piątek, 25 lutego 2011

O tym i o tamtym też...

Nie mogę uwierzyć w to, że dwa tygodnie temu o takiej porze wyszłam na podwórko, poszłam na spacer, wystawiałam twarz do słońca… 

Bo gdy patrzę w okno to widzę tylko biel, zima jak szybko sobie poszła tak szybko do nas wróciła;/
Zrobiła nam psikusa, bo sądziłam, że pomimo takiej pory jutrzejsze chrzciny Igora będą ładne… 

Teraz jestem pewna, że do jutra sytuacja się nie zmieni i będzie biało, zimno, wręcz mroźno. Nie znoszę zimy… 

Ale to i tak nie zburzy mi spokoju i doniosłości chwili jaką jest chrzest mojego siostrzeńca. 

Igor, który obecnie ze swojego wózka mrucząc coś złowrogo czyta moje wypociny blogowe, wciąż nie może pogodzić się z tym, że ciocia Natalia nie weźmie go na ręcę.
Cóż, nie można mieć wszystkiego .
Wczorajszy dzień spędziłam najpierw z edukacją w tle, a między wolnymi przerwami z książką Ani, lub w OREWIE, następnie po powrocie internet, relaks. 

Potem musiałam ufarbować swój poczciwy „łebek”. A to skutecznie mój humor spsuło… Bo co ja poradzę, że jestem jedną z nielicznych kobiet, które nie lubią zabiegów kosmetycznych, malowań itp.? Jedyna rzecz jaką lubię to malowanie paznokci.
Tak więc wracam do żwawej „konwersacji” z moim misiulkiem i postaram się zdać relacje z jutrzejszego święta.

środa, 16 lutego 2011

Mój nowy blog po raz enty

Bo zaczęło się od tego, że nieszczęśliwym wypadkiem skasowało mi się konto na google, a wraz z nim poszedł sobie blog i konto na „Youtube”. Wypadek miał miejsce w ferie, kiedy to nic mi się nie chciało, dlatego blog odrazu nie został reaktywowany.

W te ferie nie chciało mi się siedzieć na internecie, uczyć, spać, oglądać tv, scrapować, czytać… Ogólna beznadzieja wywołana po prostu zimą… Odżyłam dopiero, gdy niemalże siłą zostałam wykopana z domu by pojeździć moim nowym elektrycznym nabytkiem po podwórku. Na wózku inwalidzkim jeżdżę od piątego roku życia. Jednakże zawsze posługiwałam się rekami. Więc co zrobiła Natalia gdy już usiadła na nowy nabytek sterowany małym pilocikiem? Chciała złapać za koła… a kół nie było. No i zong:D. Pierwszą podróżą byłam baardzo zestresowana, zwłaszcza że odrazu musiałam jechać do oddalonego kilometr od mojego domu sklepu.

Pod sklepem czekając na rodzicielkę spotkałam Asię i Kingę ( czyt. moje ziomki ) wróciłyśmy razem do domu, w połowie drogi skapłam się, że… jadę… Bez stresu i w miarę nie krzywo… Więc oficjalnie mówie: Prawo jazdy na wózek elektryczny uważam za zdane!
Po za tym w wolnym czasie kiedy tylko mogę zajmuje się siostrzeńcami. Adrian już jednak woli swoje własne zabawy, niż przynudzającą ciotkę, natomiast Igor wczoraj tj. w dniu gdy skończył dokładnie dwa miesiące, po raz pierwszy świadomie się do mnie uśmiechnął. Najbardziej śmieje i gaworzy, gdy mu śpiewam, złośliwi twierdzą, że to po to bym już przestała… xD
I naprawdę, opowiedziałabym coś jeszcze, ale zwyczajnie nie mam o czym…
Tak więc witam po raz wtóry na moim nowym blogu!
Rozgośćcie się!








Ps: Wszystkim moim czytelnikom serdecznie dziękuje i zachęcam do pozostawienia znaku obecności oraz namiary na swoje blogi…




Natalia:)