niedziela, 19 czerwca 2011

Brak koncepcji na tytuł



Panie i Panowie! Dzieci i Ryby!
W środę skończę swój jeden z najtrudniejszy chyba w historii rok szkolny.
A tym samym zaczynam swoje… ostatnie w życiu wakacje.
Mam je zamiar wykorzystać do maksimum.
Czeka mnie wesele siostry ,  badania lekarskie, powtórka do matury, nauka hiszpańskiego, bawienie dzieci…
Czeka mnie nadrabianie zaległości filmowych, książkowych, blogowych.
Czekają mnie spotkania z przyjaciółmi, spacery do dziesiątej wieczorem,
obowiązkowa konsupcja słonecznika,
czerwona opalenizna
( No dobra, to już zaliczyć zdążyłam).
Te wakacje będą udane- na pewno.
A jeżeli w ciągu tych dwóch miesięcy będę narzekać na nudę, czy depresje to bardzo was proszę, kopnijcie mnie w zadek i odeślijcie do tej notki.
La Vida Es Bella!

sobota, 11 czerwca 2011

...Marzę...

Mój dom będzie parterowy, wielki z olbrzymim ogrodem. 
Będzie w nim kuchnia w której będą meble dostosowane tak bym na wózku swobodnie gotować potrawy. 
Meble będą brązowe. I taka wielka lodówka z podajnikiem lodu na upalne dni, zaś w te chłodne w wieelkim salonie będziemy przy kominku pijać czekoladę. 
Ja, mój mąż i moje dzieci. 
Będzie pięć pokoi. 
W jednym z nich będzie mój scraproom, w drugim w kolorze fioletu w nowoczesnym stylu będzie moja małżeńska sypialnia.
W tej sypialni będę mieć toaletkę, sekretarzyk, a na nim laptop. 
Będą też szafki z moimi księgozbiorami. 
Tuż obok będzie sypialnia moich trzech córek, w kolorze kremowym, pełna misiów, zabawek, grzechotek.
A dalej pokój moich trzech synów, kolorowy, gdzieniegdzie ludzie „zabijać” się będą o rozmaite żołnierzyki, samochody i koparki.
Moja szóstka będzie mieć dzieciństwo jak z bajki. 
Otrzymają imiona Elena, Julianna, Kornelia, Marcel, Piotr i Jan. 
Wieczorami w lato będziemy wychodzić na podwórko. 
A tam? Drewniany plac zabaw, dmuchany basen do chłodzenia. 
I stół obok grilla.(Bo jestem przecież fanką nie zdrowego smażonego.). 
Na codzień moje dzieci pójdą do szkoły i przedszkoli, ja będę pracować w mojej własnej fundacji a w przerwach zostanę nauczycielką lub tłumaczką języka hiszpańskiego. 
Moje dzieci nie będą ograniczane, ale też nie będą rozpieszczane. Co niedziele razem będziemy wychodzić do kościoła, bedę czytać im przed snem…
I będziemy po prostu szczęśliwi. 
Nawet jeżeli w telewizji będą kolejne rewelacje na temat wojen i chorób.
Nawet jeżeli będziesz nas doświadczał. Bo przecież życie to nie jest wieczna sielanka… 
Będę je szalenie kochać, pomimo tego, że każde z tej mojej szóstki nie będzie mi dane urodzić samodzielnie.
Będziemy się kłócić, godzić, śmiać, płakać. Będzie moja rodzina i… pies.
I jeżeli Boże kiedyś dane mi będzie tego zaznać, to mogę obiecać, że zrobię wszystko, by wychować  swe dzieci najlepiej jak potrafię że dam im maksimum szczęścia, że będą cudownymi ludźmi. 
I będę sie starać by być dobrą mamą i żoną, ale nie bez wad.
Bo wady ma przecież każdy. 
One też po coś są.
Nie mogę Ci obiecać, że będę idealna. 
Mogę Ci obiecać, że postaram się z całego serca…
Ostatecznie, jeżeli nie spełnisz życzenia o dzieciach i mężu, to dom mogę zawsze wybudować. 
A dzieci…? 
Po coś w końcu ma się tych siostrzeńców…? ;)