mam osiemnaście lat.
Niby już dorosła ale wciąż jeszcze wgłębi ta mała Natalka.
Wciąż jeszcze wole seriale od bajek:P
Wciąż nierozumiem czasem jak bezwzględni ludzie.
Wciąż mam bogatą fantazję.
Wciąż kocham śpiewać.
Wciąż czasem robie dziwne głupie rzeczy. Takie nieprzemyślane.
I wciąż jeszcze jestem na tyle naiwna że sądze że pewnego dnia stanę sie bardzo znaną i szanowaną osobą.
A do tego bogatą i ładną. 
I że zamieszkam sobie pewnego dnia w ślicznej willi w południowej Ameryce.
Ja i mój...Ivo. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz