niedziela, 7 sierpnia 2011

Życie biegnie, a ja nie nadążam…/ Moje nierozumiane plany życiowe.


Za mną półmetek moich wakacji.
Do moich osiemnastych urodzin niepełne dwa miesiące.
Za trzy tygodnie zacznę mój ostatni rok szkolny.
I tu najprawdopodobniej kończę swą edukację…
To będzie mój pierwszy, samodzielny wybór jako pełnoletnia osoba.
Nie powiem, tym krokiem już wzbudzam sensacje, zgorszenie, wściekłość.
I to nie  mojej  najbliższej rodziny.
Oni to  akceptują.
Nie rozumieją to osoby, które (przepraszam jeżeli urazę tu kogo kolwiek) ale wiedzą  o mnie tyle co nic!
I to mnie rani…
Bo teraz to  ja nie rozumiem ich.
Nie rozumiem, dlaczego ja MUSZE być super inteligentna?
Dlaczego muszę iść na studia?
Dlaczego muszę się uczyć rzeczy, które mnie nie interesują,
które mi nie będą potrzebne?
Dlaczego na siłę musze pasować do układanki ludzi wykształconych?
Inni są wykształceni?
To świetnie!
Podziwiam!
Ale ja nie chcę meczyć się na studiach,
mam problemy z koncentracją, nie potrafię się uczyć, od pisania notatek szybko boli mnie ręka.
A ja jestem nerwowa i jak mam odrobić lekcje to mnie trafia jasny gwint.
I to nie tak, że nie wierzę w siebie, robię z siebie cierpiętnice, bo choroba, bo jestem słaba.
Możecie tak sobie myslec,
chyba się na to muszę udodpornić
Jestem na tyle silna, że zdecyduję się sprzeciwić panującym normom.
Choroba mnie może ogranicza, ale nie czuje się gorsza.
Potrafię z niej żartować
Tylko jak każdy człowiek mam słabości.
Jak każdy.
 Co z tego że pójdę na wymarzoną pedagogikę, by potem uczyć polskiego, religi,
skoro na studiach bede mieć pełno nieprzydatnych egzaminów, oraz przedmiotów?
Ja nie rozumiem, co złego jest w tym,
że zostałabym w domu?
Na rencie?
Skoro tak żyje połowa niepełnosprawnych,
mając przyjaciół,
znajdując miłość,
będąc szczęśliwym?
Depresja mi proszę państwa nie grozi.
Nie sądze, że stracę przyjaciół, bo ufam im, na tyle,
że choć wiem, że będą mnie motywować do robienia kariery,
to jeżeli mi się nie uda albo się poddam, to zaakceptują ten fakt.
Na brak zajęć też nie będę narzekać..
Mogę pomagać mamie w miarę swoich możliwości,
Mogę pilnować  siostrzeńca.
Akurat zacznie chodzić, więc będziemy spacerować, bawić się, śpiewać wygłupiać.
Starszemu będę za to pomagać w lekcjach, będziemy najlepszymi kumplami.
Mogę nauczyć się szyć, haftować, robić na drutach.
Mogę doszkalać angielski, hiszpański.
Uczyć się jezyków DLA SIEBIE.
Będę gotować, bo mnie to kręci!
Będę mogła scrapować.
To nie jest dla mnie obciachem!
Z domu też czasem się wyrwę,
zapiszę się do jakiś stowrzyszeń,
będę gonić za finansowaniem mi kursów  o których marzę,
za obozami, turnusami rehabilitacyjnymi.
Zresztą miejscowość w której żyje kocham bo to taka mała ojczyzna i
lekiem na całe zło czasem jest głupi spacer, piętnaście metrów od domu.
A potem jak Bóg da, to albo siąde w domu jako kura domowa,
piorąc, gotując i sprzątając swoim dzieciom i mężowi,
albo piorąc i sprzątając i gotując nie swoim dzieciom, lecz siostrzeńcom.
Bo bycie gospodynią domową, też jest zawodem!Tylko, że tu walutą jest miłośc.



Moja mama co prawda zrezygnowała nie z własnej woli, żeby mnie wychować, lecz z przymusu.
Ale przez całe moje życie była w domu  i wiem, że tak też można żyć.
Cóż.
Być może nie dorosłam i popełnię największy błąd w moim życiu.
Ale przecież człowiek by się czegoś nauczyć musi zrobić błędy.
Jak nie zdam teraz matury, a za jakiś czas stwierdzę, że chcę iść dalej, że chcę się uczyć, to się zapre!
Nazbieram pieniądze,zrobie maturę prywatnie, pójdę na studia.
Wiem, z samej renty, nie pracując nie będę żyć w luksusie.
Będę musiała się wyżec wielu rzeczy, o których marzę.
Zapewne niedługo zacznę się chwytać byle jakich zajęc by sobie dorobić.
Lecz nie myślcie sobie.
To nie jest tak, że nie przyłożę starań, w tym roku szkolnym.
To nie jest tak, że edukacja jest dla mnie nie potrzebna, wroga…
Edukacja jest potrzebna! Będę to powtarzać moim siostrzeńcom, moim dzieciom,
znajomym moich dzieci,czy dzieciom znajomych.
Itd. Itp.
Każdy musi iść do szkoły, musi przeżyć te lata szkolne,
bo dzięki szkole prócz nauki zdobywamy przyjaciół,
super wspomnienia.
można się nauczyć obcować z innymi.
Ale jeżeli już przez to przebrniesz i nie chcesz ciągnąć tego dalej, to czy jesteś gorszy, tylko dlatego, że gorzej zarabiasz?
Albo tylko dlatego, że zamiast siedzieć za biurkiem mało się męcząc a dużo zarabiając ,
to tyrasz dniami i wieczorami w fabrykach, sprzątając, męcząc się okropnie?
Przecież takim ludziom należy się wielki szacunek!
Bo żadna praca nie hańbi!
No… chyba że sprzedajesz własne ciało!
Ale to nie jest praca.
Ja szczerze powiedziawszy bardzo chciałabym iśc na zwyklą sklepikarkę, krawcową,czy nawet sprzątaczkę.
Ale to choroba mi na to nie pozwoliła.
Osoba niepełnosprawna nie może sobie pozwolić na szkołę zawodową.
A jeżeli mi się uda, zdać tę przeklętą matmę,
jeżeli polski i angielski pójdzie mi tak jak chcę, to się ucieszę!
Ba!
Nawet Chyba opiję ;)
I być może i tak wtedy stanie na studiach, bo mi się zachce.
A jeżeli nie?
Coż, mogę poprawiać.
Jednak jeżeli moje starania nie odniosą skutku, to przecież się nie zabiję…
Mam inne piorytety…
To mój wybór.
A jeżeli ktoś go nie uszanuję?
Trudno…
Nie będę sie kłócić.
Zrobię swoje.