poniedziałek, 31 grudnia 2012

No więc czas na podsumowanie!

Bo rok się kończy.
No to lu!
          Styczeń, luty i marzec.-Obfitowały w wiele zwrotów akcji.
Między innymi studniówka, nauka, nauka,nauka
"Mamo nie zdaję matury, mam ją w...".
         Kwiecień,Maj-W moim domu od kwietnia zaczynają się dwa szały.
Szał ślubny-bo wydawałam ja sobie siostrę za mąż i szał maturalny. Bo sama się nie napisze...
         Czerwiec-Szał ślubny trwa nadal i narasta na sile. Zaczynam właśnie choleeeernie długie wakacje.
Witaj wolności, żegnaj szkoło, witajcie problemy.
Kubek zimnej wody na łeb-brak matury. Założyłam blog numer dwa. Chwilowy i dla odmiany.
          Lipiec-Zawzięłam się. I zapisałam do fundacji.
Wydałam za mąż siostrę.Trzecią z kolei. Siostra się wyprowadziła. Nagle z nas siedmiu (jeszcze przecież nie dawno...) zrobiło się nas... czworo.
Zaniosłam ja relikwie. W podzięce, z intencjami. Nauka do poprawki.
         Sierpień.-Jaki tu spookój... Cisza przed burzą. Czekanie na wyniki matury poprawkowej co ją w trakcie napi...doliłam.
Końcówka... "Nie załatwiliśmy dowozu" i moje pogrzebane plany i nadzieję.
I radość, gdy dowiedziałam się, że kolejne życie przyjdą na świat.
         Wrzesień.-Zaczął się okropnie. Śmiercią w mojej rodzinie. Niespodziewanej, strasznej, zbyt wczesnej. Potem był wyjazd. Dziesięć naprawdę pięknych dni mojego życia. I bardzo pouczających. I najtrudniejszych.
Powrót do domu i kolejny kubek. Znów zimna woda,szybciutko się przebudziłam i przestałam marzyć. Po raz kolejny nie zdałam matematyki.
          Październik.- Dmuchnęłam ja sobie 19 świeczek na torcie, podumałam,podumałam. I zawzięłam.
W maju po raz trzeci pisze matmę. Może mi matematyka naskoczyć, a ja zdam ją i będę się kształcić. Przydybałam na blogspot. :)
          Listopad.-Wbrew pozorom najtrudniejszy i najbrzydszy miesiąc mojego życia.
Nie chcę go wspominać. To było straszne.
         Grudzień.-Drugie urodziny Igorka, trzydzieste urodziny siostry, śmierć babci. I to przeświadczenie że coś się kończy i coś zaczyna. Tylko że jak się kończy to jakby... ktoś strzelił ci w łeb.


A teraz jestem tutaj.
Kukam sobie w mój kalendarz.
Strona tytułowa brzmi: "To jest pierwszy dzień mojego nowego życia." I piękne, optymistyczne życzenia od Marty. Niech się staną...
Dziś o północy zakończę ten rok.
Okropne, męczące a jednocześnie bardzo pouczające i wnoszące coś do mojego życia dwanaście miesięcy.
Narzekałam kiedyś na nudny rok?
Ten miałam z nawiązką.
Straciłam wiele.
Ale i zyskałam bardzo dużo.
Sporo się nauczyłam.
Popełniłam wiele błędów, a w pewnych kwestiach zmądrzałam.
Mam cele. Cele na ten nowy rok. I spełnię je. I nie pozwolę by kolejny raz moim życiem rządziła biurokracja, pieniądze, odległość geograficzna.
I tym razem nie pozwolę bym się zawiodła na jakimś człowieku.
Chyba.
Jeśli mi się uda.
Bo przede mną nowy rok i kolejna nie wiadoma.
Obym za rok mogła napisać że miałam dobry rok. Tak bardzo tego chce.

A wam życzę dużo, dużo zdrowia, cierpliwości,kasy,pieniędzy,szczęścia i spełnienia marzeń.
Dziękuje że spędzam z wami już trzeci sylwester.
Do siego!!
:*



piątek, 28 grudnia 2012

Taka "se" notka.

Dostałam ja piękny kalendarz, piękną kartkę i pyszną czekoladę.
Od mamusi blogowej. Mamusia ta pierwsza jest nie zazdrosna aczkolwiek zdziwiona, że posiadam trzy mamusie (włącznie z chrzestną).
Jak zobaczyłam paczkę to już myślałam że ze wzruszenia śpikami prasnę.
Ale nie prasnęłam. Twardą trza być! 
Znacie Tosinków?
Ich się nie da nie znać! A już na pewno nie da się ich nie lubić!
Jest Marta-czyli moja mama nr 3, przyjaciółka i czytelniczka. Tri in łan.
Jest Karol-nie poznałam jeszcze, ale jak się ma taką rodzinę to trzeba być naprawdę super!
Jest Lubek-Zapowiedź super chłopaka-sama bym chciała takiego brata:D
Jest Tosio-Od Tosia się zaczęło bo Tosinkowo powstało początkowo dla niego. A potem się rozrosło. Mądry i wrażliwy:*
Jest Franio-Śliczny,wesoły i dzielny
 Jest Nela-Ubudziubu jakie to jest śliczne kociątko!
I jest Gaja-To znaczy jeszcze siedzi w brzuchu a ja ja już uwielbiam!
A jak ktoś chce Tosinków podczytywać to polecam!!
Są cudowni:*
I już wiem że chociażbym miała żebrać na kolanach do kogokolwiek to ja ich wyściskam osobiście!! I to w tym roku!  I Beatkę zabiorę po drodze i będziemy się ściskać na wieki wieków!
No...
We Szczepana tj 26ego spotkanie z przyjaciółmi.
W moim salonie, z choinką,kolędami i żarłem.
Dostałam zaległy prezent na urodziny.
Osobiście uważam, że coś zbzibzieli z tymi prezentami wszyscy! :o
Farbki do szkła miałam wczoraj wypróbować, jak mnie wena wzięła! Ale rzuciłam to szkło w cholerę (nie dosłownie bo mi Madzia dała takie czadowe butelki po nalewce babuni i muszę na nie dmuchać i chuchać)
i laski wpadły na herbatę.
A wena wpadła w depresję. Do tego ją dobiłam bo dziś mieliśmy księdza z kolędą i czysto miało być.
A ja nie lubię czystoooo ;(((
I weny brak. Będziemy ją przekonywać to wróci.
A moja siostra skończyła.... no urodziny miała:P nie powiem bo nie wiem czy mogę które.
Justyna to mama moich siostrzeńców, moja szoferka, piastunka, pocieszycielka, opieprzycielka.
 Siostra wielofunkcyjna :* sto lat!!!
I co jeszcze?
Nowy rok idzie! I nowe życia nadejdą.
Na świat przyjdą Gaja i Norbert, syn mojej kumpeli:)
Trza poczynić zakupy co by jako ciocia klocia obdarować maluszki
Uwielbiam takie zakupy! <3
Do wojny o matmę zostało pięć miesięcy.
Boję się, ale nie poddam.
Pokażę tym całkom kwadratowym, że ich twierdzenie talesa to pestka.
Amen.
A w ogóle to jestem wniebowzięta bo:
-Igorek kochasz mnie?
-Ba!
<3
Do napisania!

czwartek, 27 grudnia 2012

:-)


Wiecie? 
Są emocje i uczucia których się nie wypowie. I żaden mail, żaden sms i żadne słowo nie wypowie radości jaką 
czuje gdy kolejny raz listonosz przynosi paczkę, list...  I tu nie chodzi o same prezenty a o pamięć . Tę rzeczy są od ludzi którzy zaakceptowali mnie taką jaką jestem. A tak akceptuje mnie tylko rodzina i najblizsi przyjaciele. 
I wy jesteście dla mnie bardzo bardzo bliscy. 
Czuje wasza bliskość patrząc na tę piękne prezenty, czekając aż napiszecie na gg lub patrząc na wasze zdjęcia.
 I chyba nigdy nie zrozumiem czym sobie na was zasluzylam. 

Marcie,Anecie i Beatce.
Stokroć dziękuje

niedziela, 23 grudnia 2012

A z lepszych wieści to...

To święta idą!!
Nie chce się uwierzyć że wigilia to już jutro!!
Przygotowania tak na prawdę w moim domu zaczęły się dopiero przedwczoraj. Wcześniej były pogrzeb i stypa o których nie będe tu wspominać.
Tak więc od rana było pieczenie, sprzątanie i lukrowanie pierników.Ochoczo wzięłyśmy się z Olą do roboty.
Efekty są baaardzo fajne!! :)
Co prawda robione komórką a więc szału "ni ma"
Literki są moim dziełem, a choinka z dziwnym napisem jest Oli :D A smakują... ach!
Ozdobiłyśmy także mój pokój, a mama z Olą ubrały choinkę.
Swoją drogą muszę wam powiedzieć, że o ile kocham święta, cały ten bajzel wokół niego, to jakoś nigdy nie pałam chęcią do ubierania drzewek świątecznych. Dawniej mi sie chciało a teraz... Dzięki Bogu z mojej 50 centymetrowej choinki do pokoju nie ściągałam ozdób z tamtego roku, a więc miałam Ja sobie gotowca:D
Cóż starzeje się!!
No i doczekałam się już laptopa :) w środę mi go przywieźli. Jako że od początku miał zainstalowany windows 8 to muszę się go nauczyć. Wszystko w nim jest inne, dlatego trudno jest się przyzwyczaić. Ale damy radę!
_______________________________________________________________________

KOCHANI! Z OKAZJI ŚWIĄT ŻYCZĘ WAM BYŚCIE NIGDY NIE ZAPOMNIELI TEGO CO NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU-MIŁOŚCI I PRZYJAŹNI!
POMYŚLCIE SOBIE O MNIE PRZY TYM WIGILIJNYM STOLE. :)) NAJEDZCIE SIĘ DO WOLI, NIE LICZCIE KALORII, ŚMIEJCIE,KOCHAJCIE,RADUJCIE I NIECH NIC NIE ZAMĄCI WAM SPOKOJU TYCH DNI.

MAGICZNYCH ŚWIĄT KOCHANI! :***




piątek, 21 grudnia 2012

Się kręci.

No bo musi.
Bo nawet jakbym chciała to nie wskrzeszę babci ani nikogo innego.
Ten tydzień był jednym z najtrudniejszych tygodni mojego życia.
Ale wciąż czułam waszą obecność.
Dziękuje wszystkim który byli ze mną i za ciepłe słowa w poprzednim wpisie.
Jestem już po pogrzebie, po stypie.
Zmęczona psychicznie.
Dziś po pięciu dniach włączyłam muzykę.
Życie toczy się dalej.
Jeszcze raz-dziękuje:*


PS Wpadnę z życzeniami :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Od paru minut zastanawiam się co napisać...
Chciałam tu uwieczniać zarówno dobre jak i złe chwile w moim życiu...
I pierwszy raz nie wiem co napisać.
Bo to jest niewątpliwie ta zła chwila.
I nie wiem co ze sobą zrobić.
Wszystkiego się odechciewa.
Nie chce już tych świąt.
Nie chce niczego, tylko być małą dziewczynką.
 Znowu. 
Taką beztroską.
Nie dorosłam do problemów.



Żegnaj Babciu.

sobota, 15 grudnia 2012

Dwa

Igorku! Od dziś jesteś już dwulatkiem.
Tyle lat, jesieni, zim i wiosen upłynęło.
Dwa lata o tej porze siedziałam w szkole w zimowy dzień.
Był wtorek, a ja siedziałam na matmie i jakoś w kościach już przeczuwałam, że Cię nie długo zobaczę.
Miałam rację. Oj żebyś widział ten dreszcz emocji, który przebiegł po naszej rodzinie, gdy dowiedzieliśmy się, że już tylko godziny dzielą Cię od wyjścia na ten świat.

Poczekałeś grzecznie, urodziłeś się szybko w pierwszej godzinie piętnastego grudnia.
I potem zobaczyłam Cię rano na zdjęciach. Byłeś noworodkiem, takim małym brzydalkiem,  takim jak inne noworodki.
A dla mnie byłeś najpiękniejszy na świecie. Zresztą tak samo jak dla cioć, wujków, mamy, taty i brata.

Oj gdybyś wiedział jak on się przejął tym, że będzie starszym bratem...
Dziś jesteś już duży. Coraz bardziej pomocny, lubisz rozrabiać, roznosisz dom swoim bieganiem, krzykami, śmiechem.

Kochanie!
Życzę Ci przede wszystkim zdrowia. Żebyś był szczęśliwy, byś po wakacjach mógł zadebiutować jako dzielny przedszkolaczek. (Chociaż jak na razie wcale sobie tego nie wyobrażam.) I żebyś się nigdy nie zmienił. Jesteś idealny.
Kocham Cię. Ciocia Natalia. :*

piątek, 14 grudnia 2012

...

Kim trzeba być żeby zabić dzieci? By wtargnąć tak po prostu do szkoły wyciągnąć pistolet i... 

Strzelić tak po prostu do człowieka? Zwierzęciem? Nie bo nawet zwierzę ma więcej uczuć niż niektórzy ludzie... 

W dodatku do szkoły w Connecticut gdzie dziś doszło do strzelaniny chodziło dziecko sprawcy. A może było wśród ofiar? Nie wiem tego i chyba nie chce wiedziec... 
Od dwudziestu minut nie mogę uwierzyć w to co dziś usłyszałam i widziałam. 


Boże gdzie my idziemy...?

czwartek, 13 grudnia 2012

Ocalić wspomnienia

Jestem osobą sentymentalną.
Od zawsze lubiłam oglądać zdjęcia, segregować je, przechowywać każdą rzecz.
Od zawsze noszę się z zamiarem, że kiedyś każdą pamiątke po swoim dziecku będe skrupulatnie przechowywać aż urośnie.
Ale oprócz sentymentalizmu dostałam jeszcze parę innych "cech" jak niecierpliwość, roztrzepanie itp. I jakoś nigdy nie mogłam się w sobie wyzbierać, by te swoje pamiątki jakoś ulokować.

A pewnego dnia natrafiłam na teczkę, w której kiedyś trzymałam notatki z języka polskiego potrzebne do matury.
Otworzyłam ją, bo była zadziwiająco gruba, a przecież pamiętałam, że jakiś czas temu wszystkie materiały maturalne oddałam na strych. Tam w spokoju czekają, aż Ola lub chłopcy będą ich potrzebować.
Jakież było moje zdumienie, gdyż okazało się że podczas sprzątania schowałam tam przeróżne rzeczy o których bezczelnie zapomniałam!
I takim sposobem znalazły się tam:
  • -Osiemnastkowe kartki
  • -Widokówki wakacyjne od przyjaciół
  • -Książeczka o fundacji "Mimo wszystko" wraz z autografem Anny Dymnej ze specjalną dedykacją.(Bardzo chciałam wtedy ją poznać. Myślałam o starcie w konkursie "Zaczarowana piosenka" i dzięki pomocy innym mogłam z nią nawet parę słów zamienić!) :)
  • -Cegiełka na budowę OREW
  • -Wszystkie ulotki, biuletyny i karteczka z gryzmołami na wykładzie czyli pamiątki z obozu FAR
  • -Płyta ze zdjęciami ze studniówki

oraz wiele wiele innych...

Pooglądałam, poczytałam, powspominałam...
I niemalże wróciłam do tych dni...
Do czasów gimnazjum,
do pierwszych dni liceum,
do ostatniego dnia egzaminów maturalnych, gdy moi przyjaciele urządzili mi wspaniałe pożegnalne przyjęcie.
No i tak wiedziona sentymentem otworzyłam szufladę biurka. Przekopałam wszystko, powyciągałam wszystkie kartki, które ostatnio odczepiłam od tablicy korkowej i posegregowałam.
One też powędrowały do teczki. A ta niespodziewanie zrobiła się gruba O.O
Jeszcze jakiś czas i będzie trzeba poszukać na te wspominki jakieś pudełko...
Nie wiem tylko jak zmieścić je w moim mikro pokoju?
A może czas odkładać pieniądze na osobne pomieszczenie?
Blaszak jakiś czy co... :D
(A pomieszczeń będzie dwa. Bo ostatnio marzy mi się takie ustronne miejsce gdzie będe mogła poświęcić się swoim hobby, pobrudzić i nie sprzątać, posłuchać głośnej muzyki i pobyć samemu... Bo każdy czasem musi, co nie?)
W każdym razie cieszę się, że los zrobił to za mnie. W końcu skoro już teczka "sama się zrobiła" to nie ma wyjścia. Muszę ją kontynuować!


...Nie macie czasem wolnej piwnicy...?



PS Bardzo dziękuje za falę ciepłych komentarzy, którymi mnie obdarzacie. Jest mi bardzo miło i cieszę się że jest Was wciąż więcej i więcej :))

środa, 12 grudnia 2012

Wychowani w... tolerancji.

Igor i Adrian mają niepełnosprawną ciocię.
(I pewnie wszyscy teraz popukają się w czoło, bo nic odkrywczego dziś nie powiedziałam)
A raczej niepełnosprawną (bo ostatnimi czasy staram się nie używać względem siebie tego określenia.) lecz poruszającą się o wózku.

Pamiętam, że gdy moja siostra urodziła pierwsze dziecko, to pomimo bardzo młodego wieku zaczęłam się zastanawiać jaki stosunek będą miały wobec mnie dzieci moich sióstr, przyjaciół a potem moje dzieci.
Bo z jednej strony to może być problem.
Bo siedmiolatek wcale nie musi rozumieć czemu jego ciocia nie jeździ z nim rowerem.
A dwulatek W OGÓLE nie musi rozumieć tego, czemu ciocia jest wożona w wózku jak on, mimo że jest już prawie stara.
I przyznam wam, że czasami dziwię się że mają tak wiele cierpliwości.

Adrian jako czteroletni chłopiec miał taki okres, w którym to zauważył, że ja różnie się trochę od innych ludzi.
Że nie chodzę, że w wielu dziedzinach życia potrzebuje pomocy. I pamiętam, że zaczął dopytywać.
Odpowiadaliśmy więc zgodnie tak jak jeszcze w zerówce ja odpowiadałam rówieśnikom, że mam chory kręgosłup, że taka się urodziłam. Jasny i czytelny komunikat dla takiego małego chłopca był w sam raz. Do dziś czasem zdarza mu się zapytać czy będę jeszcze kiedyś chodzić.
A ja mu odpowiadam, że nie i wszystko jest jak dawniej.
Adrian podwozi mi wózek, gdy przechodzę na niego z łóżka.
Igorek od paru miesięcy przynosi mi podnóżki, a dziś usiłował mi ubrać buta, który spadł z mojej nogi.
Ma dopiero dwa lata i nie zna mnie innej, zdrowej. I zdaje się nie przejmować moim ograniczeniem ruchowym.
Oboje szybko się przystosowali.
Albo raczej wrodzili.
A jednak czasem chciałabym być w stu procentach dla nich i móc w pełni uczestniczyć w ich rozwoju.

Ale kto na tym świecie ma wszystko?? :)
Bo w końcu z drugiej strony mogę się tylko cieszyć. Na przykład tym, że Adrian i Igor dorastając z osobą niepełnosprawną są uwrażliwiani.
Że dzięki Bogu, nie będą dziećmi, które na widok osoby niepełnosprawnej zaczną szydzić i głupio żartować, a gdy gdzieś taki maluch przyjdzie na świat będą wiedzieli że nie różni się ono od innych dzieci.
I od kiedy się urodzili zrozumiałam, że w każdej sytuacji można znaleźć plusy.
Nawet we własnej chorobie.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

O Mikołajkach, cudownej sobocie, zimie i czymś tam jeszcze...

Mikołajki minęły jak z bicza strzelił.
Trwały sobie nie przerwalnie od czwartku piątego grudnia w bardzo sympatycznym tonie.
Mając na głowie obdarowanie milionów dzieci troszkę się zakręcił i był u chłopaków aż sześć razy!!
Pozostawił prezenty u każdej z cioć, babć,dziadków i w szkole Adrianka.
U mnie też był trzy razy :D oprócz dwóch, cudownych wspomnianych już książek:
dostałam też szczoteczkę elektryczną:
oraz czapkę:
Tylko że moja jest troszkę inna. Kremowa. :)
No i oczywiście słodycze, a także szablony do sztucznego śniegu (Ola dostała śnieg... :D)
Chłopcy natomiast zatonęli dosłownie w fali prezentów. W fali samochodzików, gier planszowych,słodyczy,ciastolin,gazetek,płytek dvd, pisaków,malowanek, książeczek i organków. A nawet stolika kubusiem puchatkiem :D
***
W piątek mimo trzaskającego mrozu postanowiłam wybrać się na scholę. W końcu wcześniej były imieniny Barbary(nauczycielki ze scholki, a jednocześnie mojej pani od angielskiego z czasów liceum :))) a ja poproszona zostałam o wykonanie kartki imieninowej, którą dostała jako dodatek do prezentu. Wyszła.. tak sobie:
Ale podobno się podoba. I to najważniejsze. :)
Na scholi w rolę Mikołaja wszedł nasz ksiądz proboszcz, który ku wielkiej uciesze tych mniejszych i większych dzieci podarował nam znów zapomniany od Mikołaja prezent. Dwie czekolady. To był fajnie spędzony czas w gronie przyjaciół. :))
***
W sobotę zaś dzięki uprzejmości i pomocy wielu osób (dziękuje Olu:*) mogłam wstawić się w naszej Szlachetnej paczce bo już, już był weekend!
Nie zapomnę tych kilku godzin... Uwierzcie. Widoku tych paczek, hojności darczyńców, rozemocjonowanego głosu pani, do której dzwoniliśmy, by dowiedzieć się jakie są wrażenia po otrzymaniu paczki. Najczęściej ludzie dostawali ponad stan. Wszystkiego. Od słodyczy po meble.
Moją rolą w tym dniu było szczegółowe relacjonowanie akcji na fanpagu w Facebook. :)) 
A sukces świętowaliśmy już przy pizzy :)) fajnie było:))
 
Po dłuższym wahaniu wkleiłam zdjęcie. Takie ćwiczenie akceptacji swojego niezbyt ciekawego wyglądu. 

***
Ostatnimi czasy powstało moje najnowsze dzieło.
I tak zostałam z pomocą kuzyna i przyjaciół administratorką forum społecznościowego:
www.nasze-pasje.phorum.pl serdecznie zapraszamy :))
***
Śnieg jak zasiadł tak siedzi i to bynajmniej nie w pace. :P
I co najdziwniejsze to nawet mi nie przeszkadza! A jest już tydzień!
Cuda!? Czary jakieś!?
A może po prostu się przyzwyczajam do braku zimówek? :P
***
Zaraz... zgubiłam wątek... Aaaa! Kolejnym newsem jest dofinansowanie które dostałam na laptopa :)) co prawda by laptop był porządny i długo służył zarówno mnie jak i Oli z którą będę go dzielić musieliśmy dopłacić osiemset złotych. A więc łatwo nie jest. :P
Ale i tak się cieszę. Wczoraj szwagier (informatyk) i mama byli na rozeznaniu cen w sklepie i padło na ten model: 

Podobno bardzo porządny. A do tego ma w sobie system Windows 8 więc spróbuje czegoś nowego :)
***
I to już wszystko co miałam wam dziś do powiedzenia. Mam nadzieję, że dobrneliście?


PS Ostatnio coraz częściej dostaje za pośrednictwem GG pozdrowienia i uśmiechy od anonimowych czytelników mojego bloga. :) Co prawda to także jest budujące i cholernie miłe i niech trwa, ale jeszcze milej będzie, gdy w końcu ujawnicie się też w komentarzach! :) Bo w końcu rozmowa na gg jest na chwilę (nie archiwizuje ich) a komentarz jest na bardzo długo. :)) Bardzo proszę też o pozostawienie namiarów na swoje blogi, bym mogła dodać was do swoich linków i również podczytywać. :)

Poszło!



środa, 5 grudnia 2012

Kochany święty Mikołaju!!

W tym roku dostałam najbardziej zaskakujący prezent pod słońcem.
Żałuj że nie widziałeś mojej facjaty na widok tego przemiłego pana z przesyłką.
Bo przesyłka? Jaka? Że co? Że jak?
Podpisałam się grzecznie, bo w końcu napisałeś mi przepięknym charakterem pisma, że byłam grzeczna.
Otworzyłam więc ten prezent. Kopara opadła mi do kostek.
Myślę, myślę... Aż mi z uszu paruje... I nie wiem co powiedzieć. Z szoku chyba nie zasnę.



I czym ja sobie zasłużyłam na tak cudownych przyjaciół, ja się pytam?! o.O


Kochany święty Mikołaju. Jesteś cudowny bez dwóch zdań:*** uwielbiam i bądź pewny. Ja się odwdzięczę!!


EDIT:
Dla zainteresowanych uprzejmie informuję, iż prezentem od tajemniczego Mikołaja były śliczne dwie książki. W dodatku jedna z nich jest o moim ukochamym Meksyku:))

czwartek, 29 listopada 2012

Sratytaty pupa w kwiaty!

Pogoda dobija.
Mój wygląd też.
Uwierzcie. Zaatakowały mnie na raz (!) opryszcza i wysyp trądziku.
Lustro moim wrogiem do odwołania. Howgh!
Dzisiejszego ranka w końcu wzięłam tyłek w troki i poszłam wraz z mamuśką, Igorkiem oraz siostrą Martą (pozdro for ju xD) do sklepu. W końcu musiałam zakupić coś na mikołajki. To tuż tuż!
Oczywiście nie było to nic wielkiego. Słodycze,gazetka z bajką na dvd, samochodzik dla Igorka. Ale nie to się liczy. Chłopaki wiedzą, że gdyby ciotka miała kase, to dała by im wszystko.
Potem przyszłam do domu, zaliczyłam "serwetkowanie" decoupage :)
wyszło mi... tak sobie. Ale nie poddaje się. Konsekwetnie poprawiam, czytam, zdobywam doświadczenia. Nie dam się! W końcu z rękodziełem wiąże ostatnio swoje życie.
W bibliotece nie byłam w tym tygodniu, bo nie zdążyłam przeczytać nabytych wcześniej książek.
Obecnie po raz 8777686767547246 męcze sobie sagę "Rozlewiska", "Dziecko piątku" Musierowicz i "Wybór" Sparksa :)
Po za tym moje życie ostatnio robi się... dziwne.
I bardzo schematyczne.
Wstaje rano, nic mi się nie chce, ale humor mam całkiem dobry. Do czternastej.
Potem do godziny dwudziestej mam jakąś nieokreśloną, dziwną depresję, stan beznadziei. Ryczę, wrzeszcze, wkurzam się, nudzę, a jednocześnie nic nie chce mi się robić.
:/ oby minęło, bo skończę u czubków :/
List do Mikołaja napisali tylko chłopcy.
Ja nie, bo byłam taka niegrzeczna, że Mikołaj bankowo ominie "mój komin" hahahaha:D
Dzisiejsza notka jest pozbawiona sensu.
Ale miałam potrzebę, więc napisałam.
:P



PS Igorek zaliczył wczoraj spotkanie pierwszego stopnia z czołem koleżanki. Podobno było dużo łez, obojga i wielkie limo, ale niezawodny Altacet dał radę. 
Igor dziś jak nowy :D a koleżanka ponoć mówiła, wieczorem że Igorka kocha.
Znaczy się mam zbierać kasę na wesele...?!

PS2 Dziś zamiast siostrzeńca miałam pirata. 
Wszystko na potrzeby balu przebierańców na Andrzejki, w którym to udział brał Adrian:))

PS3 W końcu to mogę napisać! Tosinkowo rozrasta się! Cudownie, że mogę to już powiedzieć!
Witaj oficjalnie Gaju! :* Już niedługo pojawisz się na świecie!


poniedziałek, 26 listopada 2012

"Myje zęby wystające z gęby, bo pozostałe są zardzewiałe..."

Jakiś czas temu przeczytałam, że dobrym sposobem na rozwój mowy do dziecka oprócz paplania do niego jest śpiewanie. Och, śpiewam to ja często. A może nawet ZA często? Aczkolwiek małe dziecko nie zreflektuje o co chodzi w piosence IRY lub co gorsza hiszpańskojęzycznego RBD.
Dlatego dziś rano przy porannej toalecie wzięłam szczoteczkę do rąk (mikrofon) i dałam małemu popis wokalnych możliwości w stylu fasolek, czy tam innej Arki Noego:


Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda, tak się zaczyna wielka przygoda. Myje zęby, bo wiem dobrze o tym, kto ich nie myje ten ma kłopoty, żeby zdrowe zęby mieć, trzeba tylko chcieć.

Szczotko, szczotko, hej szczoteczko, ooo zatańcz ze mną, tak w kółeczko, ooo w prawo, w lewo, w lewo, w prawo, ooo po jedzeniu, kręć się żwawo, ooo w prawo, w lewo, w lewo, w prawo, ooo po jedzeniu kręć się za żwawo, ooo.

                                      Bo to bardzo ważna rzecz, żeby zdrowe zęby mieć.


Igor przez chwilę mi się przyglada, po czym dołącza do repertuaru:


"Loliloliloli o, o, o!"



No cóż... z takim artystą to ja nie wygram:D

sobota, 24 listopada 2012

Bartusiowi...


Twoja dusza tak niewinna, czysta, biała bo dziecinna jest już w górze tuż nad nami. 
Między tymi kometami co gdy noc spowije świat daje wszystkim ludziom znak.
Że wciąż jesteś, nie odszedłeś. 
Że już zawsze przy nas będziesz. 
Że gdy staniesz w Boga oknie 
powiesz wszystkim co zostali:


Nie płacz już. 
Ja nie odszedłem.

Jestem z nieba deszczu srebrem. 

Więc już nie płacz, 
otrzyj łzy. 
Od dziś jesteś bliska mi.


 Lecz ja zostać tu nie mogłem.
Od dziś jestem twym aniołem.

piątek, 23 listopada 2012

Szprotka...

Żegnaj mały, dzielny bohaterze...
Dałeś nam świadectwo wielkiej walki i radości z życia mimo wszystko.
Czuwaj nad światem po tamtej stronie nasz dobry duszku.
Zapamiętam Cię jako cudownego, uśmiechniętego maluszka.

No to piszem.

Chociaż nie wiem o czym
Ale skoro siostra każe...
W końcu to ona zabiera mnie na pizze, kupuje mi gazety, robi za mojego osobistego szofera, męczyła się godzinami żeby wydać na świat te moje dwie inspiracje blogowe. :DD
Więc:
-Na twarzy mam wysyp meteorytów (Jak to mówi moja Martynka kochana:*)
-Wenotwór jakby... powoli odżywał?
-Kupiłam multum serwetek świątecznych do decou.
-Dalej nie zrobiłam kartek.
-Za 30 dni święta.
To ja może jednak już te kartki zacznę i skończę się wydurniać??:/
Adrianek napisał list do Mikołaja. A właściwie napisałam Ja- bo jemu się nie chciało pisać:P
Młody najpierw zażyczył sobie konsolę.
Potem stwierdził, że Mikołaj to by zbankrutował.
Potem zażyczył sobie zegarek.
Ale mu powiedziałam że od zegarków to są komunię.
No więc nakreślił kilka pomniejszych fantów jak gry planszowe, słodycze itp itd. A jak mu już inwencja twórcza wysiadła to poradziłam mu żeby zamknął oczy i przypomniał sobie co mu brakuje.
I pytam
-A potrzebujesz coś do szkoły?
Na co on zniesmaczony:
-Na Mikołajki? Ciociu. No coś Ty!
No co ja...? Zbzibziałam?
Wczoraj natomiast wpadł do mnie po szkole, pocałował mnie po ojcowsku w głowę, po czym obwieścił.
-Ciociu? Swędzi mnie ząb.
W porządku. Rozumiem. Mnie w młodości bolały włosy.
Igorek za to był u "Mami" w sklepie i kupili mu "ciuciu", które to bezczelnie mu podkradłam.
Ale sie nie obraził. :D
Obecnie siedzi i ogląda bajkę w łóżeczku z czapką zimową na głowę.
A czemu? Sama nie wiem. Wszak w domu jest całkiem cieplusieńko!

A wczoraj była u mnie Lulusia.
I było fajnie jak zza liceum :))
Uf. Jednak się nazbierało...
A wy? Napisaliście już listy do Mikołaja? :))

środa, 14 listopada 2012

A kuku!/ Liebster blog

Jestem, jestem! Wiem, że ostatnio trochę zaniedbuje pisanie, ale spowodowane jest to troszkę mniejszą niż dotychczas weną blogową. W każdym razie planuje to zmienić.
W dniu wczorajszym wylądowałam jak co tydzień w bibliotece. 
Niedawno mama wywalczyła dla mnie dowóz do jednej z bibliotek miejskich w moim rejonie. Owa biblioteka jest nowa, bardzo nowoczesna, wieeelka i z udogodnieniami dla niepełnosprawnych(brak wysokich progów, winda, podjazd) a co najważniejsze posiada bogaty księgozbiór.
Czas spędzam tam głównie w czytelni naukowej. Wczoraj przez trzy godziny czytałam nt. choroby zespołu Aspergera, oraz znalazłam pięęękny album o Meksyku. 
Niestety czytelnia naukowa wypożycza tylko książki w określone dni... I nie mogłam zabrać go do domu. Zresztą ja marzę o takim dla siebie i na własność. Żebym nie musiała go nikomu oddawać.
Do domu wróciłam za to z czterema książkami dla mnie, oraz jedną dla Adriana (nawiasem mówiąc jedną z ulubionym ksiązek mojego dzieciństwa). Jedną z wypożyczonych książek, to już nawet kończę:P
Ochh nie ma nic lepszego jak zimowe wieczory, oraz poranki w łóżku przy książce. Albo te słoneczne dni na podwórku... Książka to dobry wynalazek:))
Potem wpadłam na pomysł. Co powiedzielibyście, gdybym po każdych przeczytanych książkach pisała tutaj recenzje tego co czytam? 
Bylibyście zainteresowani?:))
Planuje też umieszczenie zakładki z linkami do moich ulubionych stron:)) na dniach na stronie pojawią się nowe rzeczy i mam nadzieję, że się spodoba:))
Dziękuje wszystkim, którzy tutaj są:*

                                                                     ***
Jestem złą blogowiczką i kumpelą i prawie zapomniałam o moim wyróżnionku które podarowała mi Beatka:*
Problem w tym, że nadal nie mam koncepcji na pytania... To może Beatka się nie pogniewa jak tylko dam odpowiedzi na jej pytania??

Więc do dzieła:

1) książka, którą zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę to....bo....?
Dom nad Rozlewiskiem. Bo lubię, bo mnie jakoś uspokaja, bo ciekawa, bo kocham te klimaty tej wsi...
2) Czyj plakat wisiał kiedyś/albo wisi ciągle u Ciebie na ścianie? :)
Do niedawna wisiał tam plakat mojego ulubionego zespołu-RBD
3) Czego nie może zabraknąć w Twoim życiu?
Rodziny, szczęścia i zdrowia.
4) Czyje cechy odziedziczyłaś?
Czasem wydaje mi się, że nie jestem do nikogo podobna. Taka ze mnie indywidualistka.
5) Gdybyś mogła przeżyć swoje życie jeszcze raz - co byś w nim zmieniła?
Wiele rzeczy. Nie brałabym wielu rzeczy do siebie, nie popełniła kilku błędów, nie zaprzepaściła wiele szans, nie robiłabym sobie nadziei...
6) Najpiękniejszy sen, jaki wyśniłaś był o....
Brałam ślub. :))
7) W której ławce siedziałaś w szkole?
Zawsze w pierwszej...
8) Na jaki kurs chętnie byś się zapisała?
Hiszpański, wokal,scrapbooking,decoupage,pisarski.
9) Gdybyś miała nosić kapelusz - jaki on by był? 
Nie przepadam za nakryciami głowy.
10) Chwila, której chciałabyś dożyć:
Prawnucząt :))
11) Twoja ulubiona godzina w ciągu dnia to:
Dwudziesta. Gdy już umyta kładę się w ciepłym łóżku i załączam seriale i siedzimy razem z mamą i siostrą przed TV :))

piątek, 9 listopada 2012

Noel puknij Ty się w czółko!

Wczorajszy wieczór spędziłam na nauce hiszpańskiego.
Oj trudno jest się zmobilizować do samodzielnej nauki. Co innego gdyby ktoś mnie przypilnował, kazał mi się uczyć.
A po co skoro hiszpańskiego uczę się sama dla siebie?
Cóż. Nie było więc innej możliwości. Wzięłam tyłek w troki i sama się zmobilizowałam po dwuminutowym monologu gdzie m.in:ochrzaniłam samą siebie że przecież jeszcze nie dawno tak marzyłam o wolnym czasie, o książce do nauki,
że teraz nie może być tak, że rzeczy które były na prawdę drogie jak np słownik hiszpańskiego czy kurs leżą nie ruszone. I w ogóle leniu głupi puknij się!
No. Pomogło.
Po piętnastominutowym próbowaniu dosięgnięcia torebki, która jak na złość znalazła się z dala od mojego pola zasięgu( Co mnie nawet bardzo nie zdziwiło gdyż wczoraj pomimo mojego dobrego humoru cały świat robił mi na złość a pech prześladował niczym 13 w piątek obok czarnego kota...),
gdy już wszystkie możliwości się wyczerpały z odsieczą do pokoju wpadła Ola.
No i się pouczyłam. Następnym moim przełamaniem się będą w końcu te kartki świąteczne do których to jakoś nie mogę się zmobilizować, bo wszystko co robię własnoręcznie nie podoba mi się.
 Łącznie z charakterem pisma i jego wpływem na wygląd moich notatek.
 A jeżeli chodzi o notatki to ja mam świra.
Korepetytorka może potwierdzić ;))
A jak już się pouczyłam to zaczęłam myśleć...
Ostatnimi czasy z namiętnością umilam sobie życie męczeniem mailami Marty oraz męczeniem gadu gadu Beatki :D
I zaczęłam się zastanawiać czemu to Tosinki nie piszą do mnie na gadu gadu?
Pomyślałam...
Pomyślałam...
I znalazłam.
Zdałam sobie sprawę, że nikt z moich czytelników nie może sie ze mną skontaktować drogą komunikatorową.
A czemu? Bo zapomniałam sobie zainstalować owej funkcji na blogu.
Brawo Natalko, jesteś cudowna -.-
W każdym razie rzeczony problem zostanie dziś rozwiązany. :P
Igorek też daje czadu. Ostatnio bardzo ewoluował. Głównie to w kwestii komunikacyjnej gdy to poszerzył mu się repertuar gadania i nauczył się mówić głośne i dobitne "NIE"
Z utęsknieniem czekamy na tak. :)) Kolejną nabytą umiejętnością młodego jest:
DUUUŻYYY
WIEEELKII
OGROOOMNY Foch.
Tak więc gdy dziś spytałam małego, czy da mi buzi to spojrzał na mnie oburzony.
Bo jak! On ma mnie całować?! Przecie to obciach! A jak koledzy zobaczą!? No ciotka no!
Wobec tego w celu zamanifestowania swojego niezadowolenia klapnął tyłkiem na podłogę skrzyżował rączki na styl "prezesa samo zuo" i ze srogą miną odpowiedział "NIO" kiwając przecząco głową.
Ale się ciesze! Taki mały a już odmawia po hiszpańsku!
Moje geny!! :D


wtorek, 6 listopada 2012

:D

Minione dni jak widać z resztą po moich ostatnich notkach były... paskudne.
Zaliczyłam takiego doła paskudnego, że myślałam, że się nie wygrzebię i w końcu skończę u psychologa.
Na szczęście już poszło (Tfu, by nie zapeszyć) i moja psychika powolutku zaczyna wracać do normy.
Ukoronowaniem wczorajszego dnia była wspaniała paczka od Tosinków  po której jeszcze długo minę miałam taką: :O
Czekałam na nią jak dziecko sie ciesząc.
I to już nawet nie chodziło o to, że kocham dostawać paczki, ale jak już dotarła i zdałam sobie sprawę, że przecież była trzymana w dłoniach osoby, którą tak bardzo uwielbiam i szanuje to aż ją przytuliłam z radości.
A potem oniemiałam.
Bo jak to możliwe?
Skąd Marta wiedziała, że skończyły mi się perfumy, moje włosy potrzebują ratunku, a wszystkie kolczyki się znudzily i jeszcze dodatkowo mam ostatnimi dniami ochotę na czekoladę? (No dobra, z tym ostatnim wygadałam się w mailu nieopatrznie)
Martuśku! To kto tu jest czarownicą w końcu? :P


Igorek i Adrian dokazują jak zawsze. Igor zaliczył dziś tzw małpią godzinę. Przez długi czas biegał jak oszalały po pokoju w kółko. A ile radości przy tym!!
Zapytany zaś o to "Gdzie jest łóżko?" wskazał... ucho. :D
No przecież że tak!
:D
A jutro zaczynam mordęgę w postaci... matematyki.
Trzymajcie kciuki za moją kochaną Brygidę żeby nie sfiksowała przy mnie a mnie żeby nie zabrakło mi cierpliwości i pokazałam tym głupim wzorkom, pierdułkom i innym numerkom kto tutaj rządzi!!!
Ciebie prosimy...

piątek, 2 listopada 2012

168


Wliczając z tym dzisiejszym dniem tyle własnie siedzę w domu.
Pamiętam jak dziś jak siedemnastego maja br wróciłam w szampańskim nastroju. Za sobą miałam już maturę, przed sobą marzenia.
I one trwaly. A w międzyczasie wyjazd, który miał mnie usamodzielnić.
I nagle nadszedł ten dzień.
Tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego jeden telefon i wszystko runęło.
Nie ma dojazdu. Nie należy mi się, nie idę do szkoły.
Niczego w życiu tak nie żałuję jak tego, że tak łatwo dałam się nabrać, że nie sprawdziłam jaka jest prawda.
Tkwiłam w niewiedzy do czasu gdy młodsza ale jednak bardziej rozgarnięta ode mnie osoba poinformowała, że dojazd się należy.
I to do dwudziestego czwartego roku.
Był siedemnasty października. Zajęcia na studium zaczęły się półtorej miesiąca wcześniej.
 Dzień potem znalazłam się obok sali gdzie kiedyś mogłam mieć zajęcia.
Piękny jesienny dzień, stałam koło budynku a z otwartego okna dobiegły mnie radosne chichoty "mojej grupy" i ciekawy wykład o autyzmie.
I pomimo, że temat tak bardzo mi się podobał to nie słuchałam dalej i poszłam.
Bo mnie to już nie dotyczyło.
Bo ja już pewną bitwę przegrałam.
Wczoraj przeglądając biuletyn o prawach natknęłam się na ten cytat:

"Niepełnosprawnym kobietom i dziewczętom należy zagwarantować pełny rozwój oraz wzmocnienie ich aktualnej pozycji społecznej a aby nie były one traktowane gorzej niż ich rówieśniczki"

Więc zostałam w domu.
Moje rówieśniczki poszły do szkół i prac.
Mam się nie czuć gorsza? 
Ale się czuje.
Bo nie ma dla mnie dowozu. 
A przecież nie chciałam się uczyć na końcu świata a jedynie kilka kilometrów dalej.
Specjalnie wybrałam takie studium które nie jest płatne.
Zależało mi tylko na głupim dowozie.
Na 20 minutach drogi w przystosowanym samochodzie dwa razy na dzień cztery a nawet mniej dni w tygodniu.
Zawsze mogłam wybrać ukochany hiszpański.
W Krakowie.
W Warszawie.
Gdziekolwiek.
Ale nie wybrałam. I co ja z tego mam?
Czy ja tak dużo żądałam?
I dlaczego świat ostatnio mnie umacnia w przekonaniu, że ulubionym zajęciem większości ludzi na całym świecie jest kłamstwo?
Te sto sześćdziesiąt osiem dni umacnia mnie w przekonaniu, że marzenia i plany są nie warte.
A ja wciąż wierzę i marzę.
Ja biedna i naiwna dziecinka.
I od paru dni wiem, że ktoś kiedyś napisał najwiarygodniejsze słowa świata:

 "Kobieta z niepełnosprawnością to płeć potrójnie słaba. Jeśli chce się podobać, to usłyszy komentarz: po co się maluje? Jeśli zwiąże się z mężczyzną, to usłyszy: po co jej to? Kobiety z niepełnosprawnością są bowiem traktowane o wiele gorzej
 niż niepełnosprawni mężczyźni, rzadziej kształcone i częściej traktowane w sposób instrumentalny. Jeśli dziewczyna na wózku, która – wiadomo – i tak sobie nie radzi, wpakuje się w związek z facetem i jeszcze będzie miała dziecko, to już na pewno sobie nie poradzi. Co powinna robić? Rehabilitować się fizycznie i społecznie, iść do pracy i najlepiej trwać przy rodzicach."
www.niepełnosprawni.pl

Wiecie... chyba wolałabym być chłopcem. ;)

czwartek, 1 listopada 2012

Ku pamięci...

Ten dzień nie jest zwykły.
A za to bardzo uroczysty.
Pełny smutku, tęsknoty i żalu.
Pełen nadziei że kiedyś sie jeszcze spotkamy.
A nawet trochę radosny... Bo ja wierzę, że po drugiej stronie jest o wiele lepiej.
Tego roku tak wiele żyć zostało zakończonych.
Chyba każdy pamięta śmierć małej Madzi?
W tym roku powinna obchodzić pierwsze urodziny.
Ale nie zazna tego. Tak jak innych rzeczy, na które część jej rodziny czekała.
Pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwszy tort.
I zastanawiam się czy w tym medialnym cyrku wokół jej małej osoby znajdzie sie czas na zadumę i pamięć?
Dla mnie to też był szczególny rok.
Śmierć w mojej rodzinie.
Za wczesna, zabierająca szesnastoletnie serce.
Mojego kuzyna, z którym bawiłam się jako małolata.
 Za niego, za Madzię jak i za tysiące dusz odmówię dziś modlitwę.


poniedziałek, 29 października 2012

Let it snow, let it snow, let it snow...

Środa:
Pomimo iż do niedawna planowałam ( i w zasadzie dalej planuje) wrócić do naturalnego koloru włosów to byłam zmuszona się... farbnąć.
Czekała mnie impreza na której nie wypadało mi pokazać się z kilometrowym odrostem pomimo iż ombre przecie w modzie jest... Ale nie takie co się zaczyna w okolicach uszu. ;) Uzbrojona więc w te śmierdzącą farbę, odżywkę, grzebień i siostrę ufarbowałam łba. Przeczuwając też zimową aurę calutki dzień... oglądałam świąteczne ozdoby planując. ;p

Czwartek:
Zaraz, zaraz... Co ja robiłam w czwartek?

Piątek:
W piątek deszcz zrobił się niebezpiecznie marznący. Odeszła złota polska jesień i nadeszło... nowe życie.
O godzinie dwunastej (w porywach do trzynastej :D) na świat przyszła Michalina Faustyna czyli druga z kolei siostrzenica, a pierworodna chrześnica mojej wieloletniej przyjaciółki. Siostrzyczka szczęśliwej Oliwki:)
Witaj na świecie Misia!
Wieczór zgodnie z tradycją spędziłam śpiewając (udając że śpiewam?) na scholi, a następnie z "rodzinką pl" :D

Sobota:
Dzień zaczął się wcześnie. A wraz z nim zaczęły się przygotowania czyt. fryzury, malowanie, ubieranie, rozterki ubiorowe. Następnie wraz z całą rodziną wybyliśmy na wesele do sąsiadki :)
A konsekwencją tego wydarzenia była zrobiona już tydzień wcześniej (jeszcze zza czasu słoneczka) ta o to kartka:
Jeszcze nie całkiem taka jak powinna być, ale się wprawiam powoli. Te motylki śliczne to naklejeczki które otrzymałam od przyjaciółki na urodziny :))

Niedziela:
Wstaje po odsypianiu i... oczom nie wierzę!!
Ukazuje mi się obrazek jak z bajki o królowej śniegu!
Wszystko, wszystko białe! I uwierzcie mi, że pomimo że wiedziałam że zasypało chociażby moich kochanych Tosinków i większą część Polski a w wiadomościach zapowiadano rozwój zdarzeń to naprawdę się zdziwiłam! W śniegowym puchu przyszło nam zawitać na poprawinach gdzie najbardziej podobały mi się walczyk, salsa, tango oraz taniec klasyczny w wykonaniu Igotka. Dzięki Bogu po ostatnich problemach (mały chorował dwa tygodnie) został tylko katar a wrócił dawny uśmiechnięty Iguś:D
Adrian również dawał czadu. Przez dwa dni weselne wytańczył chyba calutką salę weselną:D


Obecnie siedzę sobie z gorącą herbatą i w piżamie przed komputerem. Za mną w oknie nadal biało i puchato.
Jutro wybywam do biblioteki, natomiast w czwartek Wszystkich świętych.
Nie lubię. :( Smutne święto.

A z nawiązaniem do środowego "halołin"

"Psukierek czy cikus"?:D Kto zna ten wie. :D